Historia Kościoła Nowości

Kościół w PRL – Kościół Męczenników cz.1

Sty 24, 2017 Grzegorz Kucharczyk

W okresie PRL Kościół w Polsce był przede wszystkim Kościołem męczenników (a nie agentów czy „osób uwikłanych”). Za wierność Bogu i Kościołowi wielu księży płaciło cenę najwyższą. Często są to przykłady męczeństwa mało znanego, zapomnianego niemal. Ale – jak uczył Jan Paweł II w 1999 r. w Toruniu – naszym obowiązkiem jest pamiętać o męczennikach.

Na łamach Miłujcie się! niejednokrotnie poruszana była tematyka prześladowania Kościoła w okresie komunistycznej dyktatury. Jak się okazuje – zwłaszcza w kontekście pojawiających się co rusz w mediach rewelacji odnoszących się do jednostkowych przykładów przenikania agentury bezpieki do struktur Kościoła – trzeba przypominać prawdę podstawową: w okresie PRL Kościół w Polsce był przede wszystkim Kościołem męczenników (a nie agentów czy „osób uwikłanych”). Za wierność Bogu i Kościołowi wielu księży płaciło cenę najwyższą. Często są to przykłady męczeństwa mało znanego, zapomnianego niemal. Ale – jak uczył Jan Paweł II w 1999 r. w Toruniu – naszym obowiązkiem jest pamiętać o męczennikach.

„Za zdradę i szpiegostwo”

Pierwszym katolickim biskupem aresztowanym przez komunistów po 1944 r. był unicki (grekokatolicki) biskup Przemyśla Jozafat Kocyłowski (ur. w r. 1876). Mimo nacisków – najpierw NKWD, a potem UB – nie wyparł się wierności dla Stolicy Apostolskiej i nie chciał opuścić swojej diecezji. W czerwcu 1946 r. UB przekazało go Sowietom, którzy skazali go (formalnie polskiego obywatela) „za zdradę i szpiegostwo” na zesłanie do łagru. Trafił do podkijowskiego łagru Czapajewka, gdzie zmarł w listopadzie 1947 r.

Sufragan biskupa Kocyłowskiego, Hryhorij Łakota (ur. w r. 1883), został również aresztowany w czerwcu 1946 r. i przekazany NKWD. Za „szpiegostwo na rzecz Hitlera i Watykanu” został skazany na 10 lat łagru. Zmarł w szpitalu więziennym w 1950 r.

Represje przed 1947 r. dotykały również łacińskie katolickie duchowieństwo, zwłaszcza tych księży, którzy byli kapelanami w oddziałach zbrojnego podziemia niepodległościowego, względnie znani byli ze swoich antykomunistycznych kazań. Z kilkunastu przypadków ofiar UB wymieńmy tylko parę.

Ksiądz Michał Pilipiec (ur. w r. 1912) był kapelanem Armii Krajowej w diecezji przemyskiej. W grudniu 1944 r. został aresztowany przez NKWD i poddany okrutnemu śledztwu w rzeszowskiej siedzibie UB. Jeden z jego współwięźniów pozostawił relację:

„Upłynęła prawie godzina czasu, gdy otworzono drzwi i do celi wepchnięto księdza Michała Pilipca. Znęcano się nad nim zajadle. Nie mógł stać o własnych siłach. (…) Był strasznie zmasakrowany. Jego sutanna była w wielu miejscach popękana. Na ciele miał wiele ran. Z pęknięć skóry na głowie sączyła się krew. Wił się z bólu”.

W nocy z 7 na 8 grudnia 1944 r. ksiądz Pilipiec, wraz z innymi skazańcami, został zamordowany strzałem w tył głowy („znak rozpoznawczy” NKWD) w Lasach Głogowskich pod Rzeszowem.

Nienawiść komunistów ściągnął na siebie również ks. Michał Rapacz (ur. w r. 1904) z archidiecezji krakowskiej. Piętnowanie komunistycznej przemocy w kazaniach przed referendum w 1946 r. naraziło go na pogróżki od „nieznanych sprawców”. 11 maja 1946 r. agresorzy przeszli od pogróżek do działania. Ksiądz Rapacz został uprowadzony ze swojej plebanii w Płokach (powiat chrzanowski) i zastrzelony w pobliskim lesie. Następca zamordowanego kapłana na probostwie w Płokach pisał do księcia-metropolity Sapiehy:

„Ksiądz Michał padł jako ofiara bandy bezbożniczej spod znaku dzisiejszego tajnego aktywu PPR. Ten tajny aktyw PPR miał właśnie ostatnio wydać aż 12 wyroków śmierci na księży i dobrych katolików podejrzanych o »wrogie« nastawienie do demokracji dzisiejszej”.

We wrześniu 1946 r. funkcjonariusz MO zastrzelił ks. Stanisława Ziółkowskiego (ur. w r. 1904) z diecezji kieleckiej. Zamordowany kapłan był kapelanem jednego z oddziałów AK. Od zakończenia wojny poddany był ciągłym naciskom UB i MO, by zaprzestał wygłaszania „politycznych kazań”. Morderca księdza wyszedł na wolność już w 1950 r.

Kościół – reakcyjna siła

W październiku 1947 r., podczas odprawy kierownictwa Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego poświęconej walce z Kościołem, minister Stanisław Radkiewicz uznał Kościół katolicki w Polsce za

„najbardziej zorganizowaną reakcyjną siłę występującą przeciwko obozowi demokracji. (…) Trzeba bić takiego wroga jak kler. Mamy bowiem do czynienia z przeciwnikiem najbardziej wyrafinowanym, najlepiej umiejącym posługiwać się podstępem i tym wszystkim, co łączy się z pojęciem jezuici”.

Zachęty i ponaglenia płynęły również z sowieckiej ambasady w Warszawie. W lipcu 1949 r. ambasador Wiktor Lebiediew donosił swoim zwierzchnikom w Moskwie:

„Kościół w Polsce w ciągu czterech lat walki o umocnienie demokracji nie doznał żadnego poważnego uszczerbku. (…) W dziedzinie walki z Kościołem nasi polscy przyjaciele znajdują się dopiero na samym początku realizacji tego swego zadania. Rozumieją oni jednak, że zadanie to wysuwa się obecnie na pierwszy plan”.

W eliminowanie „obskurantyzmu” miał być zaangażowany cały aparat partyjny. W 1949 r. w broszurze adresowanej do kadr partyjnych, a zwłaszcza do funkcjonariuszy Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego pisano:

„Musi być zwalczana i polityczna działalność reakcyjnej części kleru katolickiego. Nie może liczyć na bezkarność ksiądz, który wykorzystuje uroczystości religijne dla celów politycznych. Ksiądz, który wygłasza kazania polityczne, musi być traktowany jako mówca wiecowy. Jeśli jego przemówienie zawiera cechy wystąpienia antypaństwowego, podburzania mas do walki z ustrojem czy urządzeniami Państwa Polskiego, to musi być ścigany i karany tak jak przestępca polityczny”.

Nasilona po 1947 r. walka z Kościołem miała swoje rozmaite aspekty. Uderzono przede wszystkim w szkołę i obecność tam katolickiej katechezy (temu towarzyszyło promowanie ateistycznego modelu wychowania, poprzez wspieranie szkół powstających pod patronatem Towarzystwa Przyjaciół Dzieci). Zlikwidowano „Caritas”, uniemożliwiano powołanie administratur apostolskich na Ziemiach Zachodnich. Zintensyfikowano również politykę fizycznego terroru wobec katolickiego duchowieństwa.

Szacuje się, że w latach 1945 – 1956 w komunistycznych więzieniach przebywało ponad 1000 kapłanów (diecezjalnych i zakonnych), czyli ok. 10% ogólnej liczby polskich księży. Mnożyły się również przypadki tych kapłanów, którzy za wierność Kościołowi i niezłomność w piętnowaniu nieprawości „ustroju ludowej sprawiedliwości” zapłacili cenę najwyższą.

Funkcjonariusze UB i MO dosłownie zinterpretowali słowa swojego zwierzchnika o konieczności „bicia takiego wroga jak kler”. Zwłaszcza gdy dotyczyło to księży silnie oddziałujących na opinię publiczną jako redaktorzy pism katolickich albo gorliwi duszpasterze. Spośród dziesiątek w ten sposób represjonowanych kapłanów wymieńmy zaledwie kilka przykładów.

Ksiądz Zygmunt Kaczyński

Ksiądz Zygmunt Kaczyński (ur. w 1894 r.), przedwojenny dyrektor Katolickiej Agencji Prasowej, w czasie wojny był kapelanem prezydenta RP Władysława Raczkiewicza i członkiem rządu polskiego (w gabinecie Stanisława Mikołajczyka jako minister wyznań religijnych i oświecenia publicznego).

W 1945 r. ks. Kaczyński po powrocie do kraju został redaktorem katolickiego Tygodnika Warszawskiego. Zastosowane wobec niego represje było częścią akcji zmierzającej do likwidacji redagowanego przez niego pisma, co nastąpiło już w 1946 r. Komuniści ocenili tygodnik redagowany przez ks. Kaczyńskiego jako o wiele niebezpieczniejszy od krakowskiego Tygodnika Powszechnego, przede wszystkim z racji bezkompromisowego antykomunizmu głoszonego na łamach warszawskiego periodyku.

W kwietniu 1949 r. ks. Kaczyński został aresztowany przez UB (po raz drugi, pierwszy raz pod koniec sierpnia 1948 r.). Dwa lata później, po okrutnym śledztwie, został skazany na dziesięć lat więzienia. Odmowa złożenia wyczerpujących zeznań o swojej działalności (zwłaszcza tej z okresu wojennego) oznaczała dla niego dodatkowe udręczenia podczas odbywania kary w mokotowskim więzieniu: kilkumiesięczne pobyty w ciemnej, wilgotnej celi, stałe palenie światła w celi itd. Mimo to kapłan nie dał się złamać. Parę dni przed swoją śmiercią, która nastąpiła 13 maja 1953 r., mówił odwiedzającej go siostrze:

„Nie lękaj się, ja się nie dam złamać. Jestem tu potrzebny dla tych, co się załamują”.

Prymas Polski kardynał Stefan Wyszyński napisał o ks. Kaczyńskim, że

„stał się symbolem, a swą dzielną postawą w ciągu czterech lat pobytu w więzieniu dał wspaniały przykład ducha kapłańskiego”.

Bezkompromisowość w piętnowaniu komunistycznej ideologii kosztowała życie ks. Jana Szczepańskiego (ur. w 1890 r.) z diecezji lubelskiej. UB porwało go w nocy z 22 na 23 sierpnia 1948 r. z jego plebanii w Brzeźnicy Bychawskiej. Po dwóch tygodniach ciało księdza zostało wyłowione z Wieprza. Zwłoki kapłana nosiły ślady tortur: zerwane paznokcie z jednej ręki i nogi, wydłubane oczy, wycięte język i genitalia.

Ksiądz Władysław Gurgacz

Przytoczone słowa ministra Radkiewicza dowodnie przekonują, że dla szefostwa bezpieki teoria spiskowa o wszechwładnych wpływach jezuitów była miarą oceny współczesnego im Kościoła katolickiego w Polsce. UB-ecką wizję jezuitów jako „najgorszych z najgorszych” potwierdzały losy ks. Władysława Gurgacza (ur. w r. 1914). Kapłan ten, członek Towarzystwa Jezusowego, był jednym z najbardziej popularnych rekolekcjonistów krakowskiej archidiecezji, a przy tym związany z działalnością polskiego podziemia niepodległościowego. Z tego powodu stał się przedmiotem histerycznego ataku komunistycznej propagandy (jako „jeden z krwawych jezuitów dwudziestego wieku”). Gdy słowa nie przyniosły rezultatu, przystąpiono do czynów. Ksiądz Gurgacz przeżył dwa zamachy na swoje życie.

Został aresztowany w ramach rozbijania przez UB działającej na Sądecczyźnie Polskiej Podziemnej Armii Niepodległościowej, której był kapelanem. By nie opuścić więzionych towarzyszy, dobrowolnie oddał się w ręce bezpieki. Nie dał złamać się w śledztwie, a władze zrezygnowały podobno z transmitowania przez radio procesu żołnierzy Armii Niepodległościowej właśnie z powodu płomiennej wymowy ks. Gurgacza. 13 sierpnia 1949 r. sąd wojskowy w Krakowie skazał go na karę śmierci. Miesiąc później wyrok wykonano w krakowskim więzieniu na Montelupich.

Ksiądz Tomasz Rostworowski

Kontakty z niepodległościowym podziemiem były również przyczyną aresztowania innego członka Towarzystwa Jezusowego, ks. Tomasza Rostworowskiego, którego sąd wojskowy skazał we wrześniu 1951 r. na 12 lat więzienia. W uzasadnieniu wyroku sędziowie napisali, że na tak surowy wyrok ks. Rostworowski zasłużył nie tylko kontaktami (podczas swojej pracy duszpasterskiej w Łodzi) z podziemiem, ale również jako moderator sodalicji mariańskiej. Działając w tym charakterze, „skierował działalność części członków tej organizacji przeciwko żywotnym interesom narodowym, ustrojowym i politycznym Państwa Polskiego”. Ksiądz Rostworowski opuścił więzienie po odbyciu połowy kary (tj. we wrześniu 1956 r.). W latach 1967 – 1974 był kierownikiem Sekcji Polskiej Radia Watykańskiego. Zmarł w opinii świętości w marcu 1974 r.

Ksiądz Stanisław Nawrocki

„Antypaństwowa” działalność sodalicji mariańskiej była podstawą do postawienia zarzutów i aresztowania ks. Stanisława Nawrockiego SI, którego we wrześniu 1951 r. skazano również na 12 lat więzienia. Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie orzekł bowiem, że

„jako promotor Sodalicji Mariańskiej Akademickiej i działacz Centralnych Ośrodków Dyspozycyjnych tej organizacji inspirował działalność jej członków przeciwko żywotnym interesom narodowym, ustrojowym i politycznym Państwa Polskiego”.

Ksiądz Nawrocki spędził w więzieniu sześć lat. W kwietniu 1956 r. na nowo podjął pracę duszpasterską wśród krakowskich studentów.

Ksiądz Roch Łaski i ksiądz Rudolf Marszałek

Dramatyczne losy Kościoła w Polsce w XX wieku, Kościoła poddanego represjom dwóch totalitaryzmów (najpierw narodowosocjalistycznego, a potem komunistycznego) odzwierciedlało życie ks. Rocha Łaskiego (ur. w r. 1902) z diecezji łódzkiej oraz ks. Rudolfa Marszałka (ur. w r. 1911) z Towarzystwa Chrystusowego.

Pierwszy z wymienionych duchownych w czasie II wojny światowej był jednym z kapłanów-więźniów obozu koncentracyjnego w Dachau. Po powrocie do kraju w 1946 r. ks. Łaski stał się przedmiotem stałych napaści ze strony UB. Torturami próbowano go bezskutecznie zmusić do agenturalnej współpracy. Został aresztowany w Wielki Piątek 1949 r. Na przesłuchanie do UB został przewieziony wprost od ołtarza. Śledztwa bezpieki nie przeżył. Jeden z funkcjonariuszy UB zapewniał go:

„Ksiądz mógł Dachau przeżyć, ale UB ma lepsze metody i tu ksiądz nie przeżyje”.

Rzeczywiście, oprawcy z UB byli skuteczniejsi… Ksiądz Łaski zmarł 13 maja 1949 r.

Ksiądz Rudolf Marszałek z Towarzystwa Chrystusowego, jako oficer i kapelan Wojska Polskiego, w latach 1939–40 był przewodnikiem polskich oficerów przez Słowację na Węgry, w następstwie czego został aresztowany i uwięziony w Wiedniu. Później był duszpasterzem na Podbeskidziu w miejscowości Bystra–Wilkowice i kapelanem oddziałów AK i NSZ. Działał także jako kurier między Okręgiem Śląskim NSZ a Brygadą Świętokrzyską NSZ, która przedostała się do amerykańskiej strefy okupacyjnej w Niemczech. Awansowany został wtedy do stopnia majora. Z polecenia biskupa Gawliny (biskupa polowego Wojska Polskiego, po 1945 r. duszpasterza Polonii i emigracji) ks. Marszałek prowadził działalność duszpasterską wśród polskich żołnierzy i ludności cywilnej przebywającej w tym sektorze. Po powrocie do kraju w grudniu 1946 r. został aresztowany i osadzony w więzieniu mokotowskim w Warszawie. W styczniu 1948 r. skazany przez sąd wojskowy na czterokrotną karę śmierci. 10 marca 1948 r. został rozstrzelany w więzieniu na Mokotowie. Prezydent nie skorzystal z prawa łaski, na podaniu o ułaskawienie napisano:

„wyrok należy wykonać natychmiast”.

(cdn.)

Podobne treści znajdziesz w naszym sklepie: