Wiara Zobacz

Jest Jego światłem

„Jeśli kiedyś będę świętą, to z całą pewnością będę świętą od »ciemności«. Będę nieobecna w niebie – aby zapalać światło tym ludziom na ziemi, którzy trwają w ciemności” (św. Matka Teresa).

Pan Jezus prosił św. Matkę Teresę, aby była światłem Jego miłości do ludzi, którzy są pogrążeni w ciemnościach grzechu. Do tej misji przygotował ją na drodze ciemnej nocy wiary oraz uczestniczenia w Jego cierpieniach w Getsemani i na Golgocie.

Agnes Gonxha Bojaxhiu (św. Matka Teresa) urodziła się 27 sierpnia 1910 roku w Skopju, w bogatej albańskiej rodzinie. Po skończeniu 18 lat w 1928 roku wyjechała do Dublina, gdzie rozpoczęła postulat u sióstr loretanek. Otrzymała habit zakonny i imię: Maria Teresa od Dzieciątka Jezus.

Po kilku miesiącach wysłano ją do Indii. W Dardżylingu, u podnóża Himalajów, rozpoczęła nowicjat, a po dwóch latach, 24 maja 1931 roku, złożyła pierwsze śluby zakonne. Pracowała jako nauczycielka – uczyła historii i geografii w katolickiej szkole dla dziewcząt w Entally koło Kalkuty. 24 maja 1937 roku złożyła śluby wieczyste – z wielką radością powierzyła się Jezusowi na całe życie, stając się Jego oblubienicą.

Oddać się Bogu w pełni

W kwietniu 1942 roku św. Matka Teresa złożyła prywatny ślub, żeby dać Bogu wszystko, o co prosi: „niczego Mu nie odmawiać”. Pisała:

„Dlaczego musimy oddać się Bogu w pełni? Ponieważ Bóg oddał się nam. Skoro Bóg, który niczego nam nie zawdzięcza, gotów jest udzielić nam samego siebie, to czy my odpowiemy Mu jedynie ułamkiem nas? Oddanie się Bogu w pełni jest sposobem, by przyjąć Boga samego. Ja dla Boga, a Bóg dla mnie. Żyję dla Boga i rezygnuję ze swojego »ja«, i w ten sposób sprawiam, że we mnie żyje Bóg. Zatem by posiąść Boga, musimy pozwolić Jemu posiąść nasze dusze”.

Matka Teresa pragnęła całkowicie zjednoczyć się w miłości z ukochanym Jezusem. Była przekonana, że prawdziwą wolność daje tylko miłość. Bezwarunkowe oddanie się Bogu i pełnienie Jego woli było dla niej źródłem największej radości. Najdrobniejsze nawet czyny wypełniała z miłością. Mówiła:

„Nie szukajcie wielkich rzeczy, tylko czyńcie małe rzeczy z wielką miłością. Im mniejsza rzecz, tym większa musi być nasza miłość”.

Wszystko, co robiła, było okazją do wyrażenia miłości.

Nie bój się!

10 września 1946 roku św. Matka Teresa jechała pociągiem na rekolekcje w Dardżylingu. W trakcie tej podróży podczas modlitwy po raz pierwszy usłyszała głos Chrystusa. Odtąd przez sześć miesięcy każdego dnia miała mistyczne spotkania z Nim. Był to dla Matki Teresy niesamowity okres niczym niezasłużonego daru namacalnego doświadczenia obecności i miłości Boga. W tym mistycznym dialogu z Matką Teresą Jezus objawiał jej swoją nieskończoną miłość, a także wielki ból, który Go trawi z powodu odrzucania i ignorowania Go przez tak wielu ludzi.

Pan Jezus prosił ją, aby opuściła loretanki i udała się na ulice Kalkuty, służąc najbiedniejszym z biednych. Chrystus mówił:

„Potrzebuję indyjskich zakonnic, Misjonarek Miłości – które by były moim ogniem miłości wśród biednych, chorych, umierających i malutkich dzieci. […] Daj Mi dusze biednych malutkich dzieci ulicy. – Jak to boli widzieć te biedne dzieci zbrukane grzechem. Pragnę ich czystej miłości”.

Innym razem Pan Jezus powiedział:

„Zostałaś moją Oblubienicą dla mojej miłości – przyjechałaś do Indii dla Mnie. […] Twoim powołaniem jest kochać i cierpieć, i zbawiać dusze, jeśli uczynisz ten krok, spełnisz pragnienie mojego Serca wobec ciebie. To jest twoje powołanie”.

Pan Jezus prosił Matkę Teresę, aby zaniosła Go „do nor tych biedaków […], do ich mrocznych nieszczęśliwych domów”, by była tam Jego światłem. Pragnieniem objawiającego się Pana było, by biedni mogli Go zobaczyć w jej poświęceniu i miłości do Niego, i w ten sposób poznawali oraz przyjmowali Go.

Jezus zachęcał zakonnicę, aby nie bała się rozpocząć nowej misji, gdyż jej obawy bardzo Go ranią. Zapowiedział, że pełniąc nową misję, będzie bardzo cierpiała, ale jednocześnie zapewnił:

„Pamiętaj, że Ja jestem z tobą. – Nawet gdyby cały świat cię odrzucił – pamiętaj, że jesteś moja – a Ja jestem tylko twój. Nie bój się. To Ja”.

Jedyny warunek, jaki Matka Teresa miała spełnić, to całkowite posłuszeństwo:

„Bądź posłuszna bardzo radośnie i ochoczo. […] Ja nigdy cię nie opuszczę – jeśli będziesz posłuszna”.

Pewnego dnia Matka Teresa miała wizję: zobaczyła wielki tłum cierpiących, biednych ludzi oraz dzieci. Wszyscy wyciągali do niej ręce z prośbą, aby zaprowadziła ich do Jezusa. Przyszła święta klęczała obok Matki Bożej, która ją prosiła:

„Zaopiekuj się nimi – oni należą do Mnie. – Przyprowadź ich do Jezusa. Zanieś Jezusa do nich. – Nie bój się. Naucz ich odmawiać różaniec – rodzinny różaniec, a wszystko będzie dobrze. – Nie bój się – Jezus i Ja będziemy z tobą i twoimi dziećmi”.

Wtedy Matka Teresa zobaczyła Jezusa wiszącego na krzyżu. Zbawiciel mówił:

„Ja cię prosiłem. Oni cię prosili i Ona, moja Matka, cię prosiła. Czy odmówisz Mi tego – by się nimi zaopiekować, by ich do Mnie przyprowadzić?”.

Matka Teresa bez wahania odpowiedziała:

„Wiesz, Jezu, że jestem gotowa pójść natychmiast”.

Po powrocie z rekolekcji w Dardżylingu Matka Teresa została przeniesiona z Kalkuty do wspólnoty loretańskiej w Asansolu. Podczas półrocznego pobytu w tym klasztorze przeżyła nieopisaną radość ze zjednoczenia z Jezusem. Pisała, że w Asansolu

„nasz Pan jak gdyby po prostu dał mi siebie – w pełni. Słodycz i pocieszenie, i zjednoczenie tych 6 miesięcy – przeminęły jednak zbyt szybko”.

Nowa misja

Matka Teresa szczegółowo informowała swojego spowiednika oraz księdza arcybiskupa Periera o tym, że Pan Jezus ją prosił, aby założyła Zgromadzenie Sióstr Misjonarek Miłości. 8 sierpnia 1948 roku Matka Teresa otrzymała z Watykanu indult, w którym papież Pius XII udzielił jej pozwolenia na opuszczenie loretanek i rozpoczęcie misji tworzenia nowego zakonu.

Ta drobna kobieta, ubrana w białe sari, w całkowitym ubóstwie, rozpoczęła swą misję jako misjonarka miłości. Jej największym bogactwem była absolutna pewność wiary, że Jezus dotrzyma obietnicy, którą jej złożył dwa lata wcześniej.

21 grudnia 1948 roku Matka Teresa po raz pierwszy poszła do slumsów. Odwiedzała i pielęgnowała chorych w ich ciemnych norach i domach, niosła pomoc ubogim w różnych częściach Kalkuty. Miała do pomocy wolontariuszy, a w krótkim czasie kilka jej dawnych uczennic przyłączyło się do niej.

W czerwcu 1950 roku wspólnota liczyła już 12 sióstr. Matka Teresa ze swoimi siostrami często spotykała bezdomnych umierających na ulicach Kalkuty, dlatego szukała domu, w którym mogłaby otoczyć ich opieką i zapewnić im godną śmierć.

Władze Kalkuty ofiarowały jej schronisko dla pielgrzymów, które nazwała „Nirma Hridaj” (czyste serce) – ku czci Niepokalanego  Maryi. Dom dla umierających otwarto 22 sierpnia 1952 roku. Matka Teresa uważała go za skarbiec swojego zgromadzenia. Pisała:

„Miłość wymaga ofiary. Ale jeśli będziemy kochali aż do bólu, Bóg udzieli nam swego pokoju i radości. Cierpienie samo w sobie jest niczym, ale cierpienie przeżywane wspólnie z męką Chrystusa jest cudownym darem”.

Ciemna noc wiary

Od dnia, w którym Matka Teresa rozpoczęła swoją posługę jako misjonarka miłości, zaczęła doświadczać

„tak strasznej ciemności, jak gdyby wszystko obumarło”.

Pisała:

„czasami ból jest tak wielki, że czuję, jakby wszystko miało się porozrywać. […] Nie wiedziałam, że miłość może sprawić tyle cierpienia”.

To wielkie cierpienie było spowodowane poczuciem braku obecności ukochanego Boga i równocześnie tęsknotą za Nim. W liście do arcybiskupa Periera Matka Teresa pisała:

„Proszę o modlitwę – bo wszystko we mnie jest ścięte lodem. – Tylko ta ślepa wiara pomaga mi przetrwać, bo w rzeczywistości wszystko jest dla mnie ciemnością”.

Pomimo tych trudnych doświadczeń całkowicie oddawała się Chrystusowi:

„Gorąco pragnę – pełnym bólu pragnieniem bycia wszystkim dla Boga – być świętą w taki sposób, żeby Jezus mógł w pełni żyć swoim życiem we mnie. – Chcę kochać Go tak, jak jeszcze nigdy dotąd nie był kochany – a mimo to trwa we mnie to głębokie uczucie oddzielenia od Niego – ta straszna pustka, to poczucie nieobecności Boga”.

Matka Teresa prosiła o modlitwę, aby chociaż na kilka dni Bóg zabrał z jej duszy tę ciemność. Pisała:

„Czasami agonia tej udręki jest tak wielka, a jednocześnie tęsknota za Nieobecnym tak głęboka, że jedyną modlitwą, jaką jeszcze mogę wypowiadać, są słowa – Najświętsze Serce Jezusa, ufam Tobie – będę zaspokajać Twoje pragnienie dusz”.

Na poziomie uczuć wydawało jej się, że Jezus się od niej odwrócił. Odczuwała dogłębną samotność, niezwykle bolesne uczucie oddzielenia od Boga oraz od osób, którym szczególnie ufała. Ciemności ducha i tęsknota za Bogiem zadawały matce Teresie tak wielki ból, że wydawało się jej, iż doświadcza rzeczywistości piekła. Pisała:

„Trochę rozumiem męki piekielne – bez Boga. Brakuje mi słów, by wyrazić to, co chcę powiedzieć, ale w miniony Pierwszy Piątek – świadomie i dobrowolnie ofiarowałam się Najświętszemu Sercu, że przetrwam nawet wieczność w tym straszliwym cierpieniu, jeśli to da Mu teraz trochę więcej radości – albo miłość choćby jednej duszy”.

Dodała:

„nie znajduję słów, by wyrazić głębię tej ciemności. Mimo tego wszystkiego – jestem Jego maleńką – i kocham Go – nie za to, co daje – ale za to, co zabiera”.

W jednej ze swoich modlitw Matka Teresa tak mówiła Jezusowi:

„Samotność serca, które pragnie miłości, jest nie do zniesienia. – Gdzie jest moja wiara? – nawet tam głęboko, w samym wnętrzu, nie ma nic prócz pustki i ciemności. – Mój Boże – jak bolesny jest ten nieznany ból. Boli bez przerwy. […] Mimo wszystko – ta ciemność i pustka nie są tak bolesne jak tęsknota za Bogiem. – Czuję, że ta sprzeczność wytrąci mnie z równowagi. – Mój Boże, co Ty robisz z kimś tak małym? Kiedy prosiłeś, abyś mógł odcisnąć w moim sercu Twoją mękę – czy to jest odpowiedź? Jeśli przyniesie Ci to chwałę, jeśli da Ci to odrobinę radości – jeśli przyciągnie to do Ciebie dusze – jeśli moje cierpienie zaspokoi Twoje pragnienie – oto jestem, Panie, przyjmuję wszystko z radością do końca życia – i będę się uśmiechać do Twojego ukrytego oblicza – zawsze”.

Trzeba pamiętać, że duchowe ciemności nastąpiły w życiu Matki Teresy po długim okresie trwania w radosnym zjednoczeniu z Bogiem. Z tego też powodu pustka duchowa, brak odczucia bliskości i miłości Jezusa był dla niej wyjątkowo głębokim bólem i udręką. Dzięki pomocy swego kierownika duchowego zrozumiała, że przez swoje cierpienie uczestniczy w męce i agonii Chrystusa, która uobecnia się w chorych i umierających.

„On się obarczył naszym cierpieniem”

Poprzez straszliwe cierpienia ciemnej nocy ducha Pan Jezus wprowadził Matkę Teresę w tajemnicę swojej agonii na krzyżu. Jezus Chrystus, prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek, wziął na siebie z historii każdej osoby ludzkiej wszystkie cierpienia i grzechy.

„On się obarczył naszym cierpieniem. On dźwigał nasze boleści […], był przebity za nasze grzechy, zdruzgotany za nasze winy” (Iz 53,4-5).

Pan Jezus, który był całkowicie niewinny, doświadczył na krzyżu, jak strasznym cierpieniem jest grzech. Można powiedzieć, że podczas męki krzyżowej Jezus stał się grzechem (por. 2 Kor 5,21), przyjmując grzechy, cierpienie i śmierć od każdego człowieka. Podczas agonii, gdy woła:

„Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?” (Mt 27,46),

cierpienia Jezusa osiągają swój punkt kulminacyjny. On, prawdziwy Bóg i człowiek prawdziwy, w swojej ludzkiej świadomości doświadcza przerażających konsekwencji ludzkich grzechów – poczucia nieobecności Ojca. Jest to największe cierpienie: doświadczenie całkowitej ciemności, pustki, samotności, braku miłości.

Żaden człowiek nie jest w stanie przeżyć takiego cierpienia, jakiego doświadczył Syn Boży podczas swojej męki i śmierci. Święta Edyta Stein pisze, że

„żaden umysł ludzki nie może zgłębić niepojętej tajemnicy opuszczenia konającego Syna Człowieczego. Lecz Jezus pozwala czasem swym wybranym zakosztować tej wewnętrznej goryczy. Jest ona udziałem Jego najwierniejszych przyjaciół, ostatnią próbą ich miłości. Jeśli nie cofną się w przestrachu i pozwolą się prowadzić w tę ciemną noc, stanie się ona dla nich przewodnikiem: »O nocy, coś prowadziła, Nocy, tyś milsza nad jutrznię różaną! O nocy, któraś złączyła Miłego z ukochaną, Ukochaną w Miłego przemienioną« (św. Jan od Krzyża, Noc ciemna). Oto wielkie doświadczenie krzyża: wewnętrzne opuszczenie, a równocześnie – w tym opuszczeniu – zjednoczenie z Ukrzyżowanym. […] Krzyż i noc są drogą do światła z nieba: takie jest radosne orędzie krzyża” (Wiedza Krzyża). Umierając, Jezus wypowiedział także słowo: „Pragnę” (J 19,28). Matka Teresa tłumaczyła, że Jezus pragnął „naszej miłości, czułości, głębokiego przywiązania do Niego i przeżywania z Nim Jego męki. […] Słowo »pragnę« – pisała – pozostanie bez znaczenia, jeżeli w całkowitym zawierzeniu nie oddam wszystkiego Jezusowi”.

Raduję się w cierpieniach

Odczuwając straszną duchową samotność, pustkę i ból, Matka Teresa tylko decyzją woli jednoczyła się z Ukrzyżowanym, trwała na modlitwie, nawiązywała osobisty kontakt z Chrystusem w codziennej Eucharystii, adoracji Najświętszego Sakramentu, w medytacji Pisma św., różańcu i w posłudze najbiedniejszym z biednych. W swoim cierpieniu jednoczyła się z krzyżem Jezusa i swój ból ofiarowała za biednych, którym służyła.

Ciemna noc ducha nie osłabiła jej wiary, ufności Bogu i zapału misyjnego. Przyjęła to duchowe cierpienie jako dar uczestniczenia w cierpieniu Chrystusa za zbawienie grzeszników. W pełni poddała się świętej woli Boga.

Doświadczając tak wielkiego cierpienia, postanowiła być świętą według Serca Jezusa, cichego i pokornego, oraz stawać się apostołem radości. W październiku 1958 roku Matka Teresa modliła się o czytelny znak, czy Bóg akceptuje pracę misjonarek miłości. Odpowiedź była niesamowita.

Jak sama pisze:

„z miejsca znikła ta długotrwała ciemność, ten ból z powodu utraty – z powodu ciemności – z powodu tego dziwnego cierpienia tych dziesięciu lat. Dziś moją duszę przepełnia miłość, niewypowiedziana radość – niczym niezmącone miłosne zjednoczenie”.

Ta pociecha trwała przez miesiąc. Kiedy znowu wróciły ciemności wiary, Matka Teresa tak pisała do arcybiskupa Periera:

„Nasz Pan uznał, że lepiej będzie dla mnie, jeśli będę w tunelu – więc znowu odszedł – zostawiając mnie samą. – Jestem Mu wdzięczna za ten miesiąc miłości, który mi dał”.

Matka Teresa wiedziała, że przez duchową ciemność oraz związane z nią wielkie cierpienie ma ona swój udział w męce, śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa. Tak więc ciemności ducha, których doświadczała, były tajemniczymi więzami miłości łączącymi ją z Jezusem, w Jego agonii za zbawienie świata.  Bóg udzielił jej wielkiej łaski. Jednocząc się z Ukrzyżowanym, była bardzo szczęśliwa i zawsze uśmiechnięta. Pomimo tego, że ciemność się nie zmniejszyła, a ból nie zmalał, ona już partycypowała w radości zmartwychwstania.

Powtarzała za św. Pawłem:

„Teraz raduję się w cierpieniach za was i ze swej strony w moim ciele dopełniam braki udręk Chrystusa dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół” (Kol 1,24).

Matka Teresa tłumaczyła swoim siostrom:

„radość z kochania Jezusa płynie z radości z uczestniczenia w Jego cierpieniach. Nie pozwalajcie więc ogarnąć się zmartwieniom ani smutkom, tylko wierzcie w radość zmartwychwstania. W życiu każdego z nas, jak w życiu Jezusa, musi nastąpić zmartwychwstanie, musi zajaśnieć radość Wielkiej Nocy”.

Natomiast w liście do przyjaciółki napisała:

„Smutek, cierpienie to nic innego jak pocałunek Jezusa – znak, że tak bardzo się zbliżyłaś do Jezusa, że może Cię pocałować. Więc cieszmy się, kiedy Jezus pochyla się, by nas pocałować”.

Dzięki uczestniczeniu w cierpieniach Chrystusa działalność Matki Teresy oraz jej sióstr stała się dziełem Chrystusa, częścią odkupienia. Założone przez nią zakonne Zgromadzenie Sióstr Misjonarek Miłości liczy obecnie przeszło 5000 sióstr, które pracują wśród najbiedniejszych w ponad 600 placówkach w 127 krajach świata.

„Nigdy niczego Ci nie odmówiłam”

Pod koniec 1989 roku stan zdrowia Matki Teresy bardzo się pogorszył. W grudniu wszczepiono jej rozrusznik . W ostatnich latach przed śmiercią otrzymała pozwolenie na posiadanie Najświętszego Sakramentu w swoim pokoju. Chciała być jak najbliżej Jezusa w chwilach wielkiego cierpienia.

Kilka dni przed śmiercią powiedziała:

„Jezu, nigdy niczego Ci nie odmówiłam”.

Pomimo fizycznego cierpienia promieniowała miłością i radością. Mówiła do sióstr:

„Nie martwcie się. Matka może dla Was uczynić dużo więcej, kiedy będzie w niebie […]. Proszę Was, abyście coraz bardziej upodabniały się do Jezusa przez cichość i pokorę, abyście kochały się nawzajem, jak Jezus kocha każdą z Was – bo tylko kochając się nawzajem, kochacie Jezusa”.

5 września 1997 roku, po godz. 20, Matka Teresa zaczęła odczuwać silny ból w plecach, pojawiły się też u niej trudności z oddychaniem. Wezwano księdza i lekarza. Misjonarka miłości odeszła do domu Ojca o godz. 21.30.

„Ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani  człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują” (1 Kor 2,9).

Przykład życia Matki Teresy uświadamia nam, że aby pomagać w zbawieniu ludzi żyjących bez Boga, w ubóstwie duchowym i materialnym, trzeba wziąć na siebie jakąś cząstkę ich cierpienia i być jednym z nimi. Wtedy będziemy mogli przyprowadzić ich do Boga.  Natomiast sami powinniśmy pamiętać, że o relacjach z Bogiem decyduje nasza wola, a nie uczucia.

Kiedy przychodzi niechęć do modlitwy, to trzeba tę niechęć oraz wszelkie cierpienia ofiarować Jezusowi i po prostu się modlić. Święta Matka Teresa apeluje do każdego z nas:

„Kochaj modlitwę – rozbudź w sobie potrzebę częstej modlitwy w ciągu dnia i na tę modlitwę się zdobądź. Jeśli pragniesz modlić się lepiej, powinieneś modlić się często. Modlitwa będzie rozszerzać twoje serce, aż stanie się ono zdolne pomieścić w sobie ten dar Boży, którym jest sam Bóg”.

Podobne treści znajdziesz w naszym sklepie:

Droga krzyżowa ze św. Matką TeresąMatka Teresa z Kalkuty. Droga do świętościBł. Matka Teresa