Nawrócenia Nowości

W drodze do wieczności

Alexander Eben jest wykładowcą Harvardu, znakomitym neurochirurgiem z ponaddwudziestoletnim stażem pracy w szpitalach uniwersyteckich, który dokonał wiele operacji na mózgu. Podczas choroby doświadczył śmierci klinicznej…

10 listopada 2008 r. Alexander Eben nagle zachorował na ostre bakteryjne zapalenie opon mózgowych spowodowane przez pałeczkę okrężnicy. Choroba całkowicie zablokowała działanie jego kory mózgowej. Zapadł w śpiączkę.

Z medycznego punktu widzenia jego powrót do zdrowia wydawał się niemożliwy, a ewentualne wyzdrowienie medycyna uznałaby jako cud. To właśnie wtedy, gdy zapadł w śpiączkę i jego kora mózgowa przestała funkcjonować, Eben znalazł się poza swoim ciałem.

Wcześniej zawsze sądził, że świadomość człowieka i przeżycia z pogranicza śmierci mają swoje źródło w mózgu, a z chwilą jego śmierci człowiek przestaje istnieć. Choć nauka nie jest w stanie wyjaśnić, jak miliardy komórek nerwowych w mózgu mogą wytworzyć świadomość i inne uczucia wyższe, to jednak Eben był pewny, że w najbliższej przyszłości naukowcy rozwiążą również i tę zagadkę.

Doświadczenie śmierci klinicznej sprawiło, że naukowiec całkowicie zmienił swoje poglądy. Po zapadnięciu w śpiączkę znalazł się w czysto duchowej rzeczywistości i doświadczył niesamowitej jasności myśli i klarowności widzenia.

Rzeczywistość piekła

Eben najpierw znalazł się w jakiejś przerażającej błotnistej krainie, w której tkwił jak w pułapce. Słyszał okropny mechaniczny, monotonny łoskot i widział, jak z błota wynurzały się budzące lęk i odrazę zezwierzęcone twarze, które skrzeczały lub jęczały. Czuł śmiertelny odór krwi, odchodów i wymiotów. Ocierały się o niego kolczaste ciała przemieszczającego się tłumu, który przypominał robaki i gady. Powodowało to u niego najwyższy stopień odrazy i przerażenia.

Trzeba pamiętać, że nasz język jest nieporadny, kiedy próbuje opisywać rzeczywistość, która jest niedostępna poznaniu zmysłowemu. Kiedy Matka Boża w Fatimie, 13.07.1914 r., objawiła dzieciom pierwszą tajemnicę fatimską (mówiącą o tym, że ostateczną konsekwencją odrzucenia Boga przez człowieka jest piekło) i kiedy dzieci zobaczyły wizję piekła, to były tak przerażone, że nikomu nie chciały wyjawić treści tej tajemnicy. Dopiero na wyraźne polecenie biskupa Łucja opisała całą wizję. Wcześniej jednak w następujących słowach przedstawiła biskupowi swoje zastrzeżenia:

„Jak mogłabym opisać piekło? Nie znalazłabym odpowiednich słów do opisania tej rzeczywistości, gdyż to, co ja mówię, jest niczym, daje jedynie słabe wyobrażenie”.

O rzeczywistości wiecznego potępienia piszą wielcy mistycy. I na przykład św. Faustyna tak kończy opis przerażającej wizji piekła:

„Niech grzesznik wie: jakim zmysłem grzeszy, takim dręczony będzie przez wieczność całą. Piszę o tym z rozkazu Bożego, aby żadna dusza nie wymawiała się, że nie ma piekła, albo tym, że nikt tam nie był i nie wie, jak tam jest. (…)

Ja, siostra Faustyna, z rozkazu Bożego byłam w przepaściach piekła na to, aby mówić duszom i świadczyć, że piekło jest. (…) To, com napisała, jest słabym cieniem rzeczy, które widziałam. Jedno zauważyłam: że tam jest najwięcej dusz, które nie dowierzały, że jest piekło.

Kiedy przyszłam do siebie, nie mogłam ochłonąć z przerażenia, jak strasznie tam cierpią dusze, toteż jeszcze się goręcej modlę o nawrócenie grzeszników, ustawicznie wzywam miłosierdzia Bożego dla nich.

O, mój Jezu, wolę do końca świata konać w największych katuszach, aniżelibym miała Cię obrazić najmniejszym grzechem” (Dz. 741).

Kolumbijka Gloria Polo, będąc w stanie śmierci klinicznej po uderzeniu piorunem, kiedy znalazła się poza ciałem, doświadczyła rzeczywistości piekła, czyśćca i nieba.

Opisując piekło, stwierdza, że otworzyła się przed nią przerażająca otchłań, której nie można wyrazić ludzkimi słowami. Ta otchłań nienawiści wciągała ją w siebie. Ogarnął ją śmiertelny strach przed bezpowrotnym zatraceniem na wieczność. Skąpe światło żalu za grzechy, które miała jeszcze w swojej duszy, tak zirytowało demony znajdujące się w tej otchłani zła, że wszystkie z wściekłością rzuciły się na nią. Ich nienawiść paliła i zadawała jej niesamowite cierpienie.

Nie ma słów, mogących wyrazić ten horror, którego przyczyną są grzechy śmiertelne, a szczególnie życie takie, jakby Bóg nie istniał, brak modlitwy, odrzucenie sakramentów pokuty i Eucharystii, aborcja, praktykowanie różnych form okultyzmu, grzechy nieczystości, cudzołóstwo, stosowanie antykoncepcji, pornografia itp.

Gloria nagle poczuła, że św. Michał Archanioł mocno ją chwycił i uratował przed pogrążeniem się w straszliwej otchłani zła. Przez wizję piekła Pan Jezus pragnął jej uświadomić, iż wieloletnie, świadome i dobrowolne pogrążanie się w najrozmaitszych grzechach doprowadziło ją do takiego zniewolenia przez siły zła i zatwardziałości serca, które całkowicie zamyka się na dar Bożego miłosierdzia. W tym stanie egoizm posuwa się aż do nienawiści Boga, czyli do piekła.

Lekcja, jaką daje nam Jezus, jest jasna: jeżeli grzechy całkowicie zniszczą w człowieku wrażliwość na Bożą miłość, to zacznie on gardzić Bożym miłosierdziem i pogrąży się w niewoli szatana.

Taki człowiek w chwili śmierci odrzuci Boże miłosierdzie, znienawidzi Boga i na wieki zatraci się w piekle. Pismo św. mówi o absolutnym wyłączeniu bezbożników z królestwa Bożego:

„Nie łudźcie się! Ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy, ani rozwięźli, ani mężczyźni współżyjący ze sobą, ani złodzieje, ani chciwi, ani pijacy, ani oszczercy, ani zdziercy nie odziedziczą królestwa Bożego” (1 Kor 6,9-10; por. Ga 5,19; Ef 5,5).

Wracając do przeżyć Ebena, trzeba podkreślić, że to dzięki Bożemu miłosierdziu doświadczył on przedsmaku rzeczywistości piekła po to, aby mógł się nawrócić i przez swoje świadectwo wzywać ludzi do powrotu do Boga. Przerażony tą rzeczywistością z całych sił zapragnął jak najszybciej się stamtąd wydostać. Po pewnym czasie ciemność, która go otaczała, zaczęła się rozpraszać i zabrzmiały dźwięki najpiękniejszej muzyki, jaką kiedykolwiek słyszał.

Niebo

Na końcu ciemnego tunelu, w którym się znalazł, Eben zobaczył wirujące światło, które promieniowało ciepłem miłości. Zaczął piąć się w górę i nagle przedostał się do niesamowitego świata, pełnego urzekającego światła, tętniącego życiem, ekstatycznym pięknem, radością i pokojem.

W Piśmie św. czytamy:

„W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła” (J 1,4- 5);

„Bóg jest światłością, a nie ma w Nim żadnej ciemności” (1 J 1,5),

a Pan Jezus mówi o sobie:

„Ja jestem światłością świata. Kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie miał światło życia” (J 8,12).

W wielu pismach świętych mistyków odnajdujemy motyw światła, kiedy opisują oni swoje spotkania z Bogiem. Słynny konwertyta św. Augustyn tak opisuje swoje pierwsze spotkanie z tajemnicą Boga:

„Zobaczyłem, jakby oczyma mej duszy, ponad tymi oczyma, ponad moim umysłem, Światło niezmierne. Nie było to zwyczajne światło, które wszyscy dostrzegają, ani tego samego rodzaju, lecz większe, jakby o wiele bardziej świecące i wszystko napełniające swoim blaskiem.

Nie, to nie było tego rodzaju światło, ale inne, bardzo różne od tamtych wszystkich. Nie było nad moim umysłem jak oliwa nad wodą albo niebo nad ziemią, lecz było wyższe, ponieważ mnie stworzyło, ja zaś niższy, ponieważ jestem przezeń stworzony. Ten, kto zna Prawdę, zna to Światło”.

Członek Akademii Francuskiej André Frossard w momencie swojego nawrócenia, kiedy jeszcze jako ateista po raz pierwszy w życiu patrzył na Najświętszy Sakrament, doświadczył namacalnie obecności Boga.
Napisał:

„To było światło duchowe, tzn. światło pouczające – jakby żar prawdy. Odwróciło ono definitywnie porządek rzeczy. Od chwili, kiedy je ujrzałem, mógłbym powiedzieć, że dla mnie tylko Bóg istnieje, a wszystko inne jest jedynie hipotezą”.

Natomiast św. Faustyna tak opisuje mistyczną wizję nieba:

„Dziś w duchu byłam w niebie i oglądałam te niepojęte piękności i szczęście, jakie nas czeka po śmierci. Widziałam, jak wszystkie stworzenia oddają cześć i chwałę nieustannie Bogu; widziałam, jak wielkie jest szczęście w Bogu, które się rozlewa na wszystkie stworzenia, uszczęśliwiając je, i wraca do Źródła wszelka chwała i cześć z uszczęśliwienia, i wchodzą w głębie Boże, kontemplują życie wewnętrzne Boga – Ojca, Syna i Ducha Świętego, którego nigdy ani pojmą, ani zgłębią” (Dz. 741).

Alexander Eben napisał, że język ludzki nie jest w stanie wyrazić ogromu piękna i szczęścia, który panuje w niebie. Odczuwał tam bliskość, czułą miłość oraz wszechmoc Boga w Trójcy Świętej Jedynego, który kocha miłością bezwarunkową. Boga, który emanuje radością, serdecznym współczuciem, a także który się smuci, gdy ludzie grzeszą i gardzą Jego miłością.

Eben uświadomił sobie wtedy, że cały materialny wszechświat jest jak maleńki pyłek w porównaniu z duchowym wymiarem rzeczywistości, a chociaż na ziemi może budzić lęk wszechobecność zła, to jednak w całym wszechświecie dominuje miłość Boga i ona odnosi ostateczny tryumf.

Najważniejszym odkryciem Ebena podczas tej niesamowitej duchowej podróży była bezwarunkowa miłość Boga oraz to, że nie trzeba obawiać się śmierci. Natomiast grozą powinna napawać postawa niechęci do nawrócenia, trwanie i upodobanie w grzechach oraz odrzucenie daru Bożego miłosierdzia.

Wizja nieba i doświadczenie obecności Boga uświadomiły Ebenowi, że jednym z największych błędów, jaki popełniają ludzie, jest trwanie w przekonaniu, że Bóg jest bezosobową istotą. Tymczasem Eben doświadczył osobowej relacji miłości z Panem Bogiem, który jest miłością, gdyż jest doskonałą jednością trzech Boskich Osób.

Pan Bóg do tego stopnia kocha każdego człowieka i jest o niego zatroskany, że sam stał się prawdziwym człowiekiem, wziął na siebie cierpienia i grzechy wszystkich ludzi, aby przez swoją śmierć i zmartwychwstanie przebaczyć wszystkie grzechy, dokonać ostatecznego zwycięstwa nad szatanem i śmiercią oraz każdemu dać szansę zbawienia.

Kiedy Eben przebywał poza swoim ciałem, bezpośrednio komunikował się z Bogiem – tak jak każdy człowiek na modlitwie. Zrozumiał, że bezpośredni, osobisty kontakt z Bogiem w codziennej modlitwie to najważniejsze nasze zadanie i równocześnie najbardziej naturalne.

Wszechmocny, wszechwiedzący, osobowy Bóg kocha nas bezwarunkowo i na modlitwie daje nam to wszystko, co jest nam potrzebne do szczęścia, a więc życie i miłość. Dlatego trzeba codziennie się modlić. Kto się nie modli, traci największe skarby: miłość i życie wieczne.

Powrót do ziemskiego życia

Eben z wielkim smutkiem wracał do ziemskiego życia, które odbierał jako wyjątkowo uciążliwe ograniczenie. W krótkim czasie po tym, jak się wybudził ze śpiączki, odzyskał całą wiedzę z neurobiologii, którą zdobył na studiach i w wieloletniej praktyce. Również wszystkie wspomnienia z pobytu poza ciałem zapisały mu się w pamięci z niezwykłą wyrazistością oraz przywróciły mu wiarę w osobowego Boga i życie po śmierci. Wiara ta jest dla niego źródłem niegasnącej radości.

Alexander Eben bardzo pragnie dzielić się z kolegami po fachu tym wszystkim, czego osobiście doświadczył – to jest tym, że istnieje osobowy Bóg, który jest miłością, że każdy człowiek ma nieśmiertelną duszę, duchowy umysł, który działa poprzez materialny mózg.

Eben uświadamia swoich kolegów, że ludzki mózg nie wytwarza świadomości, lecz działa jak zawór redukcyjny lub filtr, który dostosowuje duchową świadomość do zdolności poznawczych człowieka.

Według Ebena największym dowodem realności istnienia rzeczywistości duchowej jest tajemnica ludzkiej świadomości. Jest ona bardziej rzeczywista aniżeli świat materii i nie jest ubocznym produktem procesów fizycznych.

Po powrocie do zdrowia Eben szczegółowo przeanalizował zgromadzoną dokumentację medyczną z czasu swojej śpiączki. Kiedy oglądał wyniki badań swojego mózgu z rezonansu magnetycznego, uświadomił sobie, jak bardzo poważny był stan jego zdrowia. Bakterie okrężnicy niszczyły jego komórki mózgowe, a on był na pograniczu śmierci. Jego mózg nie działał i dlatego przeżycia z tego okresu nie mogą być wynikiem projekcji mózgu.

Po blisko dwu latach od wyzdrowienia Eben odwiedził swojego bliskiego przyjaciela Johna, znanego naukowca, który był szefem jednego z najlepszych na świecie wydziałów neurobiologii.

John ze zdumieniem i zrozumieniem słuchał opowieści Ebena o jego doświadczeniach z pogranicza życia i śmierci. Później zwierzył się Ebenowi, że przed rokiem jego schorowany ojciec leżał na łożu śmierci. Bardzo cierpiał i pragnął jak najszybciej umrzeć.

Pewnego dnia, w sposób nieoczekiwany, ustąpiła jego starcza demencja i zaczął dzielić się z synem swoimi przemyśleniami na temat sensu życia. W którymś momencie odwrócił głowę i zaczął z ożywieniem i z radością rozmawiać z jakąś niewidzialną postacią. Okazało się, że była to jego matka, zmarła przed 65 latami.

John zrozumiał, że przyszła, by umocnić i pocieszyć jego ojca tuż przed śmiercią. Świadectwo Ebena jeszcze bardziej utwierdziło go w przekonaniu o istnieniu nieśmiertelnej ludzkiej duszy i życia wiecznego; w tym, że po śmierci życie człowieka nie kończy się, tylko się zmienia, że jego życie na ziemi wpisuje się w Boży plan istnienia na całą wieczność.

Pamiętajmy, że śmierć kliniczna nie jest doświadczeniem prawdziwej śmierci. Jest tylko zbliżeniem się do jej granic. Pan Bóg uświadamia nam, że na ziemi żyjemy tylko jeden raz:

„Nie zapominaj, że nie ma powrotu” (Syr 38,21);

„Postanowione ludziom raz umrzeć, a potem sąd” (Hbr 9,27).

Nasze życie na ziemi jest jedno i niepowtarzalne, po śmierci nie ma już powrotu. Umierając, człowiek spotyka się z Chrystusem i dokonuje się sąd, w czasie którego człowiek podejmuje nieodwołalną decyzję przyjęcia lub odrzucenia zbawienia. Nie istnieje żadna reinkarnacja. Ci wszyscy, którzy w nią wierzą, odrzucają Chrystusa i

„idą za filozofią będącą czczym oszustwem, opartą na ludzkiej tylko tradycji, na żywiołach świata, a nie na Chrystusie” (Kol 2,8).

Należy także pamiętać, że każda próba opisania przeżyć ze stanu śmierci klinicznej będzie zawsze więcej niż nieporadna, dlatego że rzeczywistości nadprzyrodzonej nie można adekwatnie wyrazić naszymi ludzkimi pojęciami.

Istnieje także duże niebezpieczeństwo ingerencji złego ducha, który w różnoraki sposób pragnie zafałszować prawdę o Bogu i życiu wiecznym. Dlatego jedynym kryterium, za pomocą którego możemy ocenić prawdziwość przeżyć z pogranicza śmierci, jest Pismo św. i nauczanie Kościoła katolickiego.

Tylko Chrystus nauczający i działający w Kościele daje w pełni wiarygodną odpowiedź na pytanie o życie po śmierci, o nieśmiertelną duszę, o sąd w chwili śmierci, o niebo, piekło i czyściec.

Jezus Chrystus, jako prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek, jako pierwszy z ludzi przeszedł zwycięsko przez doświadczenie prawdziwej ludzkiej śmierci. Rzeczywiście zmartwychwstał i żyje w swoim prawdziwym, uwielbionym ciele. Tylko Jezus jest gwarantem życia wiecznego dla każdego człowieka.
Dlatego mówi:

„Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. Wierzysz w to?” (J 11, 25-26);

„Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony” (Mk 16,16);

„Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Jeśli kto zachowa moją naukę, nie zazna śmierci na wieki” (J 8,51);

„Jeżeli więc ustami swoimi wyznasz, że Jezus jest Panem i w sercu swoim uwierzysz, że Bóg Go wskrzesił z martwych – osiągniesz zbawienie. Bo sercem przyjęta wiara prowadzi do usprawiedliwienia, a wyznawanie jej ustami – do zbawienia” (Rz 9,9-10).

Aby iść drogą do nieba, którą Jezus pokazuje i którą nas prowadzi, trzeba Mu zawierzyć całe swoje życie, podporządkować się przykazaniom, Ewangelii i nauce Kościoła katolickiego. Trzeba radykalnie zerwać z wszelkim grzechem, codziennie wytrwale się modlić, czytać Pismo św., natychmiast podnosić się z każdego śmiertelnego grzechu w sakramencie pokuty i jak najczęściej przyjmować Chrystusa w Eucharystii.

Podobne treści znajdziesz w naszym sklepie:

Odkrywcy wieczności. Historia tych, którzy zasmakowali nieba Za progiem śmierci - Patrick Theillier Śmierć nie istnieje