Nowości Wiara

Frajerzy według św. Pawła

Cze 26, 2017 Jolanta Niewińska

Gdyby Chrystus nie zmartwychwstał, bylibyśmy największymi frajerami – pisze św. Paweł (1 Kor 15,9). Dosadność użytego przez Apostoła słowa łagodzi biblijne tłumaczenie, w którym jego myśl oddano polskim wyrażeniem „godni politowania”.

Gdyby Chrystus tylko umarł, chrześcijaństwo nie miałoby sensu. Jezus, który nie zmartwychwstał, to Człowiek przegrany. Idealista wdeptany w błoto. Od Jezusa, który by nie zmartwychwstał, ludzie by uciekli, wyparli się Go; mieliby do Niego żal, że ich oszukał – …a myśmy się spodziewali… Taki Jezus budziłby co najwyżej litość, jako ktoś dobry, ale nieżyciowy. Sam sobie winien, chciał za dużo… Za takiego Jezusa nikt by nie miał odwagi umierać.

Z dwunastu Apostołów wszyscy ponieśli śmierć męczeńską. Wszyscy oprócz św. Jana, który zginął na wygnaniu, więziony na wyspie. A wystarczyło się wyprzeć i powiedzieć, że Jezus to przeszłość. – Nie znam tego Człowieka – i mieliby „święty spokój”. A jednak tak nie robili. Zmartwychwstanie było dla nich czymś tak oczywistym, tak ważnym, tak cennym, że prawdy tej nie dali sobie wydrzeć.

Woleli prześladowania, tułaczkę, tortury, wreszcie nawet – śmierć. Gdyby kłamali (bo np. ciało Jezusa wykradli sami i gdzieś ukryli), to przecież w końcu któryś by się złamał i przyznał. Nikt by nie umarł za coś, o czym by wiedział, że jest mistyfikacją. Zwłaszcza, że nic z tego nie mieli – tylko pot i krew.

Bywało, że ludzie byli tak o czymś głęboko przekonani, że oddawali za to życie. Do dziś fanatycy potrafią zabić siebie i innych w imię jakiejś idei. Człowiek potrafi trwać przy swoim do końca. Zwykle twórcy fanatycznych systemów – jak choćby Marks, Engels, Lenin – przekonywali innych, by szli na barykady i ginęli pod sztandarami sprawy robotniczej, a sami do końca życia mieli się dobrze. Nie oddali życia za swoje idee. Jezus był pewien tego, co głosi. Potwierdził to przez Krzyż. Budda, Mahomet, Kryszna – za ich prawdy czasem ginęli inni – ale oni sami nie. Wielu współczesnych guru namawia nawet do samobójstwa, zapewniając, że koniec świata bliski, a zbawienie wybranych pewne. Sami jednak zgarniają majątek „wyznawców” i… szukają kolejnych naiwnych, którzy dadzą się omotać.

Gdyby Apostołowie nie widzieli Jezusa Zmartwychwstałego, siedzieliby w wieczerniku zamknięci na cztery spusty, a kiedy szok po tragicznej śmierci Mistrza by minął, chyłkiem uciekliby z Jerozolimy i zaszyli się gdzieś na prowincji, nikomu nie mówiąc, że w ogóle kiedykolwiek Jezusa poznali. Stało się jednak inaczej. Garstka prostych rybaków ruszyła w świat. Dlaczego? Bo przestali się bać! Co więc się stało? Musieli spotkać Jezusa! Tego, który z dna beznadziei i totalnej klęski, którą sami widzieli na Golgocie, podnosi się i mówi, że każdy wraz z Nim może się dźwignąć – nawet z samego dna piekła – do życia.

Coś wielkiego i prawdziwego, wartego nawet utraty życia, musiało się stać, skoro głoszenie Jezusa Zmartwychwstałego ogarnęło miliony ludzi i trwa do dziś. Kto spotka takiego Jezusa, trzyma się Go mocno, bo wie, że tylko z Nim wszystko jest możliwe i nawet przegrana może zmienić się w zwycięstwo. Z Nim i tylko z Nim nie ma sytuacji bez wyjścia. Kto się o tym przekonał, woli umrzeć z Jezusem niż żyć bez Niego, bo wie, że to ma sens jak nic innego na świecie!

Podobne treści znajdziesz w naszym sklepie:

Kto szuka, znajduje - ks. Mieczysław Piotrowski TCHR Św. Paweł z Tarsu Słabość i moc. Paweł z Tarsu i Teresa z Lisieux.