Nowości Rodzina

Krew jest na ich rękach – Ez 23,45

Mar 21, 2017 Mirosław Rucki

Pismo św. mówi, że przeklęty jest człowiek, który za pieniądze gotów jest zabić człowieka i przelać krew niewinną (por. Pwt 27,25). „Krew brata twego głośno woła” do Boga (Rdz 4,10), a do nas głośno wołają ludzie, którzy przeżyli zamach na swoje życie w łonie matki.

Melissa Ohden przebywała już szósty miesiąc w łonie swojej mamy, kiedy została poddana okrutnemu, morderczemu zabiegowi: do macicy został wstrzyknięty roztwór soli mający zniszczyć dzieciątko. Po dramatycznej walce trwającej pięć dni Melissa urodziła się żywa, choć cierpiała na niewydolność wątroby i niewydolność oddechową.

Lekarze byli przekonani, że jeśli w ogóle pozostanie przy życiu, to czeka ją ślepota, głuchota oraz fizyczne i umysłowe upośledzenie. Mimo to dziewczynka przeżyła i odzyskała pełne zdrowie. Obecnie Melissa Ohden jest żoną i matką. Uważa ona, że jej życie i zdrowie to cud Boży, który mógł się wydarzyć tylko dzięki miłości przybranych rodziców, pielęgniarek, wolontariuszy i lekarza.

Melissa Ohden jest założycielką stowarzyszenia osób, które przeżyły aborcję (The Abortion Survivors Network). Strona internetowa stowarzyszenia mówi:

„Aborcja miała zabrać nam głos. Jesteśmy tutaj, by opowiedzieć o swoim doświadczeniu”.

Szacuje się, że w USA żyje około 44 tysięcy osób, które przeżyły aborcję dokonaną za pomocążnych zabójczych metod. Jest to niewielka liczba, biorąc pod uwagę liczbę 1,2 mln aborcji rocznie w Stanach Zjednoczonych. Te żywe, chodzące przykłady ocalonych z aborcji zabierają głos w obronie tych, którzy dokonali swego krótkiego i bolesnego życia w workach na odpady medyczne. Liczba ocalonych, których ostatecznie dobito, musi być o wiele większa.

Niezwykle wymowny jest przykład opisany przez LifeNews.com. W listopadzie 2011 r. pani Carol Howard zapłaciła w klinice aborcyjnej 1 300 dolarów za zabójstwo swej córki w 22. tygodniu ciąży. Po 12 godzinach trwania aborcji matka uznała, że to przeciąga się zbyt długo, i udała się do pobliskiego szpitala, gdzie urodziła dziecko. Sąd uznał, że klinika aborcyjna musi jej wypłacić ponad 36 mln USD za uszczerbek na zdrowiu. Obiektywnie na to patrząc, skuteczne zabójstwo dziecka przyniosłoby aborcjonistom czysty zysk; odszkodowanie musieli zapłacić właściwie za to, że nie zabili dziecka.

Obłuda ludzka jednak nie zna granic. Po wielu latach nagłaśniania problemu żywych urodzeń po aborcji, m.in. przez Jill Stanek, w 2002 r. prezydent George Bush podpisał ustawę Born Alive Infants Protection Act, chroniącą dzieci urodzone po aborcji przed dzieciobójstwem. W majestacie amerykańskiego prawa dziecko w łonie matki nie ma prawa do życia i można je mordować dowolnym sposobem, jeśli zaś dziecko już opuści łono matki i nadal jest żywe, to już jest chronione i nie wolno mu nic zrobić.

Dziennikarka Natalia Dueholm zebrała również dane dotyczące innych krajów (zob. artykuł Szpitalne dzieciobójstwo na stronie www.pch24.pl). Tak, w tekście z 2012 r. Porzucanie noworodków na śmierć (w norweskim raju), Barbara Liwo relacjonuje, że na oddziale położniczym szpitala Rikshospitalet w Oslo, specjalizującym się w przyjmowaniu wcześniaków (z kadrą przeszkoloną specjalnie w tym celu) i dokonywaniu tzw. późnych aborcji, również nierzadko dochodziło do żywych urodzeń po. Dzieci te po prostu odkładało się gdzieś na bok, żeby umarły.

57 pracowników szpitala ruszyło sumienie, więc wystosowali oni list do Departamentu Zdrowia, w którym prosili o wyjaśnienie, czy pozostawienie niedobitego 6-miesięcznego dziecka na śmierć było zgodne z prawem. Pisali, bo nie chcieli już nigdy w czymś takim uczestniczyć. Przez rok list ten czekał na odpowiedź, aż w maju 2012 r. Departament Zdrowia uznał ku zadowoleniu położnych, że aborcja po 22. tygodniu jest sprzeczna z prawem. Wygląda na to, że aborcja w 21. czy 20. tygodniu jest już dla nich do zaakceptowania, jak gdyby o tydzień młodsze dziecko już nie było dla nich istotą w pełni ludzką.

W artykule Nieludzkie czasy („Służba Zdrowia” nr 84-92/2010) pani Aleksandra Gielewska pisze:

„Przedwcześnie urodzone dzieci, ze zbyt niską masą urodzeniową, były w Polsce w latach 60. topione w wiadrach z wodą albo wynoszone na 30-stopniowy mróz, by zamarzły. W statystykach szpitalnych wpisywano zaś, że urodziły się martwe – pamięta prof. Roman Czekanowski. Ilu lekarzy ginekologów i położników ma takie wspomnienia? I czy była to praktyka tylko najgorliwszych, najambitniejszych kierowników oddziałów szpitalnych, zabiegających o względy i osobistą karierę u ówczesnych włodarzy PRL-u, czy rutynowe działanie?”.

Mówiąc o aborcjach, narzuconych społeczeństwu polskiemu przez władze komunistyczne, autorka stwierdza:

„Zabieg aborcji traktowany był przez społeczeństwo jak wyrwanie bolącego zęba. Ba, niektóre kobiety uważały, że regularne zachodzenie w ciążę, a potem jej usuwanie… to odmładzająca operacja kosmetyczna, poprawiająca samopoczucie i urodę. A personel medyczny nie niósł jeszcze kaganka oświaty”.

Na koniec tekstu pani Gielewska zadaje ważne pytania:

„Bo czy my również, ludzie współcześni, uznający za priorytet sprostanie oczekiwaniom władz administracyjnych, odgórnie narzucanym wskaźnikom, wytycznym, normom, ograniczeniom, rygorom budżetowym – zawsze postępujemy etycznie? I czy nie zostaniemy z upływem lat uznani przez następców za nieokrzesane prymitywy, bezmyślnie podporządkowujące się chwilowym regułom?”.

powinniśmy przede wszystkim wziąć pod rozwagę, że oprócz oceny przyszłych pokoleń podlegamy ocenie Pana Boga, który mówi jednoznacznie: „Nie będziesz mordował (Pwt 5,17) oraz nawet „nie będziesz czyhał na życie bliźniego” (Kpł 19,16). Odpowiedzialność osobista przed Bogiem dotyczy tego, jak stosowaliśmy w życiu Jego prawa i jak budowaliśmy cywilizację miłości.

Pani N. Dueholm zwraca uwagę, że obecna polska ustawa aborcyjna zezwala na aborcję eugeniczną (czyli na podstawie podejrzenia choroby dziecka) do momentu osiągnięcia dojrzałości wystarczającej do życia poza organizmem matki. Za ten „moment” przyjmuje się 23.-24. tydzień ciąży, choć więcej zależy od wagi niż od wieku dziecka. W przypadku ratowania życia i zdrowia matki nie ma żadnej ustawowej granicy czasowej, co może prowadzić do nadużyć. Różni lekarze coraz częściej przyznają, że obecnie praktycznie nie zdarza się, by aborcja była konieczna dla ratowania życia matki.

Możemy bez trudu zauważyć, że odmowa dziecku w łonie matki prawa do życia i dokonywanie aborcji w majestacie prawa prowadzi do jawnych zbrodni dzieciobójstwa, kiedy dziecko rodzi się żywe, ale jest niechciane. Jest to zwykły mechanizm pogrążania się w grzechu – jeden grzech pociąga za sobą drugi, za nim kolejny itd., aż człowiek jest uwikłany w grzechach po uszy. Dlatego jedyne wyjście z zaistniałej sytuacji to pokuta, uznanie zbrodniczej natury „zabiegu” aborcji, przyjęcie przebaczenia ze strony Miłosiernego Boga oraz zabranie głosu w obronie nienarodzonych. Wymaga tego zdrowy rozsądek, ludzkie sumienie, a przede wszystkim Boże prawo Miłości.

Święta Matka Teresa z Kalkuty, odbierając Pokojową Nagrodę Nobla, powiedziała:

„Największym niebezpieczeństwem dla pokoju jest aborcja. Jeśli możemy niszczyć życie, które ofiarowuje nam Bóg, lub jeśli matka może stać się katem swych dzieci, cóż możemy powiedzieć o innych morderstwach i wojnach w świecie?”.

Kilkanaście lat później w liście do Polaków napisała:

„Wnośmy prawdziwy pokój w naszą rodzinę, otoczenie, miasto, kraj, w świat. Zaczynajmy od pełnego miłości pokochania małego dziecka już w łonie matki. (…) Najbezpieczniejszym miejscem na świecie powinno być łono matki, gdzie dziecko jest najsłabsze i najbardziej bezradne, w pełni zaufania całkowicie zdane na matkę. I pamiętajcie, że Jezus powiedział: »Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili« (Mt 25,40)”.

Podobne treści znajdziesz w naszym sklepie:

Śmierć Zachodu Cywilizacja aborcji - Film Wybierz więc życie