Wiara Zobacz

Radosny odlot

Sie 27, 2018 Świadectwo

Zabolała mnie noga, trochę spuchła. Nic strasznego. Po paru dniach dołączyła się dość mocna zadyszka. Poszedłem do lekarza. Zbadał, posłuchał, pomyślał i dał skierowanie do szpitala. Zaczęło się leczenie. Prawie standard. Zrobiono jednak parę dodatkowych badań i okazało się, że pacjent będący prawie okazem zdrowia fizycznego i najlepszego samopoczucia… jest człowiekiem umierającym.

Pani ordynator po rannym obchodzie, poprosiła mnie do swego gabinetu i zakomunikowała mi ten stan oględnie i delikatnie, choć bardzo jasno.

Słuchałem tego w tym pokoju, pogrążonym w lekkim półmroku, jak strasznej bajki. Wszystko dookoła mnie było szare i coraz smutniejsze.

Rozbudzona wyobraźnia snuła obrazy malowane czarną rozpaczą. Obolałe i nikomu niepotrzebne ciało, z dnia na dzień coraz słabsze i coraz bardziej odrażające swym wychudzeniem.

Chude kości i płonące gorączką oczy, wypatrujące każdej iskierki nadziei. A wreszcie ostatnie akordy w przerażającym skowycie obolałej duszy i wyniszczonego ciała, i ten najgorszy koniec, zanurzony w mrocznych oparach niebytu i niepewności, dodatkowo zagłuszany odgłosami aparatury medycznej ostatniej posługi.

Podziękowałem i wyszedłem z tego mrocznego pomieszczenia, pijany czarnym nieszczęściem. Wyszedłem przed budynek szpitalny i usiadłem na ławce przy niewielkim skwerku.

Spojrzałem w wyzłocone słońcem niebo, po którym wiatr leniwie przepędzał niewielkie chmurki i gdzie tańczyła w locie cała gromada jaskółek.

l nagłe olśnienie – to Bóg woła mnie po imieniu. Dociera do mej świadomości radosna wieść, że mój Stwórca bardzo mnie kocha, jeśli pozwala mi dotknąć zakrytych tajemnic przyszłości i mojego „odlotu”.

Konsultacje w Instytucie Onkologii w Gliwicach potwierdziły szpitalne rozpoznanie, a czas „odlotu” ustalony na tygodnie, najwyżej miesiące, choć jak wszystko, co podlega nieubłaganej statystyce, jest jednak w ręku Boga.

Wszystko zawierzyłem dobremu i miłosiernemu Bogu. Uświadomiłem sobie, że kochający Bóg dał mi czas na uporządkowanie wszystkich spraw ziemskich i dobre przygotowanie się do tych ostatecznych.

Odnalazłem niewielką książeczkę zakonnika Paula O’Sullivana pod znamiennym tytułem „Jak uniknąć czyśćca”, której wskazania zacząłem realizować bardzo skrupulatnie.

Teraz z radosną niecierpliwością oczekuję realizacji tej cudownej zapowiedzi, o której pisze Pismo:

„Ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani umysł wyobrazić sobie tego nie potrafi, co Bóg przygotował tym, którzy Go miłują”.

Piszę listy pożegnalne do swych bliskich, przyjaciół i znajomych. Modlę się, smakuję każdy dzień życia, czytam i rozważam Radosną Nowinę Ewangelii i coraz więcej radości spływa do mego serca, które już tęsknie spogląda hen, w przestrzeń nieogarnioną.

Wszystko ofiarowałem Bogu i z radosnym spokojem czekam na „odlot”. Może uda się „odlecieć” razem z jaskółkami?

Wielu zarzuca mi, że zrezygnowałem z walki o własne zdrowie i życie. Może to i prawda, ale nic i nikt nie może odebrać mi tej radości życia, jaką teraz odczuwam, oraz podniecającego drżenia na myśl o tym, co tam mnie oczekuje.

Nie lekceważę zaleceń lekarskich i skrupulatnie je wypełniam. Najważniejsze jest jednak, by wypełniła się w mym życiu wola Boża –

„bądź wola Twoja, jako w niebie tak i na ziemi”,

powtarzane przez całe lata, w porannym i wieczornym pacierzu – niech się spełni.

Stanisław Mysłowski z Mysłowic

Podobne treści znajdziesz w naszym sklepie:

W strumieniach miłosierdziaCzy rzeczywiście zmartwychwstanie jest faktem?Przejście do życia wiecznego w mistycznych wizjach Cataliny Rivas