Miłosierdzie Boże Zobacz

Koronka do miłosierdzia Bożego – niezwykła modlitwa

Cze 24, 2019 Jan Bilewicz

Dnia 13 września 1935 r. św. Faustyna zobaczyła w mistycznej wizji „anioła, wykonawcę gniewu Bożego”. „Zaczęłam błagać Boga za światem słowami wewnętrznie słyszanymi” – pisze mistyczka w Dzienniczku (474) – a były to słowa Koronki do miłosierdzia Bożego. „Kiedy się tak modliłam, ujrzałam bezsilność anioła i nie mógł wypełnić sprawiedliwej kary, która się słusznie należała za grzechy” (Dz. 475).

Następnego dnia rano siostra usłyszała w sercu słowa:

„Modlitwa ta jest na uśmierzenie gniewu mojego” (Dz. 476).

Potem Pan Jezus podał, jakie modlitwy i w jakiej kolejności należy odmawiać.

Odmawianie koronki nie może jednak polegać na automatycznym recytowaniu wyuczonych słów. Wiemy dobrze, że taka modlitwa byłaby pusta. Chcemy wykorzystać cały jej ogromny potencjał. Musimy więc, odmawiając ją, zaangażować nie tylko usta, ale również wyobraźnię, myśli, serce, a nade wszystko wolę. W jaki sposób?

Jak odmawiać koronkę?

Kiedy odmawiamy różaniec, usta wypowiadają słowa modlitw (Ojcze nasz, Zdrowaś, Maryjo i Chwała Ojcu) stanowiących tło do rozważań. Różaniec jest przede wszystkim modlitwą medytacyjną, a więc wyobraźnia i myśli modlącego się powinny się skupić na danej tajemnicy z życia Jezusa i Maryi.

Na przykład rozpoczynając pierwszą część różańca, widzimy oczyma wyobraźni młodą kobietę, do której przychodzi niespodziewanie anioł. Jest przestraszona. Anioł ją uspokaja. Mówi, że jest wyjątkowo obdarowana przez Boga, przepełniona łaską, że porodzi Syna itd.

Słyszymy w sercu dialog, jaki prowadzi niebo z ziemią, i staramy się odkryć prawdę, wysnuć wniosek.

Inni modlą się na różańcu w sposób kontemplacyjny, to znaczy angażują nie tyle myśli, ile serce. Po prostu trwają przy kochającej Matce. Chcą odczuć Jej miłość. Można modlić się na różańcu na wiele różnych sposobów.

A jak odmawiać koronkę? Tym razem słowa modlitw nie są tłem do rozważania, ale wprost wskazują i stale przypominają nam, co mamy robić – jak zaangażować myśli i wolę. Po modlitwach wstępnych mówimy:

„Ojcze Przedwieczny, OFIARUJĘ Ci Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo najmilszego Syna Twojego…”.

Przychodzę więc do Ojca z darem. Chcę Mu coś OFIAROWAĆ.

Co zwykle ofiarujemy Bogu? Dary materialne: składając ofiarę w niedzielę albo w inny sposób dając jałmużnę. Przynosimy również dary duchowe: nasze cierpienia, wyrzeczenia, prace, modlitwy, posty itp. Czynimy to w różnych intencjach. Pragniemy przez te ofiary uprosić miłosierdzie Boże dla kogoś lub dla siebie albo zadośćuczynić za grzechy.

Odmawiając koronkę, chcemy ofiarować Bogu także duchowe dary, ale nieporównywalnie większe niż nasze własne: Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo Jezusa. Chodzi o Ciało Syna Bożego, umęczone na krzyżu i Krew płynącą z Jego ran. Mamy robić to, co wypowiadają usta…

Zwróćmy uwagę, że ofiarę z Ciała i Krwi, męki i śmierci Jezusa składa Bogu kapłan w czasie Mszy św. Dlatego nazywamy ją również „Najświętszą Ofiarą”. Katechizm Kościoła Katolickiego mówi:

„Eucharystia jest więc ofiarą, ponieważ u-obecnia (czyni obecną) ofiarę krzyża…” (1366).

„W tej Boskiej ofierze dokonującej się we Mszy św. jest obecny i w sposób bezkrwawy ofiarowany ten sam Chrystus, który na ołtarzu krzyża ofiarował samego siebie w sposób krwawy” (KKK 1367).

Warto zatrzymać się dłużej przy tych słowach. Uczestnicząc we Mszy św., stoimy pod krzyżem tak jak Maryja i Jan, czy raczej z Maryją i Janem, ponieważ w trakcie Eucharystii uobecnia się męka i śmierć Chrystusa, a On sam jest OFIAROWANY Ojcu Przedwiecznemu.

Obecnie na świecie żyje ponad 400 tys. kapłanów. Ogromna większość z nich odprawia każdego dnia Mszę św., a czasami nawet więcej niż jedną. Kiedy w Europie jest godz. 24.00 i na ogół nie sprawuje się Najświętszej Ofiary, w Nowym Jorku jest godz. 18.00, w Los Angeles 15.00, a w Australii 7.00 rano. Bezustannie gdzieś uobecnia się kalwaryjska ofiara Chrystusa.

Siostra Faustyna pisze:

„Gdy się pogrążyłam w modlitwie i połączyłam ze wszystkimi Mszami, jakie się w tej chwili odprawiają na całym świecie, błagałam Boga przez te wszystkie Msze Święte o miłosierdzie dla świata” (Dz. 1783).

Każdy może zrobić to samo co s. Faustyna, odmawiając koronkę: połączyć się duchowo ze wszystkimi Mszami św. aktualnie odprawianymi gdziekolwiek na świecie. Tam uobecnia się męka Chrystusa, którą chcemy ofiarować Ojcu Przedwiecznemu.

Modląc się, nie wspominamy wydarzeń sprzed 2 tys. lat, ale duchowo uczestniczymy w tym, co dzieje się w tej chwili. Za każdym razem, gdy wypowiadamy słowa:

„Dla Jego bolesnej męki…”,

możemy ponowić akt ofiarowania Bogu skrwawionego Ciała Jego Syna.

W koronce angażujemy głównie wolę, ponieważ złożenie ofiary jest aktem woli. Dobrze, gdybyśmy zaangażowali także wyobraźnię i uczucia, patrząc oczyma duszy na konanie i śmierć Zbawiciela na krzyżu.

„Miłosierdzie ducha”

Za kogo modliła się s. Faustyna? Dla kogo prosiła o miłosierdzie? Oto dalszy ciąg powyższego fragmentu Dzienniczka:

„błagałam Boga przez te wszystkie Msze o miłosierdzie dla świata, a szczególnie dla biednych grzeszników, którzy w tej chwili zostają w skonaniu. I w tej chwili otrzymałam od Boga odpowiedź wewnętrzną, że tysiąc dusz otrzymało łaskę za pośrednictwem modlitwy, którą do Boga zanosiłam” (Dz. 1783).

Siostra tym razem prosiła szczególnie za konających grzeszników, „przez te wszystkie Msze”, czyli ze względu na Ofiarę Jezusa w nich uobecnioną. Tysiąc osób otrzymało jakąś łaskę.

Koronka stanie się dla nas wyjątkowo skutecznym instrumentem (na przykład w ratowaniu przed potępieniem konających grzeszników), o ile tylko podejmiemy wysiłek, aby odmawiać ją starannie.

Pan Jezus nie chciał, aby rozmowy, rady i nauki skierowane do s. Faustyny pozostały tajemnicą między Nim a Jego oblubienicą. Dzienniczek został napisany dla pouczenia wszystkich.

Jaką naukę zaczerpnąć z przytoczonego wyżej fragmentu? Oto konkretna, praktyczna propozycja. Rozpocznijmy od uświadomienia sobie, że w każdej sekundzie gdzieś na świecie umierają średnio dwie osoby.

Stale płynąca strużka odchodzących z tego świata liczy ok. 120 osób w ciągu minuty. Z pewnością zbawienie wieczne części z nich jest zagrożone. Zaniedbali rzeczy najważniejsze, życie przeciekło im przez palce, a teraz dobiega już kresu. Kończy się czas miłosierdzia, a oni znajdują się tuż przed bramą piekła…

Robię znak krzyża. Staję w obecności Bożej. Ojciec słyszy mnie i patrzy na mnie z miłością, tym bardziej że zamierzam zrobić coś, co jest Mu bardzo miłe. Chcę mianowicie mimo wszystko ratować „biednych grzeszników”. Mimo Bożego gniewu proszę dla nich o ostatnią szansę… Wzbudzam intencję:

„Tę koronkę ofiaruję za wszystkich, którzy odejdą do wieczności w czasie jej odmawiania, a których zbawienie jest zagrożone”. (Umrze w tym czasie co najmniej 800-900 osób). Albo: „za tych, którzy skonają w ciągu najbliższej godziny (ponad 7 tys. osób) czy najbliższej doby (ok. 170 tys. osób)”.

Ojcze, „daj mi dusze” (Dz. 1426)

– powtórzę za s. Faustyną szczerze i z przekonaniem. Łączę się duchowo ze wszystkimi Mszami św. odprawianymi w tej chwili gdziekolwiek na świecie.

Teraz patrzę na uobecnioną tam mękę Syna Bożego i ofiaruję Ojcu Przedwiecznemu Jego Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo. Ponawiam ten akt przy każdym powtórzeniu prośby:

„Dla Jego bolesnej męki miej miłosierdzie dla nas i świata całego”.

Zadośćczynię sprawiedliwości Bożej, proszę o zmiłowanie i ocalenie.

Modlić uczymy się całe życie. Najlepiej robić to przez systematyczną praktykę. Duch Święty nas poprowadzi. Bądźmy tylko cierpliwi i wytrwali, jak w nauce każdej innej rzeczy. Niech nas motywuje świadomość, że modlitwa jest uczynkiem miłosierdzia. Za pomocą koronki możemy uprosić wielkie rzeczy. Nawet uratować komuś (wielu osobom) życie. I to życie wieczne!

Czynienie dobra innym nadaje sens naszej ziemskiej pielgrzymce, powoduje, że sami otrzymujemy dobro, a – co najważniejsze – gromadzi nam „skarby w niebie”. Pan Jezus powiedział:

„napisz to dla dusz wielu, które nieraz się martwią, że nie mają rzeczy materialnych, aby przez nie czynić miłosierdzie. Jednak o wiele większą zasługę ma miłosierdzie ducha, […] jest ono przystępne dla wszelkiej duszy. […] O, gdyby dusze umiały gromadzić sobie skarby wieczne…” (Dz. 1317).

Mówią święci

Podobnie jak s. Faustynę Pan Jezus zachęcał także innych świętych do składania Bogu Jego ofiary na krzyżu. Do bł. Katarzyny Emmerich powiedział:

Czy nie wierzysz, że dzieje się coś na niebie i na ziemi, gdy mnie skrwawionego ofiarujesz razem z sobą Ojcu? Na cóż służyłyby moje boleści? […] Każda modlitwa ma swój odzew, którego ty nie słyszysz. Proś… proś. W każdej minucie możesz ocalić tysiące dusz. Pomyśl. Proś. Kochaj. Proś usilnie”.

Święta Maria Magdalena de Pazzi została pouczona przez Ducha Świętego, że ofiarowanie Bogu Krwi Chrystusowej i Jego męki ma wielką moc przebłagania Boga. Każdego dnia ofiarowała 50 razy Krew Najświętszą za żyjących i zmarłych. (Właśnie 50 razy możemy to zrobić, odmawiając jeden raz koronkę). Pan Jezus pokazywał jej dusze, które w ten sposób nawróciła albo wybawiła z czyśćca. Pisała:

„Obawiajmy się, żeby braku poprawy u grzeszników nie policzył Pan Bóg na karb naszego niedbalstwa, bo gdybyśmy ofiarowali za nich gorące modlitwy i Krew Chrystusową, byłby ich Bóg bez wątpienia pojednał ze sobą dla naszych modłów i zachował od mąk wiecznych. Chciejmyż więc ustawicznie ofiarować Krew i mękę Pańską za grzeszników!”.

Do św. Mechtyldy Pan Jezus powiedział:

„Oto daję ci moją miłość Boską, moją pobożność i gorzką mękę: to wszystko oddaję ci na własność, abyś ją jako swoją znów Mnie oddać mogła”.

Święta Gertruda z kolei modliła się:

„Błagam Cię, najłaskawszy Zbawicielu, żebyś przywieść raczył kilku grzeszników zostających w niebezpieczeństwie potępienia do twej łaski świętej. Dla uzyskania tej mojej prośby ofiaruję Tobie przezacną ofiarę Mszy św.”.

Zmarła w 1955 r. świecka karmelitanka, służebnica Boża Kunegunda Siwiec zapisała w swoim dzienniczku duszy skierowane do niej słowa Pana Jezusa:

„Dałem ci skarby. Ofiaruj jak najczęściej Krew moją i łzy wylane Ojcu Niebieskiemu. Wielką liczbę dusz tym zbawisz. Skarby te daję ci na własność”.

I w innym miejscu:

„Zamiast rozmyślać, czyń akty miłości, ofiarując za zbawienie świata Krew moją wylaną, bo to jest najcenniejsza modlitwa, najwięcej przez nią możesz dusz zbawić”.

„Jak wielki jest skarb mojej Krwi najdroższej. Droższy nad wszystkie najlepsze czyny. Można ją w każdej chwili ofiarować za swoje i dusz zbawienie. Zadość czyni za dusze w czyśćcu, przejednywa sprawiedliwość Bożą. W każdej sekundzie przelewam ją w ofierze Mszy św.

Czym różni się koronka od innych modlitw? Czy nie każda modlitwa jest wielka, nawet ta nieumiejętna i najprostsza? Oczywiście – każde skierowanie myśli i serca ku Stwórcy wszystkiego oraz Źródła wszelkiego dobra ma niezastąpioną niczym wartość. Stworzenie bez Stwórcy ginie…

Modlitwy różnią się jednak między sobą. Ojcze nasz zawiera sześć próśb. Prosimy w swych potrzebach doczesnych i nadprzyrodzonych.

Gdy odmawiamy Zdrowaś, Maryjo, na początku powtarzamy słowa archanioła Gabriela, który wielbi przyszłą Matkę Jezusa, oraz wypowiadamy pozdrowienie Elżbiety, w drugiej zaś części prosimy o Jej wstawiennictwo w naszych obecnych potrzebach i w godzinie przejścia z tego świata do wieczności.

Odmawiając Litanię do Najświętszego Serca Pana Jezusa, medytujemy nad przymiotami Serca Jezusowego albo zawierzamy Mu ludzi, problemy i sprawy.

Kiedy odmawiamy koronkę, prosimy Ojca o miłosierdzie dla świata – i aby je otrzymać, ofiarujemy Mu największy z możliwych darów: trzygodzinne konanie na krzyżu Syna Bożego, Jego sączącą się z ran Krew, bolejące Ciało i Duszę zmaltretowaną ludzką bezmyślnością i złością.

Koronka jest instrumentem do składania Ojcu ofiary Jezusa na krzyżu. Cóż mogłoby skuteczniej zadośćuczynić za grzechy i uśmierzyć Boży gniew? Skuteczniej uprosić miłosierdzie? Nic większego nie można Mu ofiarować, bo nie ma nic większego na ziemi i na niebie. Nie dziwią więc słowa s. Faustyny:

„Dał mi Pan poznać, że przez tę modlitwę wszystko uprosić można” (Dz. 1128).

Podobne treści znajdziesz w naszym sklepie:

Cuda Miłosierdzia Bożego - dwie książki w cenie jednejW strumieniach miłosierdzia