Rodzina Zobacz

Oblicza miłości cz. 1

Sie 19, 2019 Jacek Pulikowski

Miłość może być rozumiana jako potencjalna zdolność, postawa i jako relacja. Każdy jest wezwany, by dorosnąć do zdolności kochania, przyjąć postawę miłości i budować relacje miłości. To fundamenty szczęścia każdego człowieka. Również tego, który o tym nie wie, albo nawet temu zaprzecza.

Dojrzewanie do miłości

Myślę, że pisząc o miłości, dobrze jest uściślić rozumienie tego pojęcia. Podarujmy sobie potoczne określenia (nieraz prymitywne czy nawet wulgarne), nazywające „wielką miłością” wybujałe namiętne uczucia (nierzadko niszczące), które wyrwały się spod kontroli rozumu i woli, czy „kochanie się” rozumiane jako współżycie płciowe (z byle kim, w byle jakich okolicznościach). Przypomnijmy tylko, że miłość rodzi dobro i tylko dobro – i po tym można ją bezbłędnie rozpoznać.

Każdy człowiek został obdarzony potencjalną zdolnością do kochania. Jest to jednak tylko potencjalność, a do możliwości wprowadzenia jej realnie w życie trzeba dorosnąć. Ściślej, trzeba ją sobie w trudzie wypracować, nieraz wprost wywalczyć.

Skoro miłość jest „bezinteresownym darem z siebie samego”, to by ten dar złożyć „obiektowi” miłowania, trzeba siebie w elementarny sposób „posiadać”. Krótko mówiąc, trzeba, poprzez otwarcie się na łaskę i trud samowychowania, zapanować rozumem i wolą nad tęsknotami oraz reakcjami i pobudzeniami swego ciała.

Przykładowo człowiek uzależniony od pornografii i samogwałtu może szczerze pragnąć czystości i ślubować miłość, wierność i uczciwość małżeńską, lecz niestety nie jest zdolny do realizacji tego pragnienia. Musi najpierw podjąć trud uwolnienia siebie z uzależnienia (np. terapia 12 kroków zapożyczona od alkoholików), który wsparty łaską prowadzi często do całkowitego wyzwolenia człowieka. Tym samym odzyskuje on zdolność kochania. Może siebie ofiarować na wybranej drodze miłości.

Im większa wolność wewnętrzna, tym większa potencjalna zdolność kochania. Osiągnięcie pełnej zdolności miłowania jest ważnym, dodajmy niezbędnym, elementem szczęścia człowieka.

Człowiek, który jest wolny wewnętrznie i posiada siebie, może przyjąć postawę miłości. Może obdarować miłością wybrany przez siebie obiekt miłowania. Niestety, nie każdy (nawet wolny wewnętrznie) przyjmuje postawę miłości, chce siebie ofiarowywać komukolwiek. Nie ofiaruje siebie ani drugiemu człowiekowi, ani Bogu, ani żadnej idei, bo chce być szczęśliwy sam.

Zatruta ideologia indywidualizmu wmawia człowiekowi, że może być on szczęśliwy sam ze sobą. Że ma prawo do osiągnięcia swego „szczęścia” posługiwać się innymi ludźmi, a nawet ich po prostu używać.

Tak powstał model singla z wyboru. Taki człowiek jest sam nie z braku spotkania odpowiedniej osoby nadającej się do założenia małżeństwa i rodziny, tylko w wyniku egoistycznej kalkulacji, że tak mu będzie „najlepiej”. Będzie robił, co chce, będzie wolny jak ptak, będzie sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem. Wszystkich i wszystko podporządkuje sobie i swemu „szczęściu”.

Wizja taka jednak, całkowicie sprzeczna z naturą człowieka, nie może dać szczęścia, jest ona bowiem, brutalnie mówiąc, wynaturzona, czyli sprzeczna z planem Stwórcy dla człowieka. Ludzie wchodzący na tę drogę zwykle po pierwotnej euforii płynącej ze spełniania zachcianek i gromadzenia intensywnych (jakże często niegodziwych) przyjemności przeżywają załamania oraz poczucie bezsensu życia. Ich życie, po odrzuceniu miłości, utraciło sens.

Miłość w sensie postawy ma swój idealny, nieskazitelny, niedościgły wzorzec. Jest nim postawa miłości Stwórcy wobec stworzenia. Jedyną miłością prawdziwą, bez żadnej skazy, w której może uczestniczyć człowiek, jest miłość Boga do człowieka.

Miłość może być w realizacji bardzo trudna, lecz jesteśmy do niej wezwani. Trudna może być miłość żony do męża, który ją zostawił, nauczyciela do nieznośnych uczniów, symbolicznie mówiąc: ojca do syna marnotrawnego.

Ta postawa miłości ma ogromną moc przemiany obiektu umiłowania, a wsparta wytrwałą modlitwą, czyni nieraz cuda (np. długotrwała modlitwa św. Moniki – matki św. Augustyna). Jednak obiekt umiłowania ma wolną wolę i nawet modlitwą nie można go zmusić do przemiany.

Nawet Pan Bóg, dając człowiekowi wolną wolę, nie zostawił sobie „prawa” zmuszania człowieka do czynienia dobra i bezpośredniego powstrzymania go przed zrobieniem zła.

Wielu nierozumnych ma o to pretensje typu: jak Pan Bóg mógł pozwolić…, skoro do tego dopuścił – to nie wierzę w Niego.

Albo jeszcze bardziej alogiczne myślenie: skoro Pan Bóg na to pozwolił… to znaczy, że Go nie ma. Tu nasuwa się myśl: skoro Pan Bóg, szanując wolną wolę daną człowiekowi, nie zostawił sobie prawa zmuszania człowieka do czynienia dobra, to z pewnością nie dał szatanowi możliwości zmuszenia człowieka do popełnienia zła. To ogromnie optymistyczne.

Zły duch może tylko, kłamiąc, kusić, ale nie może do niczego zmusić. Jest jednak od człowieka inteligentniejszy, więc w walce z nim rozsądnie jest współpracować z siłami wyższymi. Trzymając się Boga, sakramentów i Matki Boskiej (nie bez powodu tak znienawidzonej przez szatana), możemy spokojnie zmierzać do pełni szczęścia – do własnej świętości.

Podobne treści znajdziesz w naszym sklepie:

Modlitwnik dla małżonków i rodziców	s. Maria KwiekPrzymierze małżeńskie