Młodzież Zobacz

Zerwałam z brudną przeszłością

Paź 15, 2018 Świadectwo

Pochodzę z wielodzietnej, katolickiej rodziny. Mam prawie 25 lat. Nigdy się u nas nie przelewało, ale również nigdy też nie było w naszym domu żadnych patologii typu alkoholizm czy narkomania.

W szkole podstawowej i gimnazjum byłam bardzo zakompleksioną dziewczynką. Wstydziłam się dosłownie wszystkiego: swojego wyglądu, ubioru, tego, co mówię, w jaki sposób mówię itp.

Stroniłam przez to od towarzystwa, nie potrafiłam znaleźć swojego miejsca wśród szkolnych kolegów i koleżanek. Z perspektywy czasu widzę, co wpływało na moje kompleksy – i nie tylko na moje, gdyż siostry przeżywały podobny problem w okresie dojrzewania, mimo że nie wyglądałyśmy gorzej od innych dziewczyn.

Choć nasz tata (którego bardzo kocham) był porządnym, uczciwym człowiekiem i nigdy nie zdarzyło mu się nadużyć alkoholu, to jednak popełnił w swoim życiu pewne błędy wychowawcze. Nie ma jednak człowieka, który by błędów nie popełniał…

Nasz tata był zawsze bardzo surowym i wymagającym człowiekiem. Nigdy (naprawdę nigdy!) nas nie pochwalił i bardzo często mnie i moje rodzeństwo krytykował. Nie potrafił również okazywać nam czułości. Nigdy też nie usłyszałam komplementu z jego strony.

Pamiętam, że jak byłam jeszcze małym dzieckiem (miałam wtedy może z sześć lat), kiedy kładłam się spać i zamykałam oczy, to wyobrażałam sobie, że przychodzi mój tata, całuje mnie w czoło i mówi mi:

„dobranoc, moja kochana księżniczko, kocham cię”.

Niestety, moje marzenia się nie spełniły…

Kiedy miałam ok. 16 lat, zaczęły się moje pierwsze przygody z alkoholem. Dzięki mojej kuzynce, która była osobą zawsze bardzo śmiałą, udało mi się poznać parę koleżanek. Niestety, nie trafiłam na właściwe towarzystwo…

Koleżanki pokazały mi, jak można „dobrze” bawić się przy alkoholu. Po wypiciu alkoholu znikały gdzieś moje kompleksy, stawałam się towarzyską i wygadaną osobą. Łatwo było mi nawiązać kontakt z chłopcami. Próbowałam za wszelką cenę otrzymać od nich choć odrobinę czułości.

Widzę teraz, że to pragnienie czułości i bliskości było wtedy dla mnie nadrzędną sprawą. Mimo iż zawsze uważałam się za osobę wierzącą, to jednak – będąc w wieku 16-19 lat – mocno błądziłam.

Mogę z całą pewnością stwierdzić, że Pan Bóg nie był wtedy u mnie na pierwszym miejscu. Kiedy zgrzeszyłam, próbowałam siebie usprawiedliwiać i zagłuszać wyrzuty sumienia.

Gdy miałam 18 lat, poznałam Marcina, chłopaka, z którym byłam około dwóch lat. Chłopak ten był alkoholikiem, jednak nie zdawałam sobie na początku z tego sprawy. Bardzo mocno się w nim zakochałam.

Kiedy Marcin nie pił, to zachowywał się dobrze wobec mnie, jednak tych chwil było z czasem coraz mniej. Po wypiciu paru piw Marcin zmieniał się nie do poznania: zaczynał flirtować z innymi dziewczynami, wsiadał w samochód, próbował mnie namówić do współżycia. Broniłam się przed tym, jednak z czasem kilka razy mu uległam, czego bardzo żałuję.

Wtedy wydawało mi się, że pokazałam mu po prostu, jak bardzo go kocham. Jednak nie na tym polega prawdziwa, odpowiedzialna miłość.

Po pół roku naszego związku Marcin przyznał się, że zdradził mnie z inną dziewczyną. Wpadłam wtedy w ogromną rozpacz, zaczęłam szlochać, miałam myśli samobójcze, nie mogłam się uspokoić.

Marcin płakał razem ze mną, przepraszał, tłumaczył, że nie wiedział, co wtedy robi, bo był po alkoholu. Ja byłam w nim tak zakochana, że mu wybaczyłam, stawiając warunek, aby przez miesiąc nie tknął ani kropli alkoholu.

Marcin zrobił to dla mnie. Jednak po miesiącu znów zaczął pić w bardzo dużych ilościach. Zdradził mnie potem jeszcze kilka razy, o czym również dowiedziałam się dopiero po dłuższym czasie.

Związek z Marcinem to był dla mnie okres wielkich cierpień. Każdego dnia miałam problemy z zaśnięciem, myślałam ciągle o tym, czy on przypadkiem nie upił się, czy wrócił już do domu, czy nie zdradza mnie z inną dziewczyną itp.

Jednak byłam w nim tak zakochana, że nie potrafiłam z nim od razu zerwać. Naprawdę byłam wtedy w stanie wszystko dla niego zrobić, tylko żeby przestał pić. Nie potrafiłam sobie poradzić z jego uzależnieniem od alkoholu.

Marcin cały czas twierdził, że mnie kocha, że próbuje przestać nadużywać alkoholu, lecz nie potrafi. Zaczęłam wtedy szukać pomocy u rodziny, lekarzy, psychologów.

Dużo się modliłam, bardzo często szlochałam do poduszki, wołałam do Boga o pomoc, o jakieś wyjście z tej sytuacji. Rodzice się wtedy mocno o mnie niepokoili, widząc mnie bardzo często zapłakaną.

Coraz częściej chodziłam na Mszę św. i do spowiedzi. Jedynie patrząc z perspektywy krzyża Chrystusa, widziałam jakiś sens w tym całym moim cierpieniu. W końcu zrozumiałam, że jeśli Marcin nie zrozumie tego, że jest chory, i nie podda się leczeniu, to mimo wszelkich swoich dobrych intencji nie jestem w stanie mu pomóc.

Postawiłam w końcu warunek: albo będzie się leczył, albo z nami koniec. Marcin wtedy twierdził, że nie jest chory, że każdy ma prawo sobie coś wypić, że to jest normalne, więc nie będzie się leczył. Z bólem serca podjęłam w końcu decyzję o rozstaniu się z nim.

Rozstając się z nim, rozstałam się zarazem z całą swoją brudną przeszłością. Całkowicie zawierzyłam całe swoje życie Bogu. Już nie ciągnie mnie do alkoholu, zerwałam ze swoim poprzednim towarzystwem.

Parę miesięcy po zakończeniu naszego związku poszłam z pielgrzymką na Jasną Górę i złożyłam tam śluby abstynenckie w intencji osób uzależnionych, śluby całkowitej abstynencji do końca życia. Już minęły trzy lata, odkąd nie miałam w ustach ani kropli alkoholu, z czego jestem bardzo dumna.

Często modlę się lub poszczę w intencji osób uzależnionych. Nie zapominam w modlitwie o Marcinie i jego tacie, który również jest alkoholikiem. Dowiedziałam się niedawno, że Marcin dostał ostrego zapalenia trzustki i był w szpitalu kilka tygodni.

Zrozumiał już teraz, że jest alkoholikiem. Myślę, że to jest pierwszy etap ku temu, aby zaczął się leczyć i przestał pić.

Moje relacje z mężczyznami od tamtej pory całkowicie się zmieniły. Najważniejszy jest teraz dla mnie Pan Bóg. Bo wiem, że gdy On jest na pierwszym miejscu, to wszystko jest wtedy na właściwym miejscu.

Jestem teraz naprawdę radosną i spokojną osobą, nie szukam na siłę czułości ani bliskości.

Wierzę, że Pan Bóg znajdzie dla mnie odpowiedniego kandydata w najwłaściwszym dla mnie czasie. Od kilku lat codziennie modlę się do św. Józefa o dobrego męża. Bardzo pragnę, aby był to człowiek całkowicie oddany Bogu, i na taką osobę staram się cierpliwie czekać.

Jezu, ufam Tobie!

Natalia

Podobne treści znajdziesz w naszym sklepie:

Twoje życie. Nowe rozmowy z dziewczyną o życiu, rodzinie, małżeństwie, płciowości, miłościPonieważ prawdziwa miłość czekaNie przegraj miłości!