Młodzież Nowości

Kościół przestrzenią miłości

Wrz 19, 2016 Marie Cofta

Na wyspie Réunion wi­dzia­łem Notre-Dame des Laves, mały biały ko­ściół, w cudowny sposób ocalony pod­czas wybuchu wul­ka­nu Piton de la Fo­ur­na­ise w 1986 roku. Wokoło wszyst­ko po­chło­nę­ła ognistopłynna lawa, ale sko­ro dotarła do drewnianych drzwi ko­ściół­ka, rozlała się na dwa stru­mie­nie, które opłynęły budynek wokoło, po­zo­sta­wia­jąc go nie­na­ru­szo­nym.

   Tak wy­glą­da Kościół w cza­sach wul­ka­nicz­nej erupcji seksualizmu. Ogień tak do­bry, gdy w zimowy wie­czór ogrze­wa swoim ciepłem, i tak strasz­ny, gdy wylewa go wul­kan, nisz­cząc wszystko po dro­dze. A prze­cież to ten sam ogień.

Tak jak w systemach to­ta­li­tar­nych Kościół stał się jedynym miej­scem, gdzie wolność czło­wie­ka była twar­do bra­na w obro­nę, nawet za cenę mę­czeń­stwa, tak dziś Kościół staje się jedynym miej­scem, gdzie ży­cie jest bez­wa­run­ko­wo bro­nio­ne, zwłaszcza gdy jest to życie naj­słab­szych. I je­dy­nym miejscem bez­wa­run­ko­wej ochrony mi­ło­ści przed wszyst­kim, co mo­gło­by ją znisz­czyć, zwłasz­cza wte­dy, gdy jest naj­słab­sza, to zna­czy u mło­dych i bar­dzo mło­dych.

Nic nie pomogą wszyst­kie pró­by za­żar­te­go an­ty­kle­ry­ka­li­zmu (trwa­ją­ce­go już od 1300 r.), ob­rzu­ca­nia Ko­ścio­ła oszczer­stwa­mi, pusz­cza­nia w obieg sta­rych i no­wych slo­ga­nów na jego te­mat. To nic no­we­go, że Ko­ściół dzie­li los swe­go Za­ło­ży­cie­la – prze­śla­do­wa­ne­go, oskar­ża­ne­go, ukrzy­żo­wa­ne­go. Za­rzu­ca się Ko­ścio­ło­wi, że jest ry­go­ry­stycz­ny, a on – jak pro­ro­cy – ma wzrok prze­ni­kli­wy, że jest nie­mod­ny, gdy on my­śli o przy­szło­ści świa­ta, że spóźnił się o całą re­wo­lu­cję, gdy on nosi w so­bie ziar­no re­wo­lu­cji, która „uczy­ni wszyst­ko nowe” (Ap 20, 9).

Kościołowi zarzuca się, że od­wra­ca się od sek­su­al­no­ści, a tym­cza­sem kto ma równie po­zy­tyw­ną, wszech­stron­ną, głę­bo­ko ludzką jej wizję?

Nikt nie zrobił więcej niż Jan Pa­weł II, aby powstrzymać pla­gę AIDS; nikt tylu młodym nie przy­wró­cił wia­ry w sens życia i w miłość, co on, mó­wiąc do nich bezpośrednio w 75 kra­jach, a przez media do mi­lio­nów na całym świecie. Oto, co im gło­si:

Jesteście po­wo­ła­ni, aby sta­nąć w obro­nie ży­cia! Aby sza­no­wać ta­jem­ni­cę życia i bro­nić go za­wsze i wszę­dzie, także ży­cia nie­ na­ro­dzo­nych dzie­ci, a za­ra­zem oka­zy­wać re­al­ną po­moc i nieść otu­chę mat­kom, któ­re zma­ga­ją się z trud­no­ścia­mi. Je­ste­ście po­wo­ła­ni, aby mo­dlić się i dzia­łać prze­ciw abor­cji, prze­ciw wszel­kim for­mom prze­mo­cy, w tym tak­że prze­ciw dep­ta­niu god­no­ści ko­biet i dzie­ci przez por­no­gra­fię. (…)

Stań­cie w obro­nie mał­żeń­stwa i ży­cia ro­dzin­ne­go! Stań­cie w obro­nie czy­sto­ści! Nie ule­gaj­cie na­ci­skom i po­ku­som świata, który zbyt często pró­bu­je lek­ce­wa­żyć najbardziej pod­sta­wo­wą praw­dę: że każde ży­cie jest da­rem Boga Stwór­cy i że musimy zdać spra­wę przed Stwór­cą z tego, czy uży­li­śmy go dla dobrych, czy dla złych ce­lów. (…)

Nie lę­kaj­cie się, moc Ducha Świętego jest z wami! Przyjdź, Du­chu Święty, napełnij serca swoich wier­nych! Roz­pal w nich pło­mień Twojej mi­ło­ści! Amen.

Wzywał ich też, aby zbun­to­wa­li się przeciw cywilizacji ego­izmu. Tylu młodych ustrzegło się wi­ru­sa HIV, ponieważ papież i ludzie myślący jak on podtrzymywali ich w walce o zachowanie swojej czystości. To pa­pież, wbrew wście­kłym ata­kom skie­ro­wa­nym przeciw niemu ze stro­ny tych, którzy biadolą nad już za­ra­żo­ny­mi, zamiast w czas umieć ustrzec przed wirusem, jest na czele re­wo­lu­cji w imię seksualności zin­te­gro­wa­nej w miłości.

W Kościele miłość może roz­kwi­tać, może dojrzewać w całym swo­im pięk­nie, ponieważ przyświeca jej Słońce Boże, rzucając na tajemnicę miłości promienie swojego Serca. W nim mi­łość jest złączona z Mi­ło­ścią. W nim czystość i wierność stają się ra­do­sne, rozświetlone, wyzwalające. W nim ko­chać – to iść drogą szczęścia, szczęścia bez końca, na­wet jeśli trzeba przejść przez krzyż. Ale przez krzyż, którego wła­śnie miłość uczy­ni­ła chwa­leb­nym, da­ją­cym ży­cie. W Ko­ście­le mi­łość jest zrów­no­wa­żo­na, wy­zwo­lo­na, ura­to­wa­na!

My to wiemy: nic i nikt tego nie uda­rem­ni, gdyż Ko­ściół należy do Tego, któ­ry jest Życiem – i co krok w historii mamy na to do­wo­dy. Od 2000 lat prze­śla­do­wa­nia na­stę­po­wa­ły jedne po dru­gich. Sami by­li­śmy ich świad­ka­mi w cią­gu na­sze­go koń­czą­ce­go się stu­le­cia: 70 lat okrut­ne­go nisz­cze­nia chrze­ści­jań­stwa przez re­żim ko­mu­ni­stycz­ny, za­koń­czo­ne przy­zna­niem się prze­śla­dow­ców do klę­ski. Nie, ża­den system to­ta­li­tar­ny nie utrzy­mał Ko­ścio­ła w ka­ta­kum­bach dłużej niż kilka dzie­sią­tek lat. A to dla­te­go, że Chry­stu­sa ka­mień gro­bo­wy zdołał przy­kryć tyl­ko na kilka godzin.

Żaden huragan ani burza na morzu nie spo­wo­du­je za­to­nię­cia ło­dzi Pio­tro­wej. Może nabrać wody, nie­bez­piecz­nie się prze­chy­lić – tak! Za­to­nąć – ni­gdy! Zba­wi­ciel, Pan życia, pły­nie w nim ra­zem z nami i choćby spał, to co? Kogo i cze­go mamy się bać?

„Dla nas, mło­dych, Kościół jest darem Chrystusa”. Oto wy­zna­nie młodego czło­wie­ka, Pier­re’a-Louisa Letaillieura: „Mam 21 lat, jestem stu­den­tem filologii i gdy czy­ta­łem wczo­raj w gazecie ka­to­lic­kiej głosy czy­tel­ni­ków, moja cier­pli­wość się skoń­czy­ła. Już nie mogę! Nie mogę dłu­żej słu­chać i czy­tać czter­dzie­sto­lat­ków, do­brych ka­to­li­ków, po­wta­rza­ją­cych w kółko, że trzeba się otwo­rzyć, że »pa­pież jest za­co­fa­ny«, że »Ko­ściół nie nadąża…« itd. Czy ci, którzy uwa­ża­ją się za do­brych ka­to­li­ków, nie mają nic lep­sze­go do roboty, jak kry­ty­ko­wać Ko­ściół na wszyst­kie spo­so­by? Wzrosłem w tej at­mos­fe­rze, wśród księ­ży, któ­rzy wma­wia­li mi, że papież jest daleki i da­le­ko… W tej »ka­te­chi­za­cji otwar­tej« Wielkim Nie­obec­nym jest też Jezus Chry­stus… Gdzie jest Jezus? Gdzie mo­dli­twa? Gdzie jest mi­ło­sier­dzie? Gdzie Ewan­ge­lia? Starsi muszą zro­zu­mieć jed­ną rzecz: my, mło­dzi, mamy w no­sie re­wo­lu­cję! My chce­my Boga! My jesteśmy spragnieni praw­dzi­we­go ideału, wy­so­kie­go szczy­tu do zdo­by­cia, a nie ślizgania się po błotku. Kościół jest w ruchu, tak! W Stanach Zjed­no­czo­nych ty­sią­ce mło­dych po­dej­mu­je czystość przed­mał­żeń­ską, we Francji to też na­bie­ra ru­mień­ców. Coraz wię­cej z nas od­kry­wa, że Kościół nie jest in­sty­tu­cją umar­łą, ale jest da­rem mi­ło­ści Je­zu­sa Chry­stu­sa, że Eu­cha­ry­stia i sa­kra­ment prze­ba­cze­nia nie są sym­bo­la­mi, ale jest w nich obecny żywy Je­zus. Nie tyl­ko nie wsty­dzi­my się tego, że je­ste­śmy chrze­ści­ja­na­mi, ale rów­nież, że je­ste­śmy ka­to­li­ka­mi: Je­zus nas zbawia od grze­chów, dla­cze­go to ukry­wać?

Na zakończenie chciał­bym bła­gać na kolanach na­szych księży i bi­sku­pów, aby modlili się wię­cej i mó­wi­li choć tro­chę więcej o Jezusie Chry­stu­sie”.

(oprac. Teresa Tyszkiewicz)

Podobne treści znajdziesz w naszym sklepie:

twoje-cialo_218x310 modlitewnik-dla-mlodziezy_218x310 poniewaz-prawdziwa-milosc_218x310