Nawrócenia Nowości

Nawrócenie włoskiego miliardera cz. 2

Druga część artykułu o Leonardo Mandadorim, który był właścicielem najbardziej prestiżowego we Włoszech koncernu wydawniczego „Arnoldo Mondadori S.p.A.”, posiadającego 49 tytułów prasowych oraz udziały w połowie koncernów prasowych całego świata. Od wielu lat „Mondadori” jest niekwestionowanym liderem na światowym rynku medialnym

Leonardo Mondadori, dwa razy rozwiedziony, w sposób nieoczekiwany odnalazł skarb wiary dopiero w 1992 roku i bardzo pragnął podzielić się swoim odkryciem ze wszystkimi, którzy nie są świadomi rzeczywistej obecności zmartwychwstałego Chrystusa we wspólnocie Kościoła katolickiego. Dlatego wspólnie z Vittorio Messorim, jednym z najsłynniejszych w świecie pisarzy katolickich, napisali książkę „Conversione, una storia personale” („Nawrócenie, osobista historia życia”), która stała się prawdziwym bestsellerem. Leonardo pragnął podzielić się radością z odnalezienia Chrystusa z tymi wszystkimi, którzy z różnych powodów porzucili chrześcijaństwo. Chciałby, aby podjęli próbę powrotu:

„Wiem, że jest wiele zastrzeżeń i wątpliwości w stosunku do wiary, jednak zachęcam, aby się nie zniechęcać i nie cofać, tylko przeanalizować to, co piszę. Może pozwoli to odnaleźć trochę światła i zachęci do radosnego odkrycia skarbu wiary w Kościele katolickim”.

Nierozerwalność małżeństwa

Po swoim nawróceniu Leonardo zdecydował się żyć w celibacie. Ten wybór wielu przyjęło z niedowierzaniem i ze złośliwą ironią – tym bardziej, że miał za sobą już dwa rozwody. Kiedy dzisiaj ktoś mówi o czystości, abstynencji seksualnej, to bardziej wychowani nie dowierzają, a inni po prostu się śmieją.

Leonardo dzięki światłu wiary zrozumiał, że jego sakramentalne małżeństwo jest nierozerwalne, a sądowy wyrok w tej materii tak naprawdę nic nie może zmienić. Było dla niego oczywiste, że gdyby zamieszkał z inną kobietą, popełniłby grzech cudzołóstwa. Tym wszystkim, którzy żyją w związkach niesakramentalnych, a pragną przyjmować Eucharystię, Leonardo radzi, aby na modlitwie prosić Boga o pomoc w podjęciu decyzji zaprzestania seksualnego współżycia. Żyjącym w związkach niesakramentalnych Kościół daje możliwość przyjmowania Komunii św. pod warunkiem, że zrezygnują ze stosunków seksualnych i będą żyli razem jak brat z siostrą.

Leonardo tak pisał: „Czy jest możliwe, aby mężczyzna i kobieta, którzy mieszkają razem i się kochają, mogli powstrzymać się od seksualnego współżycia? Zdaję sobie sprawę, jak bardzo niepopularna jest tego rodzaju propozycja w dzisiejszym świecie, przesiąkniętym erotyzmem. Dlaczego Kościół zabrania Eucharystii dla rozwiedzionych, którzy założyli nowe rodziny? Czy nie jest to znakiem braku miłości i zrozumienia dla osób przeżywających dramat separacji lub rozwodu i szukających pocieszenia w innym związku?

Aby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba pamiętać o dwóch podstawowych dla człowieka wierzącego wartościach, których nie można oddzielać, a mianowicie o miłości i prawdzie. Prawda Objawiona mówi nam, że w zamyśle Boga małżeństwo jest nierozerwalne i trwałe. Kościół zawsze uważał, że nierozerwalność małżeństwa jest z Bożego ustanowienia już od momentu stworzenia pierwszych ludzi. Cele tego Bożego zamysłu nie mogą ulec zmianie. Nie możemy również oczekiwać, że Kościół zmodyfikuje prawo moralne, które zostało mu powierzone i nie jest jego własnością. Trzeba również pamiętać, że z Bożego objawienia wynikają konkretne konsekwencje: małżeństwo chrześcijańskie jest znakiem przymierza Chrystusa z Kościołem. Ci, którzy nie dotrzymali przysięgi małżeńskiej i zawarli nowy związek, nie mogą przyjmować Eucharystii, która jest przecież szczególnym znakiem przymierza miłości Chrystusa z człowiekiem”.

Co więc mają robić ci wszyscy, którzy żyją w związkach niesakramentalnych? Odpowiedź Leonarda jest następująca:

„Kościół uczy, a potwierdza to doświadczenie ludzi wierzących, że modlitwa jest źródłem Bożej mocy. Są tacy, którzy szczerze proszą Boga o łaskę wytrwania w postanowieniach, wiedząc, że sami o własnych siłach nie są w stanie zachować abstynencji seksualnej, bo jest to ciężar, którego ludzkimi siłami nie udźwigną. Decydują się jednak na abstynencję, bo wierzą, iż tylko z Jezusem są w stanie dotrzymać tego postanowienia i dojrzewać do prawdziwej miłości. Leonardo, opierając się na swoim dziesięcioletnim doświadczeniu życia w celibacie, twierdzi, że jest to najlepsza i jedynie słuszna droga”.

Z tego powodu Leonardo nie próbował szukać pomocy w sądzie kościelnym, aby uzyskać stwierdzenie nieważności małżeństwa. Uznał, że w jego przypadku byłoby to nieuczciwe, bo przecież nie mógłby zanegować historii swojego życia.

Mówił: „Wystarczą mi moje dzieci, moja praca oraz przekonanie, że moja decyzja życia w celibacie ma głęboki sens i wielką duchową wartość. Z pewnością, nawet jeśli nie szukasz okazji, one jednak szukają ciebie, szczególnie, kiedy prowadzisz życie publiczne tak jak ja, pełne kontaktów, spotkań z połową świata, i jesteś z natury rzeczy w centrum zainteresowania. Zdarzyło się jakiś czas temu, że pewna Amerykanka dała mi wyraźnie do zrozumienia, że jest zainteresowana trwałym związkiem ze mną. Z wielką prostotą i zgodnie z prawdą uświadomiłem jej, że nie jestem stanu wolnego. Oczywiście, w żaden sposób nie chcę sądzić nikogo, życie każdego jest jedyne i niepowtarzalne, każdy ma swoje racje, które tylko Pan Bóg może ocenić. Ja mówię o sobie jako o człowieku wierzącym, który stara się wprowadzać w życie wszystkie wskazania Chrystusa, również te, które odnoszą się do nierozerwalności małżeństwa i celibatu.

Czytamy w Ewangelii Mateusza: »Czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich jako mężczyznę i kobietę? I rzekł: Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem. A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało. Co więc Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela (…). Kto oddala swoją żonę – chyba w wypadku nierządu – a bierze inną, popełnia cudzołóstwo. I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo. Rzekli Mu uczniowie: Jeśli tak ma się sprawa człowieka z żoną, to nie warto się żenić. Lecz On im odpowiedział: Nie wszyscy to pojmują, lecz tylko ci, którym to jest dane. Bo są niezdatni do małżeństwa, którzy z łona matki takimi się urodzili; i są niezdatni do małżeństwa, których ludzie takimi uczynili; a są i tacy bezżenni, którzy dla królestwa niebieskiego sami zostali bezżenni. Kto może pojąć, niech pojmuje!« (Mt 19,5-6. 9-12)”.

Leonardo uświadamiał swoim dzieciom, że prawdziwa miłość nie jest możliwa bez czystego serca. Dlatego mówił im o konieczności powstrzymania się od współżycia seksualnego do czasu zawarcia sakramentu małżeństwa, o unikaniu wszystkiego, co uzależnia i zniewala.

Pisał: „Miłość polega także na nieoddawaniu swojego ciała kaprysom erosu, lecz na powierzeniu go osobie, z którą przez małżeństwo zwiążesz się na całe życie”.

Odrażająca zbrodnia aborcji

Leonardo dopiero po swoim nawróceniu zrozumiał, że aborcja jest odrażającą zbrodnią popełnioną na najbardziej niewinnej i bezbronnej istocie ludzkiej.

Pisał: „Współczesna genetyka jasno stwierdza, że od momentu zapłodnienia mamy do czynienia z całościowym kodem genetycznym człowieka, począwszy od koloru jego oczu, aż do kształtu warg. Tajemnica ludzkiego życia rozpoczyna się już w momencie zapłodnienia. Tak więc od strony racjonalnej nauka potwierdza słuszność stanowiska Kościoła, który zdecydowanie sprzeciwia się jakiejkolwiek formie przerywania ciąży. Każdy embrion jest ludzką istotą i powinien być traktowany z godnością należną człowiekowi. Jestem także przekonany, że należy odrzucić wszelkie próby usprawiedliwiania decyzji pozbawienia życia nienarodzonych dzieci, które są chore lub upośledzone. Nie mamy żadnego prawa do decydowania o tym, kto może żyć, a kto nie. Kościół ma rację, przypominając, że nie tylko wiara, lecz również przesłanki rozumowe stoją po stronie obrony życia. Nie brakuje tych, którzy uważają mnie za dewota-integrystę. Obserwuję jednak pewną prawidłowość, a mianowicie ci wszyscy, którzy z oburzeniem występują przeciwko stanowisku Kościoła potępiającego ustawy proaborcyjne, są pierwszymi, którzy protestują przeciwko karze śmierci w USA i w innych krajach. Ich zdaniem nie wolno skazywać na śmierć morderców, natomiast możliwość uśmiercania niewinnych i całkowicie bezbronnych nienarodzonych dzieci jest wyrazem postępu i tolerancji”.

Leonardo zauważył ciekawy fakt, a mianowicie jego przyjaciele, którzy we Włoszech w referendum w 1981 roku głosowali za aborcją na życzenie, byli szczerze przekonani, że prawo do aborcji będzie dużym cywilizacyjnym osiągnięciem. Jednak dzisiaj, po 22 latach od tego głosowania, uświadamiają sobie, że popełnili wielki błąd, głosując za prawem do zabijania nienarodzonych dzieci.

Śmierć, sąd, niebo, czyściec, piekło

Leonardo pamiętał o swojej śmierci i traktował ją jako ukoronowanie całego ziemskiego życia i początek niewyobrażalnej radości życia wiecznego, w miłości i pokoju z Bogiem. Często wyrażał zdziwienie, kiedy widział współpracowników, którzy z wielką przesadą troszczyli się i zabiegali o sprawy przemijające, natomiast całkowicie zaniedbywali to wszystko, co dotyczyło ich życia wiecznego. Spośród ewangelicznych przypowieści najbardziej inspirowała go do przygotowywania się do śmierci przypowieść o gospodarzu, który wyjeżdżając w daleką podróż, powierzył sługom konkretne obowiązki. Pan Jezus zakończył tę przypowieść apelem: „Czuwajcie więc, bo nie wiecie, kiedy pan domu przyjdzie: z wieczora czy o północy, czy o pianiu kogutów, czy rankiem. By niespodzianie przyszedłszy, nie zastał was śpiących. Lecz co wam mówię, mówię wszystkim: Czuwajcie!” (Mk 13,35-37; por. Mt 24,42-44; 25,1-13; Łk 12,35-40).

Czego oczekiwał Leonardo w momencie swojej śmierci?

Pisał, że jest to „Wejście w świat światła, w którym sens i znaczenie wszystkiego będzie ostatecznie jasne. Wyzwolenie z ograniczeń, które nas krępują i pełna realizacja naszych możliwości. Miłość bez żadnych ograniczeń, wszystkich do wszystkich. Nieskończone pomnożenie tej radości, której tylko przedsmaku doświadczyliśmy tu na ziemi (…) O śmierci, sądzie, o wieczności myślę każdego wieczoru, modląc się, przeprowadzając rachunek sumienia z przeżytego dnia. Jestem świadomy sprawiedliwości Bożej, ale z ufnością powierzam się miłosierdziu Boga i mam pocieszenie w modlitwie: »Święta Maryjo…, módl się za nami grzesznymi, teraz i w godzinę śmierci naszej«”.

Leonardo był świadomy tego, że człowiek w swej wolności może opowiedzieć się przeciwko Bogu i wybrać propozycję życia według zasad, które podsuwa szatan. Taki wybór w ostateczności prowadzi do wiecznego potępienia. Pan Bóg do końca respektuje decyzje wolnej woli człowieka, także wtedy, gdy w chwili śmierci mówi on definitywne „nie” dla Miłości. Piekło, w gruncie rzeczy, jest tragicznym dowodem wolności wyboru, jakiej Stwórca udzielił swoim stworzeniom. Człowiek jest wolny do tego stopnia, że w chwili śmierci może zamiast wiecznego dobra wybrać wieczne zło oddzielenia od Boga, ale to jest w pełni tylko jego wybór i jego decyzja.

Pan Bóg daje szansę zbawienia każdemu człowiekowi. Wystarczy, że w ostatnich chwilach swojego ziemskiego życia wyrazi szczery żal za grzechy, to chociażby popełnił najcięższe grzechy, zostanie zbawiony. Problem jest jednak w tym, aby tego chciał i pragnął. Na skutek popełnionych grzechów w człowieku może jednak ukształtować się tak wielka zatwardziałość w złu, że będzie nienawidził i całą swoją istotą odrzucał miłość, jaką Bóg go kocha. Jeżeli taką postawę potwierdzi w chwili śmierci, to wtedy sam, dobrowolnie wybierze wieczność piekła. Takie są ostateczne konsekwencje odrzucania prawdy, miłości i dobra, które ofiaruje nam Chrystus. Trzeba o tym pamiętać i innym przypominać, nie po to, aby straszyć, ale aby uchronić siebie i innych od utraty życia wiecznego.

„Kiedy bowiem byliście niewolnikami grzechu, byliście wolni od służby sprawiedliwości. Jakiż jednak pożytek mieliście wówczas z tych czynów, których się teraz wstydzicie? Przecież końcem ich jest śmierć. Teraz zaś, po wyzwoleniu z grzechu i oddaniu się na służbę Bogu, jako owoc zbieracie uświęcenie. A końcem tego – życie wieczne. Albowiem zapłatą za grzech jest śmierć, a łaska przez Boga dana to życie wieczne w Chrystusie Jezusie, Panu naszym” (Rz 6,20-23).

Leonardo Mondadori odnalazł największy Skarb swojego życia, który całym sercem ukochał. Jest nim Jezus Chrystus, prawdziwy Bóg, który stał się prawdziwym człowiekiem, by przez swoją śmierć i zmartwychwstanie doprowadzić nas wszystkich do pełni szczęścia, uwalniając z piekielnej niewoli śmierci, grzechu i szatana. Niech świadectwo ostatnich 10 lat życia Leonarda będzie dla każdego z nas zachętą do całkowitego zerwania z grzechem i powierzenia swojego życia nieskończonemu miłosierdziu Boga.

Zapoznaj się także z pierwszą częścią artykułu – Nawrócenie włoskiego miliardera cz. 1.

Podobne treści znajdziesz w naszym sklepie:

untitled lot-do-nieba_218x310 bartolo-biografia_218x310