Młodzież Zobacz

Jesteśmy kolejnym cudem Boga

Lut 05, 2018 Świadectwo

Mam 18 lat i pochodzę z rozbitej rodziny. Moja mama miała wspaniałych rodziców, głęboko wierzących i będących zawsze w zażyłości z Bogiem. Wychowali swoje dzieci (dwie córki i syna) najlepiej jak umieli, lecz mimo to w życie każdego z nich wkradł się grzech.

Patrząc na ich losy z perspektywy czasu sądzę, że najbardziej pod tym względem ucierpiała mama. Szatan niszczył jej życie, pogrążając ją między innymi w wielu nałogach.

Największy wpływ wywarło to na moich starszych siostrach, jako że one najdłużej patrzyły na grzeszne życie rodziców. To sprawiło, że do tej pory boją się panicznie zaufać Jezusowi i uwierzyć, że On czeka na nie ze swoim przebaczeniem cały czas, a nie tylko raz w roku.

Moja mama była bita, zdradzana i zaniedbywana przez tatę, który w końcu wyprowadził się do rodziców. Cały właściwie czas poświęcała pracy, która niewątpliwie była jej powołaniem. Osiągała spore sukcesy, lecz właściwie zapomniała o domu i dzieciach.

Mnie wychowywała najstarsza siostra. Miałam więc jakby dwie mamy i szczerze mówiąc, wolałam mamę – siostrę. Ta prawdziwa, owszem, czasami przypominała sobie o mnie w środku nocy i budziła mnie, pijana, żeby uściskać i przypomnieć mi, jak bardzo mnie kocha. Pamiętam częste imprezy w domu i w pracy, suto zakrapiane alkoholem (przede wszystkim wódką).

Jak już wspomniałam, tato zdradził mamę, postanowiła więc odpłacić mu pięknym za nadobne i zaczęła sprowadzać do domu mężczyzn. To co wtedy słyszałam, śpiąc często w tym samym pokoju, stało się głównym bodźcem do tego, że zaczęłam popełniać grzech samogwałtu.

Teraz nawet nie chcę sobie przypominać, ile miałam wtedy lat. Mimo, że nie wiedziałam jeszcze, co ja wtedy robię, miałam jak każde normalne dziecko zdroworozsądkowe rozeznanie i czułam, że to co robię jest złe.

Przez całe moje życie nikt się o tym nie dowiedział. Byłam na tyle sprytna, że robiłam to po kryjomu (kilka razy dziennie). Trudno czasem uwierzyć, jak szatan może zniszczyć piękno i czystość małego dziecka.

Tymczasem mama zmieniła pracę i – podobnie jak i wcześniej – dorabiała się na małych i większych oszustwach, które uważała za coś normalnego. Najstarszej mojej siostrze kazała zadawać się z bogatym mężczyzną, którego ona w ogóle nie kochała. Mojej średniej siostrze również nie udało się zachować czystości.

W moim domu królowały obłuda, chaos, kłamstwo i niezgoda. Kiedy teraz to wspominam, myślę, że to właśnie było piekło. Nie wiem, co było przyczyną przełomu, może czyjaś modlitwa…

Pewnego dnia na światło dzienne wyszły oszustwa mojej mamy, a przede wszystkim jej pracowników. Trafiła do aresztu. I tam właśnie nastąpił przełom. Wyspowiadała się z całego życia i zaczęła całkiem nowe. Wyrzekła się alkoholu i postanowiła żyć już do końca w czystości.

Zrozumiała, jaką krzywdę wyrządziła sobie i swojej rodzinie. Widocznie bardzo się za nas tam modliła do Matki Bożej o opiekę nad nami, gdyż i my zaczęłyśmy się modlić i powoli zmieniać swoje życie.

Po dwóch latach mama wróciła do domu. W toku wieloletnich rozpraw udowodniono wreszcie jej niewinność. Ktoś mógłby spytać o sens jej pobytu w areszcie, skoro tak naprawdę była niewinna. Ja wiem – to był sposób na to, by z tej rozbitej i przesyconej grzechem rodziny, uczynić wspólnotę ludzi kochających się i prawdziwie wierzących. Tego cudu dokonał Bóg. Najlepszy Ojciec, który nigdy nie wyrządza krzywdy swoim dzieciom i nie zapomina o nich.

Nie zapomniał i o mnie. Pewnego dnia trafił do moich rąk Wasz dwumiesięcznik. Poprzez niego Bóg otworzył mi oczy i powiedział, że to co robię od tak wielu lat niszczy moją duszę i jest grzechem śmiertelnym. A tak szczerze mówiąc, to dopiero dzięki „Miłujcie się!” dowiedziałam się, co to jest samogwałt.

W pierwszej chwili po przeczytaniu jednego ze świadectw, nie chciałam uwierzyć w to, że grzeszę. Szatan, który przez tyle lat gościł w mym sercu, bronił swojej pozycji, podsuwając mi przeróżne pokrętne myśli.

Po raz pierwszy w życiu poczułam się zaniepokojona tym, co robię. Byłam bardzo zagubiona, lecz nie dopuszczałam do siebie myśli, że mogłabym to wyjawić podczas spowiedzi św. – to było zbyt wstydliwe. Ale Pan Jezus dał mi czas na oswojenie się z tą myślą.

W końcu odważyłam się powiedzieć to kapłanowi, choć przyznam, że wymijającymi słowami. Nie mam pewności, czy wówczas dobrze mnie zrozumiał. Cieszyłam się jednak, że mam to poza sobą, nie zdawałam sobie sprawy z tego jak daleka droga jest jeszcze przede mną. I upadek. Zaskoczenie. Ból. Nienawiść do siebie. Co teraz? Jak ja to znowu powiem? Ale Jezus rozpoczął uczyć mnie podnoszenia się z upadków.

Ta sama sytuacja powtarzała się wiele razy. Toczyła się wielka wojna w ciemnym i cichym zakątku mojego serca. Mój grzech powtarzał się coraz rzadziej. Bywały momenty, że nie popełniłam go już miesiąc – i znowu upadek, tym boleśniejszy.

Opanowałam do perfekcji sztukę podnoszenia się i od miesięcy nie popełniam tego grzechu, lecz cały czas mam się na baczności. Wiem, że wciąż mogę upaść. Nie ulega jednak żadnej wątpliwości fakt, że Bóg wraz z Matką Bożą dokonał wielkiego cudu przemienienia mojej rodziny.

Najbardziej boli mnie to, że przez tyle lat, począwszy od I Komunii św., popełniałam świętokradztwo, przyjmując Pana Jezusa do zbrukanego serca. Dziś modlę się o nawrócenie dla mojego taty. A was, moi przyjaciele, również proszę o modlitwę w intencji jego i kobiety, z którą żyje.

Teraz mam wspaniałą mamę i siostry. Sama też jestem inna. I chociaż wciąż wszystkie upadamy, to jesteśmy kolejnym cudem Boga. Modlę się za wszystkich, przed którymi ciężka droga nawrócenia i za tych, którzy już nią kroczą. Sama też proszę o modlitwę, bym już nigdy nie zraniła Boga swoim grzechem.

Czytelniczka

Podobne treści znajdziesz w naszym sklepie:

Twoje życie. Nowe rozmowy z dziewczyną o życiu, rodzinie, małżeństwie, płciowości, miłościJak zbudować dom tętniący życiemPrzymierze małżeńskie