Młodzież Zobacz

Jezus uwolnił mnie

Cze 10, 2019 Świadectwo

Najlepsze lata młodości spędziłem w szponach pornografii, samogwałtu i narkotyków, próbując zagłuszyć ból, którego nie umiałem nazwać

Początki uzależnienia

Pierwszy kontakt z pornografią miałem około siódmego roku życia. Od tego momentu mój świat zaczął pogrążać się w ciemności i przez następne dwie dekady to uzależnienie niszczyło moje życie. Alkoholizm mojego ojca oraz przemoc w domu nie pomagały w dostrzeganiu problemów domowników, w tym także moich…

Z biegiem czasu stałem się introwertykiem; miewałem myśli samobójcze, wszedłem w świat używek. Najlepsze lata młodości spędziłem w szponach pornografii, samogwałtu i narkotyków, próbując zagłuszyć ból, którego nie umiałem nazwać…

Trzy dni bez pornografii były dla mnie sukcesem, a w momentach najgłębszej depresji potrafiłem kilka razy dziennie się onanizować, by choć na chwilę oderwać się od zapłakanej poduszki.

Napełniało mnie to wstydem i obrzydzeniem do samego siebie. Potrafiłem wrócić z imprezy o siódmej rano, naćpany ekstazą, wycieńczony i ledwo żywy, a jednak z poczuciem niedosytu, który wypełniałem pornografią… Wiele razy nie mogłem zasnąć, dopóki dnia nie przypieczętowało porno i samogwałt.

Gdy tylko zamykałem oczy, moją głowę torpedowały sceny z filmów. Im bardziej walczyłem z nimi, tym bardziej stawały się napastliwe, aż w końcu im ulegałem…

Eskalacja problemu

Wiele razy planowałem, że po powrocie do domu skończę na zawsze ze swoim uzależnieniem. Jednak kiedy wracałem, wszystko wyglądało jak dawniej. Do czegokolwiek tylko bym się zabrał, nagle stawało się to dla mnie takim ciężarem, że nie byłem w stanie zrobić niczego dobrego.

Frustracja z tego powodu prowadziła mnie w jedno miejsce – przed komputer. Zazwyczaj pod pretekstem „tylko zerknę…” traciłem cały dzień na poszukiwaniu czegoś „lepszego” niż poprzednio…

Ściągałem gigabajty filmów i magazynowałem „co ciekawsze”, jak alkoholik flaszki, by później, po dokonanym samogwałcie, pełen pogardy do siebie, usunąć wszystko. I tak do następnego razu…

Wraz z postępem mojego upodlenia pornografią zaczęły mi się kojarzyć z seksem najróżniejsze rzeczy i sytuacje: zwierzęta i przedmioty, mężczyźni… a z nastaniem ery pedofilskich afer – nawet dzieci!!!

Zawsze marzyłem o własnej, zdrowej i pięknej rodzinie, a tu pojawia się coś takiego w mojej głowie…

Spotęgowało to moją nienawiść do samego siebie i myśli samobójcze. Pamiętam nóż przyłożony do nadgarstka i wielką chęć ucieczki z tego świata. W głowie miałem wtedy dwie przeplatające się myśli:

„I co? Jeszcze ci się uda i pójdziesz do piekła”

i druga:

„Jeszcze ci się nie uda i wszyscy dowiedzą się o twoich problemach… i jeszcze będą ci współczuć”.

Nie zniósłbym takiego upokorzenia…

Przełomowy moment

Mimo że rzadko się modliłem, to jednak czasami zadawałem Bogu wiele pytań. O dziwo, pomimo zła, w którym tkwiłem, byłem przekonany, że musi być Ktoś czuwający nade mną. Inaczej jaki sens miałoby życie? Po co się tak męczyć?

Ten Ktoś walczył o mnie. Dawał mi drogowskazy i wysłuchiwał moich próśb.

Zaczął się dla mnie nowy etap, w którym przeżywałem ogromny ból, który mnie powoli oczyszczał. Nie kradłem już z internetu, przestawałem kłamać, palić, ćpać i pić… Jednak pornografii nie potrafiłem rzucić.

Pragnąłem, aby świat skończył się w 2012 r., i byłem zawiedziony, że tak się nie stało. Przyglądałem się też innym religiom, ale w głowie miałem myśl:

„Zanim sięgniesz po inne, najpierw przeczytaj Biblię”.

Pewnego wieczoru postanowiłem ściągnąć audiobook Pisma św. Dokonałem zakupu i następnego dnia w pracy „wrzuciłem” Ewangelię na słuchawki. Podczas słuchania poczułem ogromną Bożą miłość, zrozumiałem sens swojej historii i otrzymałem łaskę wiary.

To, co się wtedy wydarzyło, zapamiętam do końca życia. Wszystko stało się oczywiste, a ja wreszcie nie czułem się samotny! Przepełniony tym doświadczeniem postanowiłem raz na zawsze rzucić pornografię…

Wcześniej jak narkoman czy alkoholik, kierowany mocnym kacem moralnym, potrafi zrobić sobie dłuższą przerwę, tak i ja to umiałem. Nie pamiętam jednak, żeby taka przerwa przekroczyła kiedyś granicę dwóch tygodni…

Chłonąłem wszystkie świadectwa nawróceń z YouTube, które nawinęły mi się pod myszkę.

Ruch Czystych Serc

Dzięki nagraniom z rekolekcji poznałem Ruch Czystych Serc, ale przeraziła mnie radykalna Modlitwa zawierzenia uczestników tego Ruchu. Minęły dwa tygodnie i jak z zegarkiem w ręku zapukał do mnie Zły.

Pojawiło się wówczas we mnie uczucie walki, które znałem doskonale, a które zawsze przeplatało się u mnie z pewnością, że porażka jest tylko kwestią czasu. Im bardziej walczyłem z atakującymi mnie myślami, tym bardziej one rosły w siłę.

Wystraszony wizją powrotu do grzechu, oderwałem się od monitora i klęcząc, zacząłem się modlić:

„Jezu, jeśli Ty jesteś tym jedynym prawdziwym Bogiem, jeśli jesteś Prawdą, Drogą, Życiem, proszę, uwolnij mnie. Nienawidzę siebie i gardzę sobą. Nie chcę tego już więcej robić. Nie jestem w stanie obiecać Ci wszystkiego, co znajduje się w Modlitwie zawierzenia, ale proszę, pomóż mi!”.

Wróciłem przed komputer. Natrętne myśli nie ustępowały. Za każdym razem gdy już miałem kliknąć tam, gdzie nie powinienem, w mojej głowie pojawiało się coś na pograniczu myśli oraz niesłychanie ciepłego i spokojnego głosu, który powtarzał:

„Poczekaj”;

„Gdzie się tak śpieszysz?”;

„Wstrzymaj się jeszcze chwilę”.

Tak prowadzony, nie bardzo pamiętam już, kiedy odszedłem od komputera i położyłem się spać. Począwszy od następnego dnia, już nigdy nie wróciłem do pornografii i samogwałtu.

Początek pięknej przygody

Nie było jednak łatwo wrócić do Kościoła. W pierwszych tygodniach utwierdzałem się w przekonaniu, że Pan uwolnił mnie od tego piekła. Dopiero po miesiącu odważyłem się pójść do spowiedzi, a w pierwszą niedzielę Adwentu w 2013 r. przystąpić do Komunii św.

Od tego czasu Jezus rękami Maryi odmienia moje życie, uczy mnie kochać i ufać. Dał mi Ruch Czystych Serc i postawił mnie na Drodze Neokatechumenalnej. Widzę, jak mnie prowadzi i błogosławi za sprawą tych wspólnot.

W ramach przygotowania się do pierwszych moich rekolekcji RCS-u Jezus dał mi łaskę codziennej Eucharystii i tak prowadzi mnie już dwa i pół roku.

Nie chcę wrócić do dawnego życia; przyjąłem szkaplerz i oddałem się Maryi w niewolę według Traktatu o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny św. Ludwika Marii Grignion de Montfort. Wciąż doświadczam, że Matka Boża bierze moje życie w swoje ręce, gdy ja, zniechęcony, chcę się poddać.

Dziś nie wyobrażam sobie życia bez relacji z Jezusem i Maryją, bez sakramentów świętych i wspólnoty, bez nadziei i poczucia, że Bóg mnie kocha i kochał zawsze. Także wtedy, gdy byłem zafascynowany grzechem. Widzę w życiu sens i wiem, że to dopiero początek pięknej przygody, którą jest droga do świętości.

Lech

Podobne treści znajdziesz w naszym sklepie:

Traktat o doskonałym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny - św. Ludwik Maria Grignion de Montfort z gratisem (broszura