Rodzina Zobacz

Oblicza miłości cz. 2

Sie 26, 2019 Jacek Pulikowski

Plan Stwórcy

Postawa miłości musi być ukierunkowana na obiekt miłości. Obiektem miłości każdego człowieka powinien być Bóg. Dlaczego? Bo tego potrzebujemy do szczęścia.

Spodobało się Stwórcy wpisać w naturę człowieka tęsknotę do relacji z Nim. To dlatego w całej historii ludzkości, na obszarze całego świata, człowiek zawsze wzdychał do Istoty Wyższej. Wszystkie odnajdywane ślady istnienia człowieka zdradzały jednocześnie przejawy jego religijności.

Skoro do natury człowieka należy religijność, to bycie sobą oznacza bycie religijnym. Nie można być szczęśliwym, nie będąc sobą. Wnioski nasuwają się same. Nie można być szczęśliwym, odrzuciwszy Boga i wiarę w Niego.

Jest wiele rodzajów miłości. Miłość rodziców do dzieci, brata do siostry, kapłana do wiernych, lekarza do pacjentów czy wreszcie człowieka do Boga. Jednak to od miłości małżeńskiej bardzo bezpośrednio zależą losy świata.

Chodzi zarówno o aspekt demograficzny (przetrwanie ludzkości), jak i moralny i religijny – wychowanie człowieka do wartości. Tylko trwałe małżeństwo kochających się osób (mężczyzny i kobiety) stwarza pełne warunki do przekazania życia oraz wychowania człowieka w prawdzie i miłości.

Stwórca zadał człowiekowi drugiego człowieka jako obiekt do miłowania. Stworzył mężczyznę i niewiastę, by wzajemnie się uzupełniając, mogli oni przekazać życie i wychować następne pokolenia. Ogłosił to w Księdze Rodzaju: Bądźcie płodni, rozmnażajcie się i czyńcie sobie ziemię poddaną (por. Rdz 1,28). I uściślił słowami: opuści człowiek ojca i matkę i połączy się z żoną swoją tak ściśle, że będą dwoje w jednym ciele (por. Rdz 2,24).

Tak, małżeństwo jest ustanowionym przez Boga podstawowym powołaniem człowieka. Małżeństwo nie jest wynikiem działania ślepych sił przyrody, jest ono mądrze i opatrznościowo ustanowione przez Stwórcę (por. Paweł VI, Humanae vitae, 1968).

Miłość małżeńska ma swoją specyfikę odróżniającą ją od wszystkich innych form miłości. Po pierwsze – dla wierzącego katolika ma być to miłość uświęcona sakramentem. Widocznie Stwórca uznał, że jest zbyt trudna na ludzkie (tylko) siły, i dał łaski specjalne na ten trud.

Doświadczenie wielu lat pracy z małżeństwami przeżywającymi trudności pokazuje niezbicie, że ci, którzy trwają przy Bogu, Kościele (jedynym pośredniku łask sakramentalnych), modlitwie i sakramentach, przetrzymują zwycięsko największe nawet problemy małżeńskie.

Nie dziwmy się, przecież obiecano nam to w przypowieści o domu na skale (por. Mt 7,24-27). Uderzą wichry i nawałnice, ale dom się ostoi, bo na skale jest zbudowany. W innym miejscu czytamy, że skałą jest Chrystus (por. 1 Kor 10,4).

Po drugie – miłość małżeńska jest dozgonna i tylko jako taka ma sens. Wynika to zarówno z wymogu nieustannego pogłębiania więzi miłości pomiędzy małżonkami, jak i z powodu wychowania dzieci i dania im świadectwa, że miłość dozgonna jest możliwa. Wobec plagi rozwodów jest to dziś fundamentalnie ważne.

Po trzecie – miłość małżeńska ma być płodna. Nie tylko przez przekazanie życia dzieciom, ale też przez dawanie świadectwa, by inni pragnęli kochać się jak oni.

Po czwarte – miłość małżeńska powinna być pełna i ludzka. Pełna, czyli winna obejmować wszystkie obszary życia człowieka, bez żadnych egoistycznych rachub i wyjątków. Od wspólnych pieniędzy czy mieszkania, przez pracę i odpoczynek, radości (mnożone przez dwa) i smutki (dzielone na pół), aż do wspólnych praktyk religijnych i wyznawanej wiary. Miłość powinna być ludzka, a więc zarówno cielesna, jak i duchowa, obejmująca wszystkie wymiary naszej egzystencji.

Wreszcie – miłość małżeńska ma być wierna i wyłączna. Tylko taka może człowieka prawdziwie uszczęśliwić. Jednak wobec bałaganu szerzącego się (i świadomie szerzonego) w świecie trzeba o tym sobie i innym nieustannie przypominać.

Szczęście w małżeństwie

Aby ocenić, czy małżeństwo funkcjonuje dobrze, czy jest dysfunkcyjne, należy widzieć jego cel. Nie wystarczy, żeby było miło i przyjemnie. Choć jest to ważne i niestety dla wielu małżeństw wydaje się wręcz nieosiągalne.

Mamy się rozwijać, zmierzać we właściwym kierunku. W kierunku świadomie wybranym, przy ciągłej kontroli, by na fali mód bezbożnego i wynaturzonego świata nie zacząć dryfować w kierunku zła. Jak można określić precyzyjnie cel małżeństwa? Święty Jan Paweł II powiedział:

„Celem małżeństwa jest wspólna droga do świętości przez budowę komunii osób na wzór komunii Osób Boskich”.

Każdy człowiek wychowany w rodzinie katolickiej powinien wiedzieć, że żyje po to, by się zbawić (a nie – jak kusi świat – zabawić). Jeżeli wchodzimy na drogę małżeństwa, to oczywiste jest, że wspólnie 
z żoną/mężem mamy się wspierać na drodze do świętości (i to niekoniecznie przez męczeństwo). Więcej: w dniu ślubu stajemy się współodpowiedzialni za zbawienie współmałżonka.

Między innymi dlatego nigdy nie wolno zgadzać się na rozwód, bo on otwiera drogę współmałżonkowi do wejścia w kolejny związek cywilny – i tym samym do legalnego cudzołóstwa. A pamiętajmy, że „cudzołożnicy nie wejdą do królestwa” (por. 1 Kor 6,9).

Na dramatyczne sytuacje Kościół przewidział instytucję czasowej lub nawet trwałej separacji, która możliwości zawarcia nowego związku nie daje.

Myślę, że słowa:

„wspólna droga do świętości”

są jasne i proste (w zrozumieniu, nie w praktyce życia). Lecz dalej mamy:

„przez budowę komunii osób”.

Słowo „komunia” było wcześniej zarezerwowane wyłącznie dla terenu sacrum. Używane tylko w odniesieniu do Eucharystii, do określenia Najświętszego Sakramentu. Tymczasem Jan Paweł II za Soborem Watykańskim II używa go do określenia więzi, jedności małżeńskiej. Od razu wyczuwa się, że tu nie chodzi o zwykłą więź, ale o więź wyjątkową, niesamowitą, niebosiężną, mistyczną…

Tak wysoko stawia papież poprzeczkę przed małżeństwami. Dodając: „na wzór komunii Osób Boskich”, rozwiewa wszelkie wątpliwości. Chodzi o więź najświętszą i najgłębszą.

Oczywiście żadne małżeństwo na ziemi nie zbuduje więzi podobnej do więzi Osób Boskich w Trójcy Przenajświętszej. Jednak małżonkowie, wpatrując się w niedościgły ideał, mają całe życie niestrudzenie budować między sobą coraz piękniejszą i coraz głębszą więź.

Stwórca wie, że budowa komunii pomiędzy mężczyzną i kobietą jest niezwykle trudna. Każde małżeństwo zna to z własnego doświadczenia. Właśnie ten trud ma zbawienne znaczenie na drodze do osiągania świętości.

Owocem budowy komunii małżeńskiej jest nie tylko szczęście osobiste i wspólne małżeństwa. Taka komunia promieniuje na dzieci i dosłownie przenosi się na dalsze pokolenia. Dalej: przygotowuje do płynnego przejścia ze szczęścia na ziemi do szczęścia wiecznego.

Małżeństwa o głębokiej komunii idą do nieba jakby parami. Zdarza się, że po odejściu pierwszego z nich drugie szybciutko podąża za nim, bo co tu ma robić samo na ziemi… Ponadto małżeństwa o głębokiej komunii promieniują na otoczenie. Ludzie, patrząc na nich, mówią:

„zobaczcie, jak oni się kochają”

– i nierzadko, zachęceni przykładem, próbują naprawiać swoje małżeństwo i wracają do Boga, który tak pięknie to wszystko zaplanował.

Wydaje się, że dzisiaj, gdy ludzie szukają szczęścia w najróżniejszych aktywnościach w świecie, najtrudniejsze jest, by małżonkowie ponownie zwrócili się ku sobie i dostrzegli, że szczęście, którego szukają tak daleko, jest tak blisko. Na wyciągnięcie ręki, w miłosnej relacji, w komunii ze współmałżonkiem.

Tak, szczęście małżeńskie i rodzinne jest pierwotnym źródłem szczęścia człowieka, obok szczęścia płynącego z dążenia do własnej świętości i z relacji miłości z Bogiem. Niczym nie da się ani zastąpić, ani zagłuszyć tego najprawdziwszego szczęścia. Obyśmy takiego właśnie szczęścia pragnęli dla siebie i bliskich.

Świat nam wmawia, że każdy o własnych siłach musi sobie radzić ze wszystkim sam. Nie! To rodzi pokusę, by stać się samowystarczalnym, niczym Bóg. My, ludzie, potrzebujemy siebie nawzajem i potrzebujemy Boga. O własnych siłach nikt sam siebie nie uszczęśliwi, a tym bardziej nie zbawi.

Warto korzystać z pomocy innych ludzi i Boga, nie zaniedbując własnego trudu. Nie bądźmy pyszałkami myślącymi, że wszystkie problemy życiowe potrafimy rozwiązać sami. Należy pilnować, aby nie doszło do kryzysu małżeństwa. Jednak gdy już do niego dojdzie, trzeba rozwiązywać trudności w pokorze, szukając wsparcia odpowiednich ludzi i uciekając się do łaski Bożej.

Podobne treści znajdziesz w naszym sklepie:

Modlitwnik dla małżonków i rodziców	s. Maria KwiekAudiobook Czy można dzisiaj dobrze wychować dzieci? Jacek Pulikowski