Historia Kościoła Zobacz

Czerwona gwiazda w walce z Krzyżem cz. 4

Sie 27, 2018 Grzegorz Kucharczyk

Opanowanie Europy Środ­ko­wej i Wschodniej przez sowieckie ar­mie prące na zachód w pościgu za roz­bi­ty­mi woj­ska­mi III Rze­szy oraz fak­tycz­na ka­pi­tu­la­cja Zachodu wo­bec pla­nów Stalina cał­ko­wi­te­go zdo­mi­no­wa­nia (woj­sko­we­go i po­li­tycz­ne­go) Eu­ro­py na wschód od Łaby ozna­cza­ło dla Kościoła dzia­ła­ją­ce­go w Polsce, Cze­cho­sło­wa­cji, Ju­go­sła­wii, Buł­ga­rii, Ru­mu­nii oraz na Wę­grzech po­czą­tek mę­czeń­skiej drogi.

Za­nim zo­ba­czy­my, jak wy­glą­dał mark­si­stow­ski „roz­dział Ko­ścio­ła od pań­stwa” w Pol­sce, spróbujmy przed­sta­wić ge­hen­nę ka­to­li­ków w in­nych „brat­nich krajach de­mo­kra­cji lu­do­wych”.

Po­stę­po­wa­nie ko­mu­ni­stów w tych krajach wobec Ko­ścio­ła i wier­nych prze­bie­ga­ło według wzor­ca wy­pró­bo­wa­ne­go już wcze­śniej (zob. wcze­śniej­sze nu­me­ry „Mi­łuj­cie się!”) w Ro­sji sowieckiej.

Z jed­nej stro­ny fizyczna eks­ter­mi­na­cja (mor­der­stwa, dłu­go­let­nie i cięż­kie wię­zie­nia), z dru­giej stro­ny próba we­wnętrz­ne­go roz­bi­ja­nia jed­no­ści Ko­ścio­ła.

To po­do­bień­stwo me­tod w wal­ce z Ko­ścio­łem nie po­win­no dzi­wić: lo­kal­ne ko­mu­ni­stycz­ne wła­dze były w więk­szo­ści przy­nie­sio­ne nad Dunaj czy We­łta­wę na ba­gne­tach Ar­mii Czer­wo­nej, na­to­miast tzw. apa­rat bez­pie­czeń­stwa w tych kra­jach był w całości pod kon­tro­lą so­wiec­kiej NKWD.

Ciemna noc w Cze­chach i na Sło­wa­cji

Ko­mu­ni­stycz­ne represje wobec Kościoła w Cze­cho­sło­wa­cji roz­po­czę­ły się już w latach 40. In­ten­cje były jasne i czytelne: należy wy­ma­zać z du­cho­we­go oblicza Cze­chów i Sło­wa­ków wszelkie ślady ka­to­li­cy­zmu.

Wszak w lutym 1948 r. se­kre­tarz generalny Komunistycznej Par­tii Cze­cho­sło­wa­cji, Rudolf Slansky, za­de­kla­ro­wał, że wła­śnie Ko­ściół ka­to­lic­ki jest „ostatnim i naj­nie­bez­piecz­niej­szym wro­giem” dla wszyst­kich cze­cho­sło­wac­kich ko­mu­ni­stów.

Pierw­sze cio­sy pa­dły w kie­run­ku Ko­ścio­ła na Sło­wa­cji (katolicyzm na Słowacji od wieków był sil­niej­szy niż w Cze­chach). Już w roku 1945 aresz­to­wa­no bi­sku­pa spi­skie­go Jana Vojtaszka (w chwili aresz­to­wa­nia miał ponad 70 lat) i bi­sku­pa su­fra­ga­na traw­skie­go Mi­cha­ła Bu­zal­kę. W po­ka­zo­wych pro­ce­sach po­li­tycz­nych na po­cząt­ku lat 50. zostali skazani od­po­wied­nio na 24 lata wię­zie­nia oraz na do­ży­wo­cie.

W maju tego sa­me­go roku de­kre­tem ko­mu­ni­stycz­nych władz ode­bra­no sło­wac­kie­mu Ko­ścio­ło­wi 1800 pro­wa­dzo­nych przez nie­go szkół po­wszech­nych i oko­ło 80 po­nad­pod­sta­wo­wych. Uwię­zio­no rów­nież przy­wód­ców świeckiej opo­zy­cji de­kla­ru­ją­cej swo­je przy­wią­za­nie do ka­to­li­cy­zmu (m.in. Mi­lo­sa Bu­ga­ra, Pavla Car­no­gur­skie­go, Jana Kempnego).

Trwające prze­śla­do­wa­nia Ko­ścio­ła w Cze­cho­sło­wa­cji wy­wo­ła­ły zde­cy­do­wa­ną reakcję jego pa­ste­rzy. 18 czerw­ca 1949 r. ar­cy­bi­skup Pra­gi, Josef Be­ran, wy­sto­so­wał apel do ka­to­li­ków cze­skich i sło­wac­kich, by wy­trwa­li w wierności Chry­stu­so­wi pod­czas prze­śla­do­wań.

Karą za to była na­stęp­ne­go dnia na­paść ko­mu­ni­stycz­nej bez­pie­ki na pro­wa­dzo­ną przez ar­cy­bi­sku­pa Berana pro­ce­sję Bo­że­go Ciała w Pradze.

Na tym jed­nak się nie skoń­czy­ło. Praski ar­cy­bi­skup, który wcze­śniej był wię­zio­ny przez hi­tle­row­ców w obozie kon­cen­tra­cyj­nym w Da­chau, został osa­dzo­ny przez ko­mu­ni­stycz­ne władze Cze­cho­sło­wa­cji w aresz­cie do­mo­wym.

Od 1951 r. areszt ten za­mie­nio­no na więzienie. W więzieniu arcybiskup Beran prze­by­wał dwa­na­ście lat. Bez wytoczenia mu pro­ce­su – a więc tym samym bez wyroku!

W 1963 r. czescy komuniści wy­pu­ści­li cze­skie­go prymasa z więzienia, ogła­sza­jąc dla niego „amne­stię” (w cu­dzy­sło­wie, po­nie­waż na ar­cy­bi­sku­pie Pra­gi nie cią­żył żaden wyrok, na­wet z żad­ne­go sfin­go­wa­ne­go procesu – gdyż na­wet tego ostatniego ko­mu­ni­ści nie zde­cy­do­wa­li się za­in­sce­ni­zo­wać).

Jesz­cze w latach 50. (w roku 1954) do wię­zie­nia wtrą­co­no ko­lej­nych hierarchów: arcybiskupa Oło­muń­ca Jó­ze­fa Ma­to­chę (wię­zio­ny bez procesu) oraz bi­sku­pów Ste­fa­na Troch­tę (ska­za­ny w po­ka­zo­wym procesie na 25 lat wię­zie­nia) i Am­bro­że­go Lazika.

Początek lat 50. to szczyt komunistycznego terroru wy­mie­rzo­ne­go w Kościół w Cze­cho­sło­wa­cji.

W nocy z 13 na 14 kwietnia 1950 r. bez­pie­ka wdarła się do wszyst­kich klasz­to­rów mę­skich na te­re­nie tego kra­ju. Do wię­zie­nia wtrą­co­no wów­czas po­nad dwa ty­sią­ce za­kon­ni­ków z 260 klasz­to­rów (do­ce­lo­wo umiesz­czo­no ich w tzw. klasz­to­rach kon­cen­tra­cyj­nych).

Po­dob­ną akcję zor­ga­ni­zo­wa­no ty­dzień później (noc z 21 na 22 kwiet­nia 1950 r.) wo­bec klasz­to­rów żeńskich. Za­mknię­to wów­czas 750 klasz­to­rów, a do cięż­kich obo­zów pracy wy­sła­no nie­mal 11 ty­się­cy za­kon­nic. Ponad po­ło­wa z nich nie prze­ży­ła tej ko­mu­ni­stycz­nej „re­edu­ka­cji przez pra­cę”.

Ko­mu­ni­stycz­na wła­dza prze­śla­do­wa­ła również działający na te­re­nie Cze­cho­sło­wa­cji Ko­ściół greckoka­to­lic­ki (jego dzia­łal­ność kon­cen­tro­wa­ła się we wschod­niej Słowacji). Wtrą­co­no do więzienia dwóch bi­sku­pów unic­kich: Pavla Gojdica (ska­za­ny na do­ży­wo­cie) i Va­sy­la Hupkę.

Na wzór to­czą­ce­go się równolegle na rzą­dzo­nej przez So­wie­tów Ukrainie prze­śla­do­wa­nia uni­tów przy­mu­sem fi­zycz­nym pró­bo­wa­no zmu­sić grec­ko­ka­to­lic­kie du­cho­wień­stwo i wier­nych do przyj­mo­wa­nia pra­wo­sła­wia.

Jednak skutek tych starań był marny. Ledwie 26 z 267 księ­ży unic­kich pra­cu­ją­cych w Cze­cho­sło­wa­cji zde­cy­do­wa­ło się zerwać jedność z Oj­cem Świę­tym.

Komuniści cze­cho­sło­wac­cy sięgnęli rów­nież do innych metod, wykorzystywanych już wcze­śniej przez bol­sze­wi­ków w Rosji. Or­ga­ni­zo­wa­no więc roz­bi­jac­kie ru­chy, zmie­rza­ją­ce jakoby do „od­no­wy” Ko­ścio­ła w Cze­cho­sło­wa­cji i „za­pro­sze­nia” go do współ­pra­cy z „lu­do­wym pań­stwem”.

W istocie cho­dzi­ło o pró­bę roz­bi­cia Ko­ścio­ła od we­wnątrz. Ko­mu­ni­stycz­na bez­pie­ka po­wo­ła­ła więc do ży­cia w tym celu tzw. Po­ko­jo­wy Ruch Du­cho­wień­stwa „od­ci­na­ją­cy się od kon­fron­ta­cyj­nego wo­bec lu­do­we­go pań­stwa za­cho­wa­nia się hie­rar­chii”.

Opi­su­jąc czasy naj­więk­sze­go nasilenia wal­ki ko­mu­ni­stów z Ko­ścio­łem w Czechach i na Sło­wa­cji (lata 50. i 60.), kar­dy­nał Jan Chry­zo­stom Ko­rec na­pi­sał te wy­mow­ne sło­wa:

„Noc je­dy­na w cią­gu ty­sią­ca lat chrze­ści­jań­stwa w Sło­wa­cji i w Cze­chach. Noc, pod­czas któ­rej nasi współ­ro­da­cy, po­gar­dza­jąc hi­sto­rią i jej du­cho­wym prze­sła­niem, uczy­ni­li to, co nie przy­szło na myśl ani Ta­ta­rom, ani pań­stwu tu­rec­kie­mu, ani ni­ko­mu in­ne­mu przez dłu­gie, dłu­gie dzie­je na­sze­go spo­łe­czeń­stwa i narodu”.

Ko­ściół w Cze­cho­sło­wa­cji, na sku­tek zor­ga­ni­zo­wa­nej walki prze­ciw nie­mu pod­ję­tej przez ko­mu­ni­stycz­ne pań­stwo, stał się rze­czy­wi­ście Ko­ścio­łem ka­ta­kumb XX wie­ku.

Po­dob­nie jak pierw­si chrze­ści­ja­nie, rów­nież ka­to­li­cy na po­łu­dnie od na­szych gra­nic aż do po­cząt­ku lat 90. mu­sie­li ukry­wać swo­ją przy­na­leż­ność do Ko­ścio­ła. Ale ten Ko­ściół, po­zo­sta­ją­cy w jed­no­ści z na­stęp­cą św. Pio­tra, trwał.

Pa­pież Pius XII udzie­lił w 1949 r. bi­sku­pom cze­skim oraz sło­wac­kim spe­cjal­ne­go peł­no­moc­nic­twa do taj­ne­go wy­świę­ca­nia bi­sku­pów i ka­pła­nów. Tak wy­świę­ce­ni księ­ża nie no­si­li su­tann, po­dej­mo­wa­li pra­cę (czę­sto bar­dzo cięż­ką) tak jak lu­dzie świec­cy, ale po­zo­sta­wa­li ka­pła­na­mi Je­zu­sa Chry­stu­sa.

To z ich gro­na – spośród ludzi, któ­rzy za­zna­li mę­czeń­stwa dnia co­dzien­ne­go, wyszli pa­ste­rze od­ra­dza­ją­ce­go się na po­cząt­ku lat 90. (sta­ło się to moż­li­we dopiero na sku­tek upad­ku re­żi­mu ko­mu­ni­stycz­ne­go w Cze­cho­sło­wa­cji na prze­ło­mie 1989 i 1990 r.) Ko­ścio­ła w Cze­chach i na Słowacji.

Dość wspo­mnieć, że były Pry­mas Czech, ar­cy­bi­skup Pragi kar­dy­nał My­lo­slav Vlk, przez wiele lat wy­ko­ny­wał prace fi­zycz­ne jako zwy­kły ro­bot­nik, po­zo­sta­jąc jed­nym z „ka­pła­nów w ukryciu”. Na­to­miast autor przy­to­czo­nych słów o ciem­nej nocy ko­mu­ni­stycz­ne­go ter­ro­ru, Jan Chry­zo­stom Korc (kar­dy­nał i ar­cy­bi­skup Ni­try na Sło­wa­cji), w wie­ku 27 lat (tzn. w 1951 r.) zo­stał po­ta­jem­nie kon­se­kro­wa­ny na bi­sku­pa.

By móc otwar­cie spra­wo­wać swój pa­ster­ski urząd, bi­skup Korc mu­siał cze­kać jesz­cze nie­mal 40 lat. Po­dob­nie jak póź­niej­szy pry­mas Czech, rów­nież on pra­co­wał przez ten cały czas (bę­dąc bi­sku­pem) jako ro­bot­nik fi­zycz­ny (m.in. jako ma­ga­zy­nier i me­cha­nik na­pra­wia­ją­cy win­dy).

W 1960 r. zo­stał ska­za­ny, jako „zdraj­ca oj­czy­zny”, na 12 lat wię­zie­nia. W za­ostrzo­nym ry­go­rze wię­zien­nym prze­by­wał do roku 1968.

Takich przy­kła­dów jak ten moż­na by podawać dzie­siąt­ki. Nie brak było przy­kła­dów he­ro­icz­ne­go, a tak mało zna­ne­mu świa­tu trwa­nia Ko­ścio­ła za że­la­zną kur­ty­ną, ze­pchnię­te­go do współ­cze­snych ka­ta­kumb w wierności Chry­stu­so­wi i Jego Na­miest­ni­ko­wi.

Kar­dy­nał Vlk, wspo­mi­na­jąc czas pró­by Ko­ścio­ła w Cze­cho­sło­wa­cji, pod­czas ciem­nej nocy ko­mu­ni­stycz­ne­go ter­ro­ru, na­pi­sał:

„Re­żim po­zba­wił Ko­ścio­ła wszyst­kie­go. Do­zna­li­śmy więc praw­dzi­wej bie­dy. Po­zna­li­śmy, że Ko­ściół może też ist­nieć w bie­dzie…

Fakt, że nie mie­li­śmy bi­sku­pów, spra­wiał, że wie­rzą­cy rze­czy­wi­ście sza­no­wa­li bi­sku­pów i całe lata mo­dli­li się o ich powrót lub o no­mi­na­cje no­wych pa­ste­rzy Ko­ścio­ła.

Prze­śla­do­wa­nie wy­kształ­ci­ło też w nas głę­bo­ki sza­cu­nek wo­bec pierwszego bi­sku­pa Ko­ścio­ła, Ojca Świętego. To był dla nas czę­sto je­dy­ny biskup, po pro­stu nasz bi­skup. Nie mogliśmy się z nim spo­tkać, ale tym bardziej in­te­re­so­wa­ło nas wszyst­ko, co go do­ty­czy­ło”.

Te modlitwy cierpiącego Ko­ścio­ła w Czechach i na Słowacji zo­sta­ły wysłuchane. W 1990 r. z apo­stol­ską pielgrzymką przybył do Cze­cho­sło­wa­cji Ojciec Święty Jan Paweł II. Rozpoczęło się odrodzenie Ko­ścio­ła katolickiego u naszych po­łu­dnio­wych sąsiadów.

Tragedia Kościoła na Wę­grzech

To, co czekało węgierski Kościół, zapowiadały najdobitniej słowa, jakie wypowiedział w styczniu 1948 r. komunistyczny dyktator Węgier, Ma­ty­as Rakosi:

„Musimy położyć kres sytuacji, w której największe sku­pi­ska wrogów ludu kryją się pod płasz­czy­kiem Kościołów, przede wszyst­kim zaś – w Kościele rzym­skoka­to­lic­kim”.

Najpierw jed­nak wę­gier­scy ko­mu­ni­ści za­trosz­czy­li się o to, by ślady ty­siąc­let­niej, ka­to­lic­kiej prze­szło­ści Wę­gier jako ka­to­lic­kie­go kraju znik­nę­ły z obec­nej w sfe­rze pu­blicz­nej sym­bo­li­ki na­ro­do­wej.

Z godła na­ro­do­we­go Wę­gier usu­nię­to więc ko­ro­nę św. Stefana – sym­bol nie tyl­ko wę­gier­skiej pań­stwo­wo­ści, ale rów­nież chrze­ści­jań­skiej toż­sa­mo­ści tego na­ro­du (św. Ste­fan I – król Wę­gier, współ­cze­sny na­sze­mu Bo­le­sła­wo­wi Chro­bre­mu i jed­no­cze­śnie jego wę­gier­ski od­po­wied­nik, gdy cho­dzi o za­słu­gi w budowie pań­stwa i opie­kę nad Ko­ścio­łem).

Sym­bol ko­ro­ny świę­te­go za­ło­ży­cie­la wę­gier­skiej pań­stwo­wo­ści za­stą­pio­no czer­wo­ną, ko­mu­ni­stycz­ną gwiaz­dą.

W spo­sób naj­bar­dziej dra­ma­tycz­nie za­po­wiedź „krwa­we­go Ma­cie­ja” (taki wy­mow­ny przy­do­mek zyskał so­bie wspo­mnia­ny Rakosi) spraw­dzi­ła się wobec pry­ma­sa Wę­gier, kar­dy­na­ła Jozse­fa Mind­szen­ty­ego. Ar­cy­bi­skup Ostrzy­ho­mia od początku nie miał złu­dzeń co do intencji no­wych, ko­mu­ni­stycz­nych władz.

„Stu­dia hi­sto­rycz­ne rychło na­uczy­ły mnie, że wszel­ki za­war­ty (z ko­mu­ni­sta­mi) kom­pro­mis przy­dat­ny jest tylko im sa­mym” – pi­sał.

Wę­gier­scy ko­mu­ni­ści słusz­nie więc upa­try­wa­li w pry­ma­sie Wę­gier swo­je­go naj­bar­dziej bez­kom­pro­mi­so­we­go prze­ciw­ni­ka.

26 grud­nia 1948 r. ko­mu­ni­stycz­na bez­pie­ka aresz­to­wa­ła kar­dy­na­ła Mind­szen­ty­ego. Kar­dy­nał, prze­czu­wa­jąc swo­je uwię­zie­nie i tor­tu­ry, ja­kim może zo­stać pod­da­ny, zo­sta­wił dla swo­ich naj­bliż­szych współ­pra­cow­ni­ków pi­sem­ną de­kla­ra­cję.

Oświad­czał w niej, że od mo­men­tu jego ewen­tu­al­ne­go aresz­to­wa­nia żadna z de­kla­ra­cji, żad­ne oświad­cze­nie, ja­kie po za­ist­nie­niu ta­kie­go fak­tu zło­ży (a wła­ści­wie: zo­sta­nie zmu­szo­ny zło­żyć), nie może być in­ter­pre­to­wa­ne jako zło­żo­ne bez przy­mu­su i z nie­skrę­po­wa­nej woli.

Prze­czu­cie nie omy­li­ło kar­dy­na­ła Mind­szen­ty­ego. Zo­stał pod­da­ny pod­czas śledz­twa okrut­nym tor­tu­rom (jed­na z lżej­szych po­le­ga­ła na prze­słu­chi­wa­niu go non stop przez parę ty­go­dni).

Pod­czas zor­ga­ni­zo­wa­ne­go póź­niej po­ka­zo­we­go pro­ce­su pry­mas Wę­gier został zmu­szo­ny do od­czy­ta­nia na sali są­do­wej wła­snej „sa­mo­kry­ty­ki” (m.in. „przy­zna­wał” się w niej do prze­my­tu de­wiz) oraz kry­ty­ki pod ad­re­sem Sto­li­cy Apo­stol­skiej.

Ci wszy­scy (w tym Oj­ciec Świę­ty), któ­rzy zna­li wcze­śniej­szą de­kla­ra­cję kar­dy­na­ła Mind­szen­tyego, do­brze wie­dzie­li, co są­dzić o tym „przy­zna­niu się do winy”.

Prymas Węgier został ska­za­ny na karę do­ży­wot­nie­go wię­zie­nia. W ślad za nim do wię­zie­nia wtrą­co­no i in­nych wę­gier­skich bi­sku­pów (m.in. w 1951 r. ar­cy­bi­sku­pa z Ka­lo­czy, Joz­se­fa Gro­sza).

Mię­dzy 1945 a 1951 ro­kiem ko­mu­ni­ści na Wę­grzech wię­zi­li 6 bi­sku­pów i 156 księ­ży. Tylko w czerw­cu i lipcu roku 1950 wę­gier­ska bez­pie­ka uwię­zi­ła 3820 za­kon­ni­ków i za­kon­nic, za­my­ka­jąc 53 zgro­ma­dze­nia za­kon­ne.

Ko­mu­ni­stycz­ny dyk­ta­tor, Ra­koc­si, nie ukry­wał przy tym, że li­czył na to, iż jego wzór „roz­dzia­łu” Ko­ścio­ła od pań­stwa zo­sta­nie prze­ję­ty przez to­wa­rzy­szy i w in­nych „de­mo­kra­cjach lu­do­wych”.

Po­dob­no miał ra­dzić Bie­ru­to­wi (przy­wód­ca PRL-u, od­po­wie­dzial­ny za uwię­zie­nie Pry­ma­sa Ty­siąc­le­cia), że to, co ro­bią ko­mu­ni­ści w Pol­sce, nie jest wy­star­cza­ją­co sku­tecz­ne:

„Po­wie­dzia­łem im, że to, co ro­bią, czy­nią zły­mi me­to­da­mi i po­win­ni wresz­cie za­cząć dzia­łać moją me­to­dą, tj. aresz­to­wać jed­ne­go dy­gni­ta­rza Ko­ścio­ła i prze­ku­pić resz­tę. Oto wszyst­ko, co na­le­ży zro­bić”.

Nie uda­ło się jed­nak ko­mu­ni­stom znisz­czyć w spo­łe­czeń­stwie wę­gier­skim le­gen­dy „że­la­zne­go pry­ma­sa”.

Gdy w 1956 r. wy­bu­chło na Wę­grzech an­ty­ko­mu­ni­stycz­ne po­wsta­nie, jednym z pierw­szych czy­nów po­wstań­ców było uwol­nie­nie z wię­zie­nia kar­dy­na­ła Mind­szen­ty­ego. Ten zaś ca­łym swo­im au­to­ry­te­tem po­parł wy­si­łek Wę­grów wyzwolenia się spod ko­mu­ni­stycz­ne­go jarzma.

Po roz­je­cha­niu nie­pod­le­gło­ścio­wych aspi­ra­cji na­ro­du węgierskiego przez so­wiec­kie czołgi kardynał zna­lazł schro­nie­nie w am­ba­sa­dzie ame­ry­kań­skiej w Bu­da­pesz­cie, gdzie przebywał aż do po­cząt­ku lat 70.

Do dzisiaj postać tra­gicz­ne­go prymasa Węgier należy do na­ro­do­we­go panteonu naszych bra­tan­ków.

Nie­przy­pad­ko­wo za jed­no z ważniejszych wydarzeń zwią­za­nych z od­zy­ski­wa­niem przez Wę­gry faktycznej nie­pod­le­gło­ści uzna­je się ofi­cjal­ną re­ha­bi­li­ta­cję kar­dy­na­ła w dniu 7 lutego 1990 r. oraz późniejsze spro­wa­dze­nie jego cia­ła do sto­li­cy węgierskich pry­ma­sów w Ostrzy­ho­miu.

W 1990 r. po­wró­ci­ła rów­nież do godła na­ro­do­we­go ko­ro­na św. Stefana. Węgry roz­po­czę­ły trud­ny powrót do swo­ich chrze­ści­jań­skich ko­rze­ni.

Podobne treści znajdziesz w naszym sklepie:

Mity i fakty. Zeszyty historii Kościoła (4)Mity i fakty. Zeszyty historii Kościoła (3)Mity i fakty. Zeszyty historii Kościoła (1-2)