Historia Kościoła Nowości

Propagandą w Kościół cz. 1

Maj 01, 2017 Grzegorz Kucharczyk

Antykatolicka propaganda jest tak długa, jak długa jest historia Kościoła. Zawsze tak było, że okresom wzmożonej walki z Kościołem towarzyszyła – lub też je poprzedzała – wymierzona w katolików propaganda. Zapowiedział to zresztą sam Zbawiciel, mówiąc do apostołów, że „ludzie będą mówić przeciw nim rzeczy kłamliwe”. Cała historia Kościoła jest potwierdzeniem tych słów jego Założyciela.

Propaganda z tradycjami

Już w okresie rzymskich prześladowań, gdy Kościół został zmuszony do zejścia do katakumb, rozsiewano pogłoski, że chrześcijanie oddają się tam ludożerstwu, tak bowiem – na użytek propagandowy – przedstawiano istotę Mszy św. i spożywania podczas niej Ciała i Krwi Chrystusa.

W epoce nowożytnej okresem prawdziwej eksplozji antykatolickiej propagandy stał się czas reformacji (XVI wiek). Propaganda ta staje się wówczas wielowątkowa, a jednocześnie dysponuje na swój użytek wsparciem władzy świeckiej (władcy, którzy przyjęli protestantyzm) oraz szybko upowszechniającego się wówczas przełomowego wynalazku – druku.

Protestancka propaganda zohydzała Kościół zarówno w jego „Głowie, jak i w członkach”, to znaczy atakowano papieża, biskupów, ale również świeckich wiernych. Atakowano zarówno Kościół współczesny protestanckim reformatorom, jak i poddawano szczególnej, propagandowej właśnie, „obróbce” historię Kościoła.

Od wieków stałym elementem propagandy antykatolickiej były „sensacyjne odkrycia”. Najczęściej dotyczyły one rzekomego upadku moralnego duchowieństwa. Odkrywanie „mrocznych tajemnic” katolickich klasztorów rozpoczęło się na masową skalę w okresie reformacji. Gdy angielski król Henryk VIII przystąpił do konfiskaty majątków należących do pracujących na Wyspach zakonów, jego minister odpowiedzialny za konstruowanie antykatolickiej propagandy, Thomas Cromwell, za pomocą brzęczących argumentów inspirował całą serię publikacji o budzących grozę odkryciach, które poczynili w zajmowanych budynkach klasztornych królewscy urzędnicy. Ileż to raportów ujrzało wówczas światło dzienne, w których to propagandyści „rubasznego króla Hala” opowiadali o tysiącach małych szkieletów znajdowanych w podziemiach klasztornych – szczątkach dzieci spłodzonych przez nurzające się w rozpuście katolickie duchowieństwo.

U protestantów

Równolegle w kręgach protestanckich pojawiała się literatura z serii „wszystkie kochanki kardynała”. Kuria rzymska była częstym celem zabiegów propagandowych, mających na celu udowodnienie, że jest ona na usługach „Wielkiej Nierządnicy” (tj. papiestwa). Nie sposób zaprzeczyć, że w przypadku dworów niektórych papieży zarzuty o zbyt światowe życie aż nadto zyskiwały potwierdzenie. Stara reguła skutecznej propagandy powiada jednak, że ma ona (zwłaszcza tzw. czarna propaganda) największą siłę rażenia, gdy bazuje na elemencie, nawet najbardziej nikłym, prawdy.

Kraje protestanckie zalewane były wówczas rycinami – w tym objawiała się nowość druku: docieranie do odbiorcy także za pomocą obrazu – przedstawiającymi papieża jako Antychrysta lub wprost jako diabła. Do typowych propagandowych chwytów należała również tzw. animalizacja, czyli porównywanie hierarchów Kościoła do zwierząt. Niejednokrotnie na rycinach powstałych w XVI w. w kręgach protestanckich biskupi katoliccy zamiast twarzy mają pysk psa, wilka, lisa lub kozła. Wszystko po to, by wzbudzić jak najbardziej negatywne skojarzenia (lisia chytrość, wilcza zachłanność, psia uległość, rozpusta jak u kozłów).

Odkrycie Ameryki

Jak zaznaczono, antykatolicka propaganda w epoce reformacji uderzała również w ogół społeczności katolickiej. W tym kontekście posługiwano się zagadnieniem związanym z odkryciem Nowego Świata przez Kolumba i innych podróżników i związaną z tym faktem rywalizacją między europejskimi potęgami morskimi o podział wpływów i bogactw w Ameryce oraz na innych, odkrytych niedawno kontynentach. Dwie z tych potęg – Anglia oraz Holandia (Niderlandy) – należały do obozu protestanckiego. By uzasadnić więc, że to one mają „wyższe, moralne prawo” do tworzenia kolonii w Nowym Świecie, opracowano całą „czarną legendę” kolonizacji obu Ameryk przez potęgi katolickie: Hiszpanię i Portugalię.

Także w tym wypadku nośność propagandy wymierzonej w katolickie państwa była uwarunkowana tym, że istotnie nie brakowało przypadków karygodnego zachowania hiszpańskich czy portugalskich konkwistadorów, którzy w pogoni za mitycznym El Dorado („miastem ze złota”) nie cofali się przed mordowaniem niewinnych Indian; istnieli również okrutni kolonizatorzy wywodzący się z tych krajów.

Jednak angielska czy niderlandzka propaganda pomijała całkowitym milczeniem głosy potępienia tego typu karygodnych praktyk, dochodzące od kolejnych papieży w XVI w. czy od katolickich pisarzy, którzy jako pierwsi raportowali do Europy o nadużyciach czy zbrodniach popełnianych w Nowym Świecie przez hiszpańskich (portugalskich) kolonizatorów. W tym rzędzie należy chociażby wymienić dzieło dominikanina Bartolomégo de Las Casasa.

Propagandyści mówili więc prawdę (były nadużycia i zbrodnie), ale nie mówili całej prawdy (o tym, że Kościół zdecydowanie potępiał prześladowanie Indian i obracanie ich w niewolników). Ponadto protestanccy propagandyści z Anglii czy Holandii całkowicie milczeli o jeszcze dwóch istotnych faktach: krwawym charakterze większości kultur prekolumbijskiej Ameryki oraz o swoim własnym postępowaniu wobec Indian.

Gwałtowny atak propagandowy wymierzony w mocarstwa katolickie szedł w parze z rozwijaniem mitu „dobrego dzikusa”, który następnie będzie podjęty w epoce oświecenia. Indianie przed przybyciem Europejczyków (tzn. tych „złych Europejczyków” – katolików) stworzyli wspaniałe, pokojowe, głęboko humanistyczne cywilizacje, które zostały brutalnie zniszczone przez katolickich konkwistadorów. Taka była wersja propagandowa, która pomijała takie niewygodne fakty, że w cywilizacji Azteków na porządku dziennym było składanie ofiar z ludzi (w tysiącach). Pomijano  również fakt, że państwa Inków i Azteków były imperiami stworzonymi przez podbój słabszych plemion indiańskich, które potraktowały przybycie konkwistadorów jako okazję do wyzwolenia się spod siły narzuconej im dominacji Inków czy Azteków (tutaj tkwi również wyjaśnienie, dlaczego państwa te rozsypały się niczym domki z kart przed niewielkimi oddziałami konkwistadorów). Ale propagandowy mit „dobrego dzikusa” nie służył przecież dążeniu do ustalenia prawdy historycznej, lecz do podważenia całego dzieła ewangelizacji Nowego Świata, które od 1492 r. prowadził tam Kościół katolicki.

Drzazga w cudzym oku

Protestanccy propagandyści, wytykając złe rzeczy, które działy się w zamorskich koloniach katolickich mocarstw, ani słowem nie zająknęli się o tym, jaki system kolonizacji na nowo odkrytych kontynentach stosują mocarstwa protestanckie. Próżno więc tam szukać wzmianek o tym, że prezentowany przez Burów (holenderskich kolonistów) w Afryce Południowej stosunek do tubylczej ludności murzyńskiej był nacechowany programową pogardą wobec niej, a z kalwinistycznej teologii wywiedziono następnie ideologiczne podstawy pod politykę apartheiddu, która zostanie zarzucona dopiero pod koniec XX w.

Podobnie głębokim milczeniem pokrywano sposób traktowania Indian w koloniach angielskich w Ameryce Północnej. Tam także powielano model znany w koloniach burskich: radykalna separacja kolonistów wobec ludności tubylczej przy jednoczesnym traktowaniu Indian jako „ludzi niższej rasy”. W koloniach hiszpańskich i portugalskich na porządku dziennym było zjawisko tzw. metyzacji, czyli mieszania się populacji napływowych Europejczyków z Indianami (z tych związków rodzili się Metysi). Analogicznego zjawiska nie znajdziemy w koloniach angielskich w Ameryce. Piękna legenda o księżniczce Pocahontas była właśnie tylko legendą.

Narodziny „czarnych legend”

Jak już wspomniano, okres reformacji charakteryzował się również swoistą propagandową „obróbką” historii Kościoła katolickiego. W tym okresie rodzą się kolejne „czarne legendy”: inkwizycji, wypraw krzyżowych i generalnie średniowiecza. W protestanckiej historiografii, począwszy od XVI w., pojawiają się „lochy inkwizycji”, w których rzekomo przetrzymywane są setki tysięcy ofiar, bez żadnego wyjątku ginące potem na stosach. Ofiar nie było setek tysięcy, większość podsądnych otrzymywała typowe kary pokutne (modlitwy, pielgrzymki), a inkwizycyjne „lochy” okazywały się, jak na ówczesne standardy, całkiem znośne – do tego stopnia, że nie brakowało na przykład w Hiszpanii ludzi, którzy sami oskarżali się o herezję, byleby tylko uniknąć więzienia państwowego i trafić pod areszt inkwizycji hiszpańskiej.

Protestanccy autorzy pierwsi określają wyprawy krzyżowe jako wyraz zaborczości i agresji wrodzonej „papistom” (katolikom), a nie jako próbę niesienia pomocy zagrożonym chrześcijanom na Wschodzie i wysiłek na rzecz obrony wspólnoty chrześcijańskiej przed kolejna falą muzułmańskiej ekspansji. Gdy w czasach Marcina Lutra Turcja otomańska pod rządami Sulejmana Wspaniałego podjęła raz jeszcze marsz w głąb chrześcijańskiej Europy, którego ofiarą padły w 1526 r. Węgry, a w kilka lat potem armia turecka stanęła pod murami Wiednia (było to pierwsze oblężenie austriackiej stolicy przez wojska muzułmańskie), twórca reformacji nie wzywał swoich wyznawców, by chwytali za broń i nieśli pomoc zagrożonym chrześcijanom na Węgrzech i w Austrii. Wręcz odwrotnie: Luter uważał, że turecki najazd jest słuszną plagą Bożą, która spada na „papieżników”.

Wzbudzić strach

Badacze zajmujący się studiami nad zjawiskiem propagandy zgodnie wskazują na to, że jednym z najbardziej nośnych motywów wykorzystywanych przez autorów przekazu propagandowego jest strach. W odniesieniu do antykatolickiej propagandy epoki reformacji cel ten starano się osiągnąć za pomocą rozwijanej przez nią teorii spisku jezuitów. Była to pierwsza wielka teoria spisku w dziejach nowożytnej Europy.

Od początku XVII w. karierę w krajach protestanckich robi druk pt. Monita  secreta (Sekretne napomnienia), który w aurze sensacji informował o odkryciu „prawdziwego” planu ustanowienia panowania nad światem przez Towarzystwo Jezusowe. Zakon założony przez św. Ignacego Loyolę był uważany przez wszystkie środowiska protestanckie (a następnie oświeceniowe i liberalne) za ucieleśnienie całego zła katolicyzmu. Jezuici byli posądzani o wszystko: o kosmopolityzm, o chciwość, o uwodzenie bogatych wdów, tak by wyłudzić korzystny dla zakonu testament, a nawet o przechwycenie władzy nad Kościołem przez tzw. czarnego papieża, który w przeciwieństwie do „papieża białego” (którego widzi świat) jest realnym rządcą Kościoła katolickiego. Antyjezuicka histeria rodzi się w czasach reformacji i kolejne wieki nie będą bynajmniej świadkami jej ustępowania.

Obecnie obchodzimy w Polsce Rok Skargowski, o czym zadecydował Sejm RP w specjalnej uchwale podjętej z okazji przypadającego w tym roku jubileuszu czterechsetlecia śmierci wielkiego królewskiego kaznodziei i jednocześnie żarliwego patrioty. Dzisiaj ks. Piotr Skarga jest najbardziej znany jako autor Kazań sejmowych, w których piętnował nasze wady narodowe i przestrzegał, że w razie braku nawrócenia Polska utraci swoją niepodległość. Ale ks. Skarga był również aktywny jako polemista i apologeta w starciu z obozem protestanckim w Polsce. Wskazywał m.in. na to, że protestanci domagający się tolerancji, a nawet równouprawnienia w takim katolickim państwie jak Polska i piętnujący „katolicką nietolerancję” sami w państwach, gdzie rządzą, katolików traktują jako obywateli drugiej kategorii. Jak mówił autor Kazań sejmowych: „A nabrzydliwsza jest i nad wszystkie inne wojny najszkodliwsza, gdy heretycy na prawowierne katoliki miecz i rękę podnoszą. Tam jad więtszy niźli na Turki; tam szkody stokroć więtsze na duszy, na ciele, na majętności, niźli na wojnie i niewoli pogańskiej”.

Podobne treści znajdziesz w naszym sklepie:

Czy rzeczywiście Biblia mówi prawdę? Mity i fakty. Zeszyty historii Kościoła (3) Mity i fakty. Zeszyty historii Kościoła (4)