Zagrożenia duchowe Zobacz

Czy joga to tylko ćwiczenia?

Lip 23, 2018 Agnieszka Kańduła

Święty Jan Paweł II powiedział:  „Wypada chyba przestrzec chrześcijan, którzy z entuzjazmem otwierają się na rozmaite propozycje pochodzące z tradycji religijnych Dalekiego Wschodu, a dotyczące na przykład technik i metod medytacji oraz ascezy. W pewnych środowiskach stało się to wręcz rodzajem mody, którą przejmuje się bezkrytycznie” (Przekroczyćpróg nadziei, 1994).

Te słowa św. Jana Pawła II są dzisiaj szczególnie aktualne. Obecnie jedną z najpopularniejszych form „relaksu” są różnorodne zajęcia z jogi. Nie ograniczają się one już tylko do coraz częściej powstających „szkół jogi”, ale również wkraczają w przestrzeń publiczną – jogę ćwiczy się w parkach, wykorzystuje się ją na zajęciach szkolnych, w poradniach dla kobiet w ciąży, w klubach seniora…

Tylko ćwiczenia?

Częstokroć nawet praktykujący katolicy dają się ponieść fali „dobroczynnej siły” jogi, twierdząc, że przecież dla nich to tylko relaksujące ćwiczenia fizyczne i nie wiążą ich z określoną filozofią. Czy rzeczywiście jest to możliwe?

Odpowiedź na to pytanie możemy znaleźć w Katechizmie Kościoła katolickiego, który podkreśla:

„Błędna jest ocena moralności czynów ludzkich, biorąc pod uwagę tylko intencję, która je inspiruje” (KKK 1756);

potwierdzenie tego znajdziemy również w słowach św. Pawła:

„Unikajcie wszystkiego, co ma choćby pozór zła” (1 Tes 5,22).

Wielu badaczy kultur wschodnich wyraźnie zaznacza, że joga z założenia zanurzona jest w świecie bogów i duchów i polega na przywołaniu ich obecności (co może doprowadzić do opętania), a poszczególne pozycje jogiczne poświęcone są różnym bożkom. Gesty i ćwiczenia w jodze nie mogą być więc neutralne duchowo.

Prowadzi to do tego, że ćwicząc ją (choć nie zawsze świadomie), otwieramy się na działanie złych duchów i zostajemy wciągnięci w swoisty rodzaj bałwochwalstwa (zob. Wj 23,24).

Na czym polega joga?

Ojciec Joseph Marie Verlinde – katolicki kapłan – jako młody, dobrze zapowiadający się naukowiec stracił wiarę. Na fali popularności filozofii Wschodu zainteresował się jogą i medytacją.

Poznawszy ówczesnego guru medytacji transcendentalnej – Maharishiego Mahesha Yogi, spędził kilka lat w aśramach himalajskich [aśram to klasztor lub szkoła religijna – przyp. red.], będąc jego uczniem. Tam zgłębiał filozofie wschodnie i tam również dokonało się jego nawrócenie.

W swoich świadectwach ojciec Verlinde tłumaczy, na czym dokładnie polegają ćwiczenia jogi. Mówi on, iż zadanie jogi polega na tym, ażeby energię ziemską unieść w naszym ciele aż do czubka głowy – bo jeśli energia ziemska połączy się z energią kosmiczną, wówczas zniknie „iluzja indywidualnej osoby”.

Ojciec Verlinde podkreśla, że sążne rodzaje jogi, ale wszystkie one mają ten sam cel.

Na przykład zadaniem hatha-jogi – opartej na ćwiczeniach fizycznych – jest to, aby przez pozycje ciała sprawić, by ta energia podniosła się wyżej w ciele.

Co to za energia?

Otóż nie jest to żadna ze znanych energii fizycznych; jest to energia okultystyczna – czyli taka, której nie da się ani zmierzyć, ani zważyć. Ta „energia” nazywa się kundalini, a przedstawia się ją jako małego węża (por. Rdz 3,1).

Ma on przechodzić od podstawy kręgosłupa aż do czubka głowy. Ponieważ początkiem jest podstawa kręgosłupa, dlatego właśnie jogę ćwiczy się na siedząco w pozycji kwiatu lotosu.

Gdzie dokładnie ma przechodzić ta energia?

Ma się ona wznosić kanałami okultystycznymi – czyli takimi, które nie należą do naszego ciała fizycznego. Według wierzeń wschodnich mamy trzy takie kanały, które przecinają się siedem razy.

Właśnie te punkty przecięcia są interesujące, bo tam znajdują się czakry – takie niby-pompy energetyczne, które mają zasysać energię (kundalini) do góry.

Aby to ułatwić, joga zaleca, oprócz ćwiczeń fizycznych, także ćwiczenia oddechowe – pranajama. Ich cel jest dokładnie taki sam – mają one pomóc unieść tą energię.

Jak to zrobić? Na przykład za pomocą precyzyjnych technik oddechowych doprowadzamy się do stanu, w którym zostaje ona przepchnięta do góry.

Trzeci rodzaj jogi dotyczy technik koncentracji. Polegają one na powtarzaniu w umyśle mantr, które są słowami specjalnie dobranymi w taki sposób, aby wywołać rezonans w tych właśnie niby-pompach energetycznych (czakrach).

Możemy więc zauważyć, że joga koncentruje się wokół czakr. Ruchy ciała, oddychanie, koncentracja – wszystko to po to, żeby uruchomić czakry.

Wszystko dąży do tego, aby energię (kundalini) doprowadzić do czubka głowy, bo kiedy tak się stanie, ja osobowe znika i pojawia się poczucie jedności ze wszystkim.

Mając tę wiedzę, łatwiej jest zrozumieć to, co opisuje Grzegorz Fels, który w książce Niebezpieczna joga wyjaśnia:

„Niektórzy zwolennicy jogi twierdzą, że nie widzą nic złego w jej praktykowaniu, bo odrzucają stojącą za tym wszystkim filozofię. Tak rozumianą jogę traktują oni tylko jako swego rodzaju zestaw ćwiczeń, służących relaksacji.

Zapytano o to nawet pewnego indyjskiego jogina, który miał z uśmiechem odpowiedzieć:

»Niech ćwiczą. Czakry i tak im się otworzą«.

Propagatorzy jogi bardzo jasno stwierdzają, że filozofia i praktyka są ze sobą nierozłączne” (Niebezpieczna joga, s. 31-32).

Czy ćwiczenia jogi zbliżają nas do Boga?

W żaden sposób! Pewien człowiek, u którego joga spowodowała poważne zniewolenie demoniczne, powiedział:

„Jestem przekonany, że joga jest satanistyczna – każda joga. Kto ją praktykuje, otwiera siebie samego na działania demoniczne”.

Kardynał Joseph Ratzinger podkreśla, że

„charakterystyczną cechą tego rodzaju mistyki (jogina) jest doświadczenie tożsamości: mistyk tonie w oceanie »całkowitej jedności« […]. Na ostatnim stopniu tego przeżycia mistyk nie powie do swojego Boga: »Jestem Twój«, lecz jego formuła będzie brzmiała: »Ja to Ty«”.

Niestety, to jest najgorsza forma bałwochwalstwa, zaproponowana przez szatana na samym początku:

„Będziecie jak Bóg” (Rdz 3,5).

Zastanawiające jest to, że tekst biblijny właśnie w tym miejscu utożsamia szatana z wężem.

Ojciec J. M. Verlinde często przestrzega przed jogą:

„Efekty zachodniej i wschodniej mistyki są sobie całkowicie przeciwstawne. To nie sążne drogi prowadzące na ten sam szczyt, to osiągnięcie całkiem przeciwnych szczytów: szczytu pokory i szczytu pychy! Jedni dochodzą do Prawdy, drudzy do iluzji”.

Szczyt pychy to absolutny egoizm, czyli piekło. Szczyt pokory to absolutna miłość, czyli niebo.

Świadectwo Pawła

Jest wiele świadectw osób, które doświadczyły destrukcyjnego działania jogi. A oto jedno z nich:

„Pamiętam wakacje, podczas których poszedłem na serię indywidualnych zajęć z jogi. Po zajęciach czułem się zmasakrowany psychicznie, zaczęły pojawiać się myśli, których nie byłem w stanie się pozbyć, myśli negatywne o samym sobie. Medycznie chyba nazywa się to nerwica natręctw. […]

Przestałem się modlić, byłem przekonany, że jestem samowystarczalny i sam poradzę sobie z problemami przez obudzenie wewnętrznej siły. […]

Joga doprowadziła mnie do rozbicia wewnętrznego, porzucenia tego, co kiedyś dawało mi radość, wreszcie do ogromnej samotności. Stałem się indywidualistą, egoistą maksymalnie skoncentrowanym na swoim ciele i na umyśle jako narzędziu wpływania na ciało, samopoczucie.

Nie liczyłem się z wolą Boga, Jego planem wobec mojego życia. Dusza została gdzieś pominięta. Coraz bardziej wchodziłem w duchowość hinduizmu. Jako chrześcijanina coraz bardziej mnie ona kaleczyła i odsuwała od własnej natury.

Zmiana diety doprowadziła do wyniszczenia mojego organizmu, utraty wagi i wielkiego skoncentrowania się na zdrowej żywności.

Zrozumiałem, że jestem zniewolony. Nie mogę robić tego, co chcę, nawet jeśli chodzi o tak podstawową potrzebę człowieka jak jedzenie. Że nie mam możliwości swobodnego wyboru.

Pewnego dnia po ćwiczeniach straciłem przytomność. Zaczęły się problemy fizyczne, dolegliwości neurologiczne. Badania lekarskie wychodziły dobrze, a ja czułem się coraz gorzej. […]

Joga to system filozoficzny, a jej praktykowanie wiąże się z przyjęciem nauk hinduizmu. Dzisiaj już wiem to, czego nie powiedziano mi na zajęciach – że powtarzane w sanskrycie mantry mogą być imionami hinduskich bóstw czy duchów. […]

Joga to nie ćwiczenia fizyczne. To duchowość, która doprowadziła mnie do ogromnego cierpienia fizycznego i duchowego, odsunęła mnie od znajomych i od tego, co dawało mi kiedyś prawdziwą radość” (Niebezpieczna joga, s. 16-18).

Ksiądz dr hab. Aleksander Posacki tłumaczy to w ten sposób, że na skutek praktykowania jogi człowiek

„krok po kroku wycofuje się do swego wnętrza i w związku z tym nie jest już w stanie nawiązywać kontaktów z innymi. W rezultacie akceptuje ten stan odosobnienia jako właściwy i dobry. Uderza to w powołanie człowieka do czynienia dobra w służbie miłości” (Niebezpieczna joga, s. 66).

Podsumowanie

Joga jest systemem ćwiczeń wywodzących się z religijnego światopoglądu, w którym nie ma miejsca dla osobowego Boga.

Celem tych ćwiczeń jest uruchomienie okultystycznej energii (nieprzypadkowo utożsamianej z wężem), zatracenie własnego ja, co może doprowadzić do zniewolenia demonicznego.

Musimy zdać sobie sprawę z tego, że człowiek sam nie może zdobyć sobie zbawienia – jest to dar, który otrzymujemy. Bóg bowiem, pragnąc obdarować nas pełnią szczęścia, tak bardzo nas umiłował,

„że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (J 3,16).

Natomiast każda próba samodzielnego osiągnięcia zbawienia jest odrzuceniem daru Bożego miłosierdzia i otwieraniem się na działanie złych duchów.

Dzięki ofierze Chrystusa możemy naprawdę łączyć się z Nim i napełniać się Jego Duchem:

„Czyż nie wiecie, że ciało wasze jest świątynią Ducha Świętego, który w was jest, a którego macie od Boga, i że już nie należycie do samych siebie? Za [wielką] bowiem cenę zostaliście nabyci. Chwalcie więc Boga w waszym ciele!” (1 Kor 6,19-20).

Ewidentnie uruchamianie energii okultystycznych nie jest wychwalaniem Boga w naszym ciele! Jest ono grzechem przeciwko pierwszemu przykazaniu.

Co robić?

Jaki jest więc najlepszy sposób spotkania się z Bogiem? Jak się wyciszyć i zdystansować od codziennych problemów?

Święty Jan Paweł II zachęca nas do jak najczęstszego przyjmowania Chrystusa w Komunii św. oraz do adorowania Go w Najświętszym Sakramencie:

„Pięknie jest zatrzymać się z Nim i jak umiłowany Uczeń oprzeć głowę na Jego piersi (por. J 13,25), poczuć dotknięcie nieskończoną miłością Jego Serca. Jeżeli chrześcijaństwo ma się wyróżniać w naszych czasach przede wszystkim »sztuką modlitwy«, jak nie odczuwać odnowionej potrzeby dłuższego zatrzymania się przed Chrystusem obecnym w Najświętszym Sakramencie na duchowej rozmowie, na cichej adoracji w postawie pełnej miłości?

Ileż to razy, moi drodzy Bracia i Siostry, przeżywałem to doświadczenie i otrzymałem dzięki niemu siłę, pociechę i wsparcie!” (EE 25).

Święta matka Teresa z Kalkuty podkreśla natomiast:

„Musimy budować nasze życie na Eucharystii, wpatrywać się w Tego, który jest Światłem. Niech wasze serca trwają przy Jego Boskim Sercu. Proście Go o łaskę, by Go poznawać, o miłość, by Go kochać, odwagę, by Mu służyć. Szukajcie Go z zapałem.

Przez Maryję, Przyczynę naszej radości, odkryjecie, że nigdzie indziej na świecie nie jesteście lepiej przyjmowani, bardziej kochani, niż przez Jezusa żyjącego i prawdziwie obecnego w Najświętszym Sakramencie. On naprawdę tu jest, we własnej Osobie, i czeka na was”.

Pamiętajmy więc, że najlepszym sposobem spotkania się z Bogiem, jedynym Źródłem radości, miłości i pokoju, jest Eucharystia – korzystajmy z niej jak najczęściej, a kiedy jest nam ciężko i odczuwamy potrzebę „wyciszenia się”, po prostu trwajmy przed Najświętszym Sakramentem.

Oddajmy Jezusowi wszystkie swoje problemy, cierpienia oraz zranienia. Pozwólmy Mu, aby nas uzdrawiał, przemieniał, uwalniał z egoizmu i uczył nas kochać.

Źródło: „Niebezpieczna joga”, Wydawnictwo Monument, Poznań 2015.

Podobne treści znajdziesz w naszym sklepie:

Wyrwana z ciemności. New Age, wiara chrześcijańska i walka o dusze - Moira NoonanDzisiaj trzeba wybrać. Ks. Piotr GlassMagia - cała prawda - Wydanie III uzupełnione