Młodzież Zobacz

Szukał mnie niestrudzenie

Lis 26, 2018 Świadectwo

Nie ukrywam, że trudno było mi się zabrać do napisania tego listu. Pewnie dlatego, że komuś zależało, bym odłożyła to na nie kończące się „później”…

Odkąd pamiętam, byłam wierząca, chodziłam do kościoła i się modliłam. Jednak któregoś dnia – to było ok. pięciu lat temu – dzięki pewnemu świadectwu wszystko zaczęło się zmieniać…

Znalazłam w kuchni „Miłujcie się!” i przeglądając je, natknęłam się na coś zadziwiającego! Dowiedziałam się wtedy, że mój wstydliwy problem jest grzechem! I co więcej – nie dotyczy on tylko mnie…

Natłok myśli, którego wtedy doświadczyłam, sprawił, iż odłożyłam czasopismo i próbowałam uciec, zapomnieć…

Pan Bóg jednak nie dał za wygraną i szukał mnie niestrudzenie. Po pewnym czasie znowu sięgnęłam po ten artykuł. Biłam się z myślami, nie wiedząc, co robić…

W końcu zapragnęłam pójść do spowiedzi, wyznać swój grzech i skończyć z nim raz na zawsze. Był to jedyny pomysł, który przyniósł mi wtedy pokój.

Ze strachem, przejęciem, ale też z wielkim samozaparciem pojechałam do pobliskiej parafii. Powiedziałam na spowiedzi to, co sobie zaplanowałam, i raz na zawsze postanowiłam nigdy do tego nie wracać…

Ulga, jaką wtedy odczułam, niesamowita wolność, pokój i radość były niewspółmierne z żadną rzeczą, jakie dotychczas przeżyłam. Płakałam ze szczęścia, że tak niewiele wystarczy, aby Jezus odpuścił mi absolutnie wszystko! Trwałam w dziękczynieniu i uwielbieniu. Myślałam też:

„Nie mogę sobie pozwolić na kolejny upadek, za dużo mnie to kosztowało”.

Naiwnie myślałam, że sama zdołam uporać się z tym grzechem. Niedługo potem upadłam i tak scenariusz powtarzał się jeszcze parę razy: grzech, spowiedź, wolność, upadek…

Teraz widzę, że Pan pragnął, bym oddała Mu zupełnie wszystko, co mnie zniewala. On sam chciał wziąć na siebie całą moją biedę… Nie mogłam wówczas uwierzyć ogromowi Jego miłosierdzia.

W końcu, po prawie roku zmagań z samą sobą, dobry Bóg wyzwolił mnie z grzechu, który tak bardzo godził w moją dziewczęcą delikatność, jaką od Niego otrzymałam.

Dostałam wrażliwe serce, które nieporadnie szukało miłości… Ten grzech był ze mną, odkąd pamiętam. Nie mogłam zrozumieć, dlaczego w ten niegodny dziecka Bożego sposób zaczęłam rozładowywać swoje napięcie.

Poznałam w końcu, że nie umiałam poradzić sobie z potrzebą miłości, której nikt nie zaspokajał. Do tego przyczyniła się nieciekawa sytuacja między moimi rodzicami, którzy później się rozstali…

Z perspektywy czasu widzę, jak doświadczenie tego konkretnego zła przybliżyło mnie do Pana Boga. Wiara – jak czuję – jest relacją z żyjącym Bogiem, a w budowaniu jej pomaga mi wspólnota Ruchu Czystych Serc, do której wstąpiłam krótko po swoim nawróceniu.

Jestem głęboko przekonana, że Jezus zna nas najlepiej, że On pragnie nas uszczęśliwiać, leczyć nasze ciała i uzdrawiać nasze rany… Jeśli tylko oddamy ster naszego życia w Jego ręce, możemy być spokojni, gdyż On na wszystko ma najlepszy plan i nie ma dla Niego rzeczy niemożliwych…

Dziękuję każdej osobie, która w jakikolwiek sposób przyczyniła się do objawiania światu Bożej prawdy, a szczególnie tym, którzy nie boją się świadczyć o wszechmocnej miłości naszego Boga, przez co przyciągają do Niego bardzo wiele dusz szukających światła.

Martyna

Podobne treści znajdziesz w naszym sklepie:

Modlitewnik dla młodzieży - wydanie IIIBłogosławieni czystego serca