Zagrożenia duchowe Zobacz

Raport Kinseya – wielkie kłamstwo o seksualności

Lut 18, 2019 Małgorzata Sołtyk

W latach 40. XX w. Stanami Zjednoczonymi wstrząsnęły szokujące wyniki badań dotyczących seksualności ówczesnego społeczeństwa. Wynikało z nich, że większość Amerykanów łamie obowiązujące normy moralne, czyli w rzeczywistości nie kieruje się chrześcijańską moralnością w sferze seksualnej.

Autor badań, Alfed Kinsey, był amerykańskim entomologiem (badaczem owadów), który postanowił zająć się seksualnością ludzi. Fakt ten mógłby budzić jedynie śmiech, gdyby jego tragicznym skutkiem nie była m.in. rewolucja seksualna oddziałująca po dzień dzisiejszy na kulturę, naukę i obyczaje społeczeństw.

Zróbmy badania!

Kinsey pracował na Uniwersytecie Indiana, gdzie prowadził badania nad jednym z gatunków os. Postarał się o otrzymanie zgody na koordynowanie nowego kursu o małżeństwie i zaczął prowadzić porady seksuologiczne. Stwierdziwszy, że brakuje naukowych danych o ludzkiej seksualności, sam zaczął je zbierać.

W celu zrealizowania swojego planu Kinsey uzyskał od uniwersytetu pozwolenie na prowadzenie badań nad seksualnością zwierząt, choć w rzeczywistości chodziło mu o badania dotyczące ludzi.

Złe ziarno wyda zły plon

Już w czasie studiów Kinsey odrzucił wiarę i moralność chrześcijańską, a swoją późniejszą działalność w dziedzinie seksuologii prowadził na wzór własnego, zdeprawowanego życia. Każdy bowiem przejaw seksualności (w tym homoseksualizm, biseksualizm, pedofilię, kazirodztwo, a nawet zoofilię) uznawał za naturalny, a zatem także za normalny, z wyjątkiem monogamii, którą uważał za nienaturalną i złą.

Stworzył takie pojęcia, jak „szeroko pojmowany seks” oraz „seks międzypokoleniowy” oraz opracował tzw. skalę Kinseya, w której heteroseksualizm i homoseksualizm stanowią dwie skrajności, a pomiędzy nimi znajduje się kilka form biseksualizmu, rzekomo najnormalniejszego dla człowieka.

Co więcej, Kinsey oddzielał miłość od aktu płciowego i pomijał ją w swoich badaniach – traktując sferę płciową człowieka w sposób czysto techniczny.

Całe badania nad seksualnością miały na celu potwierdzenie postawionych przez niego wcześniej tez, mimo że były one sprzeczne z prawdą.

Dobór współpracowników przez Kinseya również może budzić wątpliwości. Warunkiem przyjęcia do zespołu było przekazanie Kinseyowi opisu swoich doświadczeń seksualnych, na podstawie których stwierdzał on, czy dana osoba odrzuciła wszelkie tabu, zahamowanie i poczucie winy i czy tym samym nadaje się do pracy przy projekcie.

Kłamstwo wyników

Wyniki badań opublikowano w dwóch raportach: dotyczących seksualnych zachowań mężczyzn oraz seksualnych zachowań kobiet. Zostały one przedstawione jako naukowe dowody wykazujące, że obowiązujące normy moralne są stale łamane przez dużą część społeczeństwa amerykańskiego, a większość łamie je okazyjnie.

Z danych Raportu o mężczyźnie (odbił się on większym echem w społeczeństwie niż Raport o kobiecie – opublikowany pięć lat później, w 1953 roku, dlatego na nim zostaną przedstawione nieprawidłowości) wynikało na przykład, że 80% mężczyzn ma przedmałżeńskie stosunki płciowe, prawie 70% ma stosunki z prostytutkami, 30-45% ma pozamałżeńskie stosunki, 37% mężczyzn ma doświadczenia homoseksualne, w przedziale wieku 16-55 lat przez co najmniej 3 lata co czwarty mężczyzna ma „znaczące i stałe doświadczenia homoseksualne”, co ósmy mężczyzna „ma więcej doświadczeń homoseksualnych niż heteroseksualnych”, 10% mężczyzn jest „w mniejszym lub większym stopniu wyłącznie homoseksualna”, a 4% jest przez całe życie homoseksualna.

Skąd wzięły się tak szokujące wyniki w purytańskim społeczeństwie USA? Z nienaukowych i niewiarygodnych metod, które Kinsey świadomie stosował w swoich badaniach. Dzięki nim mógł on rozpowszechnić kłamliwą tezę, że

„seksualność [jest] elementem obecnym w zwierzęciu ludzkim od najwcześniejszego niemowlęctwa”,

nie ma okresu „uśpienia” przed dojrzewaniem i powinna być ona rozwijana, tak jak chodzenie i mówienie, a nie poddawana – jak to określił Kinsey – presji rodziców i społeczeństwa.

Metody badań i dobór badanych

W Raporcie o mężczyźnie  wykorzystano dane ok. 5 tys. mężczyzn, których 25% stanowili więźniowie. Dane zbierane były poprzez: wywiady dotyczące wspomnień osób dorosłych i młodocianych (wśród których była nadreprezentacja przestępców seksualnych), wywiady z dziećmi oraz obserwacje i doświadczenia na setkach dzieci przeprowadzane przez „przeszkolonych technicznie” mężczyzn.

Dzieci w wieku od 2 miesięcy do 15 lat były „badane” nieraz przez długie lata i przetrzymywane wbrew swojej woli. W imię nauki wiele dzieci poddano procedurom mającym wszelkie znamiona molestowania seksualnego lub wręcz gwałtu.

Naukowcy analizujący oba raporty zwracali uwagę na wiele niepokojących kwestii, także na to, co przyczyniło się do zafałszowania wyników. Można wymienić takie nieprawidłowości, jak: fakt, że ochotnicy stanowili ¾ badanych – jest to tzw. błąd ochotnika. Intymny charakter badań powoduje, że zgłasza się duża ilość osób mających tendencję do eksponowania niekonwencjonalnych zachowań i lubiących się do tego przyznawać.

Kolejnym przekłamaniem było takie formułowanie pytań, które zakładało, że badany brał udział w każdej aktywności seksualnej. Ta strategia, znana jako ciężar zaprzeczenia, powoduje, że osoby badane, nawet gdy nie brały udziału w danej aktywności, nie są skłonne przyznać się do prawdy.

Celowym zabiegiem fałszującym wyniki była również kumulacja przypadków – traktowanie każdej osoby, jakby pasowała do każdej wcześniejszej grupy wiekowej lub poprzednio badanej kategorii (np. jeśli dorosły mężczyzna przejawiał jakąś aktywność seksualną, to zakładano, że wykazywał ją także we wcześniejszym wieku).

Lista poważnych błędów świadczących o niewiarygodności i nienaukowości badań Kinseya jest długa. Dlatego bez dalszego zagłębiania się w szczegóły wymienić jeszcze można: źle dobranych pracowników, nielosowe i niereprezentatywne dla społeczeństwa oraz celowo obciążone błędem systematycznym próby badanych.

Ponadto nieuzasadnione i uogólnione wnioski, przypuszczenia podawane jako fakty, niejasne metody i nie opisane okoliczności badań, badania prowadzone z naruszeniem procedur. Zastrzeżenia wzbudził również fakt, że część danych była sprzeczna, a część usunięta – nie wiadomo dlaczego. Dane o dziecięcej seksualności pochodziły z eksperymentów kryminalnych, nie ujawniono danych dzieci i osób „badających”.

Badacze przyjęli własną hierarchię etyczną (np. nie informowali rodziców, że dziecko w ramach „badań” wciągnięte zostanie w zachowania poważnie dewiacyjne, nie ujawnili tożsamości pedofili). Kinsey uznał fizyczne urazy dzieci przy „badaniu” za sporadyczne, a urazy psychiczne za wynik „negatywnego kształtowania”, pominął też temat gwałtu pomimo posiadania w tej kwestii danych.

Lawina deprawacji

Opublikowane przez Kinseya raporty stały się zasiewem wielkiego zła, które rozprzestrzeniło się nie tylko w Stanach Zjednoczonych, ale także na niemal całym świecie.

Rewolucja seksualna 1968 roku zebrała tragiczne plony: rozwiązłość seksualną – promowaną hasłem „wolnej miłości”, legalizację antykoncepcji, aborcji, pornografii, dekryminalizację prostytucji, lawinowy wzrost ciąż i aborcji u nastoletnich dziewcząt, epidemię chorób wenerycznych (w tym rozprzestrzenienie się AIDS), liczne rozwody, wprowadzenie obowiązkowej (i demoralizującej) edukacji seksualnej w szkołach publicznych.

O skali pogłębiającej się deprawacji społeczeństwa świadczą dane liczbowe. Od opublikowania raportów Kinseya do roku 1968 liczba urodzonych nieślubnych dzieci nastolatek niemal się potroiła – do ok. 165 tys., do 1982 roku liczba samobójstw wzrosła o 300%, liczba rozwodów od 1962 do 1981 wzrosła z 400 tys. do 1 miliona 200 tys., w latach 1960–1986 liczba gwałtów wzrosła o 526%.

Według danych Centrum Kontroli Zachorowań w 1978 roku najczęstszą chorobą dzieci w wieku szkolnym była rzeżączka – liczba chorych przewyższała liczbę zachorowań na ospę, odrę, świnkę i różyczkę razem wziętych.

Badania przyczyniły się także do zaktywizowania działalności środowisk promujących homoseksualizm, biseksualizm, pedofilię, kazirodztwo, a nawet zoofilię i dążących do ich legalizacji oraz społecznej akceptacji.

Efektem takich starań było m.in. usunięcie w 1973 roku przez Amerykański Związek Psychiatryczny homoseksualizmu z wykazu patologii Podręcznika diagnostyki i statystyki, choć większość psychiatrów była temu przeciwna. Kłamstwa na temat ludzkiej seksualności wniknęły także w środowiska naukowe i lekarskie.

„Naukowa” racja a prawda

Efekty zasianego kłamstwa widoczne są we współczesnej kulturze, w obyczajach społeczeństw, stanowionym prawie i w mentalności ludzi – nieraz także deklarujących się jako katolicy. Do dziś badania Kinseya przywoływane są jako wiarygodne źródła wiedzy o ludzkiej seksualności (później podobne badania nie zostały nigdy przeprowadzone), a ich autor przedstawiany jest jako wybitny naukowiec, który wniósł jeden z ważniejszych wkładów w dziedzinę seksuologii.

Nauczanie Kościoła się jednak nie zmienia, choćby nawet od życia według wartości chrześcijańskich odeszli wszyscy ludzie. Bóg objawił Dziesięć przykazań nie po to, by ograniczyć ludzką wolność i unieszczęśliwić człowieka, ale by mógł on być wolny, żyć pełnią pięknej miłości i ostatecznie osiągnąć wieczne szczęście.

„Błogosławieni czystego serca […]” (Mt 5,8)

– błogosławieni, czyli szczęśliwi. Prawdę tych słów ukazują liczne przykłady życia świętych, jak choćby bł. Karoliny Kózkówny – 16-letniej dziewczyny, która za wiarę i czystość nie wahała się oddać życia.

Prawda życia świętych, których za wzór stawia Kościół, a także świadectwo osób budujących swe życie na wartościach chrześcijańskich odkrywa kłamstwo i perfidię propagandy niszczącej ludzkie sumienia.

Wszystkie „nowe” i rewolucyjne pomysły na „wyzwolenie” człowieka nie mogą wydać dobrego owocu, gdyż tylko Bóg jest źródłem prawdy i dobra, dzięki którym człowiek może zdążać do doskonałości i szczęścia.

Seksualność i miłość

Bóg, stwarzając człowieka, ukształtował w nim także sferę seksualną – jest ona zatem sama w sobie dobra i realizuje się w sposób właściwy w akcie małżeńskim. Właściwie przeżywana seksualność służy budowaniu jedności małżonków – na wzór jedności Trójcy Świętej oraz powołaniu na świat nowego życia.

W zamyśle Bożym seksualność wyraża piękno miłości i stanowi bezinteresowny dar, jaki w wolności ofiarowują sobie współmałżonkowie. Benedykt XVI w encyklice Deus caritas est naucza o cielesnym wymiarze miłości:

„eros potrzebuje dyscypliny, oczyszczenia, aby dać człowiekowi nie chwilową przyjemność, ale pewien przedsmak szczytu istnienia, tej szczęśliwości, do której dąży całe nasze istnienie” (DCE 4).

Dyscyplina i oczyszczenie jest drogą dojrzewania człowieka, by sfera seksualna nad nim nie panowała, ale była dopełnieniem duchowej jedności osób połączonych sakramentem małżeństwa. Harmonia duszy i ciała objawia bowiem prawdziwą godność osoby, której powołanie wykracza poza ziemskie życie i wypełnia się w jedności z Bogiem.

Źródło: J. Reisman, E. Eichel, Kinsey – seks i oszustwo, Warszawa 2002.

Podobne treści znajdziesz w naszym sklepie:

Warto uprawić seks. Jacek PulikowskiPonieważ prawdziwa miłość czekaDemony seksu