Młodzież Zobacz

Seksoholizm a celibat

Cze 25, 2018 Jan Bilewicz

Seksualność w dużym stopniu kształtuje życiowe losy człowieka. Każdego z nas.

Dla jednych jest dobroczyńcą. Łączy z drugą osobą, męża i żonę więzią niezwykle mocną. Przez akt małżeński dwoje ludzi może prawdziwie, autentycznie oddać się sobie, wyrażając w ten sposób największe zaufanie i miłość.

Kiedy rzeczywiście to czyni, staje się nie tylko aktem fizycznym, ale głębokim duchowym przeżyciem, z którego płynie radość i szczęście, ponieważ człowiek głęboko w sercu pragnie takiego oddania się drugiej osobie i życia z nią w głębokim związku.

Dla innych seksualność straciła swoją moc wyrażania i pomnażania miłości. Akt seksualny służy jedynie zaspokojeniu pożądliwości, namiętności, albo uśmierzeniu na chwilę nudy, pustki wewnętrznej, samotności, stresu.

Ciało drugiej osoby może też służyć do dania sobie chwili przyjemności, rozrywki i niczego więcej.

Dla jeszcze innych popęd seksualny nie tylko nie sprzyja ich dobru, ale stał się siłą zniewalającą i niszczącą ich własne życie i innych. Niezwykle destruktywną siłą.

Obawiam się, że w obecnych czasach tylko niewielka część ludzi korzysta w sposób pełny z potencjału dobra, jaki daje człowiekowi jego seksualność. Dlaczego? Najczęściej niszczą ten potencjał już w swojej młodości przez niewłaściwe działania.

Celibat

Wiecie, co to jest celibat? To pełna wstrzemięźliwość seksualna, powstrzymywanie się od wszelkich działań w tej sferze (W takim przynajmniej znaczeniu używa tego terminu książka, o której za chwilę).

Może wyniknąć z tego coś dobrego? Ponieważ Wy i ja jesteśmy „stanu wolnego”, czyli nie żyjemy w małżeństwie, mamy zachować czystość przedmałżeńską, tzn. celibat. Tak uczy Chrystus, a to nauczanie przypomina i tłumaczy Kościół.

Pan Bóg jest kochającym nas ojcem i, jeśli czegoś zakazuje albo coś nakazuje, czyni to wyłącznie w trosce o nasze dobro.

Dobry Ojciec, który jest naszym Stwórcą i Stwórcą wszystkiego, co nas otacza, wie oczywiście, co jest dobre, co nam służy, co nas rozwija, co nam przynosi szczęście i pełnię życia.

On również wie doskonale, co jest złe, a więc umniejszające nas, zniewalające, raniące, niszczące. Złe tzn. grzeszne, zło tzn. grzech.

Pan Jezus jedno, a wokół siebie słyszymy przeważnie coś zupełnie przeciwnego. Propaganda mówi np. że „seks to rzecz naturalna”, a więc jeśli masz ochotę, to czemu nie. Nienaturalne byłoby powstrzymywanie się. Mogłoby ci jeszcze zaszkodzić.

Hasełko „seks to rzecz naturalna” stale słychać. W pewnym piśmie dla dziewcząt umieściły je pewne panie pod zdjęciem dwóch żółwi w dziwnej pozycji. Wdzięczne, co?

Piszę o tym już po raz drugi, bo wydaje mi się to być pewnym symbolem. Może nawet owe panie umieszczą kiedyś całość na swoim sztandarze. (Obok będzie jeszcze na pewno prezerwatywa, którą, mam wrażenie, uważają za największy wynalazek w dziejach ludzkości).

I rzeczywiście niektórzy zadają sobie pytanie: dlaczego takie wyrzeczenia? Seks wydaje się przecież zabawny. Dla jakiej idei rezygnować z czegoś, co daje przyjemność? Dlaczego Pan Bóg zabrania mi tego? – pytają inni. Przecież nikomu nie szkodzę, a tyle uciech.

Czym jest erotomania?

Wpadła mi w ręce ciekawa psychologiczna książka. Napisana została przez amerykańskiego psychoterapeutę Patricka Carnesa i jego zespół. Zatytułowana jest Od nałogu do miłości. Jak wyzwolić się z uzależnienia od seksu i znaleźć prawdziwe uczucie (Harbor Point Sp. z o.o., Poznań 2001).

Ośmielam się ocenić ją, pomimo pewnych słabszych punktów, jako niezwykle odkrywczą i niezwykle potrzebną w obecnej chwili. Jeden z rozdziałów tej książki poświęcony jest celibatowi. Rewelacja! Ale po kolei…

Mówienie ludziom, zwłaszcza młodym, że seks to sprawa naturalna tak samo jak u zwierząt, a więc tak jak i one nie musisz się hamować (musisz się tylko koniecznie „zabezpieczyć”) prowadzi posłusznych tej ideologii do uzależnień seksualnych. Zwłaszcza jeśli taki komunikat padnie na podatny grunt psychiczny czy duchowy.

P. Carnes zajmuje się właśnie leczeniem tzw. seksoholików czyli erotomanów czyli ludzi, którzy ze względu na swoje uzależnienie seksualne nie potrafią już kierować swoim życiem. Nałóg kieruje nimi.

Seks niszczy seksoholika, tak jak alkohol alkoholika i narkotyk narkomana. Z taka samą skutecznością i siłą.

Co gorsza, wychodzenie z zaawansowanej erotomanii jest niezwykle trudne, trudniejsze nawet niż z narkomanii. Oto krótkie świadectwo:

„Mam za sobą odstawienie czterech ciężkich nałogów, w tym kokainy. Jednak zdecydowanie najcięższe i najtrudniejsze było dla mnie odstawienie erotomanii”.

Autor książki konkluduje:

„Jest to powtarzające się stwierdzenie wśród erotomanów, którzy wyzwoliwszy się z wielu uzależnień, uzyskali skalę porównawczą”.

P. Carnes ocenia, że żyją miliony ludzi uzależnionych od seksu (ok. 80% to mężczyźni, ok. 20% kobiety). W roku 1991, kiedy powstała książka, istniało na świecie ok. 2 tys. grup terapeutycznych zajmujących się ich leczeniem, a ilość tych grup „wzrastała lawinowo”.

Problem erotomanii na dużą skalę jest sprawą stosunkowo nową. Pierwsze ośrodki leczenia założono w połowie lat 70-tych i – moim zdaniem – było to skutkiem tzw. „rewolucji seksualnej” w U.S.A. z lat 60-tych i upowszechnianiem pornografii.

(90% zdrowiejących z erotomanii mężczyzn i 79% kobiet stwierdza, że pornografia miała decydujący wpływ na rozwój ich uzależnienia).

Uzależnienie przeważnie rozpoczyna się w dzieciństwie od masturbacji. O ile nie podejmie się wysiłku zaprzestania jej, powstaje nałóg, który stale się rozwija.

Nie wyrasta się z niego tak po prostu – jak myślą niektórzy – ani nie kończy się on wraz z małżeństwem. Sięga się raczej z biegiem czasu, jak w każdym nałogu, po coraz silniejsze bodźce.

W końcu obsesja seksualna staje się zasadą organizującą życie. Wszystko obraca się wokół seksu. Większość czasu pochłania fantazjowanie, realizowanie fantazji, poszukiwanie partnerów, uwodzenie, a potem radzenie sobie z kacem moralnym i innymi konsekwencjami.

Erotoman zaniedbuje najważniejsze sfery życia: rodzinę, pracę, naukę, własne talenty i zainteresowania, życie duchowe.

Traci czas i energię na przezwyciężanie różnych kryzysów: rozpadu małżeństwa, publicznej kompromitacji, odebrania praw rodzicielskich, problemów w pracy, krachu finansowego, choroby wenerycznej, aresztowania i procesu sądowego (np. za napastowanie nieletnich albo ekshibicjonizm).

Steve tak rozpoczyna opis swojego uzależnienia:

„Jak daleko sięgam pamięcią czułem się rozbity, zdezorganizowany. Z biegiem lat zacząłem szukać seksualnych doświadczeń, które pozwoliłyby mi albo się pozbierać, albo o tym zapomnieć.

Kiedy zaciągnąłem się do marynarki, zachowania, które dotychczas były dla mnie normą – masturbacja pod „miękką” pornografię – przerodziły się we wzorzec penetrowania sex shopów i księgarń, gdzie wyszukiwałem „twarde” porno. Zaczęły się też prostytutki. Wróciłem do cywila w nadziei, że jakoś z tego wyrosnę. Nigdy nie było mi z tym dobrze”.

Przed trzydziestką Steve ożenił się. Myślał, że małżeństwo rozwiąże jego problem. Po kilku miesiącach względnej poprawy zaczęło się dziać jeszcze gorzej, jeśli chodzi o pornografię i prostytutki. Kiedy urodziło się dziecko, ponownie nastąpił okres poprawy, a potem znowu pogorszenie.

Teraz polował na mężczyzn w księgarniach z pornografią. Całkowicie oddalił się emocjonalnie od żony i od dziecka. Zaczął pić po każdym seksualnym ciągu, aby zabić ból wspomnień.

Oto jeszcze garść krótkich wypowiedzi:

„Dostałem liszajów (choroba weneryczna) i przeniosłem je na moją żonę. Podjąłem wiele fatalnych decyzji zawodowych, z powodu ciągłych obsesji seksualnych. Wydawałem pieniądze na seks, kiedy potrzebowałem ich na ubrania dla dzieci”.

„Z powodu obsesji zawaliłem dyplomowy rok nauki”.

„Chronicznie spóźniałem się do pracy, lub byłem zbyt rozbity, żeby pracować. Z tytułem doktora pracowałam jako sprzątaczka biurowa”.

„Przekraczając granice wobec moich pacjentek straciłem prawo wykonywania zawodu. Zostałem aresztowany”.

Uzależnieni seksualnie ponoszą szkody w każdej sferze życia. Z ankietowanych prawie tysiąca zdrowiejących seksoholików 38% mężczyzn i 45% kobiet przechodziło choroby weneryczne. 64% podejmowało współżycie pomimo ryzyka zarażenia siebie lub innych.

40% kobiet zachodziło w niechcianą ciążę, 50% było ofiarą gwałtu, 60% ofiarą fizycznych nadużyć. 30% erotomanów używało przemocy, by uprawiać seks.

Niemal wszyscy ankietowani mówili o zaprzepaszczeniu swoich intelektualnych możliwości i twórczego potencjału, o wyczerpaniu i niezdolności do sprawowania funkcji.

97% stwierdza utratę szacunku i pogardę dla siebie. Czuli się przegrani życiowo, pokonani. 94% doświadczało osamotnienia, uważali się za niegodnych pokochania. 91% miało uczucie skrajnej beznadziejności lub rozpaczy. 72% cierpiało na obsesyjne myśli samobójcze.

Seksoholik zaczyna szukać pomocy, kiedy w końcu dociera do niego prawda, że to, co robi, jest destruktywne i że utracił kontrolę nad sobą. Wie, że musi wyrzec się tych zachowań, zanim one ostatecznie go zniszczą.

Nieleczona erotomania kończy się często śmiercią. Umierają na AIDS, popełniają samobójstwa, giną w wypadkach, rozpijają się na śmierć.

Trzeba przerwać erotyczny ciąg, wyrzec się swoich destruktywnych zachowań tzn. zachować celibat. Dopiero w tym stanie możliwe są dalsze etapy zdrowienia i leczenia.

Potrzeba teraz nie mniej niż 3-5 lat, aby odbudować swoje życie.

Celibat jako lekarstwo

Dla wielu celibat okazał się prawdziwym miernikiem ich bezsilności. Próbując odrzucić wszelkie formy seksu, doświadczali, jak bardzo są wobec niego bezsilni. Wielokrotnie na nowo musieli podejmować wysiłki, aby osiągnąć pełną wstrzemięźliwość.

Większość erotomanów uważa, że kluczem do wytrwania w zdrowieniu było odrodzenie się ich życia duchowego. Duchowość jest czynnikiem pierwszoplanowym, podstawą przemian.

Autor książki, stwierdza, że celibat to czas głębokiego wewnętrznego uzdrowienia, przywrócenia emocjonalnej i duchowej równowagi. Nazywa ten okres „rodzajem bezcennych rekolekcji”, czasem „fundamentalnej odbudowy na najgłębszym poziomie” i „przygotowaniem wnętrza na przyjęcie uzdrowionej seksualności”.

Jeden z ankietowanych pisze:

„Na początku mojej drogi miałem żal, że zabrano mi wszystkie seksualne łakocie. Dziś jestem bezgranicznie wdzięczny za ten długi czas, w którym mogłem rozwijać się i wzrastać…”

Ricka nakłoniła do zachowania celibatu żona.

„Z początku – pisze – miałem do niej żal i urazę. Dziś uwielbiam ten stan i jestem wdzięczny, gdyż jesteśmy ze sobą bliżej i bardziej intymnie niż kiedykolwiek. Nigdy nie byliśmy bardziej szczęśliwi, a ja mam dużo lepszy kontakt ze sobą i lepiej rozumiem siebie”.

Oto jeszcze kilka typowych wypowiedzi:

„Zdałem sobie sprawę, że bez seksu można żyć dalej i to o wiele lepiej. Dla mnie było to wielkie odkrycie. Celibat otworzył przede mną sferę cudownej bliskości z mężem, jakiej nigdy nie miałam”.

„Był (celibat) niezmiernie pomocny. Uwolnił mnie. Zobaczyłem, jak dobrze mogę się czuć bez seksu. Ogromnie zbliżyłem się do żony”.

„To była dla mnie jedyna możliwość nabrania właściwej perspektywy i zobaczenia, jak bardzo byłam zniewolona i zatruta seksem. Celibat wreszcie sprowadził mnie na ziemię; stanęłam na własnych nogach i mogłam dojrzeć rzeczywistość”.

„Pomógł mi i mojej żonie zobaczyć, że jest jeszcze życie poza łóżkiem, że prawdziwa bliskość, to nie bliskość genitalna. Dopiero w celibacie poczułem się mężczyzną. Pełna wstrzemięźliwość to coś wspaniałego. Zacząłem czuć, że moje ciało jest naprawdę moje, zacząłem je posiadać”.

„Celibat dał mi zdolność koncentracji, wyzwolił we mnie nowy rodzaj energii. Dał mi dostęp do uczuć, głęboki wgląd w siebie, rozkosz życia i bycia obecną dla siebie, dla mojej Siły Wyższej i przyrody”.

Dziękuję za te świadectwa! Jakie z nich wnioski dla nas, walczących o zachowanie czystości? Wysiłek się opłaca? Albo się nie opłaca, a Pan Bóg jest taki restryktywny bez powodu?

Przede wszystkim czystość przedmałżeńska chroni przed popadnięciem w uzależnienie seksualne. „Zabezpiecza” przed tragicznymi jej kosztami.

Nasuwa się natomiast pytanie, czy te „zabezpieczenia” w postaci prezerwatyw, globulek, pigułek, drucików, które proponują przemili, nowocześni panowie i panie, mogą uchronić przed marnowaniem swoich życiowych szans i talentów, kalectwem emocjonalnym, utratą ideałów, poczuciem beznadziejności, rozpaczą, pogardą dla siebie, marnowaniem czasu i pieniędzy, zawalaniem nauki albo spraw zawodowych, utratą przyjaciół, rozpadem małżeństwa, itd., itd. Zabezpieczają?

Jeżeli celibat jest fundamentem do odbudowy zrujnowanego życia: fizycznego, emocjonalnego, duchowego, to w ogóle musi być fundamentem do dojrzewania i wzrostu emocjonalnego, duchowego, fizycznego.

Zdrowiejący erotomani osiągają coś, co mogli osiągnąć 20, 30 lat wcześniej. Czystość przedmałżeńska pozwala zachować emocjonalną i duchową równowagę. Wyzwala energię i daje zdolność do koncentracji na rzeczach ważnych.

Uczy realizmu i stania na własnych nogach. Daje dostęp do uczuć, głęboki wgląd w siebie, „rozkosz życia”. Uczy, na czym polega bliskość z drugą osobą. Przygotowuje wnętrze na przyjęcie zdrowej seksualności (czyli takiej, z której płynie dobro). Uczy „posiadania” własnego ciała, itd.

Sparafrazowałem, albo zacytowałem tylko to, co powiedzieli na temat swojego doświadczenia celibatu zdrowiejący seksoholicy.

Równie niebezpieczni, jak dealerzy narkotyków

Psalmista mówi tak:

„Bez powodu zastawili na mnie sidła i bez powodu wykopali dół na moją zgubę (Ps 35, 7).

Hasełka:

„Seks to rzecz naturalna”,

„Róbta, co chceta” itp.

to właśnie sidła, pułapka zastawiona na ciebie. Ponieważ zniewolenia seksualne są tak destruktywne jak narkomania a trudniejsze do pokonania niż narkomania, producenci wyżej wymienionych hasełek są gorsi, niż producenci kokainy.

Jeszcze bardziej niebezpieczni są producenci i dealerzy pornografii. Nawet jednorazowy kontakt z pornografią chłopaka w okresie dojrzewania, może być początkiem ciężkiego nałogu.

Niestety, widzę wśród młodych sporo takich, którzy dali się złapać w sidła. Świadczy o tym język, jakim się posługują, sposób mówienia o dziewczętach i traktowania ich, sposób traktowania własnej seksualności, całego swojego życia.

Ameryka zbiera owoce swojej „seksualnej rewolucji” lat 60-tych i 70-tych. Wkrótce – obawiam się – my będziemy zbierać owoce naszej „rewolucji” lat 90-tych. Był to czas importu z Zachodu wszelkiego rodzaju śmieci w kolorowych opakowaniach i pochłaniania ich. Zresztą dalej się to dzieje.

Tak, jak straszne są koszty społeczne, ekonomiczne alkoholizmu i narkomanii, tak samo – co pokazuje doświadczenie amerykańskie – straszne są skutki erotomanii.

Podobne treści znajdziesz w naszym sklepie:

Twoje życie. Nowe rozmowy z dziewczyną o życiu, rodzinie, małżeństwie, płciowości, miłościPsychologia płciowości - o. Karol Meissner OSBNie przegraj miłości!