Młodzież

Nasza droga do czystości

Kwi 04, 2016 Świadectwo

Swojego chłopaka poznałam 6 lat temu na wakacjach, które spędziłam z przyjaciółkami. Miałam wtedy 18 lat i byłam trochę inną osobą niż teraz (chodziłam na dyskoteki, regularnie piłam piwo). Michał jest starszy ode mnie o 3 lata, ale przede mną nie był w żadnym poważnym związku z dziewczyną. On dla mnie też był pierwszym chłopakiem.

Po wakacjach, mimo 100 km, które nas dzieliły, spróbowaliśmy być razem. Spotykaliśmy się mniej więcej 3 – 4 razy w miesiącu. Minęła moja „osiemnastka”, później wspólnie spędzona studniówka, po której oboje wiedzieliśmy, że jesteśmy dla siebie ważni (wtedy pierwszy raz dowiedział się, że go kocham – czekał na to 5 miesięcy).

Z powodu dzielących nas kilometrów wielokrotnie przyjazd Michała do mnie i mój do niego wiązał się z chęcią zostania na noc, by wykorzystać czas „na maksa”. A my tacy zakochani, spragnieni byliśmy długich rozmów, przytulania, pocałunków i… no właśnie, gdyby na tym się skończyło, to byłoby dobrze. Z czasem przytulanie przestało nam wystarczać, więc posuwaliśmy się coraz dalej, tonęliśmy w zmysłowych przyjemnościach, uprawiając petting. Na początku było miło, czuliśmy, że jesteśmy dla siebie stworzeni. Chcieliśmy coraz więcej czasu spędzać razem. Wszystko było pięknie – w dzień wspólna praca, spacery, rozmowy, a w nocy podkreślanie naszej miłości przez wywoływanie nawzajem podniecenia i orgazmu. Trwało to ok. 1,5 roku i w miarę upływu czasu coraz bardziej „coś” mi nie odpowiadało. Zaczęliśmy się zaspokajać już nie tylko w nocy, ale i w dzień, wykorzystując nieobecność innych. W pewnym momencie poczułam, że już nad tym nie panujemy. Niepokój, wyrzuty sumienia, gorycz, a od momentu, kiedy zaczęliśmy to robić w samochodzie, czułam wstręt do siebie i niego. Pewnego wieczoru wcale tego nie chciałam, on wciąż prosił i prosił, więc uległam i wtedy to „coś” we mnie pękło. Ze łzami w oczach usnęłam i podjęłam decyzję, że trzeba to zmienić. Ale rano Michał mnie przytulił, przeprosił i wszystko było OK. Zaczęło się to samo…

W wakacje 2000 roku, kiedy byliśmy razem już 2 lata, wyjechałam z moją „ciocią” Moniką (10 lat starszą) i jej synem nad jezioro. Cieszyłam się na ten wyjazd, bo chciałam pobyć z nimi. Monika od lat była powierniczką moich problemów, radości i to ona pomogła mi ukształtować mój trudny charakter. Po 2 dniach znalazłyśmy czas, żeby spokojnie pogadać. Wyrzuciłam jak zwykle swoje żale i otrzymałam radę: powinnam zmienić swoje zachowanie. Pomyślałam – „OK, wszystko pięknie jak jestem daleko, a jak wrócę, spotkam się z Michałem, uczucia wezmą górę i moje zamiary zostaną zepchnięte na dalszy plan”.

Następnego dnia Monika zaproponowała mi, żebym przejrzała gazetę, w której ludzie piszą o podobnych problemach. Nie miałam co robić, więc nie odmówiłam. Był to numer specjalny „Miłujcie się!” – Radość Czystej Miłości.

Przeżyłam szok – któryś z kolei artykuł zaczynał się jak opowieść o moim związku z Michałem. Wszystko pasowało jak ulał, poza imionami i zakończeniem. Opisywana para zawierzyła swoje słabości Bogu na rekolekcjach i choć upadali, podnosili się (na spowiedzi) i szli dalej w czystości z Panem. Jak przeczytałam ten artykuł, to poczułam, że ja też bym tak chciała. Musiałam jeszcze przekonać do tego Michała, a nie mogło być łatwo – młody, czuły facet, który znalazł w końcu kochaną kobietę i ona mu pozwoliła te uczucia w sposób bardzo wylewny okazać, teraz ma mieć odebrane to prawo?

Bardzo się bałam, ale za radą Moniki przygotowałam się do tej rozmowy – teoretycznie i praktycznie – spisałam argumenty przemawiające za zmianą zachowania. Było ciężko, ale rozmowa się odbyła i przyniosła jakieś rezultaty. Nasze kontakty fizyczne nie zostały przerwane diametralnie, ale były rzadsze. To mnie nie satysfakcjonowało, tym bardziej że ja też chwilami nie mogłam się powstrzymać, by nie zgrzeszyć. Ale od tamtych wakacji „Miłujcie się!” było przy mnie. Nie pamiętam, jak kolejne numery trafiały w moje ręce.

Latem 2001 roku razem z moją przyjaciółką nie miałyśmy gdzie jechać i przeczytałyśmy o rekolekcjach w górach. Obie kochałyśmy góry, więc wyjazd okazał się bardzo atrakcyjny, a rekolekcje traktowałyśmy jako coś „przy okazji”. Szczerze mówiąc, nie zdawałam sobie sprawy z tego, że tyle trzeba będzie się modlić. Byłam zawsze osobą wierzącą i praktykującą (niedzielna Msza św., modlitwa wieczorna, której nauczyłam Michała). Najgorsze było to, że w czasie kiedy dopuszczaliśmy się nieczystości, też przyjmowaliśmy Komunię św. bez spowiedzi częstszej niż raz w miesiącu.

Zajechałyśmy więc na wspomniane rekolekcje do Muszyny. Pierwsze dwa dni to był szok: co ja tutaj robię? Przecież chodzę do kościoła, modlę się, ale żeby do tego stopnia – różaniec, Koronka do Bożego miłosierdzia, czuwanie, codzienna Msza święta… Myślałyśmy nawet o powrocie, ale Bóg zadecydował, że chce nas tu mieć (słowa księdza: „Nikt z nas na rekolekcje nie przyjechał przypadkowo. Bóg chce dokonać wielkich dzieł w życiu każdej i każdego z nas”). Później okazało się, że konferencje głoszone przez księży i zaproszonych gości wyjaśniają moje wątpliwości, uczą wiary, nadziei, miłości, pokazują drogę do świętości. I po dwóch dniach każda modlitwa, czuwanie, konferencja stała się dla mnie bardzo ważna. Poszłam do spowiedzi i płakałam jak bóbr. Bóg oczyścił moje serce. Podczas rekolekcji wstąpiłam także do Ruchu Czystych Serc – tak bardzo zapragnęłam czystości! To pragnienie rozpaliło zdanie wypowiedziane przez księdza podczas kazania: „Czyste ciało jest świątynią Ducha Świętego…”, „do dnia ślubu zarówno kobieta, jak i mężczyzna należą do Jezusa, który podczas ceremonii ślubu oddaje prawo małżonkom do siebie nawzajem…”. Lepszego i bardziej trafnego argumentu nie było mi trzeba, a dowodem na to, jak trafił on do mojego serca, jest fakt, że po 3 latach nadal pamiętam te słowa. Znalazłam miłość, zakochałam się w Jezusie i przez Niego chciałam czysto kochać innych. Byłam jeszcze pełna obaw co do przyszłości mojego związku, ale ksiądz zapewnił mnie, że jeśli chłopak mnie naprawdę kocha, to zostanie przy mnie i będzie mnie kochał według reguł czystej miłości, jakie miałam zamiar zaproponować.

I tak się stało – po powrocie do domu znowu woda święcona i rozmowa. Zdecydowana i twarda. Postawiłam sprawę jasno – albo mnie kochasz, jesteśmy razem i rezygnujemy z cielesności do czasu ślubu, albo musimy się rozstać. Było mi bardzo trudno, byliśmy wtedy już 3 lata ze sobą, naprawdę go kochałam, ale wiedziałam, że robię dobrze, Jezus mi towarzyszył i wspierał. Na początku był ogromny bunt ze strony Michała i jego słowa, których nie zapomnę chyba do końca życia: „Jeśli w trakcie gry zmieniasz zasady, to ja odpadam”. Po tych słowach wyszedł, trzaskając drzwiami. Bardzo płakałam. Po 10 min wrócił i prosił, bym zmieniła decyzję, bo popsuje ona nasz związek, rozstaniemy się, a przecież bardzo się kochamy. Nie zmieniłam decyzji. Opłacało się iść za Jezusem! On chce tylko naszego dobra. Pozostaliśmy parą. Bardzo starałam się czuwać za nas dwoje nad okazywaniem sobie uczuć. Starałam się nie jeździć do niego na noc, wypełniać czas „na maksa”, żebyśmy się nie nudzili. Początki były bardzo trudne, bo nasze ciała były rozpalone i reagowały bardzo intensywnie na każdy dotyk. Próbowaliśmy nawet kiedyś nie obejmować się, by nie doszło do czegoś więcej. Trzymaliśmy się twardych reguł. Wiem, że Michałowi było bardzo trudno, bo i mnie nie było łatwo pomimo przekonania co do słuszności tej decyzji.

Minął rok, zbliżały się kolejne rekolekcje “Miłujcie się!”. Pojechałam z koleżankami, choć bardzo chciałam tam być z Michałem. Tam jeszcze bardziej potwierdziłam słuszność naszych prób zmiany postępowania. Cieszyłam się, kiedy znów po roku czułam bliskość Boga na następnych rekolekcjach. Jezus tak bardzo uwrażliwia nasze serca, musimy je tylko otworzyć!

Z całego serca dziękuję Bogu za dar odrodzenia do nowego życia w czystości. Nadal nie jest łatwo, ale łatwiej, kiedy oboje z Michałem coraz bardziej jesteśmy świadomi słuszności decyzji, kiedy nie muszę już tyle tłumaczyć i za każdym razem przekonywać, prosić, straszyć rozstaniem. Bóg nas wspiera. Mam nadzieję, że nasze świadectwo zakończy się jak tamto, czytane przeze mnie, bo w tym roku razem wybieramy się na rekolekcje “Miłujcie się!”.

P.S.

Chwała Panu! Mogę się radować jeszcze pełniej. Jesteśmy razem na rekolekcjach. Razem słuchaliśmy wykładów pana Jacka Pulikowskiego i zaproszonych gości na temat świętości rodziny, natury kobiety i mężczyzny. Wspaniałości! Po przyjeździe zaufałam Jezusowi, mówiąc: „Panie, przywiozłam Ci Michała, a reszta należy do Ciebie. Jeśli taka jest Twoja wola, kształtuj go”. Michał przystąpił do Ruchu Czystych Serc. Na tych rekolekcjach miały miejsce jeszcze dwa cuda u stóp bł. Karoliny Kózkówny w jej sanktuarium w Zabawie. Kiedyś może Michał o tym napisze i podzieli się z Wami, dając świadectwo.

Otrzymałam od Jezusa w osobie Michała dużo więcej, niż prosiłam. Jak nie dziękować Ci, Panie, za ten deszcz łask! Chwała Panu! Kochamy Cię, Chryste! Prosimy o modlitwę!

Ania i Michał

Podobne treści znajdziesz w naszym sklepie:

nas-dwoje_218x310 nr-specjalny-2015_218x310 npm_218x310