Młodzież Zobacz

Wkrótce ślub!

Wrz 17, 2018 Jan Bilewicz

Ostatnio Pan Bóg stawia na mojej drodze wiele par, które zamierzają w bliskiej przyszłości zawrzeć związek małżeński. Poznaję ich oczekiwania, radości i obawy.

Ci młodzi ludzie są różni: bardziej i mniej wykształceni, zamożni i ubodzy, głębokiej wiary i letni. Łączy ich natomiast jedno – nadzieja, że we dwoje, a potem razem z dziećmi będą prawdziwie szczęśliwi. Zawsze szczerze życzę im realizacji tego pragnienia.

Jak u Harry’ego Pottera

Ale, niestety, nie wszyscy zawierający związek małżeński znajdą w przyszłości szczęście. Znaczna część tych osób za 5, 10 czy 15 lat nie będzie wcale z rozrzewnieniem oglądać filmów wideo z uroczystości ślubnych, urządzanych dzisiaj z taką pompą.

Nie jestem czarnowidzem i nie chcę czytającym ten list zakłócać radości narzeczeństwa. Jestem po prostu realistą. Popatrzmy na statystyki. Jedna trzecia małżeństw się rozpada i wskaźnik ten ma tendencję wzrostową. Szokująco dużo!

Ściska mi się serce, kiedy pomyślę, że 30%, albo i więcej, tych radosnych, optymistycznie nastawionych do życia młodych ludzi, z którymi dziś rozmawiam, przejdzie dramatyczne załamanie się ich związków, co odciśnie negatywne piętno na całym ich życiu. A na dodatek nie wszystkie przecież nieudane małżeństwa się rozchodzą.

Od czego więc zależy ich przyszłe szczęście? Albo nieszczęście? Od czego zależy także Twoje szczęście? Trzeba zadać sobie to pytanie, poważnie zastanowić się nad nim, odpowiedzieć na nie, a potem konsekwentnie postępować zgodnie z wyciągniętymi wnioskami.

Masz cel: szczęście małżeńskie, musisz więc się zastanowić, jak go osiągnąć. To byłaby bardzo ważna część przygotowań do małżeństwa. Tych wewnętrznych, bo są oczywiście jeszcze zewnętrzne.

Pierwsze są nieporównywalnie ważniejsze od drugich. Czy wielu je podejmuje?
Obawiam się, że niezbyt wielu. Kultura masowa systematycznie i skutecznie odzwyczaja nas od stawiania sobie ważnych pytań, od refleksji nad nimi i poszukiwania, na  poważnie, prawdy.

Co zamiast tego? Zamiast tego niektórzy mocno wierzą, że ich przyszłe szczęście zależy po prostu od tego, w którym miesiącu się pobiorą… Maj nie wróży nic dobrego. Lepiej się żenić (albo wychodzić za mąż) w czerwcu lub w sierpniu… Myślisz, że żartuję? Ani trochę. Taka jest wiara niektórych ochrzczonych i bierzmowanych, potwierdzona konkretnymi uczynkami.

Osoby takie chyba nawet nie spowiadają się z tego, że w swoim postępowaniu kierują się zabobonami zamiast nauką Chrystusa.

Kto wie, czy również samego „ślubu kościelnego” nie traktują podobnie: na zasadzie, że tak jak zawarcie małżeństwa w czerwcu lub sierpniu „dobrze wróży” związkowi, tak i ślub kościelny „dobrze wróży”…

Istnieje wiele zabobonów związanych ze ślubem, które mają w sposób magiczny (czyli jak u Harry’ego Pottera) zapewnić szczęście przyszłym małżonkom.

Inni znowu wierzą, wiarą niezachwianą, że ich szczęście małżeńskie zależy od tego, czy będą mieli własne mieszkanie, dobrą pracę, pieniądze itp.

„Reszta sama się ułoży” – mówią.

Szczególnie ważne są pieniądze – wierzy się dosyć powszechnie, zgodnie z dogmatami konsumpcyjnej popkultury, iż są one szczęściodajne.

Pieniądze są potrzebne do życia. Jasne! Ale czy dają szczęście? Czy są najważniejsze? Czy – w związku z tym – im człowiek bogatszy, tym szczęśliwszy?

Znam wielu, którym pieniądze zupełnie odebrały rozum, albo przynajmniej poprzestawiały im w głowie i uczyniły ich nieszczęśliwymi. Mam wrażenie, że im głębsza wiara w szczęściodajną moc pieniądza, tym gorzej. Tak czytam w Piśmie Świętym:

„korzeniem wszelkiego zła jest chciwość pieniędzy. Za nimi to uganiając się, niektórzy zabłąkali się z dala od wiary i samych siebie przeszyli wielu boleściami” (1 Tm 6,10).

Co mówią w Ameryce?

Na Uniwersytecie Michigan w USA przeprowadzono badania nad rozwodami. Ich duża liczba niepokoi władze, zlecono więc przeprowadzenie badań socjologicznych.

Naukowcy szukali, między innymi, czynnika, który powoduje, że małżeństwa są trwałe i szczęśliwe. I znaleziono taki właśnie czynnik! W ogólnej populacji prawie co drugi związek małżeński kończy się rozwodem, natomiast jeżeli spełniony jest pewien warunek, małżeństwa właściwie się nie rozwodzą – co najwyżej jedno na 500, czyli 250 razy rzadziej.

Jak myślisz, jaki to czynnik? Nie rozwodzą się ci, którzy mają milion dolarów lub więcej na koncie? Żona musi wygrać przynajmniej jakiś lokalny konkurs na miss piękności, a mąż być co najmniej dyrektorem dobrze prosperującej firmy? Żyli wcześniej na próbę? Sprawdzili, że są „dopasowani seksualnie”? Otóż badania naukowe wykazały, że chodzi o coś zupełnie innego.

Boża recepta i pierwsza pokusa

Najpierw się zastanówmy, jaka jest Boża recepta na szczęśliwe życie małżeńskie. Skoro bowiem ktoś jest ochrzczony, bierzmowany i chce zawrzeć sakramentalny związek małżeński, powinien zastanowić się w ramach przygotowania do małżeństwa, co Pan Bóg mówi o tym, jak osiągnąć małżeńskie szczęście.

Zapytajmy, czy Pana Boga interesuje nasze szczęście, szczęście narzeczonych, małżonków? Nic nie interesuje Pana Boga bardziej niż szczęście ludzi. Czy Pismo Święte, którego Autorem jest Pan Bóg, mówi coś o szczęściu? O tym, jak je osiągnąć również na ziemi, tu i teraz?

Pismo Święte zostało napisane jedynie z myślą o naszym szczęściu: każde jego zdanie, każde słowo płynie z miłości do człowieka i z pragnienia jego szczęścia.

Równie ważne jest uświadomienie sobie tego, że słowo Boże nie może nas wprowadzić w błąd. Zauważ, że zwątpienie w prawdomówność i życzliwość Boga było przyczyną upadku pierwszych ludzi. Wielki sukces szatana!

Do końca świata Zły będzie się wysilał, by doprowadzić chrześcijan do upadku dokładnie w ten sam sposób, i nadal, niestety, odnosi w tym wielkie sukcesy. Wielu ludzi bardziej niż Bożemu słowu wierzy zapewnieniom i wezwaniom różnych guru materializmu praktycznego, hedonizmu czy „harrypotteryzmu”. Można ich wszystkich przedstawić symbolicznie w postaci węża na drzewie.

Jaka jest więc Boża recepta na udane życie małżeńskie? Zacytuję przypowieść Jezusa, którą często czyta się w czasie Mszy św. ślubnej:

Każdego więc, kto tych słów moich słucha i wypełnia je, można porównać z człowiekiem roztropnym, który dom swój zbudował na skale. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i uderzyły w ten dom, on jednak nie runął, bo na skale był utwierdzony.

Każdego zaś, kto tych słów moich słucha, a nie wypełnia ich, można porównać z człowiekiem nierozsądnym, który dom swój zbudował na piasku, spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i rzuciły się na ten dom. I runął, a upadek jego był wielki” (Mt 7,24-27).

Czy w tych słowach Jezusa zawarta jest jakaś recepta na udane małżeństwo? Oczywiście! Trzeba budować dom życia małżeńskiego na skale, czyli na solidnym fundamencie. A co jest tą skałą? Pan Jezus oraz wypełnianie Jego nauki. Tak budowane małżeństwo oprze się wszelkim przeciwnościom zewnętrznym i wewnętrznym, które nieuchronnie niesie życie.

Małżeństwo bez wypełniania Bożych przykazań jest jak dom zbudowany na piasku. Można wtedy być milionerem, mieć piękną żonę lub męża, znać najnowsze podręczniki seksuologów, wakacje każdego roku spędzać na Hawajach lub w podobnych miejscach, a życie małżeńskie i tak runie.

Jeśli chodzi o materialną stronę życia, Pan Jezus daje nam taką obietnicę:

„Nie troszczcie się więc zbytnio i nie mówcie: co będziemy jeść? co będziemy pić? czym będziemy się przyodziewać? Bo o to wszystko poganie zabiegają. Przecież Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie. Starajcie się naprzód o królestwo i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane” (Mt 6,31-32).

Budowanie królestwa Bożego – co czyni się, mówiąc najprościej, przez wypełnianie Bożych przykazań – jest najważniejsze. Pan Bóg musi być na pierwszym miejscu, a wtedy „reszta się ułoży”, ponieważ On będzie błogosławił i wspierał. Reszta zaś się nie ułoży, jeżeli na pierwszym miejscu będą przyjemności, pieniądze, urządzanie się, robienie kariery itp., bo „Bez Boga ani do proga” – jak mówi słusznie stare ludowe przysłowie.

A teraz odpowiem na pytanie, nad którym zastanawiali się socjologowie w USA. Jaki czynnik powoduje, że małżeństwa się nie rozwodzą, lecz przeciwnie – są trwałe i szczęśliwe? Otóż naukowcy amerykańscy stwierdzili, że tym czynnikiem jest poważne traktowanie Pana Boga przez oboje małżonków.

Czyli konkretnie: codzienna wspólna modlitwa, lektura Pisma św. (popularna praktyka w Ameryce), korzystanie z sakramentów (dla katolików) oraz poszukiwanie Bożej woli i wypełnianie jej. Innymi słowy, chodzi o budowanie domu małżeńskiego życia na skale… A więc istnieje nawet socjologiczny dowód na prawdziwość Bożego słowa dla tych, którzy wciąż powątpiewają.

Bóg jest miłością

Powiedziałbym nawet, że jest to również dowód na to, że

Bóg jest miłością” (1 J 4,8).

Małżeństwo trwa i rozwija się wtedy, gdy istnieje miłość w relacjach małżeńskich. Miłość jest najważniejsza. Problemy rozpoczynają się wówczas, gdy zaczyna brakować miłości.

Mówię tutaj o prawdziwej miłości, a nie takiej, jaką nam pokazują w telewizji ani o jakiej piszą kolorowe czasopisma dla kobiet i dziewcząt. Nie mówię o emocjach, pożądaniu, zakochaniu, przywiązaniu itp. – wszystko to przemija.

Opis prawdziwej Bożej miłości znajduję w Pierwszym Liście do Koryntian. Mówi się tam, że miłość jest cierpliwa i łaskawa, nie szuka swego i nie pamięta złego, że wszystko przetrzyma i że nigdy nie ustaje (por. 1 Kor 13,4-8).

Takiej właśnie miłości z pewnością pragniesz. Nie jakichś namiastek. A skąd ona się bierze w naszych sercach? Jakie jest jej źródło?

„Miłość jest z Boga” (1 J 4,7),

„Bóg jest miłością” (1 J 4,8),

Miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego” (Rz 5,5).

Trzeba więc żyć blisko źródła miłości – przez modlitwę, sakramenty, wypełnianie Dekalogu – aby z niego czerpać. Eucharystię nazywa się sakramentem miłości. Jakże słuszna nazwa! W Komunii św. przyjmujemy przecież do swoich serc Tego, który jest miłością. Jeżeli zatem pragniesz prawdziwej miłości – pragniesz Boga. Stawiasz Boga na pierwszym miejscu – stawiasz miłość na pierwszym miejscu. Odwracasz się od Boga – odwracasz się od miłości.

„Starajcie się posiąść miłość” – pisze św. Paweł (1 Kor 14,1).

Wysiłek włożony w zbliżanie się do Boga jest w istocie wysiłkiem włożonym w zdobywanie miłości. Miłość się zdobywa, uczy się jej. Jest ona czymś innym niż samo zakochanie.

Zagrożenia miłości

Co zamyka człowieka na Boga, który jest miłością? Co nie pozwala Duchowi Świętemu rozlewać Bożej miłości w naszych sercach? Grzech. Katechizm Kościoła katolickiego stwierdza:

„Grzech śmiertelny niszczy miłość w sercu człowieka” (1855).

I w innym miejscu:

„Grzech śmiertelny jest […] radykalną możliwością wolności ludzkiej. Pociąga on za sobą utratę miłości” (1861).

Jakie grzechy najczęściej popełniają narzeczeni, czyli skąd płynie największe zagrożenie dla ich miłości? Być może właśnie jesteście w toku ostatnich przygotowań do małżeństwa i oto pojawia się myśl:

„Czy nie moglibyśmy już teraz podjąć współżycia? Albo nawet zamieszkać razem? Przecież termin ślubu ustalony, sala bankietowa zamówiona, nauki przedślubne w parafii zaliczone. Jaka różnica – miesiąc wcześniej czy miesiąc później?”.

Natchnienie Ducha Świętego czy pokusa? Pokusa! To byłby ciężki grzech. I ten grzech zniszczyłby Waszą miłość.

Zacytuję jeszcze raz katechizm:

„Narzeczeni są powołani do życia w czystości przez zachowywanie wstrzemięźliwości. […] Przejawy czułości właściwe miłości małżeńskiej powinni zachować na czas małżeństwa. Powinni pomagać sobie wzajemnie we wzrastaniu w czystości” (2350).

Zwróć uwagę również na ostatnie zdanie. Myślę teraz o tych dziewczynach, które przychodzą na spotkanie ze swoimi narzeczonymi bardziej rozebrane niż ubrane, bo niby taka moda. To ma być pomaganie sobie wzajemnie w zachowaniu czystości? Nie mogą doczekać się już nocy poślubnej? Będą noce po ślubie przez kilkadziesiąt lat.

Narzeczeni nie są jeszcze małżonkami. Wiadomo, że staną się nimi dopiero wówczas, kiedy wypowiedzą słowa przysięgi małżeńskiej wobec Boga, przedstawiciela Kościoła oraz świadków. Dopiero od tej chwili będą mogli korzystać z praw małżeńskich. Tak mówi Pan Bóg. Słyszymy również, że Kościół ogranicza ludziom wolność itp. Czy ten, kto tak mówi, wie lepiej niż Pan Bóg?

Wyobraź sobie następującą sytuację. Mianowicie jest student seminarium duchownego. Do święceń kapłańskich pozostał mu miesiąc. Przełożeni zgadzają się na święcenia. Termin został już ustalony, rodzina przygotowała przyjęcie.

Czy może ów student ubrać się w ornat i pójść odprawić Mszę św. albo usiąść w konfesjonale? Poszlibyście na taką mszę albo do takiej spowiedzi? Każdy by powiedział:

„To jest nieuczciwe. On nie jest kapłanem”.

Racja! Mężczyzny nie czyni przecież kapłanem ukończenie przez niego studiów teologicznych ani zgoda biskupa na jego święcenia, ale tylko przyjęcie przez niego sakramentu kapłaństwa. Dopiero wtedy może on korzystać z praw przysługujących kapłanowi.

Tak samo nieuczciwe jest korzystanie z praw małżeńskich przed zawarciem sakramentu małżeństwa. W przysiędze małżeńskiej ślubuje się między innymi „uczciwość małżeńską”.

Ile jednak będzie warte ślubowanie uczciwości małżeńskiej, jeżeli nie żyło się uczciwie przed zawarciem małżeństwa? Zamiast samemu wymyślać teorie usprawiedliwiające uleganie pokusom, trzeba po prostu twardo trzymać się zasad.

Na koniec jedna myśl z wywiadu, którego przed spotkaniem z młodymi w Kolonii udzielił Benedykt XVI Radiu Watykańskiemu. Ojciec Święty powiedział wtedy:

„Mądrość jest pojmowaniem tego, co ważne, dostrzeganiem tego, co istotne”.

Chodzi właśnie o to, byśmy byli mądrzy. Jak osiągnąć ten cel? Bóg jest nie tylko miłością, ale i mądrością. Wysiłek włożony w zbliżanie się do Niego jest równocześnie wysiłkiem włożonym w zdobywanie mądrości.

Podobne treści znajdziesz w naszym sklepie:

Twoje życie. Nowe rozmowy z dziewczyną o życiu, rodzinie, małżeństwie, płciowości, miłościWarto zadbać o „te sprawy“Nie przegraj miłości!