Historia Kościoła Nowości

Propagandą w Kościół cz. 3 – rewolucja francuska

Maj 15, 2017 Grzegorz Kucharczyk

Alexis de Tocqueville, jeden z wielkich francuskich myślicieli politycznych, zastanawiając się w XIX wieku, dlaczego we Francji w wieku XVIII „bezbożność mogła stać się namiętnością powszechną”, zauważał, że kluczem okazała się tu antykatolicka propaganda uprawiana przez kilkadziesiąt lat przez oświeceniowe elity. To ona stworzyła podatny grunt pod rozplenianie się bezbożności, a tym samym przygotowywała nadejście rewolucji.

Bezbożność – „namiętnością powszechną”

W swoim głośnym dziele Dawny ustrój i rewolucja Tocqueville tak to opisywał:

„Pracowano gorliwie i nieustannie nad odebraniem duszom napełniającej je wiary i zostawiono je puste. Mnóstwo ludzi zapaliło się do tego niewdzięcznego przedsięwzięcia. Całkowity brak wiary, tak sprzeczny z przyrodzonym instynktem człowieka i narażający jego duszę na bolesną rozterkę, spodobał się tłumowi. Co do tej pory wywoływało tylko rodzaj chorobliwej apatii – tym razem zrodziło fanatyzm i ducha propagandy”.

Głównym celem propagandy stało się duchowieństwo, które uczyniono symbolem „wstecznictwa” i „fanatyzmu”. Te pojęcia zostały po 1789 r. w całości przejęte przez rewolucjonistów, dla których każda osoba wyznająca wiarę w Chrystusa była „fanatykiem”, religia – „przesądem”, a hierarchia kościelna (z papieżem na czele) – „tyranami sumień”.

Oddajmy jeszcze na chwilę głos Tocqueville’owi, który odnosząc się do tej antykościelnej propagandy we Francji tuż przed wybuchem rewolucji, stwierdzał, że:

„Kościół nie był bynajmniej gorszy u nas niż gdzie indziej, przeciwnie, popełniane tu błędy i nadużycia były mniejsze niż w większości krajów katolickich; ponadto Kościół był nieskończenie bardziej tolerancyjny niż kiedykolwiek przedtem i ciągle bardziej niż u innych ludów. Toteż swoistych przyczyn walki z religią szukać należy nie tyle w stanie samej religii, ile w stanie społeczeństwa”.

W okresie rewolucji francuskiej społeczeństwo było przedmiotem działań propagandowych na szeroką skalę. O ile wcześniej, w okresie XVIII-wiecznego oświecenia, ateizm (dla niepoznaki zwany „filozofią”) ograniczał się w zasadzie do salonowych elit, to po 1789 r. jest on propagowany w o wiele większej skali. W okresie rewolucji sączy się on nie tylko z prasy rewolucyjnej, ale również poprzez obejmującą cały kraj sieć klubów rewolucyjnych oraz, zawsze w tym dziele aktywnych, lóż wolnomularskich.

Po 1789 r. antykatolicka propaganda przekonuje, że ateizm nie tylko jest wyznacznikiem naukowości („filozofia”!), ale i patriotyzmu. Jednym ze stałych motywów wymierzonej w Kościół propagandy było przekonywanie Francuzów, że duchowieństwo jest swego rodzaju piątą kolumną działającą na rzecz wrogów Francji, z którymi akurat republika jest w stanie wojny. Wniosek był prosty: kto atakuje Kościół i bierze aktywny udział w dechrystianizacji Francji, ten nie tylko należy do „oświeconych”, ale i do „prawdziwych patriotów”.

Propagandowe słowo wytrych: postęp

W rewolucyjnej propagandzie na czoło wybijały się slogany o wolności, równości i braterstwie. W rzeczywistości jednak istotniejszym hasłem było domaganie się „postępu”. Jeżeli rewolucjoniści mieli wybierać między postępem a wolnością, zawsze wybierali ten pierwszy. Tyle że znaczenie, jakie w rewolucyjnej frazeologii nadawano słowu „postęp”, było szczególne. Oznaczało ono nie tyle chęć modernizowania Francji, usuwania przestarzałych instytucji czy praktyk administracyjnych. Tutaj chodziło o coś innego – o stworzenie od podstaw „nowej Francji” i „nowych Francuzów”. „Postęp” był synonimem ideologii, w którą wpisana była nienawiść do chrześcijaństwa. „Nowa Francja” nie mogła bowiem być jednocześnie Francją – „najstarszą córą Kościoła”.

Bardzo charakterystyczne w tym kontekście słowa padły 31 maja 1790 r. z ust jednego z deputowanych do francuskiego Zgromadzenia Narodowego (taką nazwę przybrały zwołane w 1789 r. przez Ludwika XVI Stany Generalne), który stwierdził:

„Jesteśmy parlamentem narodu. Z pewnością w naszej mocy jest zmienić religię [kraju], ale tego nie uczynimy”.

Na razie – jak pokazała historia rewolucji francuskiej.

Zideologizowane pojęcie „postępu” służyło rewolucjonistom francuskim do forsowania projektów, które pozostawały w jawnej niezgodzie ze szczytnymi zasadami Deklaracji praw człowieka i obywatela, która do dzisiaj jest uważana za sztandarowe dzieło przewrotu 1789 r. Deklaracja mówiła o respektowaniu wolności sumienia i praw własności. Tymczasem ten sam parlament, który uchwalił Deklarację, w latach 1790-1791 uchwalił zakaz ślubów zakonnych we Francji, uważając, że złożenie wieczystych ślubów „posłuszeństwa, ubóstwa i czystości” jest sprzeczne z „prawami natury”.

Nieważna okazała się wolna wola tysięcy osób, które kierując się motywacją religijną i wolnością swojego sumienia, pragnęły jednak złożenia takich ślubów. Jak wiemy, od kilkudziesięciu lat przed wybuchem rewolucji francuskiej propaganda oświeceniowych salonów i „filozofów” przekonywała, że klasztory są siedliskiem ciemnoty, wszelkich dewiacji oraz lenistwa (szczególnie znienawidzone były zakony kontemplacyjne, w oczach oświeceniowców nie wykonujące żadnej „użytecznej” pracy).

Podobnie rzecz się miała z prawem własności, obwarowanym w Deklaracji praw człowieka i obywatela wszelkimi gwarancjami. Krótko po uchwaleniu Deklaracji, 2 września 1789 r., rewolucyjny parlament przegłosował dekret o konfiskacie majątku należącego do Kościoła. Gdy niektórzy posłowie (świeccy i duchowni) wskazywali, że dobra te są we władaniu Kościoła przede wszystkim dlatego, że tak życzyli sobie ofiarodawcy, którzy zapisywali Kościołowi (jego rozmaitym instytucjom dobroczynnym) swoje majątki i którzy jako właściciele mieli prawo dysponować swoją własnością wedle swego uznania, rewolucjoniści odpowiadali – jak słynny „postępowy” orator Mirabeau:

„Należy pozbyć się zabobonnego szacunku dla tego, co nazywa się wolą ofiarodawcy”.

„Dlaczego – kontynuował ten sam mówca – jacyś ignoranci albo osoby ograniczone miałyby mieć prawo przykuwać swoją kapryśną wolą pokolenia, których jeszcze nie było? Żadne dzieło ludzkie nie jest przeznaczone do wiecznego trwania. Gdyby każdy, kto kiedyś żył, chciał mieć grobowiec, to i tak należałoby zniszczyć te pomniki, by starczyło ziemi do uprawy, i należałoby przenieść prochy umarłych, by wyżywić żyjących”.

Klasyczna demagogia, tak bardzo charakterystyczna dla rewolucyjnej propagandy. Zwróćmy uwagę, że dla propagandzistów „nowej Francji” tylko „ignoranci albo osoby ograniczone” mogły zdecydować się na zapisanie w testamencie swoich dóbr Kościołowi.

Rewolucyjna parareligia

Nie jest tutaj moim zamierzeniem przedstawiać najważniejsze odsłony walki rewolucji francuskiej z Kościołem. Na tych łamach czyniłem to zresztą niejednokrotnie. Warto jednak w kontekście propagandy antykatolickiej zwrócić uwagę, że miała ona niejako dwie strony. Jedna – poświęcona atakowaniu, ośmieszaniu lub oczernianiu duchowieństwa; słowem – skoncentrowana na odarciu religii katolickiej z sacrum. I druga strona – jej zasadniczym celem była sakralizacja rewolucji, de facto zaś sakralizacja każdorazowej polityki często zmieniających się republikańskich reżimów (żyrondyści, jakobini, termidorianie).

Temu celowi służyły opracowywane przez rewolucjonistów swoiste parareligie, wyroby religiopodobne. Pod tym względem rewolucja francuska była prototypem XX-wiecznych reżimów totalitarnych (komunizm, narodowy socjalizm), których istotną częścią była również sakralizacja polityki (por. sowiecki „kult jednostki” czy kult Führera w III Rzeszy Niemieckiej).

W przypadku rewolucji francuskiej przedmiotem kultu stały się „Rozum”, „Wolność”, „Naród” – słowa bardzo ładnie brzmiące, tyle że należy je rozumieć w znaczeniu nadawanym im przez ówczesną rewolucyjną propagandę. „Rozum” oznaczał radykalne zerwanie z tradycją chrześcijańskiej Francji, zarówno w wymiarze indywidualnym, jak i społecznym. „Wolność” – z pewnością nie dla „wrogów wolności” (czyli nie dla tych, którzy trwali przy wierze Kościoła, co od 1793 r. stało się przestępstwem).

„Naród” – to nie wszyscy mieszkańcy Francji, ale tylko ci, którzy podpisują się pod projektem rewolucyjnej zmiany politycznego i kulturowego oblicza kraju. Do tak rozumianego „narodu” nie należy więc kilkadziesiąt tysięcy księży i świeckich emigrantów, którzy nie godząc się na rewolucyjną politykę, a najczęściej uciekając przed prześladowaniami (zwłaszcza po uchwaleniu w lipcu 1790 r. tzw. cywilnej konstytucji dla kleru, która ustanawiała we Francji Kościół de facto schizmatycki wobec Rzymu), znajdowali się poza granicami Francji.

Gdy na przełomie lat 1793/94 szalała we Francji kampania dechrystianizacyjna, której kulminacją było zadekretowanie, że w republice francuskiej nie ma miejsca dla kapłanów katolickich (nawet tych, którzy już zaprzysięgli nieszczęsną „konstytucję cywilną kleru”) i chrześcijańskiego kultu – nawet w obrębie kościołów, w tym samym czasie lokalne elity rewolucyjne organizują „kult Rozumu”.

Centralne obchody odbyły się 10 listopada 1793 r. w Paryżu w katedrze Notre Dame, z tej okazji zamienionej na „Świątynię Rozumu”. Na miejscu zniszczonego wcześniej głównego ołtarza usypano pagórek, na szczycie którego postawiono jedną z aktorek paryskiej opery, mającą symbolizować Rozum. Chór wykonywał okolicznościowy utwór:

„O zstąp Wolności, córko Natury! Lud poznał swą władzę nieśmiertelną! Na ruinach starożytnego oszustwa ramiona wznoszą twój ołtarz”.

Rzecz jasna owo „starożytne oszustwo”, z którym walczyli autorzy propagandowego spektaklu, to religia chrześcijańska.

W czerwcu 1794 r. swój własny produkt religiopodobny zaprezentował Maksymilian Robespierre – jakobiński dyktator Francji. Uważał on, że Francji nie stać na wojujący ateizm, który niszczy nie tylko „przeżytki fanatyzmu”, ale także narusza wszelkie więzy społeczne. Nie było jednak powrotu do religii prawdziwej (chrześcijaństwa). Chodziło o religię społecznie użyteczną. Pod tym względem Robespierre był nieodrodnym uczniem swojego intelektualnego mentora – Jeana-Jacques’a Rousseau, który przed 1789 r. głosił konieczność istnienia swego rodzaju religii obywatelskiej („religii naturalnej”), nie mającej jednak nic wspólnego z chrześcijańską wiarą w Trójosobowego Boga.

8 czerwca 1794 r. Robespierre przewodniczył w Paryżu obchodom święta „Najwyższej Istoty” (nazewnictwo wzięte wprost z wolnomularskiej obrzędowości). Odtąd miało ono dołączyć do całego katalogu świąt rewolucyjnych, odgrywających pierwszorzędną rolę w tzw. edukacji politycznej (czyt. propagandzie) obywateli republiki.

Kult „Najwyższej Istoty” nie przeżył swego twórcy, czyli trwał około miesiąca, gdyż Robespierre został obalony w lipcu 1794 r. Jednak propagandowa sakralizacja rewolucji nie skończyła się wraz z odsunięciem jakobinów od władzy. Jesienią 1794 r. jeden z francuskich posłów pisał:

„Po stworzeniu świata nastąpiło stworzenie konstytucji francuskiej; zamiast niedzieli mamy dekadę. Nie ma już Dziewicy rodzącej Boga-Człowieka bez bólu; teraz jest lud, zawsze czysty i nieprzekupny, przynoszący światu wolność. Nie musimy już dłużej czcić tej niezrozumiałej chrześcijańskiej Trójcy. Wolność, równość, braterstwo – oto, co teraz mamy okadzać”.

Trudno o lepsze streszczenie nie tylko rewolucyjnej propagandy, ale i rewolucyjnej pychy. Zamiar całkowitego zniszczenia Kościoła się nie powiódł. Konkordat zawarty w roku 1801 przez Napoleona Bonaparte z papieżem Piusem VII kończył okres krwawego prześladowania religii we Francji. Jednak czas i zerwanie ciągłości pokoleń zrobiło swoje. W latach 1789 (początek rewolucji) – 1815 (koniec epoki napoleońskiej) wzrosło nowo pokolenie, w dużej mierze wychowane w propagandzie zrównującej republikę z patriotyzmem, a ten ostatni z antykatolicyzmem.

Z takim stanem rzeczy spotkał się po 1815 r. w Ars proboszcz tej parafii św. Jan Maria Vianney. A w roku 1826, gdy do Francji powróciła monarchia, a Kościół cieszył się pełną swobodą, nuncjusz papieski w Paryżu pisał do Stolicy Apostolskiej:

„Więcej niż połowa Francuzów pozostaje w zupełnej ignorancji co do obowiązków chrześcijańskich i pogrążyła się w zobojętnieniu, i można zadać sobie pytanie, czy w stolicy [Paryżu] jest dziesięć tysięcy ludzi praktykujących”.

Podobne treści znajdziesz w naszym sklepie:

Mity i fakty. Zeszyty historii Kościoła (3) Zakazany Bóg Święta Joanna D’arc