Nowości Wiara

Światło na Północy

Mar 19, 2018 Wojciech Walasiak

Za górami, za lasami, wśród malowniczych fiordów dalekiej północy Norwegii, żyje 13 sióstr karmelitanek. Siostry z Tromso niosą światło życia modlitwą i Ewangelią w ciemności długiej nocy polarnej. Swoją obecnością promieniują na kraj od stuleci odwykły od widoku habitu.

Trzeba bowiem wiedzieć, że Kościół katolicki w Norwegii praktycznie przestał istnieć w wyniku prześladowań, jakich doznał po wprowadzeniu reformy luterańskiej w 1537 roku, w czasie, gdy Norwegia była częścią królestwa Danii. Mocą nakazów królów duńskich, w ciągu kolejnych dziesięcioleci katolickie duchowieństwo niemal doszczętnie wyniszczono lub wypędzono.

Wielu – tak jak kilka wieków wcześniej święty Olaf, król Norwegii, męczennik i patron kraju – wierność Kościołowi opłaciło śmiercią. Pozbawieni swych dotychczasowych duszpasterzy, wierni, bez możliwości wyboru, stali się protestantami. Pomimo zakazu oddawania czci świętym, długo jeszcze pielgrzymowali do katedry w Trondheim, do relikwii św. Olafa. Żeby korzystać z sakramentów, katolicy norwescy musieli jeździć do Holandii lub Niemiec.

Przez 500 lat budowano w Norwegii mur uprzedzeń i niechęci do katolików („Kościół katolicki to wróg ludzkości”), traktując papieża i księży niemal jak wcielenie diabła. Jezuici, uważani za szczególnie „niebezpiecznych”, aż do 1953 roku nie mieli wstępu do tego kraju. Ślady długo wpajanej niechęci i propagandy antykatolickiej są nadal odczuwalną trudnością w budowaniu dialogu.

Dziś katolików w Norwegii jest niewielu i wywodzą oni się przeważnie ze środowisk przybyłych z zewnątrz. Norwescy chrześcijanie to głównie protestanci należący do państwowego Kościoła, którego głową jest panujący monarcha. Większość Norwegów uważa się jednak za agnostyków lub żyje we wtórnym pogaństwie.

Dzięki silnej ekonomii i bogactwom naturalnym kraju, społeczeństwo Norwegii zalicza się do najzamożniejszych w świecie. Materialny dostatek i wysoki standard życia (nawet bardzo młodych ludzi) nie zaspokajają naturalnej potrzeby sensu istnienia i wielu ludzi odczuwa dotkliwą egzystencjalną pustkę, w ich życie wdziera się często przerażający smutek.

Towarzyszy temu faktyczny rozpad rodziny i rozkład tradycyjnej moralności. W efekcie Norwegia stoi w czołówce statystyk pod względem ilości chorób psychicznych i samobójstw. Jak namacalna jest tam kultura śmierci, tak wielka jest też potrzeba niesienia światła Ewangelii.

Dziedzictwo św. Olafa nie zostało unicestwione. Pragnienie szczerego i radykalnego opowiedzenia się za Bogiem i życia Jego Ewangelią odżywa dziś wśród wielu ludzi. A jeżeli małymi krokami dokonuje się także zmiana stosunku ludzi do Kościoła katolickiego, to dzieje się to również za sprawą karmelitanek z Tromso.

Wołanie z Północy

Położone daleko za Kręgiem Polarnym Tromso, ze swoim portem dalekomorskim i uniwersytetem, jest najdalej na Północy położonym dużym miastem Europy. Dzięki ciepłym morskim prądom tutejszy klimat nie jest bardzo surowy, jednak występuje tu uciążliwe zjawisko trwających wiele miesięcy okresów dnia i nocy polarnej (gdy słońce nie chowa się za horyzont i się zza niego nie wychyla). Panujące przez kilka miesięcy w roku ciemności w jakiś sposób symbolizują ciemności duchowe, w jakich żyje tu wielu ludzi.

Klasztor karmelitanek (jedyny na świecie Karmel znajdujący się za Kręgiem Polarnym) powstał w 1990 roku. Pierwszych 12 polskich sióstr, wraz ze zmarłą już matką Dąbrówką, przybyło tu z klasztoru na Islandii na zaproszenie miejscowego katolickiego biskupa. Pragnął on, by zaistniało w Norwegii kontemplacyjne zgromadzenie, którego misją byłaby modlitwa za kraj i ludzi oraz dawanie autentycznego świadectwa wierności wartościom Ewangelii w połączeniu z ofiarą życia.

Paląca była też potrzeba modlitwy w obronie życia (Tromso jest tym spośród miast norweskich, w którym dokonuje się najwięcej aborcji). Nie bez znaczenia był fakt, że polskie siostry znały już trudności życia na Północy oraz władały podobnym do norweskiego językiem islandzkim.

Odczytując w zaproszeniu biskupa Boże wezwanie, karmelitanki zgodziły się założyć swoją wspólnotę na tej „samotnej wyspie”, w zupełnie obcym środowisku. A początki były bardzo trudne. Siostry zamieszkały w ciasnym domu, spały na materacach i miały tylko jedną lampę. Przez pierwszy miesiąc pobytu w kręgu jej światła toczyło się całe wspólne życie sióstr i przygotowywały się przyszłe wielkie Boże dzieła…

Kiedy zaczęło przybywać sióstr z „północnym” powołaniem, potrzeba było więcej miejsca. Rozpoczęto budowę klasztoru na obrzeżach ruchliwego miasta. Budowa była możliwa dzięki zbiorowej pomocy wielu osób.

Ktoś przysłał skrzynię pełną narzędzi, z Polski przychodziły nawet pojedyncze złotówki… Z uwagi na wysokie koszty, wiele prac siostry musiały wykonywać same: karczowały las, nosiły cegły, kładły podłogi, malowały, piłowały, szpachlowały, wierciły.

Dla nich był to widomy udział w „budowaniu” Królestwa Bożego na ziemi, dla otoczenia – powód do coraz żywszego zainteresowania tymi „dziwnymi kobietami” w brązowych habitach biegającymi z taczkami po placu budowy…

Od samego początku Boża łaska wspomagała ludzkie działania: wielu ludzi otwierało swoje serca na potrzeby sióstr, otrzymując w zamian prostą wdzięczność i modlitwę. Zaczęła się tworzyć jakaś niewidzialna więź między katolickimi mniszkami i ludźmi surowej Północy.

Wiele osób było zaskoczonych – zupełnie innym od oczekiwanego – widokiem młodych sióstr, pełnych energii i promieniejących radością. Zdumiewała prostota ich życia, poświęconego Bogu i modlitwie.

Poruszające są świadectwa przypadkowych ludzi: kierownika budowy, robotników, sąsiadów.

Obecność sióstr była dla nich źródłem wewnętrznych pytań i refleksji. Miały miejsce liczne i piękne przemiany, wiele z nich pozostaje tajemnicą serc.

Znamienne jest, że w dzień konsekracji kościoła klasztornego, grupa pracujących przy budowie protestanckich robotników ofiarowała siostrom w darze zakupiony przez siebie piękny i kosztowny obraz Matki Bożej, autorstwa znanej w Norwegii protestanckiej malarki.

W klasztorze jest obecnie 13 Polek i 1 Norweżka. Swoim wysiłkiem, aby opanować język norweski, polskie karmelitanki zdobyły już serce i szacunek wielu Norwegów.

Życie i powołanie

Siostry w Tromso pełnią swoją posługę ciągle odkrywając hojność Bożych zamiarów. Ich codzienne życie wyznaczone karmelitańskim rytmem wspólnej modlitwy i indywidualnej kontemplacji wypełniają różne prace. Aby się utrzymać, siostry malują ikony, haftują ornaty i wykonują różne inne prace artystyczne.

Służąc Kościołowi komponują muzykę liturgiczną i tłumaczą nieobecne w tamtejszej tradycji modlitwy i pieśni. Modlą się i pracują, jak wszystkie karmelitanki na świecie.

Pod wieloma względami jednak Karmel w Tromso jest różny od wszystkich innych. Chcąc być widzialnym znakiem, siostry godzą się być bardziej widoczne. Duże okna w kościele i szerokie kraty symbolicznie dają wgląd w klasztorne korytarze i czasem można w nich dostrzec przemykające sylwetki.

Wydaje się jednak, że specyfiką ich wyjątkowego powołania jest sama obecność. Ta obecność zastanawia i prowokuje, stając się początkiem zainteresowania kolejno klasztorem, modlitwą, wreszcie – Bogiem.

Kościół klasztorny jest stale otwarty. Modlitwa i śpiewy przyciągają wiele osób, które przychodzą obserwować nabożeństwa i modlić się z siostrami. Dla wielu  jest to pierwsze doświadczenie kontaktu z sacrum.

Niektórzy przychodzą z ciekawości, przyciągnięci klimatem prostego kościelnego wnętrza i widokiem klęczących za kratami kobiet w białych i czarnych welonach. Wszystko to frapuje i zastanawia: Po co? Dlaczego? Jak? Takie młode…

To zainteresowanie bywa początkiem drogi poszukiwania i odkrywania Boga. Często po nabożeństwie siostry są proszone o indywidualną rozmowę. Kraty klauzury nie stanowią wówczas bariery dla Bożego działania ani dla wzajemnego dzielenia.

Każdy może przyjść do sióstr ze swoimi sprawami. Klasztor ma prawdziwych przyjaciół. Przychodzi młodzież, czasem całymi grupami, zadaje pytania. Przychodzą rodziny. Zdarzają się nawet protestanccy pastorzy, którzy proszą, by ich nauczyć karmelitańskiej modlitwy wewnętrznej.

Ludzie dzwonią i piszą, prosząc o modlitwę w różnych sprawach, dzięki czemu siostry, pomimo zamknięcia, stają niejako po środku ich życia. Pewien pastor żalił się kiedyś siostrom:

Nie pamiętam już, kiedy ktoś mnie prosił o modlitwę…

Wstawiennictwo karmelitanek z Tromso rodzi piękne owoce, stając się znakiem jedności i obecności Boga pośród ludzi.

Owoce z Nieba

Pewien pastor przyszedł prosić siostry o modlitwę w intencji poczęcia wyczekiwanego od 10 lat dziecka. Podejmowane próby leczenia były bezskuteczne – lekarze pozostawali bezradni. W końcu przełamał się i poprosił siostry o modlitwę (trzeba sobie wyobrazić, jakiej to wymagało pokory od protestanckiego duchownego!).

Dla nich to już ostatnia szansa, a słyszał, że siostry modlą się „skutecznie”. Siostry obiecały modlitwę z zastrzeżeniem, że i tak stanie się, jak Bóg zechce. Nie minął rok, jak pastor wraz z żoną i noworodkiem zajechał do klasztoru prosto ze szpitala.

Od tej pory jest wiernym przyjacielem sióstr i… modli się na różańcu. A Pan błogosławi jego rodzinę kolejnymi „latoroślami”.


Wplatając w swe powołanie modlitwę za dzieci nienarodzone, w łączności z miejscową protestancką organizacją zaangażowaną w obronę życia, siostry podjęły się duchowego wsparcia matek znajdujących się w obliczu pokusy aborcji.

Każda z kobiet była ogarnięta wstawiennictwem sióstr, każda otrzymywała materialną pomoc ze strony świeckiej organizacji. Po narodzeniu dziecka wręczano mamie malowaną przez siostry świecę, jako widomy znak modlitwy w jej intencji.

Z biegiem czasu świec ubywało setkami, a do klasztoru przychodziło coraz więcej „świeżo upieczonych” matek ze swoimi dziećmi, by podziękować za modlitwę.


Od samego początku dużo uwagi powstawaniu pierwszego w historii kraju klasztoru kontemplacyjnego poświęcały rozmaite norweskie media. Temat okazał się niezwykle atrakcyjny i budzący zainteresowanie. Opisywano więc życie sióstr, publikowano zdjęcia, rozmowy, dokumentowano postępy budowy.

W tej atmosferze ogólnej ekscytacji wydarzeniem, które za pośrednictwem gazet, radia i telewizji prawdziwie poruszyło Norwegię była haniebna nocna kradzież betoniarki z klasztornego placu budowy. Odbiło się to szerokim echem wywołując szczere oburzenie społeczeństwa i różnych organizacji oraz idącą za tym falę solidarnej pomocy.

Skutkiem działania wielu osób postanowiono odkupić skradzione siostrom mienie. Ktoś kradnąc betoniarkę zamiast wyrządzić krzywdę siostrom, przyczynił się do ich ogromnej reklamy i spowodował falę nieoczekiwanej życzliwości.


Pewien pastor protestancki przetłumaczył na norweski teksty polskich kolęd, a siostry je nagrały jako podkład do norweskiego filmu o Bożym Narodzeniu w klasztorze. Piękną muzykę postanowiono wydać na płycie, lecz producent wydał niewielki, kilkutysięczny nakład, spodziewając się raczej straty, niż zysku.

Przedstawiana jako ciekawostka płyta karmelitanek z Tromso ukazała się w sprzedaży przed Bożym Narodzeniem. Wkrótce po emisji w telewizji filmu o siostrach z Tromso zrodziło się wielkie zainteresowanie klasztorem i kolędami.

Nakład płyt został wkrótce wyczerpany i coraz więcej osób dopytywało się o nie w sklepach. Wydawca kilkakrotnie zwiększał pierwotny nakład, płyta sióstr okazała się najlepiej sprzedawaną w 2000 roku i znalazła się w czołówce norweskiej listy przebojów.


Operator koparki sprowadzonej do prac budowlanych został poproszony o przeoranie maszyną małego pola pod uprawę warzyw. Aby nakłonić go do pomocy, siostry zaproponowały prostą wymianę usług:

Ty nam przygotujesz miejsce pod ziemniaki, a my wymodlimy ci miejsce w Niebie…


Pewien człowiek, cierpiący na raka trzustki, znalazł się w szpitalu w ciężkim stanie. Widząc beznadziejną sytuację, osoba znająca siostry z Tromso zaproponowała mu, iż poprosi o modlitwę w jego intencji.

Człowiek ten był agnostykiem i zdecydowanie odrzucał taki pomysł. Gdy jednak wobec szybkiego postępu raka, lekarze nie dawali już żadnych szans, pogrążony w głębokiej rozpaczy zgodził się.

W efekcie intensywnego wstawiennictwa sióstr, nowotwór niespodziewanie wszedł w fazę ponad rocznej remisji, w którym to czasie Pan Bóg dokonał głębokiego uzdrowienia wewnętrznego tego człowieka.


Boże dzieła powstają we wszystkich zakątkach świata, na wszystkich długościach i szerokościach. Zachwycają i inspirują. Nie powstałyby jednak często bez ludzkiej zgody i ofiary, bez czyjegoś osobistego fiat. Jak piękne potrafią być Boże owoce na Północy!

Podobne treści znajdziesz w naszym sklepie:

Dzieje duszy - audiobookCuda i łaski św. Teresy z Lisieux12 kroków według „świętej” Teresy - MP3