Rodzina Zobacz

W obronie „sanktuarium życia”

Lut 25, 2019 Marie Cofta

Ciekawe, że Bóg pojawił się w Betlejem nie tylko w ciele człowieka, ale właśnie w postaci ludzkiego bezbronnego dziecka, tak jakby chciał pokazać, że

„nie uczestniczy w grze przemocy, bogactwa i podbojów, która zdaje się kształtować nasze ludzkie dzieje […]. Staje się dzieckiem, ponieważ prosi o naszą miłość. Nie pragnie od nas niczego innego, jak tylko miłości, dzięki której spontanicznie uczymy się zgłębiać Jego pragnienia, Jego myśli i Jego wolę. Uczymy się żyć z Nim i wraz z Nim doznawać także pokory wyrzeczenia, która należy do istoty miłości” (homilia abp. Stanisława Gądeckiego w katedrze poznańskiej, 25 grudnia 2013 roku).

Wydarzenia ostatnich tygodni brutalnie dają nam do zrozumienia, że ta naturalna radość wynikająca z cudu nowego życia oraz zdrowa ocena rzeczywistości potrafią podlegać manipulacjom i często, w wyniku wielu czynników kulturowo-światopoglądowych, zostają mocno skażone. Mowa o problemie sposobu patrzenia na dziecko, tj. o aborcji.

Powrót do podstaw

Istnieją prawdy, których podważać nie wolno:

  • Człowiek stworzony został na obraz Boży.
  • Prawo do życia jest fundamentalnym prawem każdego człowieka: zdrowego i chorego, sprawnego i niepełnosprawnego, narodzonego i nienarodzonego. To ponadwyznaniowe prawo zapisane jest m.in. w Powszechnej deklaracji praw człowieka ONZ (1948 r.), art. III: „Każdy człowiek ma prawo do życia, wolności i bezpieczeństwa swej osoby” oraz w Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej (1997 r.), art. 38: „Rzeczpospolita Polska zapewnia każdemu człowiekowi prawną ochronę życia”.
  • Współczesna nauka potwierdza jednoznacznie fakt, że życie człowieka zaczyna się w momencie poczęcia.
  • Próba unicestwienia czyjegoś życia na jakimkolwiek jego etapie to po prostu zabójstwo.
  • Skoro życie zaczyna się w momencie poczęcia, to aż do chwili śmierci naturalnej ma ono nieskończoną wartość i godność. Jest ono święte, ponieważ pozostaje na zawsze w specjalnym odniesieniu do Stwórcy, który jest jedynym Panem życia i śmierci. Naruszenie tej świętości i próba przerwania go to grzech śmiertelny (por. Katechizm Kościoła katolickiego, n. 2258).

Czym więc jest aborcja?

Aborcja (z łac. abortus lub abortio) – poronienie, wywołanie poronienia – to zamierzone i przedwczesne zakończenie ciąży w wyniku interwencji zewnętrznej, mające na celu doprowadzenie do usunięcia płodu. W świetle powyższych prawd aborcja to

„niezależnie od tego, w jaki sposób zostaje dokonane – świadome i bezpośrednie zabójstwo istoty ludzkiej w początkowym stadium jej życia, obejmującym okres między poczęciem a narodzeniem” (Jan Paweł II, Evangelium vitae, 58).

Próba wyparcia tej oczywistej prawdy jest dziś zjawiskiem powszechnym. Obserwujemy używanie często dwuznacznych określeń (jak na przykład „zabieg” czy „eksterminacja ciąży”), które mają za zadanie ukryć naturę czynu i ująć mu ciężaru w oczach opinii publicznej. To efekt głębokiego kryzysu moralnego i pewnej znieczulicy, która powoduje, że ten zamach na życie traci charakter przestępstwa i w paradoksalny sposób zyskuje status „prawa” (por. EV 11). Jak jednak mówi prorok Izajasz,

„biada tym, którzy zło nazywają dobrem, a dobro złem, którzy zamieniają ciemność na światło, a światło na ciemności” (Iz 5,20).

Zło pozostaje złem, a

„wśród wszystkich przestępstw przeciwko życiu, jakie człowiek może popełnić, przerywanie ciąży ma cechy, które czynią z niego występek szczególnie poważny i godny potępienia. Tym, kto zostaje zabity, jest istota ludzka u progu życia, a więc istota najbardziej niewinna, jaką w ogóle można sobie wyobrazić” (EV 58).

Co na to prawo?

W Polsce prawo przyjęte w 1993 roku uznaje aborcję za nielegalną. Dopuszcza ją jednak w trzech przypadkach. Gdy:

  • Ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety.
  • Badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu (do chwili osiągnięcia przez płód zdolności do samodzielnego życia poza organizmem kobiety ciężarnej).
  • Zachodzi uzasadnione podejrzenie, że ciąża powstała w wyniku czynu zabronionego.

(Art. 4a.1, Ustawa z dnia 7 stycznia 1993 roku o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąż).

Co na to Kościół?

Tymczasem aborcja pozostanie w każdej sytuacji złem moralnym i niezależnie od przyjętych norm prawnych poszczególnych państw nauczanie Kościoła w tej dziedzinie pozostaje niezmienne. Już w Didache (II w.) czytamy:

„Nie będziesz zabijał płodu przez przerywanie ciąży ani nie zabijesz nowo narodzonego”,

a dokument Soboru Watykańskiego II Gaudium et spes mówi wyraźnie:

„Bóg… Pan życia powierzył ludziom wzniosłą posługę strzeżenia życia, którą człowiek powinien wypełniać w sposób godny siebie. Należy więc z największą troską ochraniać życie od samego jego poczęcia; przerwanie ciąży, jak i dzieciobójstwo są okropnymi przestępstwami”.

Należy pamiętać, że problem dziecka chorego nie przekreśla jego człowieczeństwa. Jak podaje Katechizm Kościoła katolickiego,

„obraz Boży jest obecny w każdym człowieku […]. Osoba ludzka, obdarzona »duchową i nieśmiertelną« duszą, jest »jedynym na ziemi stworzeniem, którego Bóg chciał dla niego samego«. Od chwili poczęcia jest ona przeznaczona do szczęścia wiecznego” (1702-1703).

Zagrożenie życia kobiety ze względu na ciążę to bardzo trudna i delikatna sytuacja. Medycyna traktuje matkę jako gwarant życia i to jej pierwszej idzie na ratunek. Warto jednak zwrócić uwagę – i na to wskazują często działacze pro-life – czy medycyna uczciwie wykorzystała wszystkie sposoby pomocy dla matki i czy propozycja usunięcia dziecka faktycznie pozostała jedynym możliwym ratunkiem dla niej.

Co do niezwykle rzadkiej okoliczności, w której

„zachodzi uzasadnione podejrzenie, że ciąża powstała w wyniku czynu zabronionego”,

jakkolwiek jest to bardzo trudna sytuacja, to czy decyzja o aborcji nie jest potęgowaniem dokonanego zła i karaniem dziecka za czyny ojca? Według danych Ministerstwa Zdrowia w 2015 roku w Polsce wykonano 1044 legalne zabiegi przerwania ciąży. Aborcja będąca następstwem czynu karalnego, a więc gwałtu, została wykonana tylko w jednym przypadku…

Formy aborcji

Istnieje aborcja farmakologiczna i chirurgiczna. Pierwsza powoduje obumieranie płodu poprzez przyjmowanie przez ciężarną środków poronnych. W Polsce dokonuje się tej metody (nielegalnie) do 63. dnia ciąży, przepisując zainteresowanej leki zawierające dużą dawkę mizoprostolu.

W metodzie chirurgicznej w grę wchodzi wstrzykiwanie do macicy odpowiednich roztworów, by zatrzymać akcję serca dziecka, a także  podciśnieniowe opróżnianie macicy z mechanicznym zniszczeniem płodu i usunięciem jego resztek czy wywoływanie przedwczesnych porodów uszkadzających i uśmiercających dziecko.

Właśnie ze względu na niezgodność z polskim prawem i karanie lekarzy, którzy dopuszczają się czynu „usunięcia ciąży”, aborcja chirurgiczna jest trudniejsza do przeprowadzenia. Narodziła się więc tzw. turystyka aborcyjna, która kieruje Polki na legalne aborcje do innych państw.

Konsekwencje aborcji

Aborcja nie pozostaje obojętna dla organizmu kobiety, niezależnie od tego, czy w jej i lekarza odczuciu jest to świadome usunięcie dziecka, czy też wycięcie tzw. tkanki ciążowej. Należy tu wspomnieć o skutkach fizycznych, psychicznych i duchowych, jakie się wówczas pojawiają.

Statystki medyczne podają, że przerwanie pierwszej ciąży prowadzi do częstszych poronień samoistnych (38% przypadków) i porodów przedwczesnych (4% przypadków), może też prowadzić do bezpłodności. W krajach słabiej rozwiniętych aborcja jest czwartą pod względem częstości występowania przyczyną śmierci kobiet.

W następstwie zabiegu chirurgicznego (a dotyczy to również zabiegów prawnie uzasadnionych, więc dokonanych w warunkach szpitalnych) może dojść do stanów zapalnych, zrostów, niedrożności jajowodów, zespołu objawów występujących po nadmiernym wyłyżeczkowaniu jamy macicy, gdy w jej wnętrzu powstają bliznowate zrosty, częściowo lub całkowicie zamykające światło narządu. Zrosty powstają w wyniku uszkodzenia błony śluzowej, a główne jego objawy to skąpe miesiączki lub ich brak, bolesne krwawienia, poronienia nawykowe, a nawet niepłodność wtórna.

Do niepożądanych skutków aborcji może dojść albo już w czasie wykonywania zabiegu, albo nawet po latach, gdy się okazuje, że potworzyły się zrosty, uniemożliwiające macierzyństwo (patrz: www.poradnikzdrowie.pl). Inne skutki to chirurgiczne usunięcie łożyska również w wyniku powikłań po aborcji farmakologicznej, uszkodzenia narządu rodnego itd.

Już w 1987 roku Amerykańskie Stowarzyszenie Psychiatrów rozróżniło dwa zespoły zaburzeń, które zaobserwowano wyłącznie u kobiet po aborcji, i podało ich kryteria diagnostyczne. Te zaburzenia to Post Abortion Distress (rozpacz poaborcyjna) i Post Abortion Syndrom (syndrom postaborcyjny).

Z analizy badań wynika, że pierwszy zespół występuje w ostrej formie u około 15% kobiet, ale jego objawy można stwierdzić u około 30%, jak podawał dr inż. Antoni Zięba, wiceprezes Polskiej Federacji Ruchów Obrony Życia. Ta świadomie przeżywana rozpacz po śmierci dziecka trwa na ogół około roku.

Syndrom postaborcyjny natomiast (zupełnie niezależny od przekonań religijnych i światopoglądowych kobiety) może zacząć się od kilku miesięcy do kilku(nastu) lat po zabiegu, na przykład w okresie klimakterium, przy niemożności zajścia w zaplanowaną ciążę lub przy narodzinach następnego dziecka.

Duży niepokój, niezadowolenie z życia bez obiektywnych przyczyn, depresja, lęki itd. to najczęściej notowane objawy kliniczne.

Od jakiegoś czasu mówi się o tym, że syndrom postaborcyjny dotyka również mężczyzn, którzy utracili dzieci, i tzw. ocalałych od aborcji, czyli narodzonych po śmierci abortowanego rodzeństwa.

Powody?

Społeczne przyzwolenie na proceder, jakim jest znane już w starożytności spędzanie płodu, bazuje na mylnie postawionej i sprzecznej z nauką tezie, że płód do jakiegoś czasu nie jest istotą ludzką. Pomimo zaawansowania nauki ta wygodna dla niektórych nieprawda wciąż w opinii publicznej ma prawo bytu. Tymczasem, jak pisze Bernard Nathanson, niegdyś czołowy aborcjonista amerykański,

„życie nie tylko można, ale trzeba jasno definiować: rozpoczyna się od poczęcia. Osoba poczęta jest istotą ludzką, nie ma takiego momentu podczas życia płodu, w którym mogłoby dojść do zmiany niczego w coś, przekształcenia czegoś, co nie jest osobą, w człowieka. Życie jest nieprzerwanym procesem – od swojego początku, od zapłodnienia, do końca” (Medizin und Ideologie, październik 1984, s. 17–21).

Poza tym istnieją czynniki ekonomiczne, dla których korzystne jest szerzenie dezinformacji i kłamstwa w tak istotnej dziedzinie życia. Promowanie postaw egoistycznych, wyrosłych na fałszywie rozumianej wolności osobistej, wzmacnia konsumpcję. A to się opłaca. Poza tym jest to sprawa trzymania w garści całych pokoleń. Sprawę tę opisuje dokładniej w swojej książce Libido dominandi. Seks jako narzędzie kontroli społecznej Michael Jones:

„Państwo, poprzez przejęcie kontroli nad życiem seksualnym obywateli, zyskuje nad nimi władzę w sferze, która jest ich najsłabszym punktem. Kontrola ta jest skuteczna dlatego, że nie jest postrzegana jako kontrola, tylko jako wolność”.

W kogo tak naprawdę uderza aborcja?

Ofiarą jest bezbronne dziecko. Zostaje ono wciągnięte w wojnę silnych przeciw bezsilnym. Tymczasem nie ono zainicjowało własne życie i nie ma znamion groźnego napastnika…

Ofiarą jest sama kobieta. Niejednokrotnie decyzja o aborcji już jest wynikiem skomplikowanej i trudnej sytuacji życiowej. Usunięcie dziecka nie sprawia jednak, że kobieta przestaje być matką. Narażona na konsekwencje fizyczne i psychiczne tej decyzji niejednokrotnie boryka się z syndromem postaborcyjnym, który nie poddany terapii może mieć fatalne konsekwencje zarówno dla niej samej, jak i dla jej rodziny.

Ofiarą stają się całe społeczeństwa, które pozbawiają się obywateli:

„Wszyscy mamy zrozumienie i poczucie gorącej odpowiedzialności, że musimy ratować życie nienarodzonych dzieci. Składana ustawicznie hekatomba niewinnych ofiar, wśród których znajdowali się zapewne, obok ludzi przeciętnych, geniusze, wielcy przywódcy narodu, artyści, myśliciele, uczeni – zubożyła naród w sposób nie dający się naprawić” (Zofia Kossak-Szczucka, „Słowo Powszechne”, 23 marca 1958 roku).

Dać nadzieję

Jak doszło do tego, że rodzina, która powinna być „sanktuarium życia”, staje się miejscem śmierci? Czynników jest wiele. Już samo niezrozumienie sensu istnienia człowieka, a więc pewien kryzys etyczny, poddany dodatkowo obróbce konsumpcjonizmu stanowi problem. Do tego trud dnia codziennego, nierzadko samotność rodzin, matek, ubóstwo czy przemoc – zwłaszcza wobec kobiet – sprawiają, że opowiedzenie się za życiem może graniczyć z heroizmem.

To nie jest jednak problem jedynie kobiet, które decydują się na ten tragiczny gest. To sprawa całej kultury i współczesnych społeczeństw.

Jest to wołanie o większe skoncentrowanie się na opiece nad matką i dzieckiem, wołanie o stworzenie struktur przyjaznych życiu, o zadbanie o właściwy i pełen przekaz informacji, który pomoże przebrnąć matkom przez ich trudną sytuację albo pomoże zadbać społeczeństwu o dzieci już bez ich wkładu, a młodzież nauczy czystego stylu życia, który zapobiegnie nieplanowanym ciążom.

Kościół przypomina jednak, że nie stoi na straży życia po to, by piętnować te, które w wyniku niejednokrotnie dramatycznych sytuacji zdecydowały się na aborcję własnego dziecka. Przeciwnie, daje im nadzieję – zachęca je do stanięcia w prawdzie i otwarcia się na pokutę. Dopiero bowiem sakrament pojednania da im łaskę Bożego miłosierdzia i wolność, a także uzdrowienie rany, którą same sobie zadały:

„Odkryjecie, że nic jeszcze nie jest stracone, i będziecie mogły poprosić o przebaczenie także swoje dziecko: ono teraz żyje w Bogu” (Jan Paweł II, Evangelium vitae, 99).

W toczącej się dyskusji o prawo do życia, w tej wojnie zabarwionej też politycznymi preferencjami, nie traćmy dobrej woli i nadziei na dobre. Również wszyscy walczący przeciw nienarodzonym są dziećmi Bożymi, którym udało się urodzić i tylko dlatego dziś mogą podnosić swój głos. Działajmy, ożywiając w naszych sercach obraz Bożego Dzieciątka, które wybrało tak ryzykowną drogę pojawienia się w historii ludzkości, jaką jest prosty fakt narodzin.

„Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało. W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła” (J 1,3-5).

Podobne treści znajdziesz w naszym sklepie:

Przyszliśmy na świat, by nigdy już nie umrzećWybierz więc życie