RCS

Dlaczego dziewczyny chcą poczekać z seksem do ślubu?

Lis 30, 2015 Jan Bilewicz

Cześć! Tu Wasz starszy brat. Dzisiaj chciałbym podzielić się z Wami wynikami ankiety, którą przeprowadziłem wśród swoich przyjaciół, dziewcząt i chłopców w wieku od 15 do 22 lat. Pytanie było jedno i brzmiało: „Dlaczego chcesz zachować czystość przedmałżeńską?”.

Była to grupa osób, dla których kwestia czystości jest oczywista. Elita! Superdziewczyny! Superchłopcy! W życiu – jak wiecie z własnych obserwacji – nie zawsze tak bywa. Niektórzy podali wiele argumentów, inni mniej. W sumie wyrażono dużo ciekawych myśli. W tym liście zamieszczę wypowiedzi dziewcząt (z komentarzem), a w następnym chłopców.

Zachowuję czystość, bo nie chcę zostać 17-letnią „panną z dzieckiem”.

Dziewczyna wie, że nie dojrzała jeszcze do macierzyństwa. Teraz nie nadszedł właściwy dla niej czas. Ma inne zadania do wypełnienia. Odpowiedzialność za swoją przyszłość i za dziecko skłania ją do zachowania czystości, jedynego w 100% pewnego środka do osiągnięcia tego celu.

W roku 2001 42% pierwszych dzieci zostało poczętych, zanim ich rodzice zawarli małżeństwo. Oznacza to, że tyle par się pobrało, bo „dziecko było w drodze”, a więc raczej nie po poważnym namyśle i racjonalnej decyzji, ale przed postanowieniem, czy to jest ten człowiek, z którym chcę spędzić całe życie i założyć rodzinę. Ile z nich stworzy udane małżeństwa?… Obawiam się, że dla wielu całe życie będzie pokutowaniem za chwilę szaleństwa.

Pewnie żadna z tych par nie zamierzała „wpaść”. Młodzi myśleli sobie, że „będą uważać”, że pozwolą sobie tylko na to czy tamto. Niektórzy stosowali nawet antykoncepcję (każdy ze środków antykoncepcyjnych jest niepewny w mniejszym albo większym stopniu). A ile dziewcząt wróci z tegorocznych wakacji jako matki dzieci, które przyjdą na świat za 7-9 miesięcy?… (Może Bravo, Dziewczyna czy inne tego rodzaju gazety zbadałyby kiedyś owoce swojej propagandy i podały taką statystykę?).

Dziewczyny przeważnie zdają sobie sprawę, że są potencjalnymi matkami (w przeciwieństwie do wielu mężczyzn, którzy zdają się myśleć, że bez żadnych konsekwencji można bawić się w męża i żonę, bo dzieci przynoszą bociany). Dlatego ich przedmałżeńskiemu współżyciu towarzyszy lęk. Czas na macierzyństwo nie jest właściwy – wiedzą o tym. Boją się ciąży. Pierwsze doświadczenia seksualne są niezwykle istotne, ponieważ towarzyszące im emocje zostają na trwałe „wdrukowane” w psychikę. Jeżeli towarzyszy im lęk, będzie on także później towarzyszył współżyciu. Współżycie przedmałżeńskie jest więc skutecznym sposobem obrzydzania sobie współżycia w małżeństwie.

Jest to także sposób na obrzydzanie sobie macierzyństwa. Jeżeli ktoś przez długi czas uważał dziecko za potencjalną, tragiczną „wpadkę”, to czy będzie później potrafił dostrzec, że jest ono w rzeczywistości „największym dobrem małżonków”? Tyle młodych małżeństw bez obiektywnie poważnej przyczyny panicznie boi się poczęcia dziecka! Dlaczego? Współżycie przedmałżeńskie jest jednym z tego powodów.

Bo można zarazić się paskudnym choróbskiem.

Rzeczywiście, w wyniku przedmałżeńskiego seksu można się zarazić niezwykle paskudnym choróbskiem. Oto kilka spośród 50 obecnie znanych: AIDS, opryszczka, wirusowe zapalenie wątroby typu B, zarażenie wirusem cytomegalii, chlamydiami, kłykciny, rzęsistkowica, syfilis itd. Stale pojawiają się nowe schorzenia tego typu. AIDS nie jest jedyną śmiertelną chorobą. Gdyby zachowywano czystość przedmałżeńską i wierność małżeńską, zniknęłyby one wszystkie.

Choroby te są paskudne również z tego względu, że często nie dają widocznych objawów przez całe lata (ktoś może więc zarażać innych, nie będąc tego świadomym). Niestety, brak objawów choroby nie równa się pewności, że jest się zdrowym. Dopiero szczegółowe badania mogłyby usunąć niepokój.
Ile dziewcząt i chłopców wróci z tych wakacji chorych?

Czystość stanowi jedyną, w 100 % pewną, ochronę przed tymi chorobami, ale mało kto ją reklamuje. Wszystkie inne „zabezpieczenia” są mniej lub bardziej niepewne, ale wszędzie promuje się je i zachwala. Co myślisz, gdy chodzi o zdrowie i życie ludzi: w takim przypadku lepiej jest polecać pewne środki czy niepewne? Jeżeli ktoś zamiast pewnych zaleca niepewne, choć mógłby zaproponować pewne, bierze na siebie odpowiedzialność za życie i zdrowie innych. Zgodzisz się?

Postanowiłam poczekać, ponieważ najpiękniejszym darem dla małżonka jest dziewicze serce i ciało.

Mądre! Najpierw oddanie się sobie w przysiędze małżeńskiej: „Biorę ciebie za męża (żonę) i ślubuję ci miłość, wierność, uczciwość małżeńską oraz że cię nie opuszczę aż do śmierci”, a potem dopiero wyrażenie tego samego przez współżycie seksualne – oddanie siebie i przyjęcie daru z siebie współmałżonka. Odwrotna kolejność albo drugie bez pierwszego jest bez sensu.

Pewien młody człowiek napisał: „Gdybym miał diamentowy pierścionek – powiedzmy pamiątkę rodzinną, bardzo cenną – nie dałbym go jakiejś dziewczynie po trzech miesiącach znajomości. Dałbym go żonie, jako ślubny prezent. Tyle dziewczyn daje siebie chłopakom po trzech miesiącach znajomości, zamiast mężowi w dzień ślubu. Jak mało się cenią!”.
Młoda mężatka tak opisuje swoją noc poślubną: „Kiedy przygotowywałam się do najbardziej romantycznego wydarzenia w moim życiu, odkryłam nagle, że mam to już wszystko za sobą. Nie czekało mnie nic wyjątkowego. Co gorsza, przypominali mi się tamci mężczyźni, którym się kiedyś oddałam. Potem – chociaż tego nie chciałam – w najbardziej intymnych momentach przychodziły mi do głowy porównania męża z tamtymi mężczyznami. W końcu zaczęłam zastanawiać się, jak sama wypadłam na tle jego innych kobiet. Przedmałżeński seks zamienił coś wyjątkowego w rzecz banalną i płytką. Współżycie małżeńskie, zamiast łączyć nas głęboko, okazało się szarą częścią naszego życia…”.

Zanim ktoś zacznie angażować się w jakieś wakacyjne intymności, powinien pomyśleć, że angażuje się m.in. w spłycanie i banalizowanie swoich oraz partnera relacji z przyszłym współmałżonkiem, a także w podkopywanie wzajemnego zaufania w małżeństwie. Zaufanie jest podstawą wszelkich relacji małżeńskich. Będzie ono większe czy mniejsze, jeśli ktoś oddał się już wcześniej innemu?…

Jedna z dziewcząt napisała: „Nawet przed małżeństwem trzeba być wiernym swojemu mężowi, chociaż się go jeszcze nie zna”. Oczywiście!

Ze zwykłego szacunku dla siebie. Nieczystość poniża. Niektórzy żyją jak zwierzęta. To nie dla mnie.

Nie jest wyrazem szacunku dla siebie na przykład z premedytacją się upić, aby łatwiej było pozwolić wykorzystać się seksualnie. A dlaczego pozwolić się wykorzystać? No bo teraz jest moda na seks i trzeba nadążyć za koleżankami. Albo aby sobie udowodnić, że się jest dorosłą. I żeby dowód był mocniejszy, odgrywać jeszcze jakieś scenki z porno filmów… Albo ze zwykłej ciekawości „jak to jest” zgodzić się na bycie którąś z kolei dla jakiegoś „przystojniaka-playboya”, poznanego w czasie tych wakacji.

Szokujące? Smutna rzeczywistość. Takie doświadczenia pozostawiają trwałe ślady w psychice. Obrzydzanie sobie nie tylko seksu, ale życia w ogóle. Nie robi się czegoś najbardziej intymnego pod słońcem z byle jakich motywów, byle gdzie i z byle kim. Poza mężem wszyscy są w tym względzie „byle kim”.
Nieczystość poniża. Jest wielką porażką, fatalnie oblanym egzaminem życiowym. Różne wakacyjne sytuacje znacznie obniżają niektórym dziewczynom poziom szacunku dla siebie – czy poziom samooceny – jak mówią psycholodzy.

Od siebie nie ma ucieczki. Trzeba potem żyć z kimś, kto zachowywał się – „jak kretynka, małpa afrykańska …” – dalszy ciąg wypowiedzi nie nadaje się już do publikacji.

Niska samoocena oznacza: depresję, dołki, myślenie typu: „nic nie jestem warta”, brak zaufania dla swoich sił, utratę ideałów i nadziei ich osiągnięcia. To często napędza błędne koło. Szuka się potwierdzenia swojej wartości w nowych miłostkach, akceptacji grupy, a więc – w „płynięciu z prądem”.
Wysoka samoocena, poczucie własnej wartości i radość biorą się ze zwycięstw, dobrze zdanych egzaminów życiowych. Nie dziwię się, że jedna z dziewcząt napisała w ankiecie: „Wspaniale jest być dziewicą” (Bravo, Dziewczyna itp. mówią, że wspaniale jest puszczać się na prawo i lewo). „Serce czyste to serce radosne” – powiedziała Matka Teresa z Kalkuty. Jakże to prawdziwe!

Czystość czyni ludzi pięknymi.

Uzupełnię to stwierdzenie krótkim świadectwem.
„Po dwóch latach spotkałem znowu Małgosię. Kiedyś była radosna, beztroska, ciepła. Bardzo ją lubiłem. Dzisiaj wygląda, jakby ktoś ją przepuścił przez jakiś piekielny młyn – wulgarna, prymitywna, wyrachowana, niespokojna. Ubiera się i mówi jak prostytutka. Oto kolejna ofiara głosicieli haseł o »wolnej miłości«. Czy nikt im nie zabroni tej działalności? Czy dalej będą wciągać młodzież w tę swoją szatańską maszynerię, mielącą na miazgę ich radość, piękno, ideały?… Co czułem?… Smutek, wściekłość, bezsilność”.

Zachowanie czystości do ślubu to najlepszy filtr na nieodpowiedzialnych facetów. Jeśli kocha, poczeka. Jeśli nie chce czekać, nie kocha. Nic dodać, nic ująć. „Miłość cierpliwa jest” (1 Kor 13, 4) – potrafi czekać. Jeśli chłopak kocha, uszanuje decyzję dziewczyny, bo zależy mu na niej, a nie na seksie. Jeżeli zależy mu na seksie, a nie na dziewczynie, odejdzie, żeby szukać innej, łatwiejszej. Logiczne. I całe szczęście. Niech sobie idzie. Lepsze to, niż męczyć się przez całe życie z egoistą.

Najbardziej zależy mi na Panu Bogu. Seks? Świetnie! Po ślubie – jak Pan Bóg przykazał.

„Najbardziej zależy mi na Panu Bogu”…Dziewczyna odnalazła swój skarb, drogocenną perłę, jak w przypowieści Jezusa (Mt 13, 44-46). Jest tylko jedna droga prowadząca do pokoju, radości i prawdy, jeden sposób, aby uczynić swoje życie pięknym. Jest nim życie blisko Boga przez pełnienie Jego woli, choć czasami trudnej. Ale poza dyscypliną, ofiarą, zaparciem się siebie leży piękno i szczęście, których nie znajdzie się nigdzie indziej.
„Po ślubie – jak Pan Bóg przykazał”… Przykazał z troski o nas. Także z troski o jakość współżycia seksualnego. Jasne! Bo ono jest bardzo ważne.
Wiesz, jaki jest najlepszy poradnik udanego życia seksualnego? Dekalog! Zwłaszcza VI i IX przykazanie. Sam Pan Bóg daje nam wskazówki. Chcesz, żeby twoje życie seksualne było udane, satysfakcjonujące? – zachowaj przykazania. Ten, kto nie zachowuje przykazań, kaleczy swoje życie seksualne i w ogóle swoje życie, a na dodatek i innych.

W kilka minut zrujnowałam sobie radość życia na długi czas. Nigdy więcej!

Nie wiem, co konkretnie zrujnowało radość tej dziewczyny. Grzech, czyli zło, na przeróżne i nieprzewidywalne sposoby rani, poniża, wpędza w dołki, niepokoje – jednym słowem powoduje cierpienie. Taka jest natura zła. Przez ciężki grzech, jak przez bramę, wchodzimy w niszczącą nas rzeczywistość. Im dłużej się w niej trwa, tym gorsze skutki. „W świetle wiary nie ma większego zła niż grzech i nic nie powoduje gorszych skutków dla samych grzeszników, dla Kościoła i całego świata” – czytamy w Katechizmie Kościoła Katolickiego (KKK 1488).

Jakie mogą być najszybciej odczuwalne skutki grzechów przeciwko VI i IX przykazaniu? Takie oto:
• poczucie własnej winy i doprowadzenie drugiego człowieka do grzechu;
• poczucie życiowej porażki, zdrady ideałów;
• lęki, czy nie jestem w ciąży, czy nie zaraziłam się jakąś chorobą (albo faktycznie ciąża lub choroba);
• zranienia emocjonalne – „Oddałam mu się, a on parę dni później chodził już z inną. Ja go kochałam, a jemu chodziło tylko o seks. Nic nie jestem warta, skoro oddałam się takiemu facetowi”;
• raniąca opinia otoczenia – „Oddałam mu się, a on potem wszystko ze szczegółami opowiadał przy piwie swoim kolegom. Robili do mnie dziwne aluzje”;
• zamęt duchowy, niechęć do modlitwy, oddalenie się od Boga.

Czystość uczy miłości.

Dodajmy – nieczystość zabija miłość. Dlaczego tak jest? Bo prawdziwa „miłość jest z Boga” (1 J 4, 7), a ciężki grzech usuwa Boga z serca. „Grzech śmiertelny niszczy miłość w sercu człowieka” (KKK 1855).

Miłość w relacjach między narzeczonymi, chłopakiem i dziewczyną wzrasta tylko wtedy, kiedy zachowują oni czystość. Współżycie rozbudza emocje, wiąże mocno kobietę z mężczyzną (albo lepiej powiedzieć – uzależnia emocjonalnie), ale przecież miłość to coś znacznie więcej niż emocje i przywiązanie. Uczucia przemijają, prawdziwa zaś miłość „nie ustaje” (1 Kor 13, 8).

Różne czasopisma (całe mnóstwo!), porady sercowe, „eksperci” mówią dokładnie na odwrót: miłość = seks, seks = miłość. Nawołują wszystkich do „kochania się”, byle tylko z „zabezpieczeniem”, które zresztą przed niczym nie zabezpiecza. Słusznie mówią?… Gdyby mieli słuszność, najbardziej kochającymi osobami na świecie musiałyby być panie pracujące w agencjach towarzyskich. One to bowiem, prawie bezustannie, „uprawiają miłość”. (Ich klienci przychodzą do nich z miłości?) Owocem tych „upraw” i tej „miłości” są m.in. zdradzone żony, rozbite małżeństwa i choroby weneryczne…

Ty nie nazywaj ciężkiego grzechu „kochaniem się”! Ciężki grzech to wielkie zło, miłość natomiast to wielkie dobro. Nie istnieje nawet „grzeszna miłość”. Jest albo grzech, albo miłość. Ogień i woda nie mogą ze sobą współistnieć. Jakieś uczucia, jakieś uniesienia, zakochanie – te mogą iść w parze z grzechem, bo nie są miłością. „Miłość nie dopuszcza się bezwstydu” (Kor 13, 5). Kto kocha prawdziwą miłością, nie chce grzeszyć. „Starajcie się posiąść miłość” – pisze św. Paweł (1 Kor 14, 1). Wysiłek zachowywania czystości jest wysiłkiem zdobywania miłości.

Trzymam się tradycyjnych, wypróbowanych wartości.

Mówią niektórzy: „trzeba iść z postępem”, „być nowoczesnym”. W ten sposób chcą się usprawiedliwić, ale żadnych usprawiedliwień nie ma… Oczywiście, że trzeba iść z postępem i być nowoczesnym!

Postęp oznacza przechodzenie od czegoś gorszego do czegoś lepszego. Lepsze zastępuje gorsze. Regres odwrotnie – gorsze zastępuje lepsze. Jest postęp w technice. Ogromny! Do Rzymu czy Paryża nie musimy dziś jechać karocą kilka tygodni po wyboistych drogach. Siadamy w odrzutowy samolot i za dwie godziny jesteśmy na miejscu. Ten drugi sposób podróżowania jest zdecydowanie lepszy.

Ale czy postęp w technice oznacza, że w każdej dziedzinie życia posuwamy się do przodu, z gorszego przechodzimy do lepszego? Popatrz, jaki byłby postęp, gdyby tylko połowa rozpustników się nawróciła. Pomyśl, ile mniej zdrad małżeńskich, rozwodów, nieszczęśliwych dzieci, nieudanych małżeństw… Ile mniej chorób przenoszonych drogą płciową, wykorzystanych seksualnie dzieci i dziewcząt, osób wciąganych w prostytucję i pornografię… Ile mniej cierpień! Jaki to byłby postęp! Czystość jest postępem! Dobrze głoszą: „trzeba iść z postępem”. Można dodać: „rozpusta jest regresem”.

Wyraz „nowoczesność” pochodzi od słów „nowe czasy”, „nowy czas”, zgoda? Myślisz, że na przykład życie na kocią łapę to nowość, a więc przejaw nowoczesności? No nie, to już było. Dawno, dawno temu. Powtórka z czasów, kiedy nie było jeszcze instytucji małżeństwa. Mentalność i obyczaje ludzi pierwotnych przezwyciężyło małżeństwo. Ten moment był nowością i nie będzie już bardziej nowoczesnej instytucji niż małżeństwo.

Tzw. wolną miłość (tzn. raz z tym, raz z tamtym) nazwałabyś nowoczesnym stylem życia? No nie, to także cofnięcie się do czasów przedcywilizacyjnych, gdy głównym motorem postępowania człowieka były popędy i instynkty. To najbardziej prymitywny sposób relacji kobiety z mężczyzną. Kiedy społeczności przechodzą od stanu barbarzyństwa do stanu ucywilizowania? Gdy uczą się okiełznywać instynkty i zaczynają kierować się rozumem i zasadami.

„Najstarszy zawód świata” – jak widzisz – rozwija się w ostatnich latach w naszym kraju niebywale szybko. Nowoczesność? Niektóre ulice polskich miast przypominają ulice starożytnego Koryntu. Cofnięcie o przynajmniej 2000 lat. Ogrodzić tylko płotem i zrobić skansen.

A ci seksuolodzy ze swoimi poradami? Jakby dopiero co wyszli z jaskiń! Gdzie oni pasują? My już chcemy latać odrzutowcami, a oni przekonują, że najlepiej podróżuje się na osiołku. I niektórzy dają się przekonać. Cóż za historia!

Czystość zbliża człowieka do Boga, nieczystość go od Niego oddala.

Nieczystość wręcz uśmierca Boże życie w nas. „I wy byliście umarłymi na skutek występków i grzechów, w których żyliście według doczesnego sposobu tego świata…” – pisze św. Paweł (Gal 2, 1-2). Tak wyraźnie widać, jak „świat” chce uśmiercić Boże życie w młodych. Życie Boże, które jest największym bogactwem człowieka. Jakie są tego ostateczne i najtragiczniejsze skutki? „O tym bowiem bądźcie przekonani, że żaden rozpustnik ani nieczysty (…) nie ma dziedzictwa w Królestwie Chrystusa i Boga” – czytamy w Piśmie św. (Ef 5, 5).

Wystarczy na dzisiaj. List jest już długi. Na koniec jeszcze, w telegraficznym skrócie, inne wymienione w ankiecie powody odłożenia do ślubu współżycia seksualnego:
• Nie chcę mieć reputacji „łatwej dziewczyny”.
• Przecież można cieszyć się sobą bez seksu!
• Śmieszne, kiedy małolaty udają dorosłych.
• Teraz byłaby to marna namiastka tego, co będzie w małżeństwie.
• Mam dopiero 16 lat. Chcę się cieszyć życiem. Dlaczego mam tworzyć problemy, które mnie przerastają?
• Przez seks rozpadają się przyjaźnie.
• Jeżeli sama nie będę się szanować, to inni też nie będą mnie szanowali.
• Przez zachowanie czystości jest się przykładem w dobrym dla innych.
• Seksualność jest sferą zbyt ważną i piękną, aby się nią bawić.
• Raz utraconego dziewictwa nie można odzyskać.
• Nie chcę być dla nikogo jedną z kolejnych partnerek.
• Ciężki grzech zabija duszę.

Super, dziewczyny! Cześć! Trzymajcie się! Do następnego razu.
Wasz starszy brat Jaś Bilewicz

P.S.
Mam jeszcze jedną dobrą wiadomość. Stowarzyszenie Rodzin Katolickich z Wałbrzycha złożyło  do wałbrzyskiej Prokuratury Rejonowej zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez Bravo. Brawo SRK!

Owo wydawane przez niemiecką firmę Bauer czasopismo dołączyło do lutowego numeru, jako gadżet, krzyże, nazywając je „superwisiorami dla dziewczyn i chłopców”. Znak męczeństwa Chrystusa jest uważany przez to bulwarowo-pornograficzne pismo za „wisior”… Wydawcy Bravo, co wiemy od dawna, do najgodniejszych reprezentantów swojego narodu się nie zaliczają.

Mam nadzieję, że za tym pierwszym pójdą kolejne pozwy sądowe. Zaniedbanie obrony rozzuchwala napastników. Następny procesik mógłby być o nakłanianie małoletnich do działań, które narażają na zakażenia chorobami przenoszonymi drogą płciową, w tym AIDS, a więc o nakłanianie młodzieży do działań niebezpiecznych dla zdrowia i życia. Niechby dali na przykład milion na leczenie ofiar swojej propagandy. Dlaczego podatnicy mają płacić z własnej kieszeni za skutki działalności jakiejś niemieckiej spółki prasowej? I niechby też sąd nakazał umieszczenie na okładce dużymi literami ostrzeżenia: „Czytanie zamieszczanych tutaj treści jest ryzykowne dla Twojego zdrowia i życia” albo: „Czasopismo dla wszystkich, którzy chcą się mieć znacznie gorzej”.
Cześć! Alleluja i do przodu!