Rodzina Zobacz

Nowenna pompejańska uratowała nasze małżeństwo

Wrz 24, 2018 Świadectwo

Wmawiano mi, że jestem nieudacznikiem, że ojciec zostawił nas, jak się dowiedział, że mam się urodzić, i że to moja wina.

Nigdy bym nie pomyślał, że będę pisał świadectwo na temat swojego nawrócenia, które zawdzięczam Królowej Różańca Świętego – Maryi. Wcześniej moja żona podzieliła się swoim świadectwem o tym, jak Nowenna pompejańska uratowała nasze małżeństwo (Stałam się świadkiem niesamowitych cudów [w:] „Miłujcie się!”, nr 3-2014).

Zacznę od początku. Ojciec zostawił naszą mamę, gdy była ona ze mną w ciąży. Moja siostra miała wtedy zaledwie kilka miesięcy. Byłem dzieckiem trudnym i nadpobudliwym. Zawsze chciałem być dobry, ale mimo swoich starań więcej szkodziłem innym, niż czyniłem dobrze.

Moja rodzina na temat wiary i Boga nic mi nie mówiła. Mama kazała mi chodzić do kościoła, sama jednak tego nie robiła. Może dlatego, że zawarła związek cywilny z innym mężczyzną, po tym jak mój ojciec odszedł do innej kobiety?

Nie czułem wtedy bliskości Boga. Pierwsza Komunia Święta i bierzmowanie nie miały dla mnie większego znaczenia, ponieważ nie rozumiałem ich sensu.

Podstawówkę pamiętam jako pasmo porażek i poniżania ze strony niektórych uczniów i nauczycieli. Wmawiano mi wtedy, że jestem nieudacznikiem, że ojciec zostawił nas, jak się dowiedział, że mam się urodzić, i że to moja wina.

Nauczycielka traktowała mnie źle, bo pochodziłem z biednej rodziny. Mówiła mi, że nadaję się tylko do tak zwanych esów [szkół dla osób niepełnosprawnych intelektualnie – przyp. red.]. I może bym trafił do szkoły specjalnej, gdyby nie testy w poradni psychologiczno-pedagogicznej. Tam stwierdzono, że jestem mądrym dzieckiem, ale leniwym.

Już jako młody chłopak sięgałem po alkohol i wdawałem się w bójki. Najpierw – choć sam byłem bity w szkole i w domu – bałem się bić innych, żeby nie zrobić komuś krzywdy.

Niestety, po dłuższym okresie upokorzeń i przemocy fizycznej doświadczanej przeze mnie ze strony rówieśników coś we mnie pękło. Zrodziła się wówczas we mnie ogromna agresja.

Pierwsza moja bójka bardzo mi się spodobała, nawet sprawiła mi radość. Nareszcie pokazałem siłę i to ja krzywdziłem, a nie byłem krzywdzony.

Od tamtej pory moje życie zmieniło się zupełnie. Z zakompleksionego, słabego chłopaka stałem się twardzielem, któremu nikt nie podskoczy. Zaczęło się nałogowe palenie, picie i bójki. To był cel mojego życia: pokazać wszystkim, że jestem coś wart.

Tak postrzegałem wtedy „bycie kimś”. Doszło do tego, że przestałem odróżniać dobro od zła…

Skończyłem szkołę podstawową i trafiłem do zawodówki, ale w połowie drugiej klasy rzuciłem naukę. Wpadłem w towarzystwo z marginesu, zacząłem kraść. Zabierałem mamie pieniądze z portfela, nawet wynosiłem niektóre rzeczy z domu.

Mama kochała nas tak, jak potrafiła. Ale jak mogła dać nam prawdziwą miłość, skoro sama nigdy nie czuła się kochana, ani w domu rodzinnym, ani w małżeństwie? Związek cywilny, z którego urodziła się moja przyrodnia siostra, też nie przyniósł mamie upragnionego szczęścia. Był dla niej kolejnym rozczarowaniem i zakończył się rozstaniem.

Ojczym dużo pił i bił mamę, mnie zresztą też się dostawało. Gdy mama go wyrzuciła, myślałem, że odtąd będzie dobrze. Dostaliśmy wtedy nowe mieszkanie z lepszymi warunkami, jak na tamte czasy.

Niestety, w tym właśnie czasie mama zaczęła pić. Topiła smutki i brak siły w alkoholu. Wychodziła z domu i wracała wieczorami. Pamiętam, że wiele razy, jako nastolatek, wychodziłem szukać jej na wiosce.

Kilka razy mówiła mi też, że idzie do lasu się powiesić, bo nie ma już sił. Nie wyobrażacie sobie, jaka to jest trauma dla dorastającego chłopca, kiedy czeka pod domem i wypatruje mamy – czy wróci, czy nie…

Wszystko to miało bardzo negatywny wpływ na moją psychikę. Postanowiłem wtedy, że będę twardy. Pomyślałem, że tak będzie dla mnie lepiej. Cierpienie mojej mamy nie będzie mnie już męczyć i nie będę musiał więcej płakać, bo to oznaka słabości.

Tak się pogubiłem, że już w wieku 22 lat trafiłem do więzienia. Zostałem skazany na pięć lat. Już wcześniej byłem karany, ale zawsze kończyło się wyrokami w zawieszeniu. Teraz nieodwracalnie czekał mnie pobyt w zakładzie karnym. Nie zrobiło to na mnie jednak większego wrażenia.

Pamiętam, że mama płakała, a mnie było to obojętne. Nic nie było w stanie mnie wtedy poruszyć, tak jakbym miał serce z kamienia. Nawet widok mojego półrocznego synka z nieformalnego związku z dziewczyną, której nawet nie kochałem, nie był w stanie rozbić muru, jakim się wówczas otoczyłem…

Niestety, w więzieniu nie nauczyłem się niczego dobrego, a jedynie tego wszystkiego, co prowadzi do zguby: chamstwa, cwaniactwa, bójek, oglądania pornografii… Wiedziałem, że połowa osadzonych  wraca do więzienia, więc nie widziałem sensu zmiany swego życia.

Przyzwyczaiłem się do otoczenia, w którym się znalazłem, i nie wydawało mi się ono takie straszne. Dobrze, że skończyłem tam chociaż zawodówkę. Przed końcem wyroku puszczono mnie na przepustkę. Gdy jej termin się zbliżał, coraz bardziej obawiałem się opuszczenia zakładu. Można powiedzieć, że wypchnęli mnie siłą.

Czas tej pierwszej swojej przepustki spędziłem na piciu alkoholu z kolegą. Druga była już lepsza – podczas niej poznałem swoją przyszłą żonę, Gosię.

Nadszedł termin wyjścia z więzienia i czas podjęcia pracy. Gosia pomogła mi we wszystkim. I tak Pan Bóg zaczął swój plan nawracania mnie przez Gosię, która była i jest nadal bardzo wierzącą osobą.

Zacząłem też chodzić z Gosią do kościoła, ale nie dla siebie, tylko dla niej. Nie rozumiałem wtedy niczego z Mszy św. Czasem nawet spałem na kazaniu – i nie dlatego, że było nudne, tylko dlatego, że nic do mnie z niego nie docierało.

Nadszedł czas naszych zaręczyn, a później ślubu. Wymawiając słowa przysięgi małżeńskiej, nie rozumiałem prawdziwego jej sensu. Właściwie wcale wtedy nie wierzyłem w Boga i w zasadzie oszukałem swą przyszłą żonę, ale Pan Bóg realizował nadal swój plan.

Po dwóch latach urodził się nam synek. Było pięknie, choć trudno. Wszystkie obowiązki, jakie niesie ze sobą dziecko, po czterech latach zaczęły mi dokuczać. Nie wychowywałem swego pierwszego syna, więc nie miałem pojęcia, że rodzina to poświęcenie i walka z egoizmem.

Nie potrafiłem kochać i nie rozumiałem, czym jest prawdziwa miłość. Przez cały ten okres ciągle tkwiłem w pornografii, która uczy egoistycznego podejścia do kobiety – jak do przedmiotu, który ma zaspokoić pożądanie mężczyzny. W ten sposób szatan zniewalał mnie całkowicie.

Najgorsze jest to, że nie spowiadałem się z tego grzechu, jak i z wielu innych. Wstydziłem się wyznać ten grzech przed księdzem, poza tym nie wiedziałem, jak właściwie powinien wyglądać rachunek sumienia.

Przyjmowałem ciało Chrystusa po świętokradzku, co dało Złemu otwartą drogę do mnie i moich bliskich.

Moje zniewolenie pornografią przyczyniło się do mojej zguby w postaci zauroczenia inną kobietą. Wiedziałem, że robię źle, ale nic się wtedy nie liczyło, ani syn, ani żona, tylko ta znajomość.

Wmawiałem swojej żonie, że to świetna koleżanka, prawdziwy kumpel – i sam w to wierzyłem. Wydawało mi się, że żyć bez niej nie mogę.

Pogrążałem się w tym wszystkim do momentu, gdy moja żona zaczęła się za mnie modlić. Podczas jej modlitw byłem zły. Zachowywałem się jak człowiek bez sumienia, krzywdziłem swoją żonę i synka… Maryja jednak wysłuchała modlitw mojej żony i wyprosiła u Jezusa moje nawrócenie oraz przywrócenie mi rozumu.

Potem zaczęły się pierwsze modlitwy z żoną, klękanie podczas modlitwy. Było coraz lepiej. Trafiałem na dobrych ludzi i zacząłem nareszcie rozumieć Mszę św. Później wspólnie zaczęliśmy odmawiać Nowennę pompejańską z prośbą „o czyste serce i myśli” dla mnie.

Pojechaliśmy na rekolekcje Ruchu Czystych Serc Małżeństw do Gródka nad Dunajcem. Był to pomysł żony. Nie spodziewałem się, że będzie tam tak pięknie. Radziłem sobie z modlitwami, słuchałem świetnych konferencji o wierze, Bogu i małżeństwie, a także pięknych świadectw chłopaków o podobnej przeszłości jak moja. Codziennie też uczestniczyłem we Mszy św.

Dopiero tam uczyłem się prawdy o Bogu, o relacjach małżeńskich, o tym, czym jest prawdziwa miłość, rodzina. Czułem się tak, jakbym narodził się na nowo…

Gdy modliliśmy się z Gosią w kaplicy przy ikonie Jezusa, Jego oczy nagle, ku mojemu ogromnemu zdziwieniu, ożyły. Ukazał mi się podczas modlitwy, doznałem Jego wielkiej miłości i przytulenia.

Nigdy wcześniej nie zaznałem takiej miłości od nikogo. Nawet od swojej żony, która kocha mnie bardzo, bo to dzięki jej modlitwie zostałem uzdrowiony ze wszystkiego, co złe: z palenia, picia, przeklinania, pornografii, lęków itp.

Po powrocie do domu pogłębiałem swoją wiarę – i nadal ją pogłębiam. Modlimy się z żoną cały czas Nowenną pompejańską w różnych intencjach – obecnie o nawrócenie mojej rodzonej siostry.

Modlimy się również modlitwą siemiodniową Oblężenie Jerycha za swoich bliskich i znajomych. Efekty są niesamowite, są to znaki dane nam przez Pana Boga.

Jedna osoba, nawrócona po spowiedzi z całego życia, obecnie modli się nowenną o uratowanie swojego małżeństwa, a pół roku wcześniej wyśmiewała się z nas i naszych modlitw.

Druga przygotowuje się do spowiedzi z całego życia i chce zacząć życie z Bogiem.

Trzecia zerwała cudzołożny związek z żonatym mężczyzną z dnia na dzień i wróciła do swojej rodziny. Napisała do nas:

„nie wiem, co się stało, ale wszystko się zmieniło, moje uczucia się zmieniły, to jest niewytłumaczalne”,

a my jej odpisaliśmy:

„to Bóg Cię zmienił i jeszcze będzie zmieniał”.

Bóg działa cuda – uwierzcie i módlcie się za swoje rodziny i znajomych. Wszyscy mają szansę się nawrócić, bo Bóg ich kocha i tylko On zna drogę do ich serc – ale ktoś musi się za nich modlić.

Kiedy opowiadam o swoim nawróceniu, słyszę, że zwariowałem. Ale nie przejmuję się tym. Liczy się prawda i zbawienie nasze oraz naszych bliskich i znajomych.

W tamtym roku urodziła się nam córeczka, a ostatnio się dowiedzieliśmy, że czekamy jeszcze na jednego członka rodziny. Dziękuję swojej kochanej Żonie za modlitwy i wytrwałość w cierpieniu i bardzo ją przepraszam za zło, którego przeze mnie doświadczyła.

Bardzo Cię kocham, Gosiu, i dziękuję Bogu, że postawił Cię na mojej drodze, a Maryi, że nie pozwoliła mi tego zmarnować i zniszczyła plany szatana co do naszej rodziny. Plan Pana Boga się zrealizował.

Niech Was wszystkich Pan Bóg błogosławi i strzeże. Nie bójcie się nawrócenia i tego, że inni Was wyśmieją. Módlcie się za nich.

Zostańcie z Bogiem!

Daniel, 38 lat

Podobne treści znajdziesz w naszym sklepie:

Duchowa Pedagogia Miłości. ks. Jan KochelNowenna Pompejańska - audiobookPrzymierze małżeńskie