Historia Kościoła Zobacz

Czerwona gwiazda w walce z Krzyżem cz. 2

Sie 13, 2018 Grzegorz Kucharczyk

Wielki rosyjski filozof Ni­ko­łaj Bier­dia­jew, przebywający po re­wo­lu­cji bol­sze­wic­kiej na emigracji, napisał w swo­im dziele Problem komunizmu, że ko­mu­nizm (zwłaszcza w wydaniu ro­syj­skim) jest zjawiskiem o charakterze du­cho­wym i religijnym. A mówiąc pre­cy­zyj­niej: fałsz komunizmu jest fał­szem duchowym.

Dziel i rządź?

Według Bier­dia­je­wa ko­mu­nizm to nic innego jak ate­istycz­na rewolta prze­ciw tajemnicy krzy­ża. To stwierdzenie ro­syj­skie­go my­śli­cie­la moż­na odnieść zresz­tą do innych, wcze­śniej­szych i póź­niej­szych re­wo­lu­cji.

Od­rzu­ce­nie cierpienia (tzn. co­dzien­ne­go krzy­ża ludzi i całych spo­łecz­no­ści), a w kon­se­kwen­cji ra­dy­kal­ne po­szu­ki­wa­nie moż­li­wo­ści budowania raju tu i te­raz, raju na ziemi – oto, co w za­sa­dzie legło u naj­głęb­szych korzeni za­rów­no francuskich rewolucjonistów (wi­zja raju pt. „re­pu­bli­ka jedna i nie­po­dziel­na”), rewolucji na­ro­do­woso­cja­li­stycz­nej w Niemczech (hitlerowski „raj”: Ty­siąc­let­nia Rzesza) czy w naszych cza­sach Czer­wo­nych Khme­rów w Kambodży, mor­du­ją­cych niemal połowę swego na­ro­du w imię „lepszej przyszłości”.

Stąd też każda z tych re­wo­lu­cji była w zasadzie wielką wojną re­li­gij­ną. Ich walka z chrześcijaństwem, a zwłasz­cza z Kościołem katolickim, nie była więc ja­kąś aberracją, „wy­pa­cze­niem”. To było wpisane w logikę ruchu rewolucyjnego pojmującego siebie jako nowy me­sja­nizm, nową, lepszą od chrze­ści­jań­stwa religię.

Tak było i w przy­pad­ku bol­sze­wi­zmu. Stworzony przez nie­go Związek Sowiecki, mimo że de­kla­ro­wał we wszyst­kich ustawach i do­ku­men­tach kon­sty­tu­cyj­nych swoją świa­to­po­glą­do­wą neu­tral­ność, był de facto pań­stwem wy­zna­nio­wym.

Wyznaniem miał być wła­śnie wspo­mnia­ny przez Bierdiajewa wojujący ate­izm. Stąd też bezlitosna walka so­wiec­kie­go państwa z chrze­ści­jań­stwem, za­rów­no prawosławnym, jak i katolickim.

Metody walki były różne. Oprócz fi­zycz­nej eksterminacji chrze­ści­jań­skie­go duchowieństwa odwoływano się do zna­nej od czasów starożytnych metody:

„di­vi­de et impera” (dziel i rządź).

Dodajmy, że sposób ten był szeroko sto­so­wa­ny rów­nież przez komunistów, któ­rzy zo­sta­li osa­dze­ni przez Armię Czer­wo­ną po 1945 r. w krajach Europy Środkowej (w Pol­sce, w Cze­cho­sło­wa­cji i na Węgrzech).

Zaraz po objęciu władzy w Rosji roz­po­czę­li oni działalność dy­wer­syj­ną wo­bec Cerkwi prawosławnej, któ­rej celem było rozbicie jej jedności.

W roku 1922 z inspiracji władz sowieckich powstała więc tzw. Żywa Cerkiew, kie­ro­wa­na przez po­wol­nych sowieckim or­ga­nom bez­pie­czeń­stwa prawosławnych hie­rar­chów: bi­sku­pa Antoniego Gra­now­skie­go oraz pro­to­jere­ja Kraśnickiego.

Nie­ste­ty, sowiecka bezpieka zanotowała nie­ma­ły sukces. „Żywa Cerkiew” cieszyła się dość du­żym powodzeniem, w okre­sie swojego naj­więk­sze­go rozkwitu dys­po­no­wa­ła ona 16 tysiącami księży i 200 biskupami.

Nie można jednak zapominać o fakcie, że za tymi licz­ba­mi stały często tragedie wie­lu lu­dzi, zła­ma­nych sumień, kampania za­stra­szeń i roz­ma­itych nacisków ze stro­ny bol­sze­wic­kiej bezpieki.

Zachęcone sukcesem „Ży­wej Cer­kwi” bolszewickie władze two­rzy­ły i inne rozbijackie organizacje pod na­zwą: Cer­kiew Odrodzona, Wolna Cer­kiew Pra­cow­ni­cza czy Niezależna Cer­kiew Ukra­iń­ska. Podobne zabiegi spa­li­ły jed­nak na pa­new­ce wobec Kościoła ka­to­lic­kie­go dzia­ła­ją­ce­go w Rosji. Tu­taj so­wie­tom nie udało się sprokurować ta­kie­go rozbicia, jakie było udziałem „Ży­wej Cerkwi”.

Nawracanie na ateizm

Państwo sowieckie nie ogra­ni­cza­ło się li tylko do niszczenia chrze­ści­jań­stwa i eksterminowania (w różny spo­sób) chrze­ści­jan. Z tym nisz­cze­niem ści­śle zwią­za­ne było krzewienie so­wiec­kiej religii pań­stwo­wej, tzn. wo­ju­ją­ce­go ate­izmu. To zaś od­by­wa­ło się za po­mo­cą wy­spe­cja­li­zo­wa­nych or­ga­nów bol­sze­wic­kie­go pań­stwa. Wśród nich przo­do­wał zaś Zwią­zek Wo­ju­ją­cych Bez­boż­ni­ków.

Organizacja ta została za­ło­żo­na w 1925 roku przez Jemieliana Ja­ro­sław­skie­go (właśc. Miniej Izraelewicz Gu­bel­man), przyjaciela Lenina i człon­ka naj­wyż­szych władz bolszewickiej partii.

Związek Wo­ju­ją­cych Bez­boż­ni­ków dys­po­no­wał od­dzia­ła­mi w całym Związku Sowieckim. Dysponował sub­wen­cjo­no­wa­ną przez pań­stwo wy­so­ko­na­kła­do­wą prasą, ad­re­so­wa­ną do wszyst­kich grup ludności (np. dla koł­choź­ni­ków prze­zna­czo­ny był Die­re­wień­skij Biezbożnik, a dla młodzieży Ju­ny­je Bie­zboż­ni­ki, głównym zaś or­ga­nem pra­so­wym Związku był Bie­zboż­nik).

Do­daj­my, że ta dzia­łal­ność wy­daw­ni­cza pro­wa­dzo­na była od 1927 r. na za­sa­dzie to­wa­rzy­stwa ak­cyj­ne­go i dla sa­me­go Ja­ro­sław­skie­go oraz innych jego współ­pra­cow­ni­ków sta­no­wi­ła źró­dło po­kaź­ne­go do­cho­du. Dość wspo­mnieć, że łącz­ny na­kład prasy pro­pa­gu­ją­cej wojujący ate­izm wy­no­sił 44 mi­lio­ny eg­zem­pla­rzy!

Cel Związku Wo­ju­ją­cych Bez­boż­ni­ków zde­fi­nio­wa­ny był już w samej na­zwie. Cho­dzi­ło o pro­pa­go­wa­nie wszel­ki­mi środ­ka­mi wo­ju­ją­ce­go ate­izmu.

Mia­ły temu służyć licz­ne wiece, naj­czę­ściej przed jeszcze ist­nie­ją­cy­mi ko­ścio­ła­mi, tak jak ten zor­ga­ni­zo­wa­ny 18 stycz­nia 1930 r. przed ka­to­lic­ką ka­te­drą w Mińsku. Spa­lo­no tam pu­blicz­nie wiele świę­tych ob­ra­zów, a przed pol­skim kon­su­la­tem wzno­szo­no okrzy­ki:

„Precz z Ko­ścio­łem – ostoją bur­żu­azji!”.

Związek Bez­boż­ni­ków rów­nie ostro pra­co­wał nad usu­nię­ciem z co­dzien­ne­go ży­cia so­wiec­kich oby­wa­te­li ja­kich­kol­wiek, naj­mniej­szych na­wet, śla­dów ist­nie­nia chrze­ści­jań­skich tra­dy­cji. Pro­pa­go­wa­no więc wśród lud­no­ści za­miast wie­sza­nia w do­mach ikon i two­rze­nia do­mo­wych oł­ta­rzy­ków or­ga­ni­zo­wa­nie tzw. ugoł­ków bie­zboż­ni­ka (ką­ci­ków bez­boż­ni­ka).

W 1927 r. władze bol­sze­wic­kie wpro­wa­dzi­ły zakaz sta­wia­nia krzy­ży na mo­gi­łach.

Należało również wymazać pa­mięć o chrześcijańskich świętach. Szcze­gól­ne świadectwo w tym wzglę­dzie od­naj­du­je­my w wydawanej w Mińsku (przed 1939 r. położonym w pobliżu pol­skiej gra­ni­cy) przez pol­sko­ję­zycz­nych bol­sze­wi­ków Orce (tak à propos „po­stę­po­wych tra­dy­cji” pol­skich ko­mu­ni­stów).

W 1929 r. gazeta ta ogło­si­ła tzw. kampanię antyświąteczną. Pi­sa­no:

„kam­pa­nię należy poprowadzić nie tyl­ko pod kątem obalania wszel­kich bzdurstw re­li­gij­nych, jak »nie­po­ka­la­ne poczęcie«, »na­ro­dzi­ny Chrystusa« itd., ale właśnie pod znakiem wy­ja­śnie­nia szkodliwej, kontr­re­wo­lu­cyj­nej istoty re­li­gii i dzia­łal­no­ści du­cho­wień­stwa, pod hasłem po­wią­za­nia wal­ki z religią z urze­czy­wist­nie­niem pię­cio­lat­ki, uprze­my­sło­wie­niem kraju, so­cja­li­stycz­ną prze­bu­do­wą go­spo­dar­ki rol­nej”.

W Orce sformułowano rów­nież tzw. hasła prze­ciw­świą­tecz­ne. Za­cy­tuj­my tu­taj tylko część z 22 haseł:

  1. Wytężoną pracą an­ty­re­li­gij­ną oczy­ści­my drogę do kolektywizacji.
  2. Wzmocnimy walkę z kułakami, nepmanami i klerem.
  3. Precz z „bożym narodzeniem”; niech żyje ciągły tydzień roboczy.
  4. Zamiast „bożego narodzenia” – dzień industrializacji i kolektywizacji.
  5. Kler – najwierniejszy pomocnik kontrrewolucji.
  6. Jaskinie oszustwa i obłudy – ko­ścio­ły, cerkwie i synagogi – zamienimy na ogniska kultury socjalistycznej.
  7. Budujemy nowy świat na za­sa­dach kolektywnej, prawdziwie ko­mu­ni­stycz­nej pracy.
  8. Bojowym zadaniem Komsomołu jest wzmocnienie walki z religią.
  9. Współzawodnictwo so­cja­li­stycz­ne jest klasowym orężem walki z re­li­gią.
  10. Walczcie z pojednawczym sto­sun­kiem do religii.

W całym Związku So­wiec­kim, jesz­cze przed po­wsta­niem Związ­ku Bez­boż­ni­ków, organizowano bluź­nier­cze pro­ce­sje.

W 1924 r. na przy­kład w samym Pio­tro­gro­dzie podczas Bożego Na­ro­dze­nia urządzono 20 ta­kich pro­ce­sji, pod­czas których na­igra­wa­no się z naj­więk­szych świętości chrze­ści­jań­stwa, szcze­gól­nie zaś celem ataków był Boski Założyciel Ko­ścio­ła.

Dość wspo­mnieć, że dzia­ła­ją­cy w mieście nad Newą te­atr Ate­ist (fi­nan­so­wa­ny przez wła­dze) swo­ją bezbożną dzia­łal­ność za­czął wy­sta­wie­niem w Wiel­ki Pią­tek sztu­ki szy­dzą­cej z Chrystusa.

Bolszewicy, idąc w ślady swo­ich fran­cu­skich poprzedników (por. cza­sy Wielkiej Rewolucji Francuskiej), upa­try­wa­li również wielkiej przeszkody dla swo­ich celów w chrześcijańskich zna­mio­nach zauważalnych w sposobie mie­rze­nia czasu.

W 1929 r. wpro­wa­dzo­no w Sowietach sześciodniowy „ty­dzień” pracy, a potem tzw. nie­pro­eryw­kę, czyli ciągłą pracę w kołchozach, fa­bry­kach, biurach (czy wiadomo teraz, kto był pre­kur­so­rem walki z wolnym dniem Pań­skim?).

Zabroniono używać nazw „nie­dzie­la” (woskriesienie – czyli po ro­syj­sku „zmartwychwstanie”) i „sobota” (sub­bo­ta). Dzień wolny miano nazywać od­tąd „wy­chad­noj” („wy­chod­ny”), a dzień po­prze­dza­ją­cy – „podwychadnoj”.

W 1930 r. 25 grudnia przemianowano na Dzień In­du­stria­li­za­cji, w 1931 roku znie­sio­no zaś święta wielkanocne.

Demoralizacja za wszelką cenę

Szczególnie wielki wysiłek w krze­wie­nie religii wojującego ateizmu wła­dze bol­sze­wic­kie ukierunkowały na przy­szłość każdego społeczeństwa, a więc na dzieci i młodzież.

Wychowanie „no­we­go czło­wie­ka sowieckiego” mia­ło się odbyć na drodze totalnej de­mo­ra­li­za­cji i de­pra­wa­cji młodego po­ko­le­nia. By zabić Boga w młodych ser­cach, nie co­fa­no się przed naj­gor­szy­mi bluź­nier­stwa­mi.

W 1923 r. za­in­sce­ni­zo­wa­no proces nad Bogiem, podczas któ­re­go dzieci szkolne głosowały nad karą śmierci dla Boga. W szkołach or­ga­ni­zo­wa­no konkursy na najbardziej bluź­nier­cze wyzwiska pod adresem Boga.

Podczas demonstracji an­ty­re­li­gij­nych w Moskwie kazano dzieciom pluć na krzyże. Popularyzowano tak­że „bez­boż­ne zabawki” dla dzieci.

W 1930 r. sowiecka Ga­ze­ta Na­uczy­cie­la donosiła o utwo­rze­niu sta­no­wi­ska „nauczyciela wy­cho­wa­nia an­ty­re­li­gij­ne­go”. A w maju tego samego roku zwo­ła­no pierwszy ogólnosowiecki zjazd „Bez­boż­nych Dzieci”.

Każdy totalitaryzm można roz­po­znać po jego staraniu o jak najszybsze wy­izo­lo­wa­nie dzieci spod wpły­wu ro­dzi­ców. Już Danton – jeden z przy­wód­ców re­wo­lu­cji francuskiej – twier­dził, że wszyst­kie dzieci winny należeć do pań­stwa.

Po­dob­nie my­śle­li i na­ro­do­wi so­cja­li­ści Hi­tle­ra or­ga­ni­zu­ją­cy Hi­tler­ju­gend, co miało od­dzie­lić nie­miec­ką młodzież zarówno od wpływu ro­dzi­ny, jak i od szkolnictwa pro­wa­dzo­ne­go przez Kościół.

Nie inaczej postępowali bol­sze­wi­cy. W sowieckiej Rosji pro­to­ty­pem Hitlerjugend były or­ga­ni­za­cje pio­nie­rów i komsomolców. Przy­na­leż­ność do nich była obo­wiąz­ko­wa.

Ro­dzi­ce, któ­rzy ośmielili się nie posłać swo­je­go dziec­ka do nich, mu­sie­li się liczyć z su­ro­wy­mi re­pre­sja­mi (utrata pracy, aresz­to­wa­nie, ze­sła­nie do gułagu, a na­wet śmierć). Tylko przynależność do Kom­so­mo­łu otwierała drogę do studia i umożliwiała ich ukoń­cze­nie.

Pionierzy (dla dzieci) i kom­so­mol­cy (dla młodzieży) to w myśl za­mie­rzeń władz sowieckich króliki do­świad­czal­ne, umożliwiające sprawdzenie, jak w młodym umy­śle i sercu za­szcze­pić wojujący ateizm jako religię.

Wie­le w tym względzie mówi wpro­wa­dzo­ny na po­cząt­ku lat 30. zwy­czaj pio­nier­skie­go i komsomolskiego przy­wi­ta­nia: „Boga niet” (Boga nie ma), na co mia­no odpowiadać: „I nie nado” (I nie trze­ba), względnie „I nie budiet” (I nie bę­dzie).

Natomiast jed­nym z zadań sta­wia­nych przed pionierami oraz kom­so­mol­ca­mi było chodzenie pod ko­ścio­ły i cerkwie, by notować nazwiska osób uczęsz­cza­ją­cych na nabożeństwa. Nie­raz zresztą komsomolcy wpadali do ko­ścio­łów i wrza­skiem oraz biciem wier­nych za­kłó­ca­li przebieg Mszy świętej.

Kurs sowieckiej pedagogiki (a wła­ści­wej: antypedagogiki) był bar­dzo ja­sny: najpierw wzbudzić nie­na­wiść i po­gar­dę dla Boga i ludzi wierzących; na­stęp­nym krokiem miała być de­mo­ra­li­za­cja.

Również bowiem gdy chodzi o wy­lan­so­wa­nie i praktyczne zastosowanie ha­sła „róbta, co chceta”, pierwszeństwo na­le­ży do władz bolszewickich.

Pierwsza wielka fala de­mo­ra­li­za­cji dotykająca dzieci i rosyjską młodzież pojawiła się już w czasie re­wo­lu­cji i woj­ny domowej wywołanej bol­sze­wic­kim przewrotem.

Oto bowiem na skutek tych niszczących rosyjskie ro­dzi­ny wy­da­rzeń pojawiły się w całej Rosji setki tysięcy tzw. biezprizornych dzieci, tzn. dzieci pozbawionych swoich ro­dzin, sierot. Sta­ły się one ła­twą ofia­rą wie­lu wy­na­tu­rzeń (w tym sek­su­al­nych).

Po­zba­wio­ne opie­ki swo­ich ro­dzi­ców były tra­gicz­nym ob­ra­zem pierw­szych „do­bro­dziejstw” re­wo­lu­cji bol­sze­wic­kiej.

W latach 20. so­wiec­kie wła­dze bez­względ­nie prze­pro­wa­dzi­ły „osta­tecz­ne roz­wią­za­nie” kwe­stii biez­pri­zor­nych (czę­sto była to fi­zycz­na eks­ter­mi­na­cja).

Lata 20. to okres pro­pa­go­wa­nia w Ro­sji bolszewickiej pro­pa­gan­dy „wy­zwo­le­nia seksualnego” i „uskrzy­dle­nia ero­su”.

Jej rzeczniczką była Alek­san­dra Koł­łon­taj, pełniąca funkcję lu­do­we­go ko­mi­sa­rza do spraw opieki spo­łecz­nej. To ona była autorką hasła skie­ro­wa­ne­go do kom­so­mol­ców o potrzebie zna­le­zie­nia „miej­sca dla skrzydlatego erosa”.

Pro­pa­go­wa­nie roz­wią­zło­ści sek­su­al­nej wśród mło­dzie­ży uza­sad­nia­no tzw. teo­rią szklanki wody (seks to tyle, co wy­pi­cie szklanki wody).

Sowieckie usta­wo­daw­stwo bar­dzo ułatwiało uzyskanie roz­wo­dów (moż­li­we było to nawet za pomocą poczty). W 1920 r. Rosja sowiecka stała się pierwszym na świecie pań­stwem, w któ­rym zalegalizowano abor­cję.

Nie tylko współcześni obroń­cy „praw kobiety do wyboru” powinni zda­wać sobie sprawę, gdzie po raz pierw­szy zastosowano w prak­ty­ce „pra­wo kobiety do własnego brzu­cha”. Po­dob­ne korzenie mają rów­nież wy­znaw­cy (wyznawczynie) fe­mi­ni­zmu. Oto bo­wiem działająca w Mo­skwie Czer­wo­na Mię­dzy­na­ro­dów­ka Ko­biet ogłosiła, że jej celem jest „wy­zwo­le­nie kobiety z jarz­ma ro­dzi­ny, ma­cie­rzyń­stwa, re­li­gii oraz mo­ral­no­ści bur­żu­azyj­nej”.

Inną, odrażającą formą de­mo­ra­li­zo­wa­nia młodzieży było po­pu­la­ry­zo­wa­nie wśród komsomolców do­no­si­ciel­stwa, rów­nież w stosunku do swo­ich naj­bliż­szych.

„Patronem” tego obrzy­dli­we­go procederu uczyniono Pawlika Mo­ro­zo­wa, który na początku lat 30. do­niósł do so­wiec­kiej bezpieki, że jego ojciec jest prze­ciw­ni­kiem władzy ra­dziec­kiej.

Oj­ciec zginął w ła­grze, a sam donosiciel został zamordowany w nie­wy­ja­śnio­nych oko­licz­no­ściach. So­wiec­ka pro­pa­gan­da uczy­ni­ła z niego mę­czen­ni­ka. Pi­sa­no o jego „chlubnym” czynie li­ry­ki (czynił tak m.in. twórca hymnu so­wiec­kie­go S. Mi­chał­kow).

Morozow nie był jedyny. Oto pio­nier Pronia Kołybin zadenuncjował swo­ją własną matkę za to, że poszła na koł­cho­zo­we pole, aby zebrać opadnięte kło­sy i nakarmić własnego syna (czyli komsomolskiego do­no­si­cie­la).

Za „grabież sowieckiej własności” matkę skazano na karę więzienia, a Pro­nię – donosiciela w nagrodę wysłano do po­ło­żo­ne­go na Krymie ekskluzywnego kom­so­mol­skie­go ośrodka Arteka.

Również szczęścia nie miał pewien dyrektor szkoły, którego jeden z pio­nie­rów zadenuncjował do bezpieki za za­da­nie uczniom na lekcji do roz­wią­za­nia następującego zadania:

„We wsi było 15 koni. Gdy chłopi przystąpili do koł­cho­zu, 13 koni zdechło. Ile koni zo­sta­ło?”.

Rzecz jasna, dyrektor jako wróg kla­so­wy (aluzyjnie atakujący ideę ko­lek­ty­wi­za­cji gruntów rolnych) został po­cią­gnię­ty do odpowiedzialności karnej. Tak tworzono „nowego so­wiec­kie­go człowieka”.

Podobne treści znajdziesz w naszym sklepie:

Mity i fakty. Zeszyty historii Kościoła (4)Mity i fakty. Zeszyty historii Kościoła (1-2)Duchowe dziedzictwo św. Jana Pawła II