Wiara Zobacz

Nie tylko uzdrowienia – o św. Szarbelu inaczej

Maj 27, 2019 Bartłomiej Grysa

Chrześcijanie na Bliskim Wschodzie, czyniąc znak krzyża, dodają na końcu: „Bóg jest jeden”. Ta starożytna tradycja jest świadectwem, że wyznawcy Jezusa nie są bałwochwalcami, którzy wierzą w trzech bogów, jak twierdzi Koran, ale w jednego Boga w Trzech Osobach.

Święty Szarbel z tej tajemnicy czerpał siłę do życia w bliskości z Bogiem. Codziennie podejmował trud walki o własne zbawienie oraz o dusze innych, pracując i odprawiając Eucharystię, która była szczytem jego spotkania z Trójjedynym Bogiem.

Za życia ukryty i oddany bez reszty Jezusowi, po śmierci stał się pośrednikiem w wielu sprawach, nie tylko tych związanych z cudownymi uzdrowieniami z chorób.

Mnich opiekujący się dziećmi

Pewna muzułmańska dziewczynka z miejscowości Kabb Ilias w Libanie złożyła następujące świadectwo:

„W 1994 r. (miałam wtedy 11 lat) pewnej nocy było bardzo zimno. Byłam sama w domu z młodszym rodzeństwem. Mama w tym czasie była z najmłodszą siostrą w szpitalu. Bardzo się bałam.

W pewnym momencie do domu wszedł jakiś starzec ubrany w czarne szaty. Na jego głowie był kaptur. Miał też długą, białą brodę. Wszedł i powiedział po prostu:

»Nie bój się!«.

Piec, który ogrzewał dom, był wygaszony. Starzec rozpalił go. W kuchni stało naczynie, w którym było mleko – mama chciała ugotować w nim ryż. Nieznajomy wszedł do kuchni i przygotował posiłek. Potem wrócił do mnie i mojego rodzeństwa i robił z nami lekcje (następnego dnia wszyscy uzyskaliśmy na sprawdzianach maksymalną ilość punktów). Następnie mężczyzna położył palec na ustach, mówiąc do nas jeszcze raz:

»Nie bójcie się!«.

Po kilku godzinach wróciła mama. Kiedy otworzyła drzwi, mnich pospiesznie wyszedł. Spytałam się mamy, czy nie widziała go, ale odparła, że nie. Wtedy opowiedziałam jej wszystko, co się wydarzyło tej nocy.

Mama poszła do kuchni, położyła rękę na garnku. Był jeszcze ciepły. Uwierzyła nam i zaczęła dziękować Bogu za pomoc, jaką nam zesłał.

Po jakimś czasie odwiedziłyśmy dom przyjaciółki mamy, która jest chrześcijanką. W salonie na ścianie wisiał tam obraz św. Szarbela. Od razu rozpoznałam na nim tamtego starca. Wskazałam ręką na obraz, mówiąc:

»Mamo, to ten starzec przyszedł do nas tamtej nocy!«.

Święty Szarbelu, jakże jesteś piękny, Ty, który kochasz strwożone dzieci! Ogrzewasz je, uczysz, gotujesz dla nich i zostajesz z nimi aż do powrotu mamy – dziękuję Ci z całego serca!”.

Opatrujący rany i niosący pociechę

Pewna muzułmanka, pragnąca zachować anonimowość, napisała:

„Jakie my, Libańczycy, mamy szczęście! Żyjemy w kraju, który jest podnóżkiem stóp Chrystusa Pana, symbolem pokoju i uzdrowienia oraz kolebką świętych, zwłaszcza św. Szarbela, świętego Libanu i przyjaciela wszystkich Libańczyków.

Pochodzę z prowincji El-Beka. Jestem muzułmanką, ale kocham coraz bardziej Pana Jezusa, ponieważ posłał nam św. Szarbela. Żyłam w desperacji i biedzie, która doprowadziła do śmierci mojej córki w wieku trzech miesięcy.

Pewnego dnia, po jej śmierci, czułam się bardzo nieszczęśliwa. Nie byłam w stanie dłużej znosić biedy i głodu, więc postanowiłam popełnić samobójstwo, rzucając się z dachu domu. Byłam w opłakanym stanie…

I wówczas zobaczyłam św. Szarbela przy drzwiach pokoju, unoszącego się nad ziemią. W jednej ręce trzymał kij, a w drugiej złotą kulę. Zbliżył się do narożnika, gdzie znajdował się Koran. Wziął księgę i wracając do drzwi, przeczytał:

»W imię Boga miłosiernego i litościwego: My doświadczymy was nieco strachem, głodem i utratą dóbr, życia i owoców. Głoś radosną wieść cierpliwym, tym, którzy – gdy dosięgnie ich nieszczęście – mówią:

‘Zaprawdę, do Boga, i zaprawdę, do Niego powrócimy!’.

Oto ci, nad którymi jest błogosławieństwo ich Pana i miłosierdzie. Tacy są prowadzeni drogą prostą« (sura 2,155-157).

W moim umyśle utknął fragment »prowadzeni drogą prostą«. Wiedziałam, że św. Szarbel poprowadzi mnie właściwą drogą, ponieważ ukazał mi się osobiście w tym krytycznym momencie.

Po tygodniu św. Szarbel pojawił się po raz drugi, kiedy siedziałam przy oknie, patrząc na dzieci bawiące się na podwórzu. Przypomniała mi się wtedy moja zmarła córeczka. Poczułam wielki smutek i gorycz, że ona nie może się z nimi bawić. Wtedy przybył święty mnich, niosąc w swojej dłoni białą gołębicę. Zbliżył się do mnie i wytarł moje łzy, mówiąc:

»Nie płacz! Kiedykolwiek zatęsknisz za córkę, przyślę ci tę gołębicę«.

Od tego czasu, gdy tylko zacznę wspominać swoją córeczkę, widzę białą gołębicę.

Gdy św. Szarbel przyszedł do mnie trzeci raz,  mój najmłodszy syn przechodził operację. Lekarz prowadzący powiedział, że chłopiec nie wyjdzie ze szpitala, jeśli temperatura jego ciała nie spadnie do 37⁰C. Następnego dnia temperatura sięgała 41⁰C. Lekarz zabronił nam opuszczać szpital.

Skoro świt zaczęłam modlić się do Pana Jezusa, aby uczynił cud, ponieważ musiałam wracać do pozostałych dzieci, które zostały same w domu. Koran uczy, że tylko Jezus może dokonywać cudów.

W tym momencie usłyszałam Mażdę Er-Rumi śpiewającą o św. Szarbelu. Słysząc tę pieśń, głośno powiedziałam:

»Gdzie jesteś, Święty Szarbelu?!«.

Nagle spostrzegłam, że stan mojego syna zaczyna się poprawiać. Boże! Święty Szarbelu, jaki jesteś cudowny!

Wezwałam pielęgniarkę, a ona po badaniu stwierdziła, że syn ma temperaturę 37⁰C. Na marginesie dodam, że wyniknęła z tego nawet sprzeczka między nią a lekarzem, który dopiero co badał moje dziecko. Chcąc ich uspokoić, wstałam i powiedziałam pewnym głosem, że to jeden z cudów św. Szarbela. Wtedy pozwolono nam opuścić szpital.

Dzięki pomocy św. Szarbela moje życie zmieniło się nie do poznania. Dzięki świętemu mnichowi wychowałam dzieci w życzliwości, mądrości, hojności i odwadze”.

Szansa przeżycia – 1%

Opowiada Maria Tarrazi:

„Urodziłam się w 1993 r. w Aszasz, na północy Libanu. Moja mama miała wielki kult do św. Szarbela. Kiedy się urodziłam, ważyłam 900 gramów, a moje płuca nie były w pełni ukształtowane. Musiałam spędzić w inkubatorze trzy miesiące. Byłam karmiona przez rurki drogim specyfikiem.

Lekarze powiedzieli mojej matce, że nie przeżyję, ponieważ cierpiałam na wiele chorób, a moja waga nie dawała nadziei na wyzdrowienie. Poprosili też rodzinę o zgodę na operację, informując, że szansa na jej powodzenie wynosi najwyżej 1%.

Dzień przed operacją około północy, gdy mama spała, przyszedł do niej św. Szarbel. Kiedy się obudziła, powiedział:

»Przynieś białe prześcieradło, połóż na nim swoją córkę w dywaniku. Daj mi igłę, nić i nożyczki, abym przeprowadził operację«.

Mama przyniosła przedmioty, o które święty prosił, i poszła spać. Nad ranem opowiedziała mojemu tacie, co się stało. Oboje rodzice pojechali do Annai i położyli na mnie szaty św. Szarbela (relikwie z jego habitu).

Kiedy przyszedł czas na operację, mama poprosiła lekarzy, by powtórzyli badania. Lekarze nie mogli wyjść ze zdumienia – okazało się, że jestem zdrowa! Operacja nie była w ogóle potrzebna!”.

Święty Szarbel i znana libańska prezenterka

„Wśród ludzi, których znałam, mawiano:

»Święty z Libanu?!«.

Zaczęłam myśleć i mówić jak oni:

»Co to za kłamstwo?! Wszystko pasuje do reklamy Libanu: zielone lasy, piękna pogoda, wieczne cedry, a teraz wymyślili modę na świętego… Cała ta reklama ma na celu ukrycie gorzkiej rzeczywistości, w której tu żyjemy«.

Przez półtora miesiąca doskwierała mi chrypa. W pewnym momencie zupełnie straciłam głos. Od tego czasu towarzyszył mi lęk i wątpliwości, czy przypadkiem nie jest to jakaś nieuleczalna choroba, taka jak nowotwór krtani.

Któregoś dnia moja przyjaciółka i sąsiadka, Rachel, powiedziała:

– Pytała o ciebie pani Mo’arbes i prosiła, żebyś ją odwiedziła.

– A kto to jest?

– Kobieta, w której domu z obrazu św. Szarbela spływa olej.

– Gdzie ona mieszka?

– W Rajfun, blisko stąd. Może pojedziemy tam razem?

– Jeśli chcesz, mogę się z tobą zabrać – odpowiedziałam bez entuzjazmu. I dodałam: – Ale czego ona ode mnie chce?

– Widziała coś we śnie i chciałaby o tym z tobą porozmawiać.

Wybrałyśmy się zatem w drogę do pani Mo’arbes. Na miejscu kobieta owa powiedziała nam, że św. Szarbel oznajmił jej, że nie muszę się obawiać, ponieważ to nie jest nowotwór. Dodam, że pani Mo’arbes nie wiedziała wcześniej nic o mojej chorobie.

Kobieta dała mi kawałek waty namoczony olejem, ażebym go połknęła. Kiedy to zrobiłam, natychmiast odzyskałam głos. I nie pozostał żaden ślad po chrypie! Od tej chwili zaczęłam interesować się tym świętym i przestałam negatywnie o nim mówić”.

Żyć dla nieba

„Cały Kościół, od wschodu do zachodu, jest zaproszony dziś do wielkiej radości. Nasze serce zwraca się do nieba, gdzie od tej chwili wiemy z pewnością, że św. Szarbel jest zjednoczony z niezmierzonym szczęściem świętych, w światłości Chrystusa, uwielbiając Go i wstawiając się za nami” (z homilii Pawła VI podczas kanonizacji o. Szarbela 9 października 1977 r.).

Ta radość, o której mówił św. Paweł VI, trwa do dziś przez szczególne posłannictwo, które dokonuje się przez św. Szarbela. Fizyczne uzdrowienia oraz nadzwyczajna pomoc są tylko zaproszeniem, które Bóg kieruje do każdego z nas: byśmy i my żyli dla nieba, dla chwały Bożej, już tutaj uwielbiając Stwórcę wraz ze świętymi, których szczególnie postawił na naszej drodze.

Do nich w obecnych czasach należy bez wątpienia św. Szarbel – pokorny posłaniec Chrystusa miłosiernego do świata.

Podobne treści znajdziesz w naszym sklepie:

Padre Jarek od Św. SzarbelaŚwięty Szarbel, przyjaciel Boga i ludziModlitwy do Świętego Szarbela