Historia Kościoła Zobacz

Ruchy poparcia bezbożnictwa cz. 2

Sty 21, 2019 Grzegorz Kucharczyk

Erupcje wojującego bezbożnictwa, a nawet wprost satanizmu towarzyszyły kampaniom laicyzacyjnym, które w XIX wieku przetaczały się przez kolejne kraje europejskie.

W tym kontekście można było zauważyć pewną prawidłowość: im bardziej ugruntowana była katolicka tradycja duchowa i kulturalna w kraju poddawanym odgórnie narzucanej laicyzacji, tym bardziej drastyczne były demonstracje antyreligijne.

Dlaczego zmarły papież jest tak niebezpieczny?

Dobrym przykładem są tutaj państwa włoskie (w XIX wieku Półwysep Apeniński, aż do roku 1870, był politycznie rozbity). Motorem antykatolickiej polityki, począwszy od lat 50. XIX wieku, był rządzony przez kolejne liberalne ekipy Piemont, który na swoim terytorium wprowadzał antykościelne ustawodawstwo: wypędzanie zakonników, konfiskata majątków kościelnych, usuwanie Kościoła ze szkół państwowych oraz ograniczanie szkolnictwa katolickiego.

Wraz z postępowaniem akcji zjednoczeniowej Włoch podjętej w latach 60. XIX wieku przez to państwo obowiązywanie tego antykatolickiego prawodawstwa rozciągano również na inne obszary Italii, nie wyłączając papieskiego Rzymu zaanektowanego przez Piemont we wrześniu 1870 roku.

Wymierzona w katolików (duchownych i świeckich) przemoc nie była demonstrowana li tylko przez organy władzy państwowej (najpierw Piemontu, a następnie zjednoczonych Włoch), ale również przez rozmaite, wspierające liberalny rząd antykatolickie środowiska.

Jak zwracają uwagę współcześni badacze zjawiska włoskiego antykatolicyzmu, uliczna przemoc wymierzona w katolików była szczególnym rysem włoskiego kulturkampfu na przełomie XIX i XX wieku.

Tylko w latach 1870-1881 doszło w Rzymie do trzydziestu przypadków słownej i fizycznej napaści na osoby duchowne (regularnie zakłócano na przykład w latach 1870-1873 nabożeństwa w rzymskim kościele Il Gesu należącym do jezuitów; napaści ustały po wygnaniu jezuitów z Rzymu w 1873 roku).

Na porządku dziennym były na przykład ataki na procesje, czy to z okazji Bożego Ciała, czy z okazji innych świąt kościelnych. Do tego typu fizycznych napaści na uczestników procesji doszło w 1877 roku w Turynie (podczas próby uczczenia uroczystą procesją jubileuszu pięćdziesięciolecia sakry biskupiej Piusa IX) oraz w 1885 roku w Genui (tutaj doszło do napaści na uczestników procesji podczas święta Bożego Ciała).

Po 1870 roku w wielu miastach włoskich (nie wyłączając papieskiego do niedawna Rzymu) „nieznani sprawcy” masowo niszczyli wizerunki oraz figury Matki Bożej.

Co charakterystyczne, wymierzona w katolików przemoc fizyczna nie ograniczała się bynajmniej do żywych. Jej celem byli również zmarli, zwłaszcza ci, którzy niezłomną obroną wiary „narazili się” autorom narzucanej z góry antykatolickiej „wojny o kulturę”.

Taką funkcję pełnił przez cały okres swojego długiego pontyfikatu papież bł. Pius IX (1846–1878), nieugięty obrońca katolickiej ortodoksji i demaskator uroszczeń liberalnej ideologii (słynny Syllabus z 1864 roku).

Gdy 13 lipca 1881 roku w Rzymie doszło do procesjonalnego przeniesienia doczesnych szczątków tego błogosławionego papieża z Bazyliki św. Piotra do Bazyliki św. Wawrzyńca, procesja została zaatakowana przez antykatolicką bojówkę wznoszącą okrzyki:

„Niech żyje Garibaldi!”, „Śmierć papieżowi!”, „Precz z księżmi!”, „Wyrzućcie truchło do Tybru!”.

Tylko dzięki zdecydowanej postawie wiernych osłaniających trumnę z ciałem bł. Piusa IX nie udało się spełnić tej ostatniej zapowiedzi.

Jak informowała potem prasa katolicka, czterystu biorących udział w tym zajściu bojówkarzy miało dostać od włoskiej masonerii wynagrodzenie w wysokości ośmiu tysięcy lirów każdy za próbę wrzucenia sarkofagu papieskiego do Tybru.

Noblista satanista

Tego typu akty przemocy były efektem konsekwentnie i systematycznie prowadzonej od kilkudziesięciu lat (ze szczególnym nasileniem po roku 1848) antykatolickiej propagandy na Półwyspie Apenińskim. Niejednokrotnie przybierała ona bardzo brutalny i wulgarny charakter.

W latach 70. i 80. XIX wieku w całych Włoszech powstają „stowarzyszenia antyklerykalne”, nad którymi swój patronat rozciągnęła włoska masoneria (Grande Oriente d’Italia). Tą drogą był rozpowszechniany wojujący antykatolicyzm.

Warto w tym kontekście wspomnieć popularność w tych kręgach twórczości Giosuè Carducciego – masona, poety i zdeklarowanego satanisty. W 1863 roku opublikował on swój pochwalny Hymn do szatana, który przez następnych kilkadziesiąt lat był również hymnem wszystkich zwolenników „postępowej i antyklerykalnej Italii”.

W 1869 roku, dokładnie w momencie otwierania w Rzymie obrad Soboru Watykańskiego I, antykatolicka prasa włoska na nowo przedrukowywała ten satanistyczny utwór Carducciego. Dodajmy, że w latach 80. XIX wieku poeta ten został mianowany przewodniczącym funkcjonującej przy liberalnym rządzie rady ds. edukacji, a w 1906 roku został uhonorowany literacką Nagrodą Nobla.

Jak pamiętamy, bojówkarze usiłujący w 1881 roku wrzucić ciało Piusa IX do Tybru krzyczeli:

„Niech żyje Garibaldi!”.

Giuseppe Garibaldi – „ojciec zjednoczonych Włoch” (do dzisiaj funkcjonujący w takim charakterze w oficjalnej wykładni dziejów Italii), to nie tylko przywódca „czerwonych koszul”, ale również wysoko postawiony mason i zwolennik wojującego antykatolicyzmu.

Parał się również pisarstwem (a właściwie grafomaństwem). W jednej ze swoich powieści opublikowanej w 1860 roku zawarł on takie wezwanie:

„Śmierć księżom! […] Któż jak nie członek tej złowrogiej sekty, która uczyniła z Italii kraj zmarłych i cmentarz, zasługuje na śmierć? […] Odrzuca mnie rozlew krwi! Nie wiem jednak, czy Italia zdoła się wyzwolić od tyranów jej duszy i ciała, bez ich zniszczenia, bez ich wytępienia co do ostatniego!”.

Liberałowie niemieccy: zaatakować „przemysł modlitewny”

To zjawisko ścisłego związku między rozwojem antykatolickiej propagandy a fizycznymi napaściami na katolików obserwujemy również w wypadku niemieckiego (pruskiego) kulturkampfu.

Jego początek datuje się na lata 70. XIX wieku, ale grunt pod niego był przygotowywany przez liberalną prasę znacznie wcześniej. Do wymownego pod tym względem wydarzenia doszło 16 sierpnia 1869 roku w berlińskiej dzielnicy Moabit. Otóż po wiecu liberalnego Berliner Arbeiterverein doszło tam do zdemolowania przez parę tysięcy demonstrantów dominikańskiego klasztoru oraz sierocińca, który w tym samym roku rozpoczął funkcjonowanie w tej przemysłowej dzielnicy Berlina.

Zanim doszło do zamieszek, w liberalnej prasie od kilku miesięcy ukazywały się serie artykułów poświęconych zagrożeniom, jakie dla niemieckiej, nowoczesnej „Kultur” przedstawia zacofana i wsteczna katolicka kultura (egzemplifikowana w tym wypadku przez dominikanów, którym wypomniano między innymi to, że w XVI wieku to oni właśnie – jeszcze przed jezuitami – byli głównymi adwersarzami Marcina Lutra).

Moabit przedstawiano zaś w tych periodykach jako „nową Jerozolimę” – miejsce rozwoju nowoczesnej, przemysłowej cywilizacji, w sposób karykaturalny kontrastowane z rzekomo „zmurszałą katolicką kulturą”.

Na początku sierpnia 1869 roku jedna z największych w Prusach liberalnych gazet, „Vossische Zeitung”, podkreślała, że

„przemysł modlitewny osadza się, by śpiewać różaniec i kontemplować pięć cudów Chrystusa” w Moabicie, dzielnicy Berlina, która jest „siedzibą ożywionej działalności gospodarczej” oraz „zapewnia bogactwo i dobrobyt tysiącom ludzi”.

Zanim doszło do zdemolowania siedziby dominikanów w dniu 16 sierpnia 1869 roku, czytelnicy liberalnej prasy (zwłaszcza powstających wówczas tabloidów, czyli tzw. prasy satyrycznej w typie „Kladderadatsch” czy „Berliner Wespen”) na swój sposób dawali dowód swojego przywiązania do „nowoczesnej cywilizacji” zagrożonej inwazją „zacofania”. Wchodzili więc do kościoła podczas odprawianych właśnie nabożeństw, demonstracyjnie nie zdejmowali nakrycia głowy, palili papierosy i głośno rozmawiali.

Autorzy tej antykatolickiej propagandy starannie pomijali niewygodny dla nich fakt, jakim był systematyczny wzrost katolickiej populacji w Berlinie.

W 1821 roku w stolicy Prus mieszkało niespełna osiem tysięcy katolików, ale w roku 1868 było ich już ponad 56 tysięcy (niemała w tym zasługa migracji Polaków z ziem zaboru pruskiego).

Charakterystyczna była również reakcja prasy liberalnej na wspomniany napad na dominikański klasztor. Moabicki Klostersturm przedstawiano generalnie jako

„spontaniczny akt gniewu berlińskiego ludu”.

Liberalne tytuły dystansowały się od przemocy jako takiej, ale – jak pisała „Volks-Zeitung” trzy dni po napadzie – należało także zrozumieć

„niesmak, jaki wzbudziła wśród protestanckiej części pracującej ludności ta instytucja [klasztor dominikański – przyp. mój: G.K.] wyłącznie przeznaczona do kontemplacyjnej bezczynności”.

Podobnie jak we Włoszech, również w zjednoczonych przez Prusy Niemczech obiektem szczególnie nasilonej aktywności antykatolickiego „przemysłu pogardy” był bł. Pius IX.

Aby poniżyć osobę biskupa Rzymu, nie cofano się przed drwinami i wykpiwaniem. Na przykład w 1872 roku berlińska „Börsen-zeitung” drwiła z tradycyjnego tytułowania papieża „Ojciec Święty”, stwierdzając, że godzi to w katolicką zasadę celibatu księży. W zamian proponowała zmianę papieskiej tytulatury na „Wujek Święty”.

Kpiono również z podeszłego wieku Piusa IX (jak wiemy, choćby z doświadczeń związanych z ostatnimi latami pontyfikatu Jana Pawła II, nie był to ostatni papież, któremu to inkryminowano).

Na przykład Heinrich von Treitschke, jeden z najwybitniejszych historyków w dziewiętnastowiecznych Niemczech, a jednocześnie liberalny polityk – nazywał Piusa IX w swoich publikacjach „nieobliczalnym, głupawym starcem”.

Nawet po latach wygląd papieża w podeszłym wieku budził w bojownikach przeciw „ultramontańskiemu zagrożeniu” (jak nazywano w liberalnym żargonie katolicką kulturę) jak najgorsze skojarzenia natury estetycznej.

Na początku XX wieku Paul von Hoensbroech – eksjezuita i niestrudzony bojownik o wolność niemieckiej kultury od „ultramontańskiego skażenia” – tak wspominał swoją wizytę w Rzymie w 1876 roku, dwa lata przed śmiercią Piusa IX:

„Zewnętrzny wygląd Piusa IX, który był w podeszłym wieku, nie był zachwycający: mały, przygarbiony, nalana twarz o obwisłych rysach; otwarte usta, z których bez przerwy coś ciekło; widoczne ślady tabaki wokół nosa, twarzy i na białej sutannie, niemiły, pozbawiony godności sposób chodzenia”.

(cdn.)