Nowości Wiara

Modlitwa – konieczna do zbawienia

Mar 14, 2017 Jan Bilewicz

Czy codzienna modlitwa jest nam potrzebna? Wielu zdaje się sądzić, że nie. Nawet nazywa ją pogardliwie „klepaniem pacierzy” i patrzy z wyższością na modlących się „prostaczków”. „Co dobrego może z tego wyniknąć?” – mówią, albo przynajmniej myślą. „Strata czasu. Zamiast tego lepiej zrobić coś konkretnego i użytecznego”.

Tymczasem Katechizm Kościoła  katolickiego cytuje myśl św. Alfonsa Marii de Liguori, wielkiego świętego XVIII w., założyciela zgromadzenia redemptorystów, która może wprawić nas w zdumienie. Czytamy:

„Kto się modli, z pewnością się zbawia; kto się nie modli, z pewnością się potępia” (KKK 2744). Zdanie to zostało zaczerpnięte z pracy pt. Modlitwa – środek zbawienia. Warto zacytować dalszy jego ciąg: „Wszyscy błogosławieni w niebie (z wyjątkiem dzieci) dostąpili zbawienia przez modlitwę. Wszyscy zaś potępieni, nie modląc się, upadli. Gdyby się modlili, nie zginęliby. Największą ich udręką w piekle będzie świadomość, że mogli się tak łatwo zbawić, wypraszając u Boga potrzebne łaski, teraz jednak jest już za późno…”.

W swoich pismach Święty z Neapolu wielokrotnie tę myśl powtarzał. Nie jest to zresztą jego osobiste przekonanie. Podsumowuje nauczanie św. Bazylego, św. Jana Chryzostoma, św. Augustyna i innych ojców Kościoła. Prawda, że modlitwa jest niezbędna do zbawienia, otrzymała dodatkowe, oficjalne niejako potwierdzenie samego Chrystusa w momencie, kiedy została umieszczona w oficjalnym dokumencie Kościoła jakim jest Katechizm. Czasami niecierpliwimy się, że nie otrzymujemy tego, o co prosimy na modlitwie. Zawsze jednak otrzymujemy łaski najwyższej rangi – te potrzebne do zbawienia.

W tym miejscu trzeba wspomnieć, że skoro modlitwę definiujemy jako spotkanie z Bogiem, to uczestniczenie w sakramentach jest samym jej szczytem. Sakramenty to szczyt modlitwy. W nich spotykamy się z Chrystusem tak intensywnie jak nigdzie indziej.

Zaproszenia Pana Boga

Można śmiało powiedzieć, że całe Pismo św. jest wielką księgą o modlitwie i zaproszeniem do niej. Gdyby wypisać z Biblii wszystkie fragmenty dotyczące modlitwy, zebrałaby się z nich całkiem pokaźna książka. Na kartach Ewangelii widzimy wielokrotnie Jezusa modlącego się. Zachęca On uczniów przede wszystkim własnym przykładem. Ponadto opowiada im przypowieści, aby przekonać, że „…zawsze powinni się modlić i nie ustawać” (Łk 18,1). Uczy ich modlitwy Ojcze nasz. Poucza słowem:

„Módlcie się, abyście nie ulegli pokusie” (Łk 22,40); „Proście, a będzie wam dane” (Mt 7,7); „Czuwajcie i módlcie się w każdym czasie” (Łk 21,36).

Z kolei w Listach Apostolskich czytamy:

„Przy każdej sposobności módlcie się w duchu! Nad tym właśnie czuwajcie najusilniej…” (Ef 6,18); „Trwajcie gorliwie na modlitwie…” (Kol 4,2); „…nieustanie się módlcie” (1 Tes 5,17); „Chcę, aby mężczyźni modlili się na każdym miejscu…” (1 Tm 2,8).

Dlaczego taka ważna?

Skąd bierze się związek między naszym zbawieniem a modlitwą? Już sprawiedliwy Hiob zauważał, że do bojowania podobne jest życie człowieka (Hi 7,1). Rzeczywiście, zmagamy się z wieloma trudnościami; walczymy o godniejsze warunki życia, o sukces zawodowy, finansowy itp. A o najważniejszą sprawę – życie wieczne – nie musielibyśmy walczyć? Niestety, często zapominamy, że jesteśmy uczestnikami duchowej walki o własne zbawienie. Pismo święte rzuca światło na to, z kim walczymy:

„Nie toczymy bowiem walki przeciwko krwi i ciału, lecz przeciw Zwierzchnościom, przeciw Władzom, przeciw Rządcom świata tych ciemności, przeciw duchowym pierwiastkom zła na wyżynach niebieskich” (Ef 6,12).

Sobór Watykański II mówi:

„Życie ludzi, czy to jednostkowe, czy zbiorowe, przedstawia się jako walka, i to walka dramatyczna, między dobrem i złem, między światłością i ciemnością” (Gaudium et spes, 13).

Walka toczy się z nienawidzącymi człowieka, podstępnymi, potężnymi siłami, które chcą uwikłać go w grzech i w ten sposób przeszkodzić  mu w osiągnięciu celu jego życia, którym jest doskonale szczęśliwe, wieczne życie z Bogiem w niebie. Te niewidzialne siły posługują się również ludźmi (liberałowie, komuniści, masoni itp.), wpływowymi instytucjami oraz największymi mediami. Sami z siebie tych mocy zła nie jesteśmy w stanie pokonać. Co gorsza, jeszcze nasza natura została zraniona przez grzech pierworodny. Jesteśmy duchowo słabi i chorzy, skłonni do zła i podatni na błąd. Człowiek rodzi się niezdolnym do zachowania Dekalogu własnymi siłami, a tym samym do zbawienia. Skąd pomoc? Potrzebujemy łaski Bożej, czyli pomocy Boga, Źródła wszelkiego dobra i światła. W tym kontekście naszej słabości i potęgi Nieprzyjaciela trzeba stale sobie przypominać słowa Chrystusa:

„beze Mnie nic nie możecie uczynić(J 15,5).

Modlitwa jest nawiązaniem kontaktu z kochającym Ojcem, pragnącym dobra swoich dzieci teraz i w wieczności. Oznacza ona otwarcie drzwi, o których mówi Pismo: „Oto stoję u drzwi i kołaczę” (Ap 3,20). Chrystus szanuje naszą wolność: kołacze, ale nie wchodzi. Możemy otworzyć przed Nim drzwi swojego serca – właśnie przez modlitwę – albo pozostawić je, mimo pukania, zamknięte. Święty Grzegorz stwierdza: „Kiedy ludzie się modlą, wówczas przysposabiają się, aby otrzymać to, co Bóg im przygotował”. Modlitwa uzdalnia nas do otrzymania Bożych darów i Bożej pomocy. Skutki zwrócenia się ku Bogu opisują między innymi psalmy:

„Weselę się i cieszę się z Twojej łaski, boś wejrzał na moją nędzę (…) i nie oddałeś mnie w ręce nieprzyjaciela” (Ps 31,8-9); „Mocą mnie przepasujesz do bitwy, (…) zmuszasz wrogów moich do ucieczki, a wytracasz tych, co mnie nienawidzą” (Ps 18,40-41); „On wyciąga rękę z wysoka, (…) ocala mnie od przemożnego nieprzyjaciela, od mocniejszych niż ja, co mnie nienawidzą” (Ps 18,17-18).

„Mamy wolność”

Zatrzymajmy się jeszcze przez chwilę nad kwestią naszej wolności i odpowiedzialności. Zapyta ktoś, czy Bóg Wszechmogący, którego nazywamy najlepszym Ojcem, nie dba o każde ze swoich dzieci i nie chce bronić każdego przed zagrażającym złem. Czy nie pragnie On zbawienia każdego z nich?… Ależ oczywiście, Bóg kocha nas i troszczy się o nas jak nikt inny! Jest również wszechmogący! Problem jednak w tym, że czasami Jego ukochane, ale dorosłe już dzieci – a więc samodzielne i zdolne do decydowania o własnym losie – wcale nie chcą, aby On okazywał im swoją miłość. Wtedy Bóg oczywiście szanuje ich wybory. Do niczego nie przymusza. Rzeczywiście mamy wolność! Dobrze ilustruje postawę Ojca Przypowieść o synu marnotrawnym (Łk 15,11-32).

A jak konkretnie wygląda sprawa naszych wolnych wyborów w sferze duchowej? Na przykład ktoś uznaje, że jest wystarczająco inteligentny, przedsiębiorczy, że wie, co jest dla niego dobre, a co złe, i w życiu poradzi sobie sam. Jeżeli już potrzebuje czyjejś pomocy, to raczej ludzi, a nie Boga. Taki jest jego wybór, a Jezus go szanuje. Ktoś inny dochodzi do wniosku, że musi liczyć na własne siły i rozum, gdyż nie wiadomo, czy Pan Bóg w ogóle istnieje. Gdyby agnostyk lub ateista zaczęli się modlić, doświadczyliby przemieniającego działania Ducha Świętego, dlatego że On „rozdziela swe bogactwa wszystkim, którzy Go wzywają” (Rz 10,12). Chodzi oczywiście o bogactwa duchowe rozdzielane „wszystkim” – również grzesznikom, agnostykom i ateistom.  Mogliby owe dary otrzymać w bardzo prosty sposób, ale nie chcą. Taki jest ich wybór. W rezultacie jak ulał odnoszą się właśnie do nich słowa Pisma:

„nic nie posiadacie, gdyż się nie modlicie” (Jk 4,2).

Popatrzmy na sprawę naszych wolnych wyborów i ich konsekwencji z jeszcze innego punktu widzenia. W czasie wojny ten, komu proponowano środki do zwycięstwa nad nieprzyjacielem, ale on dobrowolnie z nich zrezygnował, sam ponosi odpowiedzialność za przegraną. Jeżeli zginął, sam winien jest swojej śmierci… Jeżeli ktoś w chorobie, mimo próśb i przekonywań, pogardził radą i pomocą lekarza, a potem umarł, to umarł z własnej winy. Na łożu śmierci może jeszcze zauważył, że umiera przez własną głupotę, lenistwo czy pychę, bo nie miał czasu, bo wiedział najlepiej, co jest dla niego dobre… To samo z wielką wyrazistością widzą wszyscy stojący u bram piekła. Niestety, jest już wtedy za późno na odwrócenie biegu wydarzeń. Święty Paweł pyta:

„A może gardzisz bogactwem dobroci, cierpliwości i wielkoduszności Jego…?” (Rz 2,4).

Wielu gardzi! Pan Jezus skarżył się:

„Jeruzalem, Jeruzalem! (…) ile razy chciałem zgromadzić twoje dzieci jak ptak swoje pisklęta gromadzi pod skrzydła, a nie chcieliście” (Mt 23,37). Słowo Boże nas kiedyś osądzi. Potępionych właśnie to: „nie chcieliście”.

Trudności

Ponieważ nasze zbawienie zależy od tego, czy będziemy się modlić czy nie, szatan stara się wszelkimi sposobami odciągnąć nas od modlitwy. Inne kłody rzuca pod nogi początkującym, inne zaawansowanym, ale jest to dla niego strategiczny odcinek walki przeciw ludziom, jego priorytet. Wie, że bez modlitwy człowiek jest duchowo słaby, a więc bardziej uległy wobec kolejnych pokus. W związku z tym walka o modlitwę musi stać się również dla nas absolutnym priorytetem. Nie możemy dać się rozbroić.

Doświadczamy przeróżnych pokus. Do głowy przychodzą nam nawet najbardziej absurdalne myśli. Chyba najczęstszą jest następująca: „Nie mam przecież czasu, czeka na mnie tyle różnych zajęć”. Wydaje się nam, że nie mamy nawet piętnastu minut na modlitwę (kwadrans to 1% czasu, który mamy do dyspozycji w ciągu doby), a równocześnie spędzamy kilka godzin przed telewizorem czy komputerem. „Nie potrafię się modlić” – to inny typowy argument Nieprzyjaciela. Jeżeli Pan Bóg wzywa nas do modlitwy, to przecież nie do czegoś niewykonalnego. Każdy może się modlić. Jest to czynność tak prosta jak rozmowa z przyjacielem. Mężczyznom często się wydaje, że to nie jest zajęcie dla nich. Dla kobiet owszem, ale nie dla mężczyzn. Słuszne?… Przecież każdy święty mężczyzna się modlił! Na przykład Jan Paweł II kilka godzin dziennie. I to mimo obowiązków głowy Kościoła!

Przeszkadzają nam w modlitwie również negatywne emocje. To także może być wpływ Złego.

„Ja na kolanach?!”, „Ja z różańcem w ręku?!”, „To chyba jakiś fanatyzm!”.

Modlitwa wydaje się jakąś dziwną, niedzisiejszą, nieprzystającą do człowieka współczesnego i nowoczesnego praktyką. Demony walczą!

Kiedy już ktoś wygra tę pierwszą bitwę i mimo wszystko zaczyna się modlić, pojawiają się kolejne trudności. Trudno zwłaszcza o skupienie. Ciśnie się do głowy mnóstwo myśli, obrazów i wspomnień, domagając się, aby na nich skupić uwagę. Często opanowuje modlących się niezadowolenie i zniechęcenie:

„Taka modlitwa nic nie jest warta. Tyle roztargnień. Taka słaba jest moja wiara. To nie ma sensu”.

Oficjalnie Kościół naucza:

„Modlitwa jest walką. Przeciw komu? Przeciw nam samym i przeciw podstępom kusiciela, który robi wszystko, by odwrócić człowieka od modlitwy (…)(KKK 2725).

Mówiąc obrazowo: po jednej stronie modlącego się stoi anioł, zachęcając do modlitwy, z drugiej zaś demon, zniechęcając do niej. Od naszej woli zależy, czy przychylimy się do dobrych natchnień i wytrwamy, czy też pójdziemy łatwiejszą drogą, poddamy się pokusie i zrezygnujemy z walki.

Dobra i zła modlitwa

„Modlicie się, a nie otrzymujecie, bo się źle modlicie” – pisze św. Jakub (Jk 4,3).

Oczywiście nie każda modlitwa jest dobra. Wielu trapią wątpliwości: „Co to znaczy dobrze się modlić? Czy ja to robię dobrze? Mam tyle roztargnień, oschłości, tak mi brak wiary, tak szybko się zniechęcam”. Sprawa jest znacznie mniej skomplikowana, niż myślimy. Dobra modlitwa to nie przywilej klauzurowych mniszek czy pustelników. Każdy może się dobrze modlić. Każdy! Dobra modlitwa to niekoniecznie ta, kiedy wszystko wychodzi nam tak, jak byśmy chcieli: modlimy się w skupieniu, z poczuciem żywej obecności Bożej, towarzyszą nam wzniosłe uczucia i płynące „z góry” pociechy. Nie my jednak mamy być zadowoleni z modlitwy, ale Pan Bóg. Jemu ma być ona miła, a nie nam. Każda modlitwa, w której staramy się modlić z uwagą, dążąc wolą do spotkania z Chrystusem, jest dobra, miła Panu Bogu i przynosząca owoce. Nie uczucia są ważne, ale wola. Nasz wysiłek i staranie nadają jej wartość, ponieważ one świadczą, że zależy nam na spotkaniu się z Bogiem – a więc świadczą o naszej miłości. Co więcej modlitwa, która nas sporo kosztuje, jest w oczach Bożych więcej warta niż ta przychodząca nam kiedy indziej, z łatwością.

Zła modlitwa to tylko ta, w której dobrowolnie poddajemy się roztargnieniom, zniechęceniom, zwątpieniom i innym pokusom. Póki walczymy, dobrze się modlimy.

Propozycja dla początkujących

A teraz propozycja dla wszystkich odkładających swoją modlitwę na czas emerytury albo inny odległy moment w przyszłości. Nie ma co zwlekać. Jak rozpocząć? W sposób najprostszy z możliwych. Na przykład od odmawiania znanych z dzieciństwa modlitw Ojcze naszZdrowaś Mario. Trzeba – jak mówimy – postawić się w obecności Bożej, to znaczy wypowiadając z uwagą słowa modlitwy, pamiętać równocześnie, że kierujemy je do Boga, który nas słyszy, który doskonale nas zna i który mimo naszych grzechów patrzy na nas z miłością. Taka jest rzeczywistość! Bóg jest i nas miłuje. (Dowodem na istnienie dobrego Ojca w niebie będzie osobiste doświadczenie Jego działania – przemieniającego, umacniającego, uzdrawiającego). Inne myśli w rodzaju:

„Zbyt piękne, aby było prawdziwe”, „Nie zasługuję na czyjekolwiek zainteresowanie”, „Kto by chciał mi podać rękę”, „Wielu mówi, że Boga w ogóle nie ma” itp. – pochodzą od diabła.

Przy odmawianiu Zdrowaś Mario trzeba sobie uświadomić, że oprócz Ojca mamy w niebie także zatroskaną o nas Matkę, nazywaną „Wspomożycielką wiernych”, „Pocieszycielką strapionych”, „Ucieczką grzeszników”. Słyszy nas i kocha nas. Taka jest obiektywna prawda przeżyta przez św. Maksymiliana, bł. Jana Pawła II i miliony innych – a właściwie każdego, kto rzeczywiście pragnie Jej opieki.

Pięć razy Ojcze nasz i pięć razy Zdrowaś Mario rano, powtórka w południe i trzeci raz wieczorem. W sumie 15 minut. Wielkie poświęcenie? Potrzeba heroicznych wysiłków? Ale trzeba wytrwać – nie przez dzień, dwa czy pięć. Istotne jest rozpocząć praktykę modlitwy z mocnym postanowieniem wytrwania w niej. Przez cierpliwość rodzą się owoce. Współczesny człowiek jest niecierpliwy, chciałby mieć wszystko natychmiast. Takie nastawienie kształtuje w nim otaczająca go cywilizacja. Dzwoni, na przykład, do restauracji i w ciągu 20 minut dostarcza mu się do domu zamówioną pizzę. W życiu duchowym nie tak się dzieje.

Te skromne początki, jeżeli wytrwamy, przyniosą wewnętrzną przemianę: światło, pragnienie i siłę do zerwania z grzechami, pragnienie spowiedzi i Eucharystii, pogłębienie modlitwy, osłabnięcie pokus itp. Duch Święty będzie porządkował hierarchię wartości, odnowi myślenie, zmieni sposób patrzenia na świat i jego przeżywania, pobudzi do działania, uzdrowi rany spowodowane przez grzech. Pod wpływem Ducha Świętego człowiek zaczyna żyć nowym życiem. I wtedy także perspektywa zbawienia wiecznego nabiera najwyższej wagi, blaknie zaś to, co doczesne, światowe, przemijające, a co wydawało się wcześniej tak ważne. Bóg prowadzi człowieka modlącego się ku jego wiecznemu przeznaczeniu i chroni go na tej drodze przed duchowymi wrogami.

Mówią święci

Na zakończenie powtórka z całości. Posłużę się cytatami z pism największych autorytetów w dziedzinie życia duchowego, którymi są kanonizowani święci.

„Nic nie jest tak ważne jak modlitwa”; „Kiedy modlimy się, otwierają się dla nas wszystkie skarbce niebieskie” (św. Jan Chryzostom).

„Chrystus przyszedł, aby leczyć nasze rany; ponieważ jednak nie wszyscy proszą o Jego lekarstwo, leczy On tych, którzy tego chcą, nie zmuszając opornych” (św. Ambroży).

„Po chrzcie konieczna jest człowiekowi wytrwała modlitwa, by mógł wejść do nieba” (św. Tomasz z Akwinu).

„Modlitwa jest kluczem do nieba”; „Póki będziesz wytrwały w modlitwie, możesz być pewien, że nie oddali się od ciebie Jego miłosierdzie”; „Ten, kto potrafi się dobrze modlić, potrafi także dobrze żyć” (św. Augustyn).

„Modlitwa to drabina tajemna prowadząca do nieba”; „Dzięki modlitwie dusza jest jak ryba w wodzie: im więcej wody, tym bardziej zadowolona. Im więcej dusza poświęca się modlitwie, tym bardziej jest szczęśliwa”; „Dusza zaprzestająca modlitwy umiera z wycieńczenia. Dusza, która mało się modli, podobna jest do ptactwa domowego, które choć ma wielkie skrzydła, wzlatuje tylko na niewielką wysokość, podczas gdy dusza modląca się z żarem i wytrwale podobna jest do jaskółki wznoszącej się łatwo i szybującej w przestworzach” (św. Jan Vianney).

„Módl się z wielką ufnością, ufnością opartą na dobroci i nieskończonej hojności Boga oraz obietnicach Jezusa Chrystusa. Bóg jest źródłem wody żywej i nieustannie wlewa ją do serc tych, którzy się modlą” (św. Ludwik de Montfort).

„Mam wiele roztargnień, ale jak tylko zdam sobie z nich sprawę, modlę się za tych ludzi, którzy przychodzą mi na myśl. W ten sposób zbierają oni z moich roztargnień dobre owoce” (św. Teresa z Lisieux).

„Jeżeli na modlitwie nie robimy nic innego, jak tylko walczymy z roztargnieniami i pokusami, to i tak modlitwa jest dobra” (św. Franciszek Salezy).

„Katolik bez modlitwy?… To tak, jakby żołnierz bez broni”; „Modlitwa stanowi drogę do pokonania wszelkiego zła, które nas męczy”; „Modlitwa twoja będzie czasem refleksyjna, kiedy indziej – lecz raczej rzadziej – będzie pełna żaru, a może wiele razy oschła, oschła, oschła… Ale ważne jest, żebyś ty – przy pomocy Bożej – nie upadł na duchu”; „Wytrwaj na modlitwie. Wytrwaj, choćby twój wysiłek wydawał się daremny”; „Szukasz towarzystwa przyjaciół, których rozmowy, serdeczność oraz dobre maniery ułatwią ci znoszenie wygnania na tym padole. (…) Ale… czemu nie szukasz codziennie, coraz usilniej towarzystwa oraz rozmowy z Tym Wielkim Przyjacielem, który nigdy nie zdradza?” (św. Josemaría Escrivá).

„Módlcie się! Nie zaniedbujcie modlitwy! Kiedy będziecie się modlić, pewne jest wasze zbawienie! Gdy porzucicie modlitwę, pewne jest wasze zatracenie. Tak powinni głosić wszyscy, gdyż żadna katolicka nauka nie wątpi w to, że kto modli się, otrzyma niezbędne łaski i zostanie zbawiony. Mało jest jednak tych, którzy to praktykują, dlatego też tak mało się zbawia!” (św. Alfons Liguori).

Podobne treści znajdziesz w naszym sklepie:

Recepta na życie wieczne Modlitewnik dla młodzieży - wydanie III "Jezus jest dla mnie Wszystkim" - Nowenna za wstawiennictwem św. Matki Teresy z Kalkuty