Nowości Rodzina

Szczęśliwi w małżeństwie

Kwi 19, 2016 Świadectwo

W obecnych czasach niezbyt często moż­na spotkać ludzi, którzy bez na­my­słu mogą po­wie­dzieć, że są szczęśliwi w mał­żeń­stwie. Zazwyczaj mówią o tym, jak to wspa­nia­le było przed ślubem, ewen­tu­al­nie w pierw­szych mie­sią­cach po ślubie, a po­tem wszyst­ko niestety za­czy­na­ło się psuć. Je­ste­śmy mał­żeń­stwem bli­sko dzie­więt­na­ście lat i z całą pew­no­ścią możemy stwier­dzić, że jest ono szczę­śli­we.

 Z perspektywy wspólnie przeżytych lat widzimy, że nasze szczęście mał­żeń­skie nie „ułożyło się” samo z siebie. Star­tu­jąc do małżeństwa, byliśmy prze­ko­na­ni, że sam fakt istnienia wielkiej mi­ło­ści gwarantuje rozwiązanie i po­ko­na­nie wszystkich na­po­tka­nych problemów. Radość płynąca z by­cia ze sobą i ze wza­jem­ne­go ob­da­ro­wy­wa­nia się swoją oso­bo­wo­ścią wypełniała nam okres na­rze­czeń­stwa i pierwsze lata po ślubie. Jednak życie szybko pokazało nam, że wy­łącz­nie takie relacje wcale nie są gwa­ran­tem trwałego szczęścia. Zo­rien­to­wa­li­śmy się, że nasze oczekiwania wobec współ­mał­żon­ka znacznie różnią się mię­dzy sobą. Nie docenialiśmy wagi naszego ba­ga­żu do­świad­czeń wyniesionego z ro­dzin­nych domów. W rezultacie do­cho­dzi­li­śmy do wnio­sku, że często się nie ro­zu­mie­my, dla­te­go bardzo dużo roz­ma­wia­li­śmy ze sobą – i czy­ni­my to do dziś. Jest to waż­ny krok w budowaniu wzajemnego zro­zu­mie­nia. Po­ja­wia­ją­ce się trud­no­ści uda­wa­ło nam się prze­zwy­cię­żać głów­nie dzięki na­szej wie­rze. Je­ste­śmy prze­ko­na­ni, że bez od­nie­sie­nia naszego życia do prawd Ewan­ge­lii nie byłoby moż­li­we po­rząd­ko­wa­nie życia mał­żeń­skie­go. Czer­piąc z tych prawd, uczy­li­śmy się w swoim ży­ciu prze­ba­czać i ko­chać ofiar­nie. Na fun­da­men­cie wiary bu­do­wa­li­śmy uf­ność, że druga oso­ba, nie­za­leż­nie od na­szej su­biek­tyw­nej oceny, za­wsze pragnie tyl­ko do­bra współ­mał­żon­ka. Te postawy to­wa­rzy­szą nam przez całe ży­cie. Nie wy­obra­ża­my so­bie po­głę­bie­nia naszej więzi bez wza­jem­ne­go sza­cun­ku i cał­ko­wi­te­go za­ufa­nia.

Wspaniałą in­we­sty­cją, któ­ra owo­cu­je do dziś, było wspól­ne ukoń­cze­nie Stu­dium Ro­dzi­ny przy Pa­pie­skim Wy­dzia­le Teo­lo­gicz­nym w Poznaniu. Oka­za­ło się ono dla nas ko­pal­nią wie­dzy, którą chło­nę­li­śmy z ra­do­ścią „odkrywców”.

„Dla mnie jako męża waż­nym mo­men­tem ży­cio­wym, zmu­sza­ją­cym mnie do we­ry­fi­ka­cji wła­snych po­staw, sta­ło się ro­dzi­ciel­stwo. Na­sza wspól­na mi­łość wzbo­ga­co­na zo­sta­ła po­ja­wie­niem się no­wych osób – na­szych dzie­ci, które po­przez po­trze­bę szcze­gól­nej opie­ki, pie­lę­gna­cji, czę­ste­go kon­tak­tu uczy­ły mnie jeszcze peł­niej­szej mi­ło­ści, po­le­ga­ją­cej na re­zy­gna­cji z sie­bie dla dru­giej oso­by. Ro­dzi­ciel­stwo wzbo­ga­ci­ło i nadal wzbo­ga­ca moją mi­łość do żony.

Ważnym mo­to­rem roz­wo­ju doj­rza­łej miłości męż­czy­zny są stawiane mu wy­ma­ga­nia. W moim roz­wo­ju bardzo po­ma­ga mi żona, któ­ra cier­pli­wie sta­wia wy­ma­ga­nia, ocze­ku­jąc ich speł­nie­nia, nie­kie­dy cze­ka­jąc nawet la­ta­mi. Musimy pa­mię­tać, że doj­rze­wa­nie do mi­ło­ści jest dłu­go­trwa­łym procesem do­ko­nu­ją­cym się w każ­dym z nas i do jego re­ali­za­cji po­trzeb­na jest cier­pli­wa miłość dru­gie­go człowieka”.

Mamy czwo­ro dzieci. Każde ko­lej­ne ro­dzi­ciel­stwo przy­no­si­ło nam coraz więk­szą ra­dość, gdyż by­li­śmy bar­dziej doj­rza­li. Dziec­ko jest wspa­nia­łym da­rem, któ­ry ubo­ga­ca nasze czło­wie­czeń­stwo. Mi­łość dziec­ka, jego szcze­rość i nie­po­wta­rzal­ność wy­wo­łu­ją tęsknotę – chcia­ło­by się prze­ży­wać to wciąż na nowo.

„Jako matka otrzymuję od swoich dzie­ci znacznie wię­cej, niż im daję. Moje ma­cie­rzyń­stwo roz­wi­ja się z roku na rok. Po ślubie nie my­śla­łam o ja­kiejś kon­kret­nej liczbie dzie­ci, ale te­raz wiem, co tra­ci­my, kie­dy nie mo­że­my po­wo­łać do ży­cia na­stęp­ne­go dziec­ka, nie jestem w sta­nie nawet tego opi­sać. Prze­cież każ­de z nich jest takie inne i swoją oso­bo­wo­ścią wno­si tak wie­le do naszej ro­dzi­ny”.

Nie boimy się problemów – nie tylko w życiu mał­żeń­skim, ale również tych ze­wnętrz­nych. Uwa­ża­my, że różnego ro­dza­ju trudności rozwijają na­szą mi­łość. Wła­śnie w trudnych sy­tu­acjach możesz naj­le­piej od­czuć, że nie je­steś sam, że jest ktoś, kto za ciebie ciągle się modli, kto trwa przy tobie. Do­pie­ro w ciężkich chwi­lach od­czu­wasz, że w oso­bie współ­mał­żon­ka masz przy­ja­cie­la, któ­ry cię wspie­ra gestem, uśmie­chem, sło­wem…

Miłość małżeńska wymaga trudnej i cierpliwej pracy, ale obficie owocuje szczę­ściem. Wspaniałe jest to, że wi­dzi­my, jak z roku na rok tego szczęścia przy­by­wa. Re­ali­zu­jąc naszą miłość, je­ste­śmy cią­gle jeszcze w drodze, i cieszy nas fakt, że nie tę­sk­ni­my do tego, co było, tylko do tego, co bę­dzie, bo dzięki tej tę­sk­no­cie na­bie­ra­my pew­no­ści, że nasza mi­łość się roz­wi­ja.

Bogusia i Paweł

Podobne treści znajdziesz w naszym sklepie:

poradnik_218x310.jpg przymierze_218x310.jpg warto-zyc_218x310.jpg