Wiara Zobacz

Milczący świadkowie śmierci i zmartwychwstania

Na Golgocie rozegrał się dramat naszego zbawienia. Jezus definitywnie zwyciężył śmierć, grzech i szatana. Te najważniejsze wydarzenia w historii ludzkości pozostawiły materialne ślady, które zachowały się do naszych czasów.

Męka, śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa miały miejsce w konkretnym miejscu i czasie. Do naszych czasów zachowały się materialne ślady tych wydarzeń, takie jak: fragmenty Chrystusowego krzyża, titulus crucis, czyli tabliczka wywieszona na krzyżu z wypisaną winą skazańca, gwoździe, którymi Jezus był przybity do krzyża, korona cierniowa i włócznia, którą żołnierz przebił bok Jezusa.

Szczególnym świadkiem męki, śmierci i zmartwychwstania Chrystusa jest płótno grobowe, w które po śmierci było zawinięte Jego ciało i na którym Jezus zostawił odbicie całego swojego umęczonego ciała. Jest także Chusta z Manoppello, na której Pan Jezus w chwili zmartwychwstania dał nam wizerunek swojej twarzy.

Odnalezienie relikwii i identyfikacja krzyża Jezusa

Święta Helena (255-330), matka cesarza Konstantyna Wielkiego, przyjęła chrzest razem ze swoim synem na przełomie 312 i 313 roku. Po Soborze Nicejskim w 325 roku Konstantyn, pierwszy chrześcijański cesarz rzymskiego imperium, podjął decyzję budowy bazyliki Grobu Pańskiego w miejscu śmierci i pustego grobu Jezusa.

77-letnia św. Helena wybrała się wtedy z pielgrzymką do Jerozolimy, aby odnaleźć zaginione relikwie męki Jezusa.

Po powstaniach żydowskich w 70 i 132 roku Jerozolima została zniszczona, a miejsce ukrzyżowania i grobowiec Jezusa zasypano. Cesarz Hadrian wybudował w tym świętym miejscu świątynię Afrodyty.

W 325 roku cesarz Konstantyn kazał zburzyć tę pogańską świątynię, odkopać Golgotę i grobowiec Jezusa oraz wybudować w tym miejscu bazylikę Grobu Pańskiego. Prace nadzorowała św. Helena.

Po zdjęciu grubej warstwy ziemi odkopano grobowiec Jezusa, wzgórze Golgoty oraz cysternę, w której znaleziono wymieszane trzy krzyże, gwoździe oraz tablicę (titulus) z napisem w języku greckim, łacińskim i hebrajskim:

„Jezus z Nazaretu, król żydowski”.

W wigilię Paschy 30 roku, po zdjęciu z krzyża ciała Jezusa oraz ciał dwóch łotrów, krzyże skazańców musiały być natychmiast usunięte z Golgoty, aby swoim widokiem nie „zanieczyszczały” pielgrzymów, którzy wchodzili do Jerozolimy przez bramę Efraima.

Krzyże zostały złożone w cysternie, około 30 m na wschód od miejsca ukrzyżowania. Cysterna ta znajdowała się w prywatnym ogrodzie Józefa z Arymatei, gdzie był też nowy grób, w którym pochowano Jezusa

„zgodnie z żydowskim sposobem grzebania” (J 19,40).

Według wierzeń żydowskich życie zawarte jest we krwi. Krew rozlana w momencie śmierci jest zatem „krwią życia” i powinna być pochowana razem z ciałem zmarłego. Nie można było relikwii męki Chrystusa przechowywać w mieście ze względu na przepisy hebrajskiego prawa o czystości rytualnej.

Dla Żydów człowiek ukrzyżowany był przeklęty przez Boga (por. Pwt 21,23) i wszystkie rzeczy, które były w kontakcie ze zmarłym, uważano za nieczyste. Dlatego krzyże i inne relikwie tymczasowo ukryto w cysternie, która znajdowała się poza murami miasta.

Wiemy z Ewangelii, że to Józef z Arymatei zdjął Jezusa z krzyża (J 19,38), jest więc bardzo prawdopodobne, że to właśnie on schował w cysternie krzyże, titulus crucis, koronę cierniową oraz gwoździe.

Z całą pewnością po zmartwychwstaniu Chrystusa Jego wyznawcy zatroszczyli się o to, aby nie zaginął krzyż, i dlatego dokładnie zapamiętali, gdzie został on ukryty wraz z innymi relikwiami męki Zbawiciela.

Po odkryciu cysterny 14 września 325 roku ukazał się widok wymieszanych trzech pionowych pali i trzech horyzontalnych belek krzyży oraz titulus crucis.

W jaki sposób rozpoznano krzyż, na którym umarł Jezus? Według św. Ambrożego identyfikacja krzyża Jezusa nie była trudna, gdyż przyczepiona była do niego tabliczka (titulus crucis) z napisem:

„Jezus z Nazaretu, król żydowski”.

W 398 roku Jan Chryzostom, wielki teolog Kościoła wschodniego, arcybiskup Konstantynopola, w jednej ze swoich homilii mówił o odnalezieniu Chrystusowego krzyża i rozpoznaniu go właśnie poprzez titulus crucis.

Aby rozwiać wszystkie wątpliwości, gdyż titulus crucis przyczepiony był do pionowej belki krzyża i nie było wiadomo, która z belek horyzontalnych należy do krzyża Zbawiciela, pomodlono się o nadprzyrodzony znak.

Po tej modlitwie biskup Jerozolimy Makariusz dotykał umierającej kobiety każdą z trzech znalezionych belek poprzecznych krzyża. Po dotknięciu jednej z nich chora natychmiast wyzdrowiała, zaczęła biegać po domu i wychwalać moc Zbawiciela.

Już nie było wątpliwości, że jest to belka z krzyża Zbawiciela. To był nadprzyrodzony znak, który pozwolił zidentyfikować krzyż Chrystusa.

Titulus crucis

Święta Helena pod koniec września 325 roku wróciła do Rzymu. Przed odjazdem zostawiła w Jerozolimie pół pionowego pala krzyża, a resztę zabrała ze sobą.

Podzieliła także titulus crucis na dwie równe części. Wzięła ze sobą do Rzymu prawą stronę tablicy z napisem I.NAZARINVS R, natomiast w Jerozolimie zostawiła lewą część z napisem [R]EX IV-DAEORVM.

Niestety, jerozolimska połowa titulusa zaginęła w 614 roku. Wtedy to właśnie wojska perskiego króla Chosroesa II zdobyły Jerozolimę, wymordowały wielu mieszkańców, splądrowały kościoły i uprowadziły do niewoli biskupa Zachariasza, zabierając relikwie Świętego Krzyża i titulus.

Od tego czasu ślad po jerozolimskiej połowie titulus crucis zaginął. Natomiast prawą jego część wraz z relikwiami Krzyża i jednym z trzech gwoździ św. Helena umieściła w kaplicy swojego pałacu Sessorium.

Po wybudowaniu w tym miejscu rzymskiej bazyliki Świętego Krzyża Jerozolimskiego wszystkie relikwie męki Pańskiej wraz z titulus crucis zostały umieszczone w kaplicy relikwii i są tam obecne do dziś.

Titulus crucis jest historycznym  i prawnym dokumentem, który mówi o głównej przyczynie skazania Jezusa na śmierć krzyżową. Jest on równocześnie ważnym dowodem historycznej wiarygodności Ewangelii. W Ewangelii św. Jana czytamy:

„Wypisał też Piłat tytuł winy i kazał go umieścić na krzyżu. A było napisane: Jezus Nazarejczyk, Król Żydowski” (J 19,19).

Święty Jan jest jedynym apostołem, który był świadkiem ukrzyżowania i śmierci Jezusa, dlatego w jego Ewangelii mamy najwięcej szczegółów z tego wydarzenia.

Ukrzyżowanie Jezusa było publicznym widowiskiem, mrożącym krew w żyłach. Krzyż stał na Golgocie w pobliżu drogi prowadzącej do Cezarei, przed bramą Efraima, 40 m od murów miasta. Był postawiony obok najbardziej uczęszczanej drogi, aby jak najwięcej osób mogło go zobaczyć i poczuć lęk przed karą ukrzyżowania.

Litery na tablicy titulus crucis były stosunkowo duże i łatwe do odczytania dla ludzi przyglądających się tej wstrząsającej egzekucji. Napis był w trzech językach, aby każdy mógł dowiedzieć się o rodzaju winy. Potwierdza to św. Jan w swojej Ewangelii:

„Ten napis czytało wielu Żydów, ponieważ miejsce, gdzie ukrzyżowano Jezusa, było blisko miasta. A było napisane w języku hebrajskim, łacińskim i greckim” (J 20,20).

Święty Jan cytuje w swojej Ewangelii napis na titulusie, ponieważ stał pod krzyżem, widział go i dobrze zapamiętał jego treść.

Niemiecki badacz Michael Hesemann w 1997 roku podjął się trudu zbadania autentyczności napisu na drugiej połowie tablicy titulus crucis, która ma wymiary 25 × 14 cm i jest z drzewa orzechowego. Dał ten napis do badania najwybitniejszym ekspertom od paleografii.

Tekst hebrajski badali naukowcy z Izraela: prof. Hannah Eshel i Gabriel Barkay, którzy niezależnie od siebie stwierdzili, że pochodzi on z I wieku.

Napis grecki badali profesorowie Carsten Peter Thiede z Uniwersytetu Ben Guriona w Beer Szewie oraz Leah di Segni z Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie – obaj stwierdzili, że także on pochodzi z I wieku.

Napis po łacinie badali profesorowie Israel Roll i Ben Isaac z Tel Awiwu – również oni stwierdzili, że jest to inskrypcja z I wieku.

Tabliczka titulus crucis została również przebadana przez botaników i archeologów. Wszystkie naukowe ekspertyzy wskazują na jej autentyczność, a pośrednio także na autentyczność krzyża, do którego była przymocowana.

Całun to zwierciadło Ewangelii

24 maja 1998 roku św. Jan Paweł II wygłosił poruszającą homilię przed wystawionym Całunem w katedrze turyńskiej. Powiedział między innymi:

„Przyjmując argumenty wielu uczonych, Święty Całun Turyński jest szczególnym świadkiem Paschy: Męki, Śmierci i Zmartwychwstania. Świadek milczący, lecz jednocześnie zaskakująco wymowny! […]

Dla człowieka wierzącego istotne jest przede wszystkim to, że Całun to zwierciadło Ewangelii. […] Każdy człowiek wrażliwy, kontemplując go, doznaje wewnętrznego poruszenia i wstrząsu. […]

Całun jest znakiem naprawdę niezwykłym, odsyłającym do Jezusa, prawdziwego Słowa Ojca, i wzywającym człowieka, by naśladował w życiu przykład Tego, który oddał za nas samego siebie”.

Pan Jezus zostawił na swoim całunie grobowym niezwykle przemawiający, materialny ślad swojej męki, śmierci i zmartwychwstania. Na lnianym płótnie grobowym o długości 4,31 m i szerokości 1,1 m jest widoczne odbicie w negatywie fotograficznym przodu i tyłu ciała Jezusa, w stężeniu pośmiertnym.

Na Całunie są obecne liczne skrzepy męskiej krwi grupy AB. Skrzepy te są nienaruszone, a więc nie było odrywania płótna od ciała. Ciało w tajemniczy sposób musiało przez nie przeniknąć. Odbicie przodu i tyłu ciała jest w kolorze przeźroczystożółtym. Nie ma na nim żadnych pigmentów, farb czy innych barwników.

Badania naukowe stwierdzają, że tego rodzaju obraz mógł powstać na skutek tajemniczego wybuchu energii, która przypaliła zewnętrzne włókna płótna, zostawiając trójwymiarowy obraz w fotograficznym negatywie. Odbicie jest niezmywalne, nie można go niczym wywabić. Obraz jest idealnie płaski. W ogóle nie uległ deformacji i zgodnie z prawami optyki jest rzutem równoległym.

Człowiek, którego odbicie widzimy na Całunie, został poddany straszliwym torturom biczowania, cierniem koronowania i ukrzyżowania. Na całym ciele naliczono blisko 600 ran i różnych innych obrażeń.

Badania naukowe Całunu wykazały, że znajduje się na nim wizerunek mężczyzny w wieku 30-35 lat, o wzroście 1,78 m i wadze 79 kg, który nosił brodę i długie włosy, miał mocną i proporcjonalną budowę ciała oraz piękne semickie rysy twarzy.

Naukowcy z różnych dziedzin wiedzy, którzy od przeszło 100 lat badają Całun Turyński, wskazują na jego autentyczność.

Dzisiaj już mamy naukową pewność, że badania węglem C14 w 1988 roku odbyły się na próbce z Całunu pobranej z miejsca, które było naprawiane w średniowieczu. Stwierdził to prof. Raymond Rogers wraz ze swoim zespołem badawczym, a wyniki tych badań potwierdzili naukowcy z innych krajów.

Próbka z Całunu, którą badano metodą węgla C 14, zawierała tylko 40% oryginalnej starożytnej lnianej tkaniny, a pozostałe 60% materiału stanowiły bawełniane nici ze średniowiecza.

To karygodne zaniedbanie specjalistów od datowania węglem C14 stało się główną przyczyną uzyskania błędnego wyniku, który wskazał na powstanie Całunu w latach 1260–1390.

Ten naukowy fakt został przemilczany przez wiele wpływowych środków masowego przekazu, które nadal powołują się na wyniki badań z 1988 roku, co jest oczywistą manipulacją i wprowadzaniem ludzi w błąd.

Warto o tym pamiętać, gdy będą pojawiać się informacje i opinie o Całunie przy okazji jego publicznej ekspozycji od 19 kwietnia do 24 czerwca 2015 roku.

Trzeba przypomnieć, że w grudniu 2011 roku Włoska Narodowa Agencja ENEA z Ośrodka Badań Jądrowych we Frascati pod Rzymem oświadczyła, że po pięciu latach intensywnych badań i prób odtworzenia wizerunku, który widnieje na Całunie Turyńskim, współczesna nauka nie jest w stanie stworzyć reprodukcji tego odbicia. Badacze stwierdzili, że obraz ten jest acheiropoietos, czyli nie namalowany ludzką ręką.

Naukowcy z ENEA obliczyli, że tajemniczy błysk energii, który doprowadził do powstania obrazu na Całunie, musiał mieć moc 34 bilionów watów promieniowania ultrafioletowego próżniowego. Obecnie na świecie mamy urządzenia, które mogą wytworzyć promieniowanie o sile tylko kilku miliardów watów UV próżniowego. Tak więc współczesna nauka nie jest w stanie odtworzyć takiego odbicia.

Eksperci medycyny sądowej twierdzą, że ciało Jezusa zostało zawinięte w Całun około dwóch i pół godziny po śmierci i pozostawało w nim do 36 godz.

Wszystkie te dane wskazują na fakt zmartwychwstania Chrystusa, że to właśnie wtedy nastąpił potężny błysk tajemniczej energii, która spowodowała utrwalenie na płótnie wizerunku całego ciała Jezusa. Całun Turyński jest milczącym świadkiem męki, śmierci i zmartwychwstania Chrystusa, a także – jak mówił św. Jan Paweł II –

„obrazem miłości Boga, a zarazem grzechu człowieka. Wzywa do odkrycia najgłębszej przyczyny odkupieńczej śmierci Jezusa. […] To świadectwo niezmierzonego cierpienia sprawia, że miłość Boga, który

»tak […] umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał« (J 3,16),

staje się namacalna i ujawnia swoje zdumiewające wymiary. W obliczu takiego cierpienia człowiek wierzący musi zawołać z głębokim przekonaniem:

»Panie, nie mogłeś umiłować mnie bardziej!«,

a zarazem uświadomić sobie, że przyczyną tego cierpienia jest grzech: grzech każdego człowieka. […] W cichym przesłaniu Całunu człowiek słyszy echo Bożych słów i wielowiekowego doświadczenia chrześcijańskiego: uwierz w miłość Boga, największy skarb ofiarowany ludzkości, i broń się przed grzechem, największym nieszczęściem ludzkich dziejów” (Turyn, 24 maja 1998 roku).

Oblicze zmartwychwstającego Pana

W momencie zmartwychwstania Pan Jezus zostawił nam nie tylko odbicie swojego martwego ciała na płótnie grobowym, ale również utrwalił na chuście z bisioru (o wymiarach 17 na 24 cm) wizerunek swojej twarzy.

Twarz Jezusa, jeszcze ze śladami tortur, fascynuje swoim pięknem. Święte Oblicze Zmartwychwstałego Pana znajduje się w głównym ołtarzu kościoła w Manoppello.

Bisior, który jest też nazywany morskim jedwabiem, był najcenniejszą tkaniną w starożytności. Jest on przezroczysty i ogniotrwały jak azbest, a na tego rodzaju tkaninie nie da się nic namalować.

Dla nauki jest to niewyjaśniona zagadka: jak mógł powstać obraz na chuście z bisioru, skoro badania naukowe stwierdziły, że nie ma na tej tkaninie nawet najmniejszych śladów farby?

Badania naukowe stwierdzają, że obraz Boskiego Oblicza z Manoppello nie mógł być namalowany przez człowieka. Jest więc on, podobnie jak wizerunek na Całunie Turyńskim, acheiropoietos, czyli nie namalowany ludzką ręką.

Naukowe badania Chusty z Manoppello doprowadziły do zaskakującego odkrycia. Okazuje się, że obydwa oblicza – z Całunu i z Manoppello – w 100 procentach odpowiadają sobie w strukturze i wymiarach.

Zgodność jest tak wyjątkowa, że trzeba tu mówić o matematycznym dowodzie. Jest to po prostu ta sama osoba.

Wszystko wskazuje na to, że chusta z bisioru była położona w grobie na głowie Jezusa zawiniętego w całunie i stała się „świadkiem” zmartwychwstania.

W chwili zmartwychwstania Pan Jezus zostawił nam dwa swoje wizerunki: na Całunie Turyńskim i na Chuście z Manoppello, aby doprowadzić nas do nawrócenia, abyśmy uwierzyli w Jego zmartwychwstanie, w ostateczne zwycięstwo nad śmiercią, grzechem i szatanem.

W 10. tomie prywatnych objawień znanej włoskiej mistyczki Marii Valtorty czytamy następujące słowa, które powiedział jej Jezus 22 lutego 1942 roku:

„Chusta Weroniki (czyli chusta z Manoppello) jest bodźcem dla waszych sceptycznych dusz. Wy, racjonaliści, oziębli, chwiejący się w wierze, którzy przeprowadzacie bezduszne badania, porównajcie odbicie twarzy na Chuście z odbiciem na Całunie.

To pierwsze jest Twarzą Żyjącego, to drugie Zmarłego. Jednak długość, szerokość, cechy somatyczne, kształt, charakterystyka są takie same. Nałóżcie na siebie te dwa odbicia. Zobaczycie, że sobie odpowiadają.

To Ja jestem. Pragnę przypomnieć wam, kim byłem i kim się stałem z miłości do was. Abyście się nie zagubili, nie stali się ślepymi, powinny wam wystarczyć te dwa odbicia, aby doprowadzić was do miłości, do nawrócenia, do Boga” (Maria Valtorta: L’Evangelo come mi e stato rivelato, Centro Editoriale Valtoriano, s. 414).

Męka, śmierć i zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa to historyczne fakty, które przerastają historię i odnoszą się bezpośrednio do każdego człowieka. Już więcej Pan Bóg nie mógł uczynić od tego, co uczynił dla każdego z nas. Pan Jezus powiedział św. Faustynie:

„To niedowierzanie Mojej dobroci najwięcej Mnie rani. Jeżeli nie przekonała was o miłości Mojej śmierć Moja, to cóż was przekona?” (Dz. 580).

Syn Boży wziął na siebie z historii wszystkich ludzi – a więc zarówno tych, którzy żyli przed Jego narodzeniem, Jemu współczesnych, jak i tych, którzy będą żyć w kolejnych pokoleniach, aż do dnia paruzji – wszystkie grzechy, cierpienia, łącznie z doświadczeniem prawdziwej ludzkiej śmierci.

Doświadczając konsekwencji grzechów wszystkich ludzi, Pan Jezus w swojej śmierci i zmartwychwstaniu zwyciężył śmierć, przebaczył wszystkie grzechy i uwolnił ludzkość z niewoli szatana.

W tej tajemnicy naszego zbawienia Pan Jezus uświadamia nam, że każdy dobrowolnie popełniony grzech zadaje wielkie cierpienie Bogu, a kiedy dotyka nas jakiekolwiek cierpienie, to On jest pierwszym, który niesie jego ciężar.

Ze swoimi grzechami, cierpieniem, lękiem przed śmiercią i z wszystkimi problemami trzeba przychodzić do zmartwychwstałego Jezusa obecnego w sakramentach pokuty i Eucharystii.

Trzeba w codziennej wytrwałej modlitwie zawierzać Mu siebie i pozwalać, aby nas kochał, przeprowadzał ze śmierci do życia, leczył nasze poranione serca, przebaczał wszystkie grzechy, dawał wolność i niezniszczalną radość zmartwychwstania.

Podobne treści znajdziesz w naszym sklepie:

Świadkowie TajemnicyKerygmat w nowej ewangelizacjiRecepta na życie wieczne