Miłosierdzie Boże

Darowano mi wiele

Lis 30, 2015 Świadectwo

Pewnego dnia w naszym kościele usłyszałam kazanie na temat modlitwy porannej i wieczornej. Pomiędzy wierszami dotarło do mnie, że nie mogę się wymawiać brakiem czasu albo nieumiejętnością modlitwy, ponieważ mogę się modlić słowami: „Jezu, ufam Tobie”. Taka modlitwa też jest wysłuchiwana, jeśli wypływa z głębi serca.

Słowa kapłana zapadły we mnie na dobre. „Jezu, ufam Tobie” – tak był podpisany obraz w bocznej nawie mojego parafialnego kościoła. Przypomniały mi się też słyszane w dzieciństwie śpiewy przed obrazem Bożego Miłosierdzia. Starsze kobiety w chustkach na głowie śpiewały tylko te trzy słowa – „Jezu, ufam Tobie” – na wszelkie możliwe tony. Nieraz mnie to nudziło lub śmieszyło. Bóg był jednak cierpliwy i wytrwały. Przyszedł do mnie około trzech lat temu, kiedy znalazłam obrazek Jezusa Miłosiernego. Na odwrocie był wydrukowany sposób odmawiania koronki. Przyjęłam to jako zaproszenie do modlitwy.

W tym czasie zaczęłam też słuchać Radia Maryja i natrafiłam na koronkę odmawianą o godzinie piętnastej z udziałem radiosłuchaczy. Wyciągałam obrazek i uczyłam się. I tak oto z osoby, która wyśmiewała „klepane pacierze”, stałam się osobą, która z szacunkiem i z chęci serca modli się koronką do Miłosierdzia Bożego. Powierzałam wszystko, co dzień powszedni przynosił. Często miałam zajęte ręce, gdyż w tym czasie moja rodzina czekała na obiad, ale serce i usta miałam wolne.

Pomimo modlitwy przyszedł jednak w moim życiu dzień, gdy zwątpiłam i zeszłam z drogi uczciwości. Nadużyłam stanowiska, na którym pracowałam od wielu lat. Wzięłam to, co nie należało do mnie, z najczystszą intencją, że oddam jak najszybciej. Nie zdążyłam… Kontrola była pierwsza i nie było tłumaczenia. Przede mną była perspektywa spotkania z prokuratorem, utraty pracy, która zabezpieczała byt rodziny. Gdy załamana tym wszystkim wróciłam z biura do domu, wzrok mój padł na obraz Jezusa Miłosiernego. Zaczęłam się modlić. Wyjaśnienia i kontrolowanie mojej pracy trwały około miesiąca.

Byłam wyczerpana udzielaniem odpowiedzi, przeżywałam ogromny wstyd z powodu nieuczciwości, zobaczyłam we właściwym świetle swój czyn. Przeżyłam wiele bólu i wylałam wiele łez. Wiedziałam, że mój postępek był zły, ale nie sądziłam, że aż tak zły. Jak przetrwałam ten miesiąc, nie wiem, ale wierzę, że Jezus wspierał mnie przez ten cały czas, bo szczerze żałowałam swojego uczynku. Pełna ufności w Miłosierdzie Boże modliłam się codziennie o pomyślne rozwiązanie mojej sytuacji.

Gdy zostałam wezwana do gabinetu szefa, nogi pode mną drżały. Było tam wiele osób, koleżanek i współpracowników. Zastanawiali się, co ze mną zrobić. Ja powiedziałam jedynie, że ogromnie żałuję i mam świadomość, że nadużyłam zaufania, że przepraszam i że jeszcze raz proszę o zaufanie. I uwierzcie mi, zostałam wysłuchana! Pracuję nadal na tym samym stanowisku, kara była łagodna – tylko pieniężna. Dziś wierzę, że Bóg przemawiał w sercach moich szefów oraz współpracowników. Darowano mi wiele. Ja natomiast nie ustaję na modlitwie wdzięczności przed obrazem Miłosierdzia Bożego.

Dziś to wiem, że łaska przychodzi pierwsza, zanim wydarzy się coś złego, a łaską dla mnie była możliwość poznania tej modlitwy i dar wytrwania w niej.