Młodzież Zobacz

Zdominowała mnie chęć zemsty

Wrz 24, 2018 Świadectwo

Chciałem brutalnie użyć siły dla rozwiązania problemu, bo to właśnie siła była wówczas czymś, co mi imponowało.

Mam 31 lat i jak każdy borykam się z codziennymi problemami. Całe życie byłem osobą głęboko wierzącą, jednak wierzyć to dawać świadectwo wiary, żyć zgodnie z naukami Jezusa, a ja często o tym zapominałem.

Pracuję w szczególnym miejscu – w Muzeum Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu. Miejsce to upamiętnia największy nazistowski obóz koncentracyjny w czasie II wojny światowej, w którym życie straciło ponad milion osób, w większości Żydów.

Tu też znajduje się cela śmierci św. Maksymiliana Kolbego – katolickiego kapłana, który dobrowolnie poszedł na śmierć głodową w zamian za skazanego współwięźnia Franciszka Gajowniczka.

Około półtora roku temu doznałem dwóch tragicznych doświadczeń. Gdy zaraz po pierwszym wydarzeniu opowiedziałem o nim swojemu spowiednikowi, ten bardzo starał się mnie wesprzeć. Pomimo tego byłem bliski załamania i chęci zemsty za wyrządzoną mi krzywdę.

Chciałem brutalnie użyć siły dla rozwiązania problemu, bo to właśnie siła była czymś, co mi wówczas imponowało. Wtedy jednak zdarzyła się sytuacja, która odwróciła moje myślenie o 180 stopni.

Otóż kiedy pewnego razu, obmyślając kolejną wersję zemsty (myśl o zdecydowanym i brutalnym załatwieniu sprawy całkowicie mnie wtedy zdominowała), przechodziłem obok kościoła pw. św. Maksymiliana Kolbego, stało się coś, czego nigdy nie zapomnę. Mianowicie ja sam nagle, wśród swoich czarnych myśli, wypowiedziałem te słowa:

„Jezu, przecież Ty wybaczyłeś nawet tym, którzy Cię ukrzyżowali. Ty za nas umarłeś na krzyżu”.

Coś niesamowitego stało się w tym momencie ze mną – poczułem głębokie ukojenie, uczucie, którego nie jestem w stanie opisać. Miłość wypełniła moje serce, zapragnąłem przebaczyć i pomóc sprawcy mojego kłopotu.

Kiedy doszło do wspomnianego drugiego mojego ciężkiego przeżycia, to, czego wcześniej doświadczyłem, dodało mi wielkiej siły. Wiedziałem już, że Jezus nas kocha, że możemy być inni. Nasze kłopoty, problemy, emocje – wszystko to możemy pokonać w inny sposób: miłością.

Jeszcze przez wiele tygodni nachodziły mnie złe myśli, że przez takie załatwienie sprawy stałem się mięczakiem. Czasami nagle budziła się we mnie ponownie chęć zemsty i pokazania, że jestem twardy, że przecież skoro już 10 lat trenuję karate, to jestem w stanie pokonać wszystko, ale pamięć tamtego ukojenia pomagała mi dać odpór tym złym, pysznym myślom.

W listopadzie ubiegłego roku wyjechałem służbowo na trzy tygodnie do Izraela. Nie jestem w stanie opisać, czego tam doznałem. Te święte miejsca: bazylika Grobu Pańskiego, Betlejem, stacje Drogi Krzyżowej w Jerozolimie, Golgota, Ściana Płaczu, Kafarnaum i wiele innych, pozostawiły znaczący ślad w mojej duszy.

Podczas pobytu w Ziemi Świętej poznałem dwóch wspaniałych księży z parafii pw. św. Maksymiliana Kolbego. Jeden z nich dał mi czasopismo „Miłujcie się!”.

Przeczytałem je z dużym zainteresowaniem i już wiedziałem, że musi się ono stać moją regularną, obowiązkową lekturą.

Dzięki Wam z dużo większym zaangażowaniem podjąłem walkę z grzechem; czuję teraz, że naprawdę mam siłę. „Miłujcie się!” zwróciło moją uwagę na św. Faustynę, której Dzienniczek jest teraz jedną z najważniejszych lektur w moim domu.

Jezus Miłosierny dodaje mi sił w życiu codziennym, pełnym pokus i zła. On mnie umacnia i daje mi radość życia.

Łukasz

Podobne treści znajdziesz w naszym sklepie:

5 języków miłości - Gary ChapmanWyrwani z niewoliPrawda was wyzwoli