Historia Kościoła Nowości

Mity wokół średniowiecza cz. 3

Paź 16, 2017 Grzegorz Kucharczyk

Oprócz wypraw krzyżowych oraz trybunałów inkwizycyjnych stałym motywem powracającym w „czarnej legendzie” Kościoła – tj. w antykatolickiej propagandzie, datującej się od czasów reformacji i oświecenia, przekonującej, że Kościół to ośrodek „zacofania i ciemnoty” – jest tzw. sprawa Galileusza.

„Sprawa Galileusza”

Do dzisiaj wielu ludzi twierdzi, że Galileusz (1564 – 1642) został spalony na stosie za swoje dążenie do ustalenia niewygodnej dla Kościoła prawdy naukowej. Nagromadzenie fałszów i półprawd wokół relacji między włoskim astronomem a władzami kościelnymi jest tak duże, że zweryfikowanie ich wszystkich przekracza rozmiary niniejszego artykułu. Skoncentruję się więc tutaj tylko na sprawach najważniejszych.

Zanim Galileusz popadł w konflikt z władzami kościelnymi, znane było – także w papieskim Rzymie – jego stanowisko, w którym całkowicie popierał on kopernikańską teorię budowy Układu Słonecznego. Stanowisko to nie wzbudziło ze strony władz kościelnych żadnych obiekcji.

Pierwsze protesty pojawiły się ze strony jego kolegów po fachu, świeckich astronomów przywiązanych do dawnej teorii (wywodzącej się jeszcze od Arystotelesa) budowy wszechświata. To oni właśnie byli autorami donosów wysyłanych również do trybunałów inkwizycyjnych. W 1616 r. inkwizycja zakazała Galileuszowi głoszenia heliocentrycznej wizji wszechświata bez jej należytego udowodnienia.

Pozycja Galileusza – nie tylko w jego rodzimej Toskanii, ale również w Rzymie – była dość silna. Zwłaszcza od  roku 1623, kiedy to jego przyjaciel, kardynał Barberini, został wybrany na papieża jako Urban VIII. Galileusz był częstym gościem papieża Urbana, z którym dyskutował również na tematy dotyczące astronomii oraz teorii budowy wszechświata.

Urban VIII zachęcał wręcz Galileusza, by ten podjął się napisania dzieła sumującego dotychczasowy stan badań w tej kwestii. Jedyne, czego papież wymagał od swojego uczonego przyjaciela, to ujęcie tej problematyki w kategorii hipotez, bez wyraźnego opowiadania się za którąś z nich. Taka była geneza największego dzieła Galileusza Dialog o dwu głównych układach świata. Nie bez znaczenia był przy tym fakt, że dzieło to zostało zaopatrzone w kościelne imprimatur (w późniejszym procesie ustalono, że to sam autor podrobił zezwolenie władz kościelnych).

Publikacja Dialogu ożywiła głosy niechętne Galileuszowi pośród jego kolegów astronomów. Po raz kolejny powiadomili oni inkwizycję. Galileusz został wezwany do Rzymu przez trybunał inkwizycyjny. Wbrew obiegowym stwierdzeniom nie trafił jednak do inkwizycyjnych lochów. Odpowiadał z wolnej stopy, mógł mieszkać, gdzie chciał. Pikanterii całej sprawie dodawało to, że główny inkwizytor był zwolennikiem poglądów Galileusza.

Ostatecznie jednak inkwizycyjny trybunał uznał w 1633 r. winę włoskiego uczonego (tj. rozpowszechnianie nie sprawdzonych, nie udowodnionych poglądów). Jako karę wymierzono mu wyrzeczenie się poglądów, codzienne odmawianie psalmów pokutnych oraz areszt domowy – czyli przebywanie w swej toskańskiej posiadłości, gdzie mógł bez przeszkód kontynuować swoje naukowe badania. Nikt mu tego nie zabronił ani nie zniszczył mu jego naukowych instrumentów.

Przez kolejne lata Galileusz nadal pogłębiał swoje astronomiczne obserwacje i utrzymywał nieskrępowane kontakty z licznymi uczonymi z Italii oraz całej Europy. Publikował także kolejne dzieła popierające teorię kopernikańską (w 1638 r. ukazał się w Lejdzie jego Dialog o dwu nowych naukach).

Często tzw. sprawę Galileusza myli się ze spaleniem na stosie Giordana Bruna, przy czym tego ostatniego również przedstawia się jako ofiarę „niechęci Kościoła do naukowego postępu”. Tymczasem Bruno (ksiądz, który porzucił szaty duchowne), którego trudno zrównywać z prawdziwym człowiekiem nauki, jakim był Galileusz, był zafascynowany okultyzmem, alchemią i innymi „paranaukowymi” dziedzinami.

Najważniejszym jednak czynnikiem, który przypieczętował jego los, był jego udział w stricte politycznym spisku wymierzonym w trwałość władzy papieża w Państwie Kościelnym, a nie na przykład popieranie kopernikańskiego modelu funkcjonowania wszechświata.

Kult Giordana Bruna jako „męczennika za postęp” rozpoczął się na dobre w II połowie XIX wieku, kiedy to po aneksji papieskiego Rzymu przez Włochy (w 1870 r.) rozpoczęło się, głównie za sprawą lóż wolnomularskich, uszlachetnianie Bruna. Przedstawiano go wówczas już nie jako politycznego spiskowca oraz okultystę, ale jako „człowieka nauki” prześladowanego przez Kościół. Włoscy masoni złożyli się nawet na pomnik Giordana Bruna, który stanął na rzymskim Campo di Fiore w latach 80. XIX wieku (fakt ten zdecydowanie oprotestował papież Leon XIII).

Czy reformacja była humanistyczna?

Nie zmienia to oczywiście faktu, że los Giordana Bruna był tragiczny, tak jak los każdego człowieka, który wyparł się swojego powołania i zaparł posłuszeństwa wobec swoich kościelnych zwierzchników. Nie chodzi tutaj o gloryfikowanie okrutnej kary, którą poniósł Bruno, ale z drugiej strony trzeba pamiętać, że w tamtych czasach w Europie w ten sposób karano ludzi spiskujących przeciwko ustanowionej władzy.

Nie kto inny jak Marcin Luter wzywał w 1525 r. niemieckich książąt do bezwzględnego rozprawienia się z ogólnoniemieckim powstaniem chłopskim pod wodzą Tomasza Münzera (tzw. wojna chłopska).

Jan Kalwin w rządzonej przez siebie Genewie nie wahał się palić na stosie ludzi, którzy nie zgadzali się z jego wykładnią Pisma Świętego (taki los spotkał na przykład hiszpańskiego arianina Miguela Serweta).

Przy tej okazji należy zauważyć, że często pojawiające się zestawienie pojęć: „renesans – humanizm – reformacja”, sugerujące ścisły związek między tymi zjawiskami, jest zestawieniem mylącym. Warto na przykład pamiętać, że twórcy reformacji (zarówno Luter, jak i Kalwin) krytycznie spoglądali na renesans antycznego humanizmu i antycznych wzorców sztuki w XVI-wiecznej Europie.

Na przykład dla Marcina Lutra koronnym dowodem na „zepsucie” papieskiego Rzymu, który odwiedził na początku XVI wieku, był papieski mecenat nad artystami, którzy nawiązywali do „pogańskiej” architektury, rzeźby i malarstwa.

To, co także dzisiaj zachwyca miliony pielgrzymów i turystów odwiedzających Wieczne Miasto – a więc m.in. Kaplica Sykstyńska czy muzea watykańskie – byłoby dla twórców reformacji potwierdzeniem „wszeteczeństw Nierządnicy Babilońskiej” (jak zwykle nazywali oni w swoich pismach następcę św. Piotra). Nieprzypadkowo również inauguracja reformacji w jakimś kraju wiązała się z szeroko zakrojonym ikonoklazmem – czyli masowym niszczeniem dzieł sztuki (przede wszystkim sztuki sakralnej).

Tego doświadczyły północne Niemcy, Niderlandy oraz Anglia. W tym samym czasie, gdy nad Renem i Tamizą niszczono tysiące zabytkowych ołtarzy, polichromii oraz rzeźb, w krajach katolickich tworzono znakomite dzieła sztuki. Dość wspomnieć Bazylikę św. Piotra w Rzymie czy wspaniały rozwój malarstwa w XVI i XVII-wiecznej Hiszpanii (El Greco, Velázquez).

Kościół przeciw pogromom i pogłoskom antyżydowskim

Kościół wieków średnich spotykał się wreszcie z oskarżeniami (które co rusz pojawiają się także obecnie) o wspieranie antysemityzmu. Zjawisko to najczęściej jest ujmowane w ścisłym związku z wyprawami krzyżowymi, podczas których istotnie dochodziło do antyżydowskich pogromów. Tyle że pogromy te pojawiały się przy okazji tzw. wypraw ludowych, a więc ekspedycji nie autoryzowanych przez władze kościelne czy świeckie, dowodzonych przez samozwańczych „ludowych wizjonerów”.

Tak było na przykład w 1096 r. w Nadrenii podczas „wyprawy ludowej” poprzedzającej I wyprawę krzyżową. Także historycy żydowscy przyznają jednak, że w obronie atakowanych Żydów konsekwentnie występowali miejscowi biskupi, którzy nawet otwierali swoje rezydencje dla szukających tam schronienia Żydów (np. w Wormacji, Moguncji czy Spirze).

Gdy tego typu napaści na Żydów powtórzyły się w Nadrenii podczas przygotowań do II wyprawy krzyżowej (1146 – 1147), św. Bernard z Clairvaux, który wzywał do krucjaty w Moguncji i Kolonii, w tych samych kazaniach mówił do przyszłych krzyżowców:

„Brońcie Grobu Chrystusa, Pana naszego! Nie plamcie rąk waszych krwią i walką przeciw synom Izraela! Oni również są ciałem Mesjasza i jeżeli uczynicie im krzywdę, dotkniecie źrenicy Boga samego!”.

W okresie średniowiecza Kościół konsekwentnie występował również przeciwko szerzeniu się antyżydowskich legend i pogłosek, które miały wzbudzać nienawiść do Żydów.

Na przykład w XIII w. papież Innocenty IV pouczał, aby nie wierzyć plotkom, wedle których Żydzi porywają chrześcijańskie dzieci, by z ich krwi robić macę. W 1348 r. – gdy w Europie szalała tzw. czarna śmierć (epidemia dżumy) – papież Klemens VI w specjalnej bulli zaprzeczał pogłoskom, jakoby to Żydzi (poprzez podstępne zatruwanie studni) byli odpowiedzialni za katastrofalną epidemię.

Kolejni średniowieczni papieże (m.in. Kalikst II, Innocenty III, Grzegorz X) przypominali, że nie wolno zmuszać Żydów do przyjmowania chrztu. W 1419 r. naukę tę powtórzył papież Marcin V, który w swojej bulli pisał:

„Ponieważ Żydzi stworzeni są na obraz i podobieństwo Boże, a ich potomstwo będzie kiedyś zbawione, postanawiamy tedy, za przykładem naszych poprzedników, aby nie napadano na nich w synagogach, nie naruszano ich praw i zwyczajów, nie wleczono ich przemocą do chrztu, nie zmuszano do obchodzenia uroczystości chrześcijańskich, do noszenia nowych odznak żydowskich i nie stawiano przeszkód ich stosunkom handlowym z chrześcijanami”.

Papież w cytowanym tekście nawiązywał do decyzji IV soboru laterańskiego (1215), nakładającej na Żydów obowiązek noszenia „odznak”, co – wraz z istnieniem gett żydowskich – jest przedstawiane jako kolejny „dowód” na głęboko tkwiący w Kościele antysemityzm. O wiele bardziej jest to dowód na ahistoryczne myślenie tych, którzy taki zarzut podnoszą (getto kojarzy się w pierwszej kolejności z epoką Holocaustu przeprowadzonego przez Niemców podczas II wojny światowej).

Po pierwsze, w okresie średniowiecza częstą praktyką było tworzenie w miastach osobnych dzielnic dla różnych narodowości (np. w miastach włoskich czy hiszpańskich istniały specjalne „dzielnice francuskie”), w miastach muzułmańskich także wyznaczano odrębne dzielnice żydowskie.

Po drugie zaś same społeczności żydowskie dążyły do skupienia się w jednym miejscu i do pewnej izolacji od chrześcijańskiego otoczenia. Chęć izolacji miała także swoje uzasadnienie względami bezpieczeństwa, bo – jak pisał żydowski historyk Heinrich Graetz – średniowieczne getto funkcjonowało jako

„środek chroniący Żydów przed szykanami pospólstwa”.

Jak mamy okazję spostrzec na przykładzie pogranicza Izraela i Autonomii Palestyńskiej, to przeświadczenie, że „za murem bezpieczniej”, nie odeszło bynajmniej do lamusa historii.

Co ciekawe, w rządzonym przez papieży Rzymie – zarówno w średniowieczu, jak i w okresie późniejszym – nie odnotowano żadnych antyżydowskich pogromów. Jak pisze jeden ze współczesnych badaczy, prof. J. Mundy z Uniwersytetu Columbia w Nowym Jorku:

„W Rzymie, gdzie władcą był papież, każdy kolejny następca św. Piotra traktował wolność Żydów jak świętość”.

Inną „wrażliwość” w tej kwestii prezentowali niektórzy twórcy reformacji. Na przykład Marcin Luter opublikował w 1543 r. traktat O Żydach oraz ich kłamstwach, w którym czytamy m.in.:

„Po pierwsze należy podłożyć ogień pod ich synagogi i szkoły, a to, co nie spłonie, należy przykryć ziemią (…). Należy tak uczynić dla czci naszego Pana i chrześcijaństwa, by Bóg zobaczył, że jesteśmy chrześcijanami (…).

Pod drugie należy zniszczyć ich domy, ponieważ uprawiają w nich to samo co w swoich szkołach (…). Po trzecie należy im odebrać wszystkie księgi modlitewne i Talmudy, które nauczają przesądów, kłamstw i przekleństwa”.

Ostatnim etapem zalecanego przez Lutra „udowadniania, że się jest chrześcijaninem” było wysłanie Żydów do przymusowej pracy fizycznej:

„Należy młodym Żydom i Żydówkom dać do ręki cepy, siekiery, szpadle, kądziele, wrzeciona – i niech zarabiają na swój chleb w pocie czoła”.

Trudno bezrefleksyjnie utożsamiać reformację z humanizmem, podobnie jak trudno upatrywać w Kościele „rozsadnik ciemnoty i antysemityzmu”.

Warto poczytać:

P. Johnson, Historia Żydów, Kraków 1993.

J.H. Mundy, Europa średniowieczna 1150 – 1309, Warszawa 2001.

R. Nisbet, Przesądy – słownik filozoficzny, Warszawa 1998 [tu opis „sprawy Galileusza”].

Podobne treści znajdziesz w naszym sklepie:

Mity i fakty. Zeszyty historii Kościoła (1-2) Mity i fakty. Zeszyty historii Kościoła (3) Mity i fakty. Zeszyty historii Kościoła (4)