Miłosierdzie Boże Zobacz

Miłosierdzie Boże dosięga nieraz grzesznika w ostatniej chwili

Lis 19, 2018 Świadectwo

Moja młodsza o pięć lat siostra była osobą całkowicie zdemoralizowaną od młodzieńczych lat, uzależnioną od alkoholu i seksu. Prowadziła bardzo rozwiązłe życie, miała czwórkę dzieci z różnymi partnerami życiowymi, a jej prowadzenie się spowodowało, że sąd ograniczył jej prawa rodzicielskie.

Dwóch jej najstarszych synów wychowuje nasza mama, jedna jej córeczka została oddana zaraz po urodzeniu do adopcji, a najmłodsza jej córka wychowuje się w innej rodzinie zastępczej.

Siostra nigdy zbytnio nie interesowała się swoimi dziećmi i nie utrzymywała z nimi żadnych bliższych kontaktów. Żyła swoimi sprawami i krążyła po świecie. Nigdy nie pracowała. Popadała w coraz silniejsze nałogi, a przez to w poważne kłopoty z prawem, aż trafiła do więzienia.

Po odbyciu kary przyjechała do naszej mamy. Po rozmowie ze swoją siostrą zrozumiałam, że pobyt w więzieniu wcale nie odmienił jej patrzenia na Boga i na wartości moralne.

Jej motto życiowe, które brzmiało mniej więcej tak:

„jak mam nie pić, to nie chcę żyć”,

nadal było aktualne.

W czasie tej naszej rozmowy siostra powiadomiła mnie, że niedługo wyjeżdża do Niemiec. Miała tam pracę i zorganizowane mieszkanie u pewnego mężczyzny. Widząc, że nic rozmową nie wskóram, zapytałam, czy odmówi ze mną Koronkę do miłosierdzia Bożego, gdyż właśnie zbliżała się godzina 15.

W skrócie opowiedziałam jej o łaskach, jakie są przypisane do tej modlitwy, i o tym, że jeśli odmówi ze mną tę modlitwę z wiarą, to uratuje swoją duszę i nie pójdzie do piekła.

Moja siostra zgodziła się i już to było dla mnie cudem, gdyż do tej pory modlitwy były przez nią wyśmiewane. Ponieważ nie potrafiła się modlić, z moją pomocą odmówiła pierwszy raz w swoim życiu Koronkę do miłosierdzia Bożego.

Wkrótce wyjechała do Niemiec i tam prowadziła życie takie jak dotychczas. Przez wiele lat miałam z nią od czasu do czasu kontakt i zawsze, gdy pytałam, czy zamierza coś zmienić w swoim życiu, słyszałam odpowiedź, że jest jej dobrze tak, jak jest, i nic nie zamierza zmieniać.

Modliłam się za nią, chociaż traciłam nadzieję na to, że moja młodsza siostra nawróci się za swojego życia. Prosiłam więc Boga o jej nawrócenie chociażby w chwili śmierci. Mijały kolejne lata i nic się nie zmieniało.

W 2010 roku podpisałam w intencji siostry Krucjatę Wyzwolenia Człowieka, podczas rekolekcji dla małżeństw, ponieważ z mężem należymy do wspólnoty Domowego Kościoła.

Trzy lata później dostałam wiadomość od znajomego z Niemiec, że moja siostra wraca do Polski, ponieważ jest ciężko chora. Okazało się, że w maju tegoż roku podczas libacji alkoholowej moja siostra straciła przytomność i pogotowie zabrało ją do jakiegoś niemieckiego szpitala.

Stan jej był na tyle ciężki, że poszukiwano jej rodziny. Lekarze przez dwa miesiące walczyli o jej życie. Znajomy, który nas o tym powiadomił, odebrał ją ze szpitala i wysłał do Polski.

Z przerażeniem, ale też z nadzieją czekałam na nią na przystanku, w miejscu gdzie zatrzymywały się autokary z Niemiec. Widok mojej siostry był przerażający, ale też było w niej coś, co mnie zastanowiło. Nie było to związane tylko z jej stanem zdrowia.

Po długiej rozmowie zrozumiałam, że moją siostrę spotkała wielka łaska. Nawróciła się i był to absolutny cud. Kiedy była na pijackiej libacji, poczuła się źle i traciła świadomość, westchnęła do Boga o litość i miłosierdzie. Błagała Matkę Bożą, aby jej pomogła, bo nie chce trafić do piekła, tylko do nieba. Potem straciła przytomność.

Będąc w szpitalu, nie wiedziała, jaki jest jej stan, ponieważ nie znała na tyle języka niemieckiego, ale przypuszczała, że jest bardzo źle. Modliła się swoimi słowami i prosiła Boga o to, aby mogła wrócić do Polski, do rodziny. Tak też się stało: wróciła do nas i poprosiła wszystkich swoich bliskich o wybaczenie.

Odbyła spowiedź generalną (od kilkudziesięciu lat nie spowiadała się i nie przystępowała do sakramentów), otrzymała też sakrament namaszczenia chorych oraz przyjęła Komunię św. Podpisała też w kościele w księdze postanowień przysięgę trwania w trzeźwości do końca życia.

Rozpoczął się trudny okres walki o jej zdrowie. Siostra miała raka wątroby w zaawansowanym stadium i była też po udarze. Lekarze nie dawali większych nadziei. Ostatnie półtora roku to pobyty w szpitalach, badania i wizyty lekarskie.

Siostra cierpiała bardzo, ale nigdy się nie uskarżała. Wiedziała, że jest to jej dane, żeby mogła się oczyścić, że jej choroba to łaska. Wspominałyśmy z siostrą w czasie jej choroby tę Koronkę do miłosierdzia Bożego, którą razem odmówiłyśmy wiele lat temu. Wiedziałam, że to, co przeżywamy w chwili obecnej, jest łaską Bożą, odpowiedzią na tamtą modlitwę.

Walka toczyła się przez te wszystkie miesiące choroby. Szatan walczył o duszę mojej siostry, nie dając jej spać. Wielokrotnie w ciągu tego czasu spowiadała się i przyjmowała sakramenty. Ostatnich sakramentów udzielił jej na szpitalnym łóżku dwa dni przed śmiercią zaprzyjaźniony już przez okres jej choroby ksiądz.

Wiedziała, że umiera; godziła się z tym i żegnała się ze wszystkimi w wielkim spokoju. Prosiła mnie, abym się z nią modliła. Podczas jej agonii byłam z nią i modliłam się przy jej łóżku. To był cudowny czas: byłam naocznym świadkiem cudu nawrócenia swojej siostry i jej pełnego łaski Bożej odchodzenia.

Bogu dziękuję za tę szansę, którą dał mojej siostrze, za to, że mogła oczyścić swoją duszę przez okres długiej i ciężkiej choroby. Dziękuję Mu też za to, że wytrwała przy Nim, że umacniał ją swoimi sakramentami i że zawsze przy niej był, a szczególnie od momentu, kiedy odmówiła ze mną swoją pierwszą w życiu Koronkę do miłosierdzia Bożego.

Podobne treści znajdziesz w naszym sklepie:

W strumieniach miłosierdziaDzienniczek (duży format, oprawa twarda)Cuda Miłosierdzia Bożego