Nowości Wiara

Bóg na nowo podarował jej życie cz. 2

„Napominamy was, byście nie przyjmowali na próżno łaski Bożej” (2 Kor 6,1). Okazując łaskę, czyniąc cuda, Bóg pragnie tylko i wyłącznie naszego zbawienia. Niektórzy z nas, co prawda, pozostają obojętni, ale niektórzy wyciągają dla siebie zbawienne wnioski.

W życiu dr Glorii Polo, kolumbijskiej dentystki, stał się ewidentny cud powrotu do życia ze stanu bliskiego śmierci. W ostatnim numerze opublikowaliśmy pierwszą część jej świadectwa. Doktor Polo została tak straszliwie poparzona przez uderzenie pioruna, że lekarze nie dawali jej żadnych szans na przeżycie.

A jednak, w wyniku cudownej ingerencji Boga, nie tylko powróciła do zdrowia, ale otrzymała zdolność poczęcia i urodzenia zdrowego dziecka. Otrzymując od Boga nowe ciało i nową szansę życia, Gloria z wdzięcznością przyjmuje łaskę Bożego miłosierdzia i przestrzega innych, by nie powielali w swym życiu błędów, jakie ona popełniała przed swoim nawróceniem.

Oto dalsza część jej świadectwa:

Przebiegłość diabła w okultyzmie

[Kiedy byłam poza swoim ciałem, przeżywałam sąd z całego swego życia. Był to pewnego rodzaju] egzamin z dziesięciorga przykazań, podczas którego zrozumiałam, jak wielkim złem jest praktykowanie różnych form okultyzmu.

Zły duch wmawia nam, że chodzenie do wróżbitów czy bioenergoterapeutów to nic złego. Demon zwodzi, wykorzystuje i dyryguje wszystkim za pomocą świetnie przemyślanego planu: podstępem. Jeśli zwracacie się ku okultyzmowi, chodzicie do tarocistów, wywołujecie duchy, paracie się okultyzmem i astrologią, bierzecie udział w seansach z wirującymi stolikami,  to wtedy zły duch wyciska na Was swoją pieczęć.

Pozwoliłam mu to zrobić z sobą, gdy wraz ze swoją koleżanką, która mnie zabrała, poszłyśmy do wróżki, by ta przepowiedziała mi moją przyszłość. (…) Pozwoliłam, aby prymitywna magia i zabobony miały wpływ na moje życie. Wybrałam bożki, a odrzuciłam wiarę w Boga żywego… (…) Od tamtego czasu pojawiły się u mnie wewnętrzne niepokoje, zamęt, nocne koszmary, lęki, udręczenia, obawa, przerażenie… Ogarnęła mnie chęć samobójstwa.

Wtedy nie potrafiłam zrozumieć, jakie były tego przyczyny. Płakałam, czułam się nieszczęśliwa i nie miałam wewnętrznego pokoju. Wprawdzie modliłam się, ale czułam, że Pan jest daleko ode mnie; już nie odczuwałam bliskości Boga, której doświadczałam, będąc dzieckiem. Coraz trudniej było mi się modlić. Otwarłam złemu duchowi drzwi i wkroczył w moje życie z całą swoją mocą. (…)

Zrozumiałam też, że bardziej niż w Boga wierzyłam w Merkurego, Wenus i inne ciała niebieskie. Amulety były dla mnie ważniejsze niż Bóg. Byłam zaślepiona astrologią oraz czytaniem z gwiazd i rozpowiadałam wokół, jak to gwiazdy wpływają na moje życie i pozytywnie je kształtują.

Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że astrologia jest pseudonauką demonicznego pochodzenia. Ona stała się dla mnie ważniejsza niż Pismo Święte i nauka Kościoła katolickiego… (…) Zupełnie nie byłam świadoma tego, że Pan zapłacił za mnie wysoką cenę; że i ja zostałam odkupiona Jego najdroższą Krwią. Wszystko to stało się dla mnie jasne podczas „egzaminu”.

Zniszczona relacja

Najgorsze w moim przypadku było to, że (…) moja dusza marniała, albo raczej – mówiąc dobitniej – głodowała, gdyż nie otrzymywała duchowego pokarmu. Poświęcałam się jedynie swemu ciału. (…) Nigdy nie troszczyłam się o rozwój duchowy. Nigdy nie karmiłam się słowem Bożym, byłam bowiem zdania, że ten, kto regularnie czyta Biblię, wcześniej czy później straci rozum. Przestałam chodzić do spowiedzi, bo wydawało mi się, że nie ma sensu wyznawanie grzechów któremuś z tych „starych, zwapniałych facetów”, których uważałam za gorszych i bardziej grzesznych niż ja.

[W ten sposób] wielki kłamca i wichrzyciel – diabeł – trzymał mnie z dala od spowiedzi i sakramentów, (…) zapobiegając uświęcaniu i oczyszczaniu mojej duszy. (…) Za każdym razem gdy popełniałam grzech, demon wyciskał na białej szacie mojej duszy stempel – czarny znak swojego królestwa ciemności. Moje grzechy miały poważne konsekwencje dla zdrowia i przyszłości mej duszy.

Od swojej pierwszej spowiedzi przed Pierwszą Komunią Świętą nigdy nie wyspowiadałam się należycie. (…) Niegodnie przyjmowałam Pana Naszego Jezusa Chrystusa w sakramencie ołtarza. Bluźniłam do tego stopnia, że mówiłam naokoło:

„To ma być Najświętszy Sakrament? Jak to możliwe, że sam wszechpotężny Bóg obecny jest w kawałku chleba, Hostii? Ci księża powinni raczej dodać do niej trochę sosu karmelowego, aby przynajmniej dobrze smakowała, a nie tak mdło!”

I w taki oto sposób osiągnęłam dno, niszcząc swoją relację z Bogiem, swoim Stworzycielem.

Cudzołóstwo

[Zawsze] ogarniał mnie ogromny gniew, gdy musiałam się przypatrywać temu, jak [mój] tata perfidnie upokarzał mamę na oczach całego świata. Bolało mnie, kiedy widziałam, jakim kobieciarzem był mój ojciec. Czuł się bardzo dobrze, był wręcz szczęśliwy, gdy mógł się chełpić i opowiadać mojej matce oraz wszystkim ludziom naokoło, jakim to on jest macho, ponieważ miał równocześnie wiele kobiet i był w stanie trzymać je wszystkie na wodzy oraz zadowalać.

Poza tym wiele pił i palił. (…) Kiedy dorosłam i byłam samodzielna – i oczywiście miałam już wystarczająco dużo pieniędzy – zaczęłam wywierać ciągłą presję na swoją matkę, mówiąc do niej:

„Mamo, wiesz co? Rozejdź się z tatą!”. (…)

Mama zwykle mawiała wtedy do mnie:

„Nie, moja droga córko, nie rozwiodę się, chociaż zachowanie twojego ojca jest dla mnie bolesne i upokarzające. (…)

Ponoszę tę ofiarę i wytrzymuję ze względu na sakrament małżeństwa i na was, moje siedmioro dzieci. Lepiej jest, aby tylko jedna osoba musiała cierpieć. (…)

Jeśli rozejdę się z twoim ojcem, kto wtedy będzie się modlił o jego nawrócenie, aby jego dusza została zbawiona? Cierpienie i poniżenie, jakie wyrządza mi twój tata, jednoczę z niewymownymi cierpieniami naszego Pana Jezusa Chrystusa na Krzyżu. Każdego dnia mówię Mu:

»To, co muszę cierpieć i znosić, jest przecież niczym w porównaniu z cierpieniami, jakie znosiłeś dla nas na krzyżu. Aby moje cierpienie miało wartość, proszę Cię o to, bym mogła połączyć i zjednoczyć je z Twoim cierpieniem, tak aby to moje cierpienie otrzymało moc wyproszenia łaski nawrócenia dla męża i dzieci, by mogli zostać uchronieni od wiecznego potępienia!«”.

Nie rozumiałam tego wszystkiego i tylko potrząsałam głową z powodu „głupoty” mamy. Po prostu nie byłam w stanie tego pojąć. To były myśli całkowicie mi obce, diametralnie sprzeciwiające się mojemu ówczesnemu sposobowi życia i myślenia. (…)

[Choć ja sama nigdy nie miałam żadnego] kochanka i przez całe życie byłam wierna jednemu mężczyźnie, to jest swojemu mężowi, to [podczas życiowego egzaminu] ukazano mi, że za każdym razem, gdy odkrywałam brzuch i pokazywałam swe ciało, sprawiałam, że obcy mężczyźni gapili się na mnie, mieli sprośne fantazje i przez to nakłaniałam ich do grzechu.

[„Słyszeliście, że wam powiedziano: Nie cudzołóż! A Ja wam powiadam: Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa” (Mt 5,27-28)].

(…) Także gdy ciągle doradzałam kobietom, by nie były wierne swoim mężom (…), byłam współwinna tych grzechów cudzołóstwa. W czasie tego przeglądu swojego życia zdałam sobie sprawę, że tak zwane grzechy pożądliwości są ohydne i że prowadzą bezpośrednio do potępienia.

Da się je jednak całkowicie odrzucić, nawet jeśli wielu ludzi uważa je dziś za normalne i mówi, że wspaniale jest samemu doświadczyć tego czy tamtego. (…)

Musiałam stwierdzić ze smutkiem, że grzech to nie tylko akt dokonany, lecz najbardziej tajemna myśl w mojej duszy. Bolesną rzeczą było dla mnie, gdy musiałam zdać sobie sprawę z tego, jakie skutki miały wszystkie te grzechy i przez jak długi czas działały.

Utrata czystości i aborcja

Pan (…) pokazał mi z całą wyrazistością, że byłam niesamowicie okrutną morderczynią. Mordy, w jakie byłam uwikłana, należały do zabójstw, które w oczach Pana zaliczają się do tych najpotworniejszych: aborcje dzieci nienarodzonych.

Gdy miałam 16 lat, poznałam swego pierwszego narzeczonego. Moje przyjaciółki zaczęły wtedy wywierać na mnie presję, ponieważ jako dziewica byłam wśród nich czarną owcą. (…) Nie mogłam się im wymigać, powiedziałam więc do swojej koleżanki Esteli:

„A jeśli zajdę w ciążę, jak ty?”.

Odpowiedziała na to:

„Nie, to ci się nie przytrafi, bo teraz są inne metody, mianowicie prezerwatywy”.

(…) Było mi źle z tym, że musiałam dotrzymać tej głupiej obietnicy. Kiedy było już po, dotarło do mnie, że moja matka miała rację, mówiąc, że dziewczyna, która traci niewinność, gaśnie. Czułam, że coś we mnie wtedy zgasło, jak gdybym straciła coś, co już nigdy nie powróci, nigdy nie zostanie mi zwrócone.

I tak z wyczarowanego przed moimi oczami przez moje przyjaciółki sensacyjnego przeżycia pozostały jedynie wewnętrzne rozczarowanie, gorycz i smutek. (…) Byłam oburzona i wściekła na nie, jak też na siebie samą, że byłam taka głupia i im uległam, że zrobiłam coś, czego nie chciałam, i że to wszystko uczyniłam z tchórzostwa przed nimi…

Do tego mimo wszystkich rad mojej przyjaciółki Esteli, pomimo wszystkich środków ostrożności, po swoim pierwszym razie zaszłam w ciążę. Możecie sobie wyobrazić strach szesnastoletniej dziewczyny? Ciąża! Zauważyłam wówczas wiele zmian w swoim ciele. Oprócz tego strachu czułam również, że czułość do tego dziecka, które nosiłam w sobie, kiełkowała we mnie i stawała się coraz silniejsza.

Opowiedziałam o tym wszystkim swojemu narzeczonemu. Był zaskoczony i przestraszony. Oczekiwałam, że powie:

„No to się pobierzmy”

(miałam wtedy 16 lat, a on 17). On mi jednak powiedział, że nie zrujnujemy sobie życia z tego powodu i że powinnam usunąć dziecko… I tak odeszłam, strasznie przygnębiona, zmartwiona, niezmiernie smutna. Byłam również wściekła na Estelę, która mi obiecała, że nic mi się nie stanie. Odnośnie do aborcji powiedziała mi:

„Nie martw się. Nie zapominaj, że ja coś takiego już kilka razy przeżyłam. Za pierwszym razem byłam trochę smutna, za drugim było ciut lżej, za trzecim w ogóle niczego się nie czuje”.

(…) Nikt nie jest w stanie sobie wyobrazić, jak się bałam i jakie miałam poczucie winy, gdy udałam się do tego szpitala, daleko od swego domu, by dokonać aborcji. Lekarz poddał mnie narkozie. Gdy się ocknęłam, nie byłam już tą samą osobą co wcześniej. Zabili moje dziecko, a ja umarłam wraz z nim…

Antykoncepcja

Pan ukazał mi jeszcze więcej, a mianowicie to, jak przez tak zwane planowanie rodziny przyczyniałam się do kolejnych aborcji. Założono mi miedzianą spiralę jako środek antykoncepcyjny. Nosiłam ją od 16. roku życia do dnia, gdy trafił we mnie piorun. Usuwałam ją jedynie wtedy, gdy chciałam zajść w ciążę. (…)

Wiecie, czym tak naprawdę jest spirala? Mikroaborcją. Tak, spirala powoduje mikroaborcję, gdyż zapłodniona komórka jajowa chce się zagnieździć w macicy i nie może z powodu spirali. Ginie, jest spędzana.

Te zapłodnione komórki jajowe to są już ludzie. Mają już duszę, w pełni wykształconą! [Ludzie], którym nie pozwala się żyć! Straszną rzeczą było przyglądać się, jak wiele takich zapłodnionych komórek – a więc w pełni zdolnych do życia ludzi – zostało w ten sposób spędzonych. Te słońca, „boskie iskry” są gaszone, mordowane, a krzyki [tych] dzieci wstrząsają fundamentami nieba…

Najgorsze dla mnie było to, że nie mogłam powiedzieć, że nie wiedziałam tego. Pewien ksiądz bowiem powiedział o tym w swoim kazaniu, ale ja nie chciałam tego słuchać. (…) Wtedy usłyszałam, jak mówił akurat, że spirala przyczynia się do aborcji i że każda kobieta używająca czegoś takiego nie może przystępować do Komunii Świętej.

Słuchałam tego i wściekałam się na tamtego księdza.

„Co ci księża sobie myślą? Co się tak wtrącają, jakim prawem? No jasne, to dlatego Kościół nie idzie do przodu i świeci pustkami: nie idzie z duchem czasu, ma gdzieś postęp i naukę. Właściwie to za kogo się ci księża uważają?” (…).

Wściekła i pomstując, wyszłam z kościoła… Na swoim sądzie nie mogłam zatem przed Bogiem powiedzieć, że nie wiedziałam…

(…) Ileż dzieci zabiłam w ten sposób… (…) Moje łono, zamiast być źródłem życia, stało się cmentarzyskiem, miejscem straceń moich nienarodzonych dzieci. Wyobraźcie sobie, że własna matka zabija swoje dziecko. Matka, której Bóg udzielił tak wielkiego daru, że może przekazywać życie, która powinna strzec dziecka i zachowywać je od każdego zła; ta matka morduje swoje własne dziecko!…

Demon, działając według swej diabelskiej strategii, doprowadził do tego, że ludzkość zabija swoje dzieci, a tym samym rujnuje swą przyszłość. Zaczęłam teraz pojmować, dlaczego przez cały czas byłam taka zgorzkniała, przygnębiona, w złym humorze, nieprzyjemna, wiecznie rozdrażniona, sfrustrowana z powodu wszystkiego i wszystkich.

To jasne – przekształciłam się w maszynę do zabijania dzieci nienarodzonych. To coraz bardziej ciągnęło mnie w dół, aż na krawędź piekła…

Wspomaganie aborcji

Nie zabijamy tylko wtedy, gdy odbieramy komuś życie. Można popełnić ten grzech również „okrężnie”.

Uważajcie teraz dobrze! Władza i wpływ, jakie sobie zyskałam dzięki swoim pieniądzom, zwiodły mnie i doprowadziły do tego, że sfinansowałam nie tylko jedną, lecz wiele – by nie powiedzieć mnóstwo – aborcji. (…) Zawsze bowiem mawiałam:

„Kobieta ma prawo do decydowania o tym, kiedy chce zajść w ciążę, a kiedy nie. Jej brzuch należy tylko do niej!”. (…)

I patrzcie! W mojej „księdze życia” było wszystko wypisane czarno na białym. [Rozdzierał mnie] ogromny ból, gdy zobaczyłam i zrozumiałam w końcu, w jakie potworne przestępstwa uwikłałam się swoimi pieniędzmi.

Skłoniłam do aborcji pewną dziewczynę, która miała zaledwie 14 lat. (…) Zamiast odciągnąć ją od tego zamiaru, opowiedzieć jej o naszym Panu Bogu, (…) dałam jej tak dużo pieniędzy, że mogła udać się do najbardziej renomowanej kliniki aborcyjnej, by zapobiec wszelkim komplikacjom. (…) Sfinansowałam jeszcze parę – by nie powiedzieć wiele – innych aborcji…

(…) Demony wylały na mnie krew mojego dziecka, które miałam na sumieniu, i również krew dzieci tych osób, które zachęcałam i podżegałam do dokonania aborcji. Moja początkowo jasna dusza przekształciła się w nieprzeniknioną ciemność.

Po aborcji utraciłam wszelkie poczucie grzechu. Naprawdę uważałam, że nie miałam grzechów. (…) Ach, moi Bracia i Siostry w Chrystusie Panu, co to za smutna sprawa! Jakże wielki ból!… (…)

Prawda

Pan pokazał mi wszystkie te rzeczy, których nie jesteśmy w stanie ujrzeć swoimi ziemskimi oczyma. (…) Każde dziecko zaraz po poczęciu otrzymuje duszę. (…) Bóg stwarza ją już całkowicie ukształtowaną.

Natychmiast po tym, jak doszło do połączenia się plemnika z komórką jajową, tworzy się nieskończenie piękny, świetlisty promień. Światło owo wygląda jak słońce, które wychodzi ze świetlistego blasku Boga Ojca i Jego nieskończonej Miłości.

W tym samym momencie ta stworzona przez Niego dusza jest już dojrzała i dorosła. Jest doskonała, jest obrazem Boga. To młode życie jest zatopione w Duchu Świętym, który pochodzi z Bożego Serca.

Łono kobiety, które poczęło, pełne jest tego światła, blasku zjednoczenia Pana z tą nowo stworzoną duszą. [Pan] ukazał mi, co się wydarzyło, kiedy lekarz przeprowadzał aborcję. Zobaczyłam go, jak trzymał coś na kształt obcęgów, którymi chwycił dziecko i rozdrobnił je na kawałki. (…)

A gdy mordercy i personel klinik aborcyjnych chwytają dziecko obcęgami i rozczłonkowują je, ta maleńka istota [walczy o życie]. Zobaczyłam, że jest to grzech wołający o pomstę do nieba. Gdy zabija się takie dziecko, ono tak głośno krzyczy, że całe niebo drży i się trzęsie. Kiedy ja pozwoliłam uśmiercić swoje dziecko, słyszałam jego głośny i rozdzierający serce krzyk.

Słyszałam także, jak Jezus jęczał i cierpiał na krzyżu z powodu tej duszy i każdej pojedynczej duszy, która jest abortowana i której odmawia się prawa do życia. Spojrzenie Pana na krzyżu było tak pełne bólu… Nie da się opisać, jakie cierpienia Jezus musiał znosić z tego powodu! Gdybyście mogli to zobaczyć, nikt nie odważyłby się dokonać aborcji.

Podstęp szatana

(…) To szatan tak sprawia, że źle rozumiemy rzeczy, bagatelizujemy je, jak gdyby wszystko było nieistotne i bez znaczenia. Jak gdyby aborcja była najnormalniejszą rzeczą w tym bezbożnym świecie. (…)

Wiecie, dlaczego szatan to czyni? Dlaczego zwodzi ludzi, aby robili coś takiego? Między innymi dlatego, że potrzebuje tych ofiar, bo każda umyślnie dokonana aborcja zwiększa jego władzę w świecie. (…) Aborcja jest najcięższym, najstraszliwszym grzechem ze wszystkich grzechów.

Za każdym razem gdy przelewana jest krew dziecka – niewinnego dziecka – składamy szatanowi ofiarę całopalną, a jego moc w świecie się powiększa. (…) Dobrowolna aborcja (…) oznacza przekazanie szatanowi kierownictwa swego życia, zaprzedanie mu własnej duszy. Demon prowadzi nas bezpośrednio do otchłani, ponieważ przelewamy niewinną krew. Dziecko jest (…) „niewinnym barankiem”, tak jak Jezus – „Baranek Boży, który został za nas zabity”.

Taki grzech (…) jest przyczyną tego, że coraz więcej demonów opuszcza piekielne otchłanie i zamieszkuje ziemię, by zniszczyć całą ludzkość. Otwierają się dotychczas zapieczętowane bramy, odpadają pieczęcie, które Bóg tam umieścił, by zło nas nie zalało. Te pieczęcie kruszeją coraz bardziej po każdym dziecio­bójstwie.

Z piekielnych bram wychodzą demony, które wyglądają jak straszne larwy, a ziemia i ludzkość coraz bardziej zalewana jest tym szatańskim pomiotem. Te ohydne stwory przyczepiają się do nas, prześladują nas, a na końcu czynią z nas wszystkich niewolników naszych ciał, naszego pożądania, grzechu, podatnych na zło.

Sami widzimy, jak zło przybiera wszędzie na sile. Jest tak, jak gdybyśmy sami dawali demonom do ręki klucze, aby mogły wyjść. I wychodzą, coraz liczniej – demony prostytucji, chorej seksualności, satanizmu, ateizmu, samobójstwa, znieczulicy i wszelkiego zła, jakie codziennie widzimy. Z każdym dniem świat staje się coraz gorszy. Tryumfem piekła jest codzienny mord wielu dzieci. (…)

Aborcja zakłada na szyję ciężki łańcuch, który nam ciąży (…) i sprawia taki ból, który nigdy nie przeminie w naszym życiu. Ta straszna świadomość, że się popełniło morderstwo, że jest się mordercą… Najgorsze w tym wszystkim jest to, że nie zabiło się kogoś tam, ale własne dziecko, własne ciało i krew. (…) Czy mamy w ogóle pojęcie o tym, jak wiele dzieci zabijanych jest codziennie na całym świecie?

Nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie rozmiaru tej przerażającej zbrodni. Brodzimy w ich krwi i nawet tego nie zauważamy. (…) Grzeszymy bezwiednie, ponieważ zagłuszyliśmy swoje sumienie. (…) A gdy ktoś angażuje się w walkę przeciwko aborcji, przedstawiany jest jako fanatyk, konserwatysta, staromodny i szalony. To jest jeden z największych tryumfów księcia piekła, szatana!

(…) [Kiedy trwamy w grzechu śmiertelnym], nasze życie zmienia się coraz bardziej w piekło (…) z chorobami i innym złem, które nas nawiedza. To wszystko to działanie demonów wśród nas, w kulturze śmierci. Jednak to my – i tylko my – sami ponosimy winę, bo otworzyliśmy diabłu na oścież bramę swoimi grzechami, za które nie żałowaliśmy i z których się nie wyspowiadaliśmy. W ten sposób dajemy mu swobodę i pozwolenie na to, aby postępował z nami tak, jak mu pasuje. (…)

Nasz kochający Bóg daje nam jednak w swoim nieskończonym miłosierdziu sakrament pokuty i mamy możliwość żalu, zmycia swoich grzechów dzięki spowiedzi i w ten sposób zerwania pęt szatana, położenia kresu raz na zawsze jego wpływowi na swoje życie. [W sakramencie pokuty, we krwi Baranka] możemy obmywać swoją duszę. Ja jednakże tego nie czyniłam…

Wybór

Z pewnością możecie sobie wyobrazić, jaki wstyd i smutek mnie ogarnął, gdy moja „księga życia” się zamknęła. Odczuwałam wielki żal, że w swoim życiu byłam taka zła i niewdzięczna wobec Boga Ojca, swego Stworzyciela. Pomimo wszystkich moich ciężkich grzechów, mimo całego brudu mej duszy i mojej obojętności, mimo mojej letniości i okrutnych uczuć wobec bliźnich – Pan zawsze mnie szukał, i to nawet do ostatniego momentu. Szedł za mną i czekał na znak mojej woli do nawrócenia się i powrotu. Posyłał ciągle osoby, które napotykałam na swojej drodze życia i które były Jego narzędziami, aby mnie skłoniły do zastanowienia się i do powrotu do Niego. (…)

Zabrał mi też wiele rzeczy, aby skłonić mnie do zastanowienia się. Zsyłał mi próby i ciężkie chwile. Jak kłody rzucał mi pod nogi wielkie rozczarowania. Wszystko to czynił nieustannie, by mnie odzyskać, sprowadzić mnie na tę właściwą drogę do domu Ojca. Naprawdę próbował wszystkiego do ostatniej chwili i czekał na mój znak. Nigdy jednak nie naruszył mojej wolnej woli. Powinnam była rozpoznać Jego wołanie oraz czekanie i dobrowolnie podjąć wtedy właściwą decyzję. (…)

On nigdy mnie nie potępił, to ja sama doprowadziłam do tego wszystkiego. (…) Znalazłam sobie swojego „ojca” i własny „klan”. Ojcem, którego sobie wybrałam, nie był Bóg Ojciec, lecz szatan. Diabła wzięłam sobie za przewodnika swego życia… Według jego woli i kłamstw ukształtowałam sobie życie. On i jego mamidła były sensem mojego nędznego życia…

Miłosierdzie

Kiedy moja „księga życia” została zamknięta, dotarło do mnie, że zwisam głową w dół na krawędzi strasznej, ciemnej przepaści. Byłam pewna, że spadnę bezpowrotnie do tej mrocznej dziury, na końcu której wyobrażałam sobie bramę prowadzącą do wiecznego potępienia. Tak oto zaczęłam z całej siły i rozpaczy krzyczeć i wołać. Błagałam wszystkich świętych, aby mnie uratowali. (…)

Nagle zapadła grobowa cisza. Ta cisza sprawiała, że znowu czułam nieopisane cierpienia. Poczułam beznadziejną pustkę. Czułam się samotna i całkowicie opuszczona. (…)

Przypomniałam sobie, jak jedna z moich pacjentek powiedziała mi pewnego razu:

„Niech pani doktor posłucha i zapamięta sobie. Jest pani wielką materialistką, ale pewnego dnia przypomni pani sobie, co teraz powiem. Tak, będzie nawet pani tego bardzo potrzebowała w obliczu wielkiego niebezpieczeństwa, którego pani nie uniknie. (…)

Jeśli znajdzie się pani w takiej sytuacji, to niech zwróci się pani do naszego Pana, Jezusa Chrystusa, i prosi Go, aby pokrył i ochronił panią swoją Przenajdroższą Krwią. On bowiem także i panią Nią odkupił”.

Z wielką skruchą i wstydem, wśród wielkich cierpień swego serca, zaczęłam się drzeć wniebogłosy:

„Panie Jezu, zmiłuj się nade mną! Przebacz mi! Panie, daj mi drugą szansę!”.

Potem przeżyłam najpiękniejszy moment w całej tej historii. (…) [Doświadczyłam, jak] On, nasz Pan, Jezus Chrystus, schodzi na dół i wyciąga mnie z tej czarnej, okropnej otchłani, z tej napawającej strachem dziury. (…) I z miłością nie dającą się wyrazić ludzkimi słowami mówi do mnie:

„Powrócisz na ziemię, otrzymasz drugą szansę. (…) Możesz powrócić dzięki modlitwie wielu ludzi, którzy nie są z tobą spokrewnieni i nie należą do twojej rodziny. Wiele obcych ci osób modliło się i z głębi duszy w twojej intencji wznosiło do Mnie swe serce…”.

W tym momencie ujrzałam (…) wszystkie osoby, które dowiedziały się o moim wypadku z gazet, serwisów radiowych i telewizji i które, poruszone tą wiadomością, modliły się za mnie. To była demonstracja mocy modlitwy wstawienniczej. (…) Wiedzcie, że Msza Święta jest największym darem, jaki możecie komuś ofiarować. Eucharystia bowiem nie jest dziełem człowieka, lecz bezpośrednią interwencją Boga w świecie.

Nawróć się!

[Potem Pan powiedział mi jeszcze]:

„Powrócisz na ziemię. O tym swoim przeżyciu nie opowiesz tysiąc razy, ale tysiące tysięcy razy. Będą ludzie, którzy się nie zmienią, mimo że dowiedzą się o twojej historii. I takie osoby sądzone będą wtedy z większą surowością”.

Wszystko, co Wam dziś tutaj opowiedziałam, Drodzy Bracia i Siostry w Panu, nie jest groźbą czy pogróżką, ani też szantażem; nasz Pan bowiem nie chce nam grozić czy szantażować nas. To, co przed chwilą przeczytaliście, jest Waszą drugą szansą, okazją, którą wszyscy, Wy i ja, zawdzięczamy jedynie niezmierzonej dobroci naszego Boga. Skorzystajcie z tej oferty. Być może to Wasza ostatnia okazja. (…)

Gdy bowiem otworzy się przed nami „księga życia”, gdy umrzemy, wszyscy doświadczymy tego samego procesu i zobaczymy siebie takimi, jakimi naprawdę jesteśmy, bez żadnego retuszu; w obecności Boga zobaczymy i usłyszymy swoje najgłębsze myśli oraz najbardziej tajemne uczucia. Wszystko będzie jasne i nic się nie ukryje. Najpiękniejszą rzeczą będzie to, że każda i każdy z nas stanie bezpośrednio przed Panem, twarzą w twarz.

On jak żebrak bezustannie prosi, abyśmy się nawrócili, abyśmy powrócili do domu Ojca. Byśmy powrócili do Niego, ażeby zacząć od nowa. On chce, byśmy się stali nowymi stworzeniami z Nim i przez Niego. Bez Jego pomocy bowiem nie jest to dla nas możliwe.

Gloria Polo, oprac. na podstawie tłum. Agnieszki Zuby


Przyjęcie wezwania do nawrócenia, które Jezus kieruje dziś do nas, powinno wyrazić się bardzo konkretnie poprzez:

  1. Odwrócenie się od grze­chu oraz ży­cie zgodne z zasadami mo­ral­ny­mi i na­uką Kościoła katolickiego.
  2. Co­dzien­ną mo­dli­twę – między innymi różaniec i czytanie Pi­sma św.
  3. Podjęcie praktyki pierw­szych piąt­ków i sobót mie­sią­ca w intencji wy­na­gro­dze­nia Najświętszemu Sercu Pana Jezusa i Nie­po­ka­la­ne­mu Ser­cu Mat­ki Bo­żej za grze­chy wła­sne i świa­ta.
  4. Comiesięczną spo­wie­dź i jak naj­częst­sze przyj­mo­wa­nie Je­zu­sa w Eu­cha­ry­stii; a także, je­że­li to jest moż­li­we, poprzez podjęcie po­stu o chle­bie i wo­dzie w środy i piątki. „Zanim nadejdzie czas sprawiedliwości, daję ludzkości czas miłosierdzia” – mówi do nas Pan Jezus poprzez św. Faustynę. Dobrze wykorzystajmy ten czas.

Podobne treści znajdziesz w naszym sklepie:

Komplet 3 książek: Wybierz więc życie, Recepta ... - III, Magia - IIIKomplet Duchowe dziedzictwo + Wybierz więc życieWybierz więc życie