Młodzież Nowości

Nacisnąć klamkę

Paź 02, 2017 Świadectwo

Mam normalną, kochającą się rodzinę. Nigdy nie było u nas w domu gazet pornograficznych czy tego typu filmów. Nie miałam nawet nigdy w ręku „Brava” czy „Dziewczyny”. Dlatego trudno mi odtworzyć – co jest przecież istotne – jak doszło do tego, że wpadłam w grzech nieczystości.

Może wywołał to jakiś przypadkiem zobaczony obraz w telewizji czy kobiecym czasopiśmie… Nie pamiętam. Pamiętam za to, że byłam wtedy jeszcze przed I Komunią św.

To, że źle postępuję, zaczęło do mnie docierać na rok, może dwa przed bierzmowaniem. Trafiło wtedy do moich rąk Wasze czasopismo. Zachwyciły mnie świadectwa i płynąca z nich prawda, że Bóg naprawdę jest obecny, aktywnie obecny, w naszym życiu i że można się do Niego zbliżyć nawet wtedy, jeśli wcześniej było się od Niego bardzo daleko.

Czasem, czytając te świadectwa, miałam pragnienie, żeby Jezus zadziałał tak wyraźnie również i w moim życiu. Nie wiedziałam jednak za bardzo, w czym musiałby interweniować. Dopiero później zaczęło do mnie docierać, że przecież jest taka dziedzina mojego życia.

Nie chciałam w to wierzyć i sama przed sobą bałam się do tego przyznać. Otworzyły mi się w końcu oczy i zobaczyłam, jak spadam ze swojego piedestału i leżę w bagnie. Prosiłam Jezusa, żeby temu zaradził.

Tak akurat się zdarzyło, że właśnie wtedy zaczęliśmy przygotowania do sakramentu bierzmowania. Tak pewnie miało być, bo nie wierzę w przypadki. Wybieraliśmy swojego patrona. Mnie patronkę wybrał Jezus. Jest nią św. s. Faustyna. Wtedy też po raz pierwszy zetknęłam się z obrazem Jezusa Miłosiernego, który wywarł na mnie ogromne wrażenie. Dziś mój obrazek z tym wizerunkiem jest mocno sfatygowany, bo nauczyłam się przy nim odmawiać koronkę i często zasypiałam z nim, czując się wtedy bezpieczniej.

Nadal trwałam w grzechu. Przystępowałam do spowiedzi, ale zawsze ogólnikowo przedstawiałam problem, bojąc się dotknąć sedna sprawy. Przystępowałam do Komunii św., nie wiedząc, że jest to Komunia świętokradzka. Brakowało mi odwagi, żeby stanąć w prawdzie.

Często, aż do znudzenia, powtarzałam:

„Jezu, ufam Tobie, pomóż mi, uwolnij mnie, dodaj odwagi”

… Ale nic się nie zmieniało…

Zbliżały się święta. Pragnęłam przeżyć je w wolności… Minęły rekolekcje, a ja wciąż nie miałam odwagi się wyspowiadać. Na dzień przed świętami postanowiłam to zrobić. Wszystko się we mnie kotłowało, czułam się źle i musiałam poważnie walczyć z myślami odwodzącymi mnie od spowiedzi. To, co otrzymałam przy kratkach konfesjonału, było czymś, czego się nie spodziewałam – pokój i radość.

Przez długi czas byłam wolna i czułam się spokojna. Okazało się jednak, że co prawda uwolniłam się od samego grzechu, ale on mnie poranił i nadal dawał o sobie znać. Prawda jest taka, że samogwałt dotyka całego człowieka; nie uderza tylko w sferę seksualności, dręczy nieczystymi myślami czy tym, że nie potrafi się spojrzeć na chłopca „czystym” spojrzeniem. Zabija w człowieku dotkniętym tym grzechem radość, optymizm, wiarę w siebie, młodzieńczy entuzjazm i bezinteresowność. Zamyka go na drugiego człowieka; sprawia, że staje się egoistą, boi się ludzi.

Ze zranień, które pozostawił po sobie ten nałóg, Jezus leczy mnie do dzisiaj. Pomaga mi powoli zaakceptować siebie samą i wybaczyć sobie całe zło, które sama sobie wyrządziłam. Otwiera mnie na ludzi, sprawia, że nie boję się już przejść szkolnym korytarzem z podniesionymi oczyma.

Rok ubiegły był dla mnie rokiem oczyszczenia. Miałam wiele rozterek duchowych i zdarzyło mi się upaść, ale Jezus uczył mnie za każdym razem zaczynać od nowa. Dziś wiem, że ten cały trud miał sens. Wstąpiłam do Ruchu Czystych Serc, żeby Jezus mógł nauczyć mnie kochać czystą miłością.

Wciąż bywa mi trudno w to uwierzyć, ale Jezus zawsze nas kocha, nawet kiedy mówimy Mu „nie”.

On na nas czeka, cicho puka do drzwi – i wtedy wystarczy tylko nacisnąć klamkę ze swojej strony. Miłosierdzie Boże nie zna granic…

Katarzyna

Podobne treści znajdziesz w naszym sklepie:

Nie przegraj miłości! Modlitewnik dla młodzieży - wydanie III Miłujcie się! nr specjalny 2015