Nowości Wiara

Powierniczka Bożych obietnic – Juliana z Norwich

Kwi 02, 2018 Sebastian Bednarowicz

„W tym czasie nasz Pan objawił mi duchową wizję Jego bliskiej nam miłości. Ujrzałam, że jest On dla nas wszystkim, co dobre i co niesie pociechę. On jest naszym odzieniem, otaczając nas i spowijając, z miłości biorąc nas w objęcia i zawierając nas w sobie, powodowany czułą miłością, tak że nigdy nie może nas opuścić, będąc samemu wszystkim, co dobre dla nas” (Objawienia Bożej Miłości, 4).

Pochodząca z Anglii Juliana z Norwich jest jedną z największych średniowiecznych mistyczek. W 1373 roku zachorowała na ciężką chorobę i będąc bliską śmierci, doznała 16 mistycznych wizji, po których wyzdrowiała.

Pod wpływem tych objawień Juliana postanowiła poświęcić swoje życie Bogu jako pustelnica. W tym celu zamieszkała jako rekluza w przylegającej do kościoła św. Juliana w Norwich celi, której okienko zwrócone było ku tabernakulum. Tego miejsca nie opuściła aż do swojej śmierci około 1420 roku.

Podczas tych lat wypełnionych medytacją Juliana spisała swoje wizje, których doświadczyła w 1373 roku, i opatrzyła je komentarzem. W ten sposób powstało dzieło nazwane później Objawieniami Bożej Miłości.

To właśnie dzięki niemu, pomimo skąpych informacji biograficznych dotyczących jej osoby, Juliana uważana jest za jedną z największych średniowiecznych mistyczek i stawiana w jednym rzędzie z Katarzyną ze Sieny, czy Brygidą Szwedzką.

Fragmenty jej mistycznych wizji są cytowane w Katechizmie Kościoła katolickiego. Papież Benedykt XVI w 2010 roku poświęcił jej jedną ze swoich cotygodniowych katechez podczas audiencji generalnej.

Objawienia, których doznała Juliana, ukazywały nieskończoną miłość Boga w stosunku do człowieka.

„Od czasu, gdy zostało to objawione, często pragnęłam bardzo poznać, co miał na myśli nasz Pan. I lat piętnaście i więcej później moje duchowe rozumienie otrzymało odpowiedź, która była taka:

»Czy chcesz wiedzieć, co miał na myśli Pan? Wiedz dobrze, że to miłość miał na myśli. Kto ci to objawił?: Miłość. Co ci objawił?: Miłość. Dlaczego ci to objawił?: Z miłości. Trzymaj się tego mocno, a poznasz i zrozumiesz więcej tego samego; i nigdy nie zrozumiesz ani nie będziesz wiedzieć z tego nic innego przez całą wieczność«.

W taki sposób zostałam pouczona, że tym, co miał na myśli Pan, była miłość. I ujrzałam z wielką pewnością w tym i we wszystkim, że Bóg ukochał nas, zanim nas stworzył, i że Jego miłość nie zmalała i nigdy nie zmaleje.

I wszystkie Jego dzieła zostały uczynione w tej miłości; i w tej miłości stworzył On wszystko dla naszej korzyści; i w tej miłości nasze życie trwa wiecznie. Mieliśmy swój początek, kiedy zostaliśmy stworzeni, lecz miłość, w której nas stworzył, była w Nim, zanim zaczął się czas; i w tej miłości mamy swój początek. I wszystko to będzie widziane w Bogu bez końca, czego niech nam udzieli Jezus. Amen”.

Raduj się swoim Zbawcą i ciesz się swoim zbawieniem

Juliana z Norwich już pięć wieków przed św. Faustyną otwarcie głosiła starożytną chrześcijańską prawdę o Bożym miłosierdziu.

„Za każdym razem, gdy w swoim szaleństwie zwracamy spojrzenie ku temu, co zabronione, nasz Bóg i Pan wzywa nas przez czułe dotknięcie, mówiąc nam w duszy:

»Umiłowane dziecko, porzuć to, co kochasz. Myśl o Mnie, Ja jestem wszystkim, czego pragniesz. Raduj się swoim Zbawcą i ciesz się swoim zbawieniem«. (…)

Nasz łaskawy Pan nie życzy sobie, aby Jego słudzy wpadali w rozpacz, nawet jeśli grzeszyli często i ciężko. Kocha nas, pomimo naszych upadków. Zawsze trwa w nas działanie Jego pokoju i miłości, choć my nie zawsze w nich trwamy”.

Według angielskiej mistyczki to miłość Boga zachęca człowieka do odwrócenia się od rzeczywistego źródła ludzkiego cierpienia, czyli braku miłości:

„On kocha nas tak samo mocno, kiedy jesteśmy tutaj, jak będzie nas kochał, kiedy będziemy tam, w Jego błogosławionej obecności. Brak miłości z naszej strony to jedyna przyczyna całego naszego cierpienia”.

Dzieje się tak zaś,

„gdyż grzech jest tak ohydny i tak nienawistny, że nie można go porównać z żadnym innym cierpieniem, innym niż cierpienie samego grzechu. I nie pokazano mi boleśniejszego piekła niż grzech, gdyż dla z natury dobrze usposobionej duszy nie ma większego piekła niż grzech”.

Grzech to piekło i sam w sobie jest on już karą, którą człowiek sobie dobrowolnie wymierza.

Świadomość tego nie może nas jednak popychać ku rozpaczy. Musimy zawsze pamiętać, że Bóg jest ponad całą naszą nędzą. On nas nigdy nie opuszcza i troszczy się o nasze zbawienie bardziej niż my sami.

„Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu, ta, która kocha syna swego łona? A nawet, gdyby ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie” (Iz 49,15).

Bóg nie chce, abyśmy widzieli w Nim sędziego, ale miłującego rodzica, który nieustannie nas wychowuje.

„Nie obawiajmy się jednak, co najwyżej do tego stopnia, do jakiego strach może nam pomóc, lecz zanośmy z pokorą nasze skargi do naszej najdroższej Matki, a On pokropi nas wszystkich swą drogocenną krwią i uczyni naszą duszę miękką i czułą, i z upływem czasu uzdrowi nas całkowicie, gdyż to właśnie przynosi Mu największy zaszczyt, a nam największą radość na całe wieki. A On nigdy nie przerwie na chwilę swej dobrej i pełnej czułości pracy, ani w niej nie ustanie, dopóki wszystkie Jego najdroższe dzieci nie zostaną zrodzone i wybawione”.

Bóg nie odpłaca za zło złem, nie mści się i nie obraża na nas, lecz miłosiernie nas poucza, pokazując nam konsekwencje grzechu i prowadząc nas przez to do poprawy. Kilka wieków później podobną myśl wyrazi wielka hiszpańska mistyczka św. Teresa z Ávila:

„Wielkimi przejawami czułości karałeś moje wykroczenia. I nie sądzę, abym mówiła od rzeczy…” (Ż 7,19).

„Abyście się wzajemnie miłowali” (J 13,34)

Poznawszy dobroć i miłość Boga względem nas, winniśmy Go naśladować, tak jak dzieci naśladują swoich rodziców. Przejawia się to w realizacji Chrystusowego nakazu:

„Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali tak, jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie” (J 13,34).

Według Juliany wykluczenie przez nas z tej miłości choćby jednego człowieka ma fatalne konsekwencje:

„I jeśli jakiś mężczyzna lub jakaś kobieta przestają kochać któregokolwiek ze swych braci lub sióstr, wówczas nie kochają nikogo, gdyż nie kochają wszystkich, i w takiej chwili nie jest ten człowiek zbawiony, gdyż nie ma w nim pokoju”.

Jeśli wykluczymy kogoś z naszej miłości, wykluczymy siebie z królestwa Bożego. Natomiast miłując wszystkich, stajemy się podobni do Boga i pozwalamy, aby On w nas i przez nas działał:

„Jeśli staramy się kochać i być pokorni, stajemy się piękni i czyści przez działanie miłosierdzia i łaski. A Bóg równie skwapliwy jest do tego, by nas zbawić, tak jest mocny i mądry; gdyż sam Chrystus jest podstawą wszystkich praw chrześcijan i On nas nauczył odpłacać dobrem za zło.

W tym widzimy, że On sam jest miłością i że traktuje nas tak, jak pragnie, byśmy traktowali innych, gdyż On chce, byśmy byli podobni do Niego przez pełnię niekończącej się miłości do siebie samych, naszych sióstr i braci chrześcijan.

Tak jak nie słabnie Jego miłość do nas z powodu naszego grzechu, tak samo nie chce On, by słabła nasza miłość do samych siebie i do naszych sióstr, i do braci chrześcijan. Musimy czuć całkowitą nienawiść do grzechu i niekończącą się miłość do duszy, tak jak kocha ją Bóg”.

Wierność nauczaniu Kościoła

Czas, w którym przyszło żyć Julianie, nie był dla Kościoła łatwy. Niewola awiniońska papieży, a następnie schizma zachodnia znacznie osłabiły autorytet papiestwa. Na tej fali zaczęły mnożyć się rozmaite ruchy i sekty, które pretendowały do bycia „prawdziwym chrześcijaństwem”.

Często występowały one przeciw katolickiej nauce o sakramentach (zwłaszcza Eucharystii i kapłaństwu) oraz odrzucały samą instytucję Kościoła, bardziej ufając swoim przywódcom – płomiennym kaznodziejom i samozwańczym prorokom, którzy utrzymywali, że zostali posłani przez Boga.

W tej trudnej sytuacji i zamieszaniu Juliana uzyskała od Jezusa Chrystusa zapewnienie, że pełnia objawionej prawdy jest tylko w Kościele katolickim:

„Bóg objawił mi przeogromną radość, jaką sprawiają Mu mężczyźni i kobiety, którzy mocno, z pokorą i z wielką chęcią przyjmują przepowiadanie i nauczanie Świętego Kościoła. Ponieważ jest to Jego Święty Kościół, On, nasz Bóg, jest fundamentem, On jest substancją, On jest nauczaniem, On jest nauczycielem, On jest celem, On jest nagrodą, którą każda z natury dobra dusza stara się usilnie osiągnąć.

I to właśnie jest znane i będzie znane każdej duszy, której Duch Święty to wyjaśni. I spodziewam się prawdziwie, że pomoże wszystkim, którzy tego szukają, ponieważ szukają Boga”.

Wierność nauczaniu Kościoła według Juliany stanowi dla chrześcijanina najlepszą drogę ku zbawieniu i ma wartość większą nawet od mistycznych uniesień:

„Nie jestem dobra z powodu tego objawienia – napisze Juliana – jeśli nie kocham Boga lepiej, i tak też może i powinien uczynić każdy, który widzi je i słucha go z dobrą wolą i ze szczerym zamiarem, i dlatego moim pragnieniem jest, by przyniosło ono każdemu taką samą korzyść, jakiej pragnęłam dla siebie, gdyż w taki sposób Bóg poruszył moje serce, gdy pierwszy raz ujrzałam to, co mi objawił. (…)

Z pewnością nie zostało mi ono objawione dlatego, że Bóg kocha mnie bardziej niż stojącą najniżej duszę, będącą w stanie łaski, gdyż jestem pewna, że jest wielu, którzy nigdy nie otrzymali wizji ani objawienia, lecz tylko normalne nauczanie Świętego Kościoła, i którzy kochają Boga lepiej, niż ja to czynię”.

O konieczności przyjęcia z otwartym sercem wiary wspólnoty wierzących, czyli Kościoła, przypominał również w 2011 roku papież Benedykt XVI w przesłaniu na Rok Wiary Porta fidei:

„Samo wyznanie wiary jest aktem zarówno osobistym, jak i wspólnotowym. Pierwszym podmiotem wiary jest faktycznie Kościół. W wierze wspólnoty chrześcijańskiej każdy otrzymuje chrzest, skuteczny znak wejścia do ludu wierzących, aby zyskać zbawienie. Jak stwierdza Katechizm Kościoła katolickiego:

»Wierzę« – to wiara Kościoła wyznawana osobiście przez każdego wierzącego, przede wszystkim w chwili chrztu. »Wierzymy« – to wiara Kościoła wyznawana przez biskupów zgromadzonych na soborze lub, bardziej ogólnie, przez zgromadzenie liturgiczne wierzących. »Wierzę« – mówi także Kościół, nasza Matka, który przez swoją wiarę odpowiada Bogu i który uczy nas mówić: »Wierzę«, »Wierzymy«…

Jak można dostrzec, znajomość treści wiary jest istotna, by wydać swą zgodę, to znaczy, aby w pełni, rozumem i wolą, zgadzać się z tym, co objawia Chrystus w nauczaniu Kościoła katolickiego. Znajomość wiary wprowadza w pełnię tajemnicy zbawczej objawionej przez Boga. Udzielona zgoda oznacza  więc, że kiedy się wierzy, w sposób wolny przyjmuje się całą tajemnicę wiary, bo gwarantem jej prawdy jest sam Bóg, który objawia się i pozwala poznać swą tajemnicę miłości”.

Ja jestem podstawą twoich modlitw

„Wiara chrześcijanina, aby była żywa i by się rozwijała, potrzebuje modlitwy. Rozmowa z Bogiem stanowi zatem konieczną, codzienną praktykę każdego człowieka pragnącego podtrzymywać relację ze Stwórcą. Powszedni charakter modlitwy sprawia jednak, że niekiedy wydaje się ona jałowa i nie przynosi doświadczanych bezpośrednio rezultatów. Czy i taka modlitwa ma jakąś wartość i czy jest wysłuchiwana przez Boga?” – pytała Juliana.

Odpowiedź mistyczka otrzymała w 14. objawieniu.

„Ja jestem podstawą twoich modlitw – powiedział Chrystus – na samym początku to właśnie Moją wolą jest, byś coś otrzymała, a potem sprawiam, że tego pragniesz, a potem sprawiam, że się o to modlisz, a jeśli się modlisz, jak mogłoby to być, że nie miałabyś otrzymać tego, o co się modlisz”.

Widzimy, że z inicjatywą modlitwy zawsze pierwszy wychodzi Bóg. Modlitwa zatem jest łaską. Nie może być traktowana jako sposób udobruchania Boga lub przekonania Go, aby spełnił tę czy tamtą prośbę. W końcu Stwórca jest dobry zawsze i niezależnie od naszych wysiłków. Juliana pisze:

„Modlitwa sprawia, że dusza jest jak Bóg; kiedy dusza chce tego, czego chce Bóg, wówczas jest w stanie takim jak Bóg i jest w swej naturze jak Bóg. I dlatego Bóg poucza nas, byśmy się modlili i byśmy ufali mocno w to, że otrzymamy to, o co się modlimy, chociaż musimy wiedzieć, że wszystko, co jest uczynione, będzie uczynione, nawet jeśli się o to nigdy nie modliliśmy.

Jednak miłość Boga jest tak wielka, że uważa nas za współuczestników Jego dobrego czynu, i dlatego porusza naszą duszę, byśmy modlili się o to, co może czynić, z radością i za te modlitwy i za dobrą wolę, której nam udziela, wynagrodzi nas i udzieli nam trwającej wiecznie zapłaty”.

Modlenie się jest zatem współuczestniczeniem w dobru czynionym przez Boga, który w człowieku chce mieć swego współpracownika. Co więcej, Bóg jest wdzięczny człowiekowi za gest takiej współpracy i żadna z naszych modlitw nie zostanie przez Niego zapomniana ani pozostawiona bez nagrody. Tę wdzięczność Boga wobec Jego stworzenia pustelnica z Norwich obrazowo przyrównuje do depozytu:

„Nasz Pan, On sam jest głównym odbiorcą naszych modlitw, tak mi się zdaje, i przyjmuje je z wdzięcznością i wielką radością; śle je w górę i umieszcza w skarbcu, gdzie nigdy nie zginą. Są tam w obecności Boga i Jego świętych, przyjmowane bezustannie, zawsze pomagające nam w naszej potrzebie, a kiedy wreszcie otrzymamy nasze szczęście, zostaną nam dane jako kolejny stopień naszej radości z niekończącymi się, chwalebnymi podziękowaniami od Boga”.

„Wszystko zakończy się dobrze”

Mistyczne doświadczenia Juliany z Norwich utwierdziły ją w przekonaniu, że Bóg jest miłosierny i bezgranicznie dobry. Dało jej to odpowiedź na pytanie o cierpienie niewinnych, tak często zadawane również dzisiaj i używane jako argument przeciwko Bogu i Jego istnieniu. Całkowita ufność, jaką ta angielska mistyczka żywiła wobec Bożej opatrzności, została przywołana na końcu katechezy papieża Benedykta XVI:

„Jeśli Bóg jest w najwyższym stopniu dobry i mądry, dlaczego istnieją zło i cierpienie niewinnych? Pytanie to zadawali sobie również święci; właśnie oni, oświeceni wiarą, udzielają nam odpowiedzi, która otwiera nasze serce na ufność i nadzieję: w tajemniczych planach Opatrzności Bóg potrafi także ze zła wydobyć jeszcze większe dobro, jak napisała Julianna z Norwich:

»Poznałam więc dzięki łasce Bożej, że powinnam mocno trzymać się wiary, a zatem powinnam mocno i doskonale wierzyć, że wszystko zakończy się dobrze«” (Księga Objawień, rozdz. 32, s. 173).

Tak, drodzy bracia i siostry, obietnice Boże zawsze są większe od naszych oczekiwań. Jeśli zawierzymy Bogu, Jego przeogromnej miłości, najczystsze i najgłębsze pragnienia naszego serca, nigdy się nie zawiedziemy. »I wszystko będzie dobre«, »wszystko będzie służyło dobru«.

Orędzie o Bożej miłości jest zawsze aktualne i zaadresowane do każdego człowieka. Świadczą o tym karty Pisma św., zwłaszcza Ewangelii, a także  świadectwa licznych świętych i mistyków. Świadomość tej prawdy jest źródłem chrześcijańskiej nadziei; jednocześnie przynagla ona do nawrócenia oraz do spojrzenia na bliźniego oczyma miłującego Boga. Doświadczenie Bożego miłosierdzia jest darem całkowicie niezasłużonym, prawdziwie przywracającym życie.

Doskonale ujął to papież Franciszek w audiencji generalnej:

„Boże miłosierdzie daje człowiekowi życie, wskrzesza go z martwych. Pan zawsze spogląda na nas z miłosierdziem, oczekuje na nas z miłosierdziem. Nie lękajmy się do Niego zbliżyć! Ma On serce miłosierne! Jeśli ukażemy Mu nasze wewnętrzne rany, nasze grzechy, On zawsze nam przebacza. To czyste miłosierdzie! Nie zapominajmy o tym, On nam zawsze przebacza! Idźmy do Jezusa!”.

Opracował Sebastian Bednarowicz, na podstawie: Juliana z Norwich, Objawienia Bożej Miłości, Poznań 2007.

Podobne treści znajdziesz w naszym sklepie:

Objawienia z Księgi niebieskich objawień. Św. Brygida Szwecka.Autobiografia. bł. Matka Maria Teresa od św. JózefaMatka Speranza