Rodzina Zobacz

Płodność – święty dar cz. 2

Maj 27, 2019 Jacek Pulikowski

Mówiliśmy o postawach wobec płodności ludzi, którzy podejmują współżycie. Myślę, że warto zatrzymać się na chwilę nad tymi, którzy współżycia płciowego nie podejmują. I znów postaw może być kilka. Zacznijmy od pozytywnych:

Pierwsza postawa

Pierwsza postawa to postawa świadomej rezygnacji ze współżycia wobec wyboru innej niż małżeńska drogi życiowej. Ta świadoma, podjęta po głębokim namyśle rezygnacja, często związana z trudem, a nawet bólem wyrzeczenia, jest jedyną, godną postawą człowieka nie żyjącego w małżeństwie.

Nasuwa się tu myśl o duchownych, o samotnych z wyboru, lecz także o tych samotnych, którzy chcieliby żyć w małżeństwie, lecz nie spotkali jeszcze odpowiedniej osoby do wspólnego życia lub ją stracili (wdowy, wdowcy).

Wszystkie te osoby powinny akceptować swą płeć wraz z płodnością, która jest elementem zdrowia, ale powinny też unikać mechanizmów budujących napięcie płciowe, podniecenie, prowadzących ostatecznie do działania płciowego.

Ze wszystkich istot żywych na ziemi tylko człowiek może w sposób rozumny i wolny zrezygnować z działań płciowych, mimo pojawienia się bodźców pobudzających do działania. Umiejętność takiej rezygnacji świadczy o człowieczym wymiarze danej osoby i jest niezbędnym elementem prawdziwej wolności.

Rezygnacja z działań płciowych ze względu na dobro wyższe (mówiąc najogólniej) otwiera szansę na wielką płodność duchową i na bezgraniczne (niemożliwe, a nawet niedopuszczalne dla żyjących w małżeństwie) oddanie swego życia na służbę innych ludzi i różnych idei. Mamy tu przykłady w osobach wielkich i świętych (np. Matka Teresa z Kalkuty, Ojciec Święty Jan Paweł II).

Druga postawa

Drugą postawę reprezentują osoby, które akceptują swoją płeć, płodność, pragną założyć rodzinę, lecz nie znajdują osoby współmałżonka i nie mogąc się z tym pogodzić, uważają swe życie za przegrane.

Ich rezygnacja ze współżycia jest często koniecznością przyjmowaną „z zaciśniętymi zębami”. Osoby takie przeżywają prawdziwą niedolę. Zasługują na szacunek i pomoc. Powinno im się pomóc w akceptacji życia w pojedynkę z zachowaniem gotowości do zawarcia małżeństwa, jeżeli pojawi się „na horyzoncie” odpowiednia osoba.

Bez tej akceptacji grozi wielka przegrana życiowa albo na skutek wiecznego niezadowolenia, albo przez grożącą w tej sytuacji desperacką decyzję o założeniu rodziny z osobą zupełnie nie kwalifikującą się do wypełniania funkcji małżeńskich i rodzicielskich.

Trzecia postawa

Trzecią grupę stanowią osoby, które nie mogą współżyć płciowo ze względów chorobowych, przez siebie nie zawinionych. Tym należy pomagać lecząc (jeżeli to możliwe), pomagając zaakceptować siebie takimi, jakimi są i ułatwiając odnalezienie swojego miejsca w życiu.

Z pewnością nie jest to łatwe, lecz jest możliwe, jak pokazuje życie wielu ludzi, którzy znaleźli się w tej sytuacji.

Czwarta postawa

I wreszcie czwarta grupa to ci, którzy nie podejmują normalnego współżycia płciowego, lecz chcą czerpać przyjemne doznania związane z rozładowaniem celowo zbudowanego napięcia płciowego. Ci ludzie podejmują najróżniejsze działania, które pobudzają organizm do reakcji „imitującej” współżycie płciowe w warstwie fizjologicznej. Są to działania sprzeczne z naturą płciowości ludzkiej.

W naturę wpisany jest heteroseksualizm i płodność. Natura i przeznaczenie narządów rozrodczych i współżycia płciowego jest jasna i czytelna: w trakcie współżycia płciowego płyn nasienny męża dzięki połączeniu narządów przechodzi niezniszczony i niczym sztucznie nie ograniczony do otwartych na jego przyjęcie dróg rodnych żony i w nich pozostaje.

Każde inne działanie płciowe mające na celu uruchomienie mechanizmów fizjologicznych, takich jak we współżyciu płciowym, jest nienormalne, nienaturalne, wynaturzone. Do takich działań należą działania autoerotyczne (samogwałt) i homoseksualne, ale także w heteroseksualnych parach najróżniejsze wynaturzenia, gdzie w zamyśle nasienie nie jest składane w drogach rodnych żony np. tzw. seks oralny, analny itp.

Działania takie, nastawione wyłącznie na przyjemność i doznania płynące z reakcji organizmu jak we współżyciu, które niektórzy próbują nazwać „innym współżyciem płciowym”, są raczej „użyciem osoby”, są z zamierzenia niepłodne i takimi pozostają.

Z tym, że niepłodność tych działań rozciąga się z zaplanowanej niepłodności fizycznej na bezpłodność i pustkę duchową. Działania te bowiem rujnują więzi międzyludzkie i osobowość jednostek.

Mamy tu często do czynienia z ludźmi o zrujnowanej naturalnej (czyli heteroseksualnej) wrażliwości erotycznej (np. homoseksualizm), posuniętej nieraz aż do impotencji, czyli niezdolności do normalnej reakcji narządów płciowych, a w konsekwencji do współżycia.

Impotencja często jest problemem ludzi koncentrujących się nadmiernie na doznaniach i znużonych nadmiarem bodźców (psychologiczne prawo znużenia). Ludzie ci, skoncentrowani na swych doznaniach, nieraz panicznie boją się impotencji, co jest czynnikiem zwykle towarzyszącym i sprzyjającym jej powstaniu.

Często bodźce dostarczane są na drodze samogwałtu. Działania te prowadzą do powstawania uzależnienia – nałogu.

Innym częstym źródłem dostarczania pobudzeń jest pornografia. Jest ona z natury swej nastawiona na budowanie napięć i doznań w celu przeżycia wyrwanej z właściwego kontekstu przyjemności seksualnej. Używanie pornografii prowadzi nieuchronnie do zaburzeń w osobowości. Znamienny jest fakt, że praktycznie wszystkich przestępstw na tle seksualnym dokonują ludzie nałogowo sycący się pornografią.

Tak więc okazuje się, że mogą być (i są) różne podejścia do działań płciowych i ich skutków, do których należy m.in. płodność.

Problem akceptacji płodności

Nikt jednak z ludzi nie ucieknie od problemu akceptacji swej własnej płciowości. Co więcej, jakość życia każdego człowieka zależy w ogromnym stopniu od tego, jak ten właśnie problem został w jego życiu rozwiązany.

Prawdziwe szczęście na ziemi osiągnąć mogą jedynie ci ludzie, którzy akceptują siebie, swą płciowość i związaną z nią płodność, akceptują ją i traktują jako dar. Szczęście osiągają ludzie wolni, a więc ci, którzy posiadają siebie, panują nad sobą, dysponują sobą, swym ciałem i odpowiednio wykorzystują płciowość. Szczęście tych ludzi wynika z prostego faktu życia zgodnego z naturą, a więc z planem Stwórcy.

Przy braku akceptacji swej płciowości z całą jej naturą, a więc i płodnością, człowiek pozostaje wewnętrznie rozbity. Z jednej strony chce czerpać przyjemności płynące z działania płciowego, a z drugiej strony boi się skutków własnego działania. Boi się samego siebie i osoby, którą – jak często twierdzi – kocha. Boi się wreszcie największego w swoim mniemaniu wroga – szczęścia osobistego własnego dziecka, przed którym gotów się bronić, a nawet je niszczyć, unicestwiać wszelkimi „najnowocześniejszymi” sposobami. Osiąga to niejednokrotnie wymiar obłędu.

Płodność – cudowny dar Stwórcy, pozwalający ludziom uczestniczyć we wspaniałym dziele współstworzenia wraz z Bogiem nowej osoby ludzkiej, jest przez ludzi odrzucany, negowany, staje się straszakiem „zagrażającym szczęściu”, staje się koszmarem.

Tu dochodzimy do zamknięcia naszego wywodu: Płodność, z pięknego w zamiarze Stwórcy daru, stała się dla wielu (żyjących według własnych zamiarów) koszmarem.

Powyższy artykuł jest nieznacznie przeredagowanym rozdziałem książki: G.A.Urbaniakowie, J.Pulikowski, Młodzi i miłość, Oficyna wydawnicza Bonami, Poznań.

Pierwszą część artykułu można znaleźć TUTAJ