Rodzina Zobacz

Dzieci przybliżają nas do Boga

Paź 14, 2019 Świadectwo

W narzeczeństwie zaplanowaliśmy sobie, że będziemy mieć więcej niż dwoje dzieci. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że Pan Bóg spełnił nasze najskrytsze marzenia.

Jesteśmy małżeństwem od 24 lat. Poznaliśmy się na Warszawskiej Pieszej Pielgrzymce na Jasną Górę. Mamy siedmioro dzieci w wieku od 20 do 4 lat: Marysię, Monikę, Zuzię, Jasia, Małgosię, Zosię i Anielę. Trzy najstarsze córki przystąpiły już do Ruchu Czystych Serc. Mam nadzieję, że tak będzie z pozostałą trójką naszych dzieci – i wszystko na to wskazuje. Wielkie podziękowania dla inicjatorów tego Ruchu.

Odkąd pamiętam, wizja małżeństwa i rodziny przedstawiana przez Kościół zawsze mnie pociągała, w przeciwieństwie do modelu rodziny socjalistycznej propagowanej w komunizmie, czyli dwa plus dwa.

Już wtedy panowało powszechne przekonanie, że rodzinom wielodzietnym ciężko jest żyć. Lecz gdy czasem spotykałam chrześcijańskie rodziny wielodzietne, cały ten mit upadał. Rodziny te miały się świetnie, a życie w nich wydawało się jakieś inne niż w przeciętnej rodzinie.

Bardzo mi to imponowało. Zatem jeszcze w narzeczeństwie zaplanowaliśmy sobie – mąż miał w tej kwestii takie samo zdanie – że będziemy mieć więcej niż dwoje dzieci. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że Pan Bóg spełnił nasze najskrytsze marzenia.

Na rocznym kursie dla narzeczonych w kościele św. Anny w Warszawie radzono nam, aby pobrać się możliwie najwcześniej, aby w ten sposób mieć czas na ułożenie sobie życia małżeńskiego, to znaczy ustawienia go na właściwych torach, zanim pojawią się dzieci. Tak też zrobiliśmy.

Pomimo że oboje pochodziliśmy z miasta, zdecydowaliśmy się zamieszkać na wsi koło Krakowa, w domku odziedziczonym po dziadkach męża. Głównym powodem była chęć stworzenia rodzinie godnych warunków mieszkaniowych.

W Warszawie nie było dla nas szans na samodzielne mieszkanie. Na wsi najbardziej doskwierał nam brak kontaktu z grupą modlitewną Odnowy w Duchu Świętym, do której należeliśmy w Warszawie. Dlatego jak tylko kupiliśmy samochód, pojechaliśmy (ze wsi, w której mieszkaliśmy, trudno było czym innym się wydostać) na rekolekcje rodzinne Domowego Kościoła. W ten sposób dołączyliśmy do Oazy Rodzin.

Po urodzeniu trzeciego dziecka dał się słyszeć „katolicki głos w twoim domu“. Radio Maryja bardzo pomogło w rozwoju fizycznym i duchowym naszej rodziny, bo czyż można przejść obojętnie wobec takich słów:

„…Co ludzka osoba z siebie wyłoni, to wszystko jest kulturą. My wyłaniamy z siebie ciągle pewne twory znakowe. Jedyną rzeczą, gdy człowiek tworzy coś realnego, to wtedy, gdy urodzi drugiego człowieka. To jest jedyny wypadek, kiedy człowiek coś zrobi realnego – nie znakowego, tylko byt sam w sobie. A to wszystko, co my robimy, to systemy znakowe. […] A kobiety się boją rodzić. […] A to jest jedyna rzeczywista twórczość”.

Tak mówił na swoim wykładzie w Lublinie wielki profesor o. Mieczysław Krąpiec, a ja to mogłam usłyszeć w swoim domu na wsi dzięki Radiu Maryja.

Nie pracuję zawodowo, lecz zajmuję się dziećmi i domem. Swoich zadań względem dzieci nie ograniczam tylko do przygotowania posiłku, prania czy sprzątania.

Dzieci mają też swoje domowe obowiązki. Ja natomiast sporą część czasu poświęcam douczaniu własnych dzieci na wszystkich etapach szkolnych. Nikt mi zatem nie może zarzucić, że marnuję wykształcenie, które zdobyłam na studiach. Wręcz przeciwnie, jest ono w tym wypadku niezbędne. Szczególnie jeśli chodzi o przedmioty matematyczno-przyrodnicze.

Dzięki katolickim mediom oraz odpowiedniej literaturze poznaję prawdziwą historię i bardzo łatwo wykrywam wszelkie podręcznikowe fałsze dotyczące na przykład historii Kościoła czy rewolucji francuskiej. Wskazuję je dzieciom w odpowiednim czasie i wszystko staje się zrozumiałe.

Rozmowy z dziećmi na temat przerabianych przez nie lektur z języka polskiego stają się okazją do weryfikowania kształtującego się w nich poglądu na świat. W ten sposób też mogę sprawdzać, jak wpływa na moje dzieci płynąca zewsząd propaganda socliberalna (utylitaryzm, konsumpcjonizm, hedonizm). Wszyscy jesteśmy pod jej wpływem, trzeba się bardzo pilnować, aby jej nie ulec, a cóż dopiero dzieci i młodzi ludzie.

Często z zewnątrz straszono mnie, że jak tak będę pilnować dzieci, to jeszcze się zbuntują i będą robić wszystko wbrew mojej woli. Ale okazało się to tylko zwodniczym gadaniem. Takie podejście (tzw. teoria zakazanego owocu) powoduje, że rodzice nie zajmują się własnymi dziećmi, aby mogli zająć się nimi liberałowie i robić z nimi, co będą chcieli.

Staramy się postępować zgodnie z nauką Kościoła oraz klasyczną teorią wychowania, które przekazywane są przez katolickie media. Jak na razie cieszymy się dobrymi tego owocami.

Jesteśmy zwykłą rodziną. Dawniej małżeństwo z siedmiorgiem dzieci było niewyróżniającą się rodziną. Ludzie doskonale dawali sobie radę, chociaż nie mieli tylu udogodnień technicznych w gospodarstwie domowym co dzisiaj.

Obecnie panuje tendencja, że trzeba mieć coraz to nowsze rzeczy, doświadczać kolejnych przyjemności i wrażeń, jakie niesie świat. A to wymaga pieniędzy i czasu, aby te pieniądze zdobyć.

Rodzinom wielodzietnym łatwiej jest zrezygnować z tego pościgu i upraszczać sobie życie. Sytuacja zmusza nas do wykonywania rzeczy najważniejszych. Musimy zająć się dziećmi, których jest więcej.

Zawsze mówię, że my nie mamy czasu na głupoty, i utwierdzam się w przekonaniu, że człowiekowi niewiele potrzeba w życiu do prawdziwego szczęścia.

Dzięki wielodzietności dane jest nam doświadczyć mocy stwórczej Boga. Mamy okazję śledzić rozwój swoich dzieci i pomagać w kierowaniu tym rozwojem. Możemy obserwować, jak urzeczywistniają się talenty, które Pan Bóg złożył w każdym z nich.

Każde dziecko jest inne i potrzebuje skupionej uwagi. Trzeba każde wychowywać jakby osobno. Jest to jedna z wielu trudności, która skłania nas do szukania pomocy u Boga. W wielu innych sprawach widzimy, że sami nie dalibyśmy rady. Tym samym można powiedzieć, że wielodzietność jeszcze bardziej przybliża nas do Boga. Zwracamy się z prośbami o pomoc do Maryi, do św. Józefa i innych świętych. Codziennie wieczorem razem się modlimy.

Nadal jeździmy w czasie wakacji na rekolekcje Domowego Kościoła. Przystąpiliśmy do internetowych kół Żywego Różańca. Katolicki fundament jest najważniejszy. Zauważyliśmy, że z biegiem lat coraz bardziej potrafimy dziękować Bogu za wszystko, co nas spotyka.

Agnieszka

Podobne treści znajdziesz w naszym sklepie:

Modlitwnik dla małżonków i rodziców	s. Maria KwiekDuchowa Pedagogia Miłości. ks. Jan KochelMały poradnik życia rodzinnego