Wiara Zobacz

Bezpodstawna wiara w przypadkową ewolucję

Wrz 03, 2018 Mirosław Rucki

Wobec braku rzeczowych dowodów na samoczynne powstanie i ewolucyjny rozwój życia na Ziemi musimy przyjąć, że powszechna propaganda darwinizmu nosi charakter ideologiczny, a nie naukowy. Głosząc wbrew znanym faktom wiarę w bezcelowość powstania Wszechświata, życia na Ziemi i samego człowieka, niektórzy próbują zagłuszyć głos Jezusa Chrystusa wołającego: „Bliskie jest Królestwo Boże! Nawracajcie się i wierzcie Ewangelii” (Mk 1,15).

Kto od kogo pochodzi?

Otwierając szkolne podręczniki i encyklopedie, ma się wrażenie, że naukowcy już dawno z pewnością wiedzą, jakie żyjątka wyewoluowały z jakich przodków i w jaki sposób.

W swoim dzieciństwie wielokrotnie słyszałem na przykład, że człowiek pochodzi od małpy. Nawet kawał taki opowiadano, że Gruzini pochodzą od małpy o nazwie Szympanidze, Ormianie od małpy nazywanej Makakian, a Żydzi od małpy Abramgutan.

Dzisiaj „politycznie poprawne” jest stwierdzenie, jakoby ludzie i małpy pochodzą od wspólnego przodka, choć w rzeczywistości takiego przodka nikt nigdy nie widział ani w przyrodzie żywej, ani w skamielinach.

Gdybyśmy spróbowali zajrzeć do literatury specjalistycznej, dowiedzielibyśmy się, że sprawa pochodzenia gatunków (filogenezy) wcale nie jest taka prosta, jak nam się wmawia w popularnych książkach i programach telewizyjnych.

Wybitny polski profesor A. Urbanek przyznaje:

Współczesna literatura poświęcona filogenezie zwierząt przedstawia istny gąszcz różnorodnych i często sprzecznych ze sobą poglądów, robiąc wrażenie obiektywnego chaosu panującego w tej dziedzinie biologii. Niewątpliwie nie nadeszła jeszcze długo oczekiwana chwila uzgodnienia poglądów na podstawowe zagadnienia filogenezy zwierząt” (A. Urbanek, Jedno istnieje tylko zwierzę… Myśli przewodnie biologii porównawczej, PAN, Warszawa 2007, s. 192).

Dzieje się tak dlatego, że „nie istnieją żadne empiryczne dowody ewolucji, więc naukowcy mogą swobodnie spekulować bez jakichkolwiek ograniczeń wynikających z materiału dowodowego” – uważa profesor Gerald R. Bergman z uniwersytetu medycznego w Ohio.

I rzeczywiście, nawet profesor T.A. Brown, autor ponad 700-stronicowego dzieła pod tytułem Genomy (wydanie polskie: PWN, Warszawa 2009), poświęcając 50 stron zagadnieniom ewolucji genomów, przyznał się, że dla żadnej z istniejących hipotez nie ma dowodów (s. 586) oraz że drzewa ewolucji genów żadną miarą nie chcą się pokrywać z ogólnie przyjętymi drzewami ewolucji gatunków (s. 602).

Biochemik prof. M.J. Behe po przeanalizowaniu 16 podręczników akademickich ze swojej dziedziny zauważa, że w jednym z nich ewolucja jako taka jest wzmiankowana 22 razy, w pięciu zaledwie po kilkanaście razy, w kolejnych pięciu po kilka, a pięć o niej w ogóle nie wspomina. O jednym z tych podręczników Behe pisze:

„Mając jedynie dwa odnośniki do ewolucji w indeksie zawierającym ok. 6000 haseł, Lehninger ukazuje fałsz swojej nauczycielskiej porady, by studenci zrozumieli wagę ewolucji w nauce. Indeks bowiem zawiera praktycznie wszystko, co dotyczy biochemii – najwyraźniej ewolucja nie jest z tym przedmiotem powiązana. (…)

Wielu studentów uczy się z tych podręczników, jak postrzegać świat przez pryzmat ewolucji. Jednak nie ma tam informacji o tym, w jaki sposób darwinowska ewolucja doprowadziła do powstania któregokolwiek z niesamowicie skomplikowanych biochemicznych systemów, o których studenci się uczą”.

Jest więc absolutnie nieprawdopodobne, by dzisiejszy uczony mógł po prostu nie zauważyć, z jaką inteligencją i znajomością rzeczy została zaprojektowana i stworzona najmniejsza istota żyjąca i jak doskonale każda istota pasuje do całego systemu innych istot oraz do środowiska.

Po prostu nie ma żyjątek „prymitywnych” i „bardziej rozwiniętych” – wszystkie są w pełni funkcjonalne i dostosowane do życia w danym środowisku oraz do adaptacji (w pewnym zakresie) do zmieniających się warunków.

Co było wcześniej, nadajnik czy odbiornik?

Z punktu widzenia zdrowego rozsądku stopniowe samoczynne ewoluowanie skomplikowanych urządzeń w wyniku przypadkowych modyfikacji jest po prostu niemożliwe.

Weźmy prosty przykład: układ echolokacji u nietoperza. Mamy nadajnik, który wysyła sygnał ultradźwiękowy; mamy odbiornik, który odbiera odbite od przeszkody echo; i mamy komputer, który natychmiast przelicza czas pomiędzy wysłaniem sygnału a odbiorem echa, uzyskując informację o tym, jak daleko znajduje się przeszkoda.

Już na początku trzeba zadać sobie pytanie: czy może samoczynnie powstać urządzenie obliczające odległość na podstawie czasu wędrowania fali ultradźwiękowej? Jak znam życie, to nawet wśród uczniów szkół, którzy mają to w programie nauczania, nie każdy potrafi dokonać takich obliczeń. A przecież uczniom podaje się i prędkość fali, i gotowe wzory.

Nietoperz natomiast musiałby dochodzić do tego metodą prób i błędów, uderzając głową w niezauważone drzewo i czekając, aż kolejna przypadkowa mutacja skoryguje w jego „komputerze” wzór, by dokładniej obliczał odległość.

Zastanówmy się jednak nad całym systemem echolokacyjnym. Czy może taki układ rozwinąć się stopniowo? Jeśli tak, to w jakiej kolejności „powstawały” jego elementy na drodze przypadkowego rozwoju sterowanego przez dobór naturalny?

Bo przecież organizm, w którym jest nadajnik ultradźwiękowy, a nie ma odbiornika ani systemu obliczeniowego, nie będzie miał żadnej orientacji w przestrzeni.

Tak samo nic nie daje zwierzątku odbiornik sygnałów, jeśli nie są one nadawane – bo nie powstaje echo, które daje użyteczną informację.

Tak samo układ obliczeniowy mający najwspanialsze możliwości przetwarzania sygnałów na nic się nie przyda, jeśli nie jest prawidłowo podłączony do zsynchronizowanych nadajnika i odbiornika.

Prawdę mówiąc, jakoś nie mogę uwierzyć w możliwość istnienia całego szeregu pokoleń nietoperzy mających sam tylko nadajnik, lub sam tylko odbiornik, lub sam tylko zaawansowany komputer w głowie, który nie ma sygnałów do przetwarzania.

Nie ma żadnych dowodów, by tacy „przodkowie nietoperza” kiedykolwiek istnieli. A przecież właśnie taką wiarę postulują zwolennicy teorii ewolucji w dowolnej jej postaci mimo oczywistych faktów.

Naukowcy Rick Durrett i Deena Schmidt (Cornell University) na podstawie danych eksperymentalnych szacują, że w przypadku muszki owocówki (Drosophila melanogaster) około 10 milionów pokoleń musiałoby minąć, ażeby nastąpiła sekwencja dwóch mutacji prowadzących do „przełączenia” w genach z jednego miejsca wiązania czynnika transkrypcyjnego na drugi (artykuł pt. Waiting for Two Mutations: With Applications to Regulatory Sequence Evolution and the Limits of Darwinian Evolution, „Genetics”, 2008 November; 180(3): 1501-1509).

Założenie, że pierwsza mutacja byłaby neutralna, a druga bardzo korzystna, powoduje zwiększenie liczby pokoleń do 100 mln. Chyba nie muszę dodawać, że dwie takie mutacje jeszcze nie spowodują wytworzenia układu echolokacyjnego. Jakie więc są podstawy do wiary w „stopniowy rozwój” sterowany przypadkowymi mutacjami?

Podstaw do takiej wiary nie ma, ale głęboko wierzący w Darwina naukowcy gotowi są wierzyć wbrew rozsądkowi i wbrew faktom.

Badając narządy echolokacji u nietoperzy, pani profesor Emma C. Teeling z Dublina nie była w stanie nawet w przybliżeniu odpowiedzieć na pytanie, jak zachodziła ewolucja tych narządów.

W jednym ze swoich artykułów Autorka uczciwie się przyznała, że systemem echolokacji zarządzają całe grupy genów, i nie wiadomo, jak i z czego one mogłyby mutować w procesie ewolucji.

Przy tym wyraziła ona nadzieję, że wkrótce zostaną znalezione liczne formy przejściowe, pozwalające wypełnić lukę pomiędzy realnym nietoperzem, wyposażonym w doskonały skomplikowany system echolokacji, a jego hipotetycznymi przodkami, wyposażonymi w hipotetyczne niedorozwinięte niefunkcjonalne części tegoż systemu (Hear, hear: the convergent evolution of echolocation in bats?, „Trends in Ecology and Evolution”, vol. 24, No. 7-2009, s. 351-354).

Tak naprawdę Autorka stanęła w tym samym miejscu co 150 lat temu Darwin, który zapowiedział dostarczenie „w krótkim czasie ogromnej ilości dowodów” na ewolucję gatunków.

Jak widać, dowodów tych po prostu brak dzisiaj, tak samo jak brakowało ich w roku 1858, kiedy po raz pierwszy opublikowano prace Ch.R. Darwina  i A.R. Wallace’a.

Używajmy rozumu

Biochemik Ernst Boris Chain, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie medycyny, pisał:

„Te klasyczne ewolucyjne teorie są rażąco nadmiernym uproszczeniem niesamowicie złożonej oraz zawiłej masy faktów. Zadziwia mnie, że są one połykane tak chętnie i bezkrytycznie, i od tak długiego czasu przez tak wielu naukowców bez jakiegokolwiek pomruku protestu”.

Mając ogromną wiedzę na temat procesów zachodzących w organizmach żywych, Chain nazywał wszelkie teorie samoczynnego przypadkowego powstania życia „szalonymi spekulacjami”. „Boga nie da się ominąć wymówką opartą na tak naiwnym myśleniu” – stwierdził.

Inny noblista biochemik, Jacques Lucien Monod, zwraca uwagę naukowców na to, że w teorii samoczynnej przypadkowej ewolucji

„głównym problemem jest pochodzenie kodu genetycznego oraz jego mechanizmu translacyjnego. (…) Kod jest bezużyteczny, jeżeli nie zostanie odkodowany.

Mechanizm translacyjny współczesnej komórki złożony jest z co najmniej pięćdziesięciu makromolekularnych składników, które same są zakodowane w DNA: kod nie może zostać poddany translacji inaczej niż przez produkty translacji”.

Inaczej mówiąc, bez życia nie ma życia: kod genetyczny ma sens jedynie w organizmach żywych, zaś organizmy żywe mogą istnieć tylko dzięki kodowi genetycznemu – Ktoś musiał stworzyć i jedno, i drugie.

Co więcej, musiał uczynić to za jednym razem, gdyż istnienie kodu genetycznego poza organizmem żywym nie ma najmniejszego sensu, jak i istnienie organizmu bez kodu genetycznego.

Nie bójmy się używać rozumu. Zadając pytania nawet najbardziej zagorzałym ewolucjonistom, możemy szybko się przekonać, że jedynym ich argumentem jest powtarzanie od 150 lat sloganu:

„samoczynna przypadkowa ewolucja organizmów żywych jest faktem”.

W rzeczywistości jednak fakty wskazują na konieczność istnienia mądrego, wszechwiedzącego Boga Stwórcy, który stworzył ten cały przepiękny otaczający nas świat zgodnie z planem, a elementy tego planu są zakodowane m.in. w genach istot żywych.

„Nie jest mi trudno mieć tę wiarę – przyznaje Arthur Holy Compton, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie fizyki – gdyż niezaprzeczalnym jest fakt, iż tam, gdzie jest plan, mamy do czynienia z inteligencją”.

Plany Boga w Twoim życiu

Kiedy Trójjedyny Bóg projektował Wszechświat, Ziemię i człowieka, miał na myśli również Ciebie i mnie. Pragnął podzielić się z nami tą nieskończoną miłością i szczęściem, która istnieje we wspólnocie Osób Boskich: Ojca i Syna, i Ducha Świętego.

A kiedy z powodu własnej pychy i głupoty ludzkość wybrała grzech, Syn Boży uniżył się do postaci człowieka, przyjmując ludzkie ciało z Maryi Dziewicy, i poniósł na sobie konsekwencje wszystkich naszych grzechów (por. Flp 2,8).

Każdy, kto uwierzy w Niego i zaufa Mu, będzie mógł doświadczyć ogromu Bożej miłości i miłosierdzia już teraz, we wspólnocie Jego Kościoła, w którym codziennie dokonuje się cud uobecnienia się zbawczej ofiary Chrystusa w Eucharystii.

Bóg pragnie, byśmy z czystym sercem przystępowali do Komunii św. i przez to mieli życie w sobie, według Jego obietnicy:

„Kto spożywa ciało moje i pije moją krew, ten ma żywot wieczny, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym” (J 6,54).

Bogu niezmiernie zależy na Twoim szczęściu, dlatego w Jego planach zajmujesz bardzo ważne miejsce w cywilizacji miłości skupionej wokół Jezusa Chrystusa.

Aby tej miłości doświadczyć zgodnie z zamiarem Boga, musimy zrezygnować z pychy i egoizmu, które niszczą miłość. Każdy grzech jest przejawem pychy („ja wiem lepiej”) i egoizmu („nie obchodzi mnie, czy to przeszkadza innym”), dlatego najbardziej potrzebujemy oczyszczenia wewnętrznego i ustawicznego nawracania się.

Godząc się na grzechy cudzołóstwa, nieczystości seksualnej, kłamstwa, bałwochwalstwa, kradzieży itp., blokujemy sobie dostęp do prawdziwego szczęścia płynącego z czystej miłości Boga i bliźniego.

Wielokrotnie i na wiele sposobów Bóg udowodnił nam swoją potęgę i miłość: stwarzając świat i ludzkość w nim, dając nam swojego Syna Umiłowanego jako ofiarę za nasze grzechy, wzbudzając Jezusa Chrystusa z martwych i dokonując licznych cudów we wspólnocie Kościoła.

Tego, co Bóg dla nas zrobił, powinno wystarczyć, by wzbudzić w nas miłość, wdzięczność i zaufanie. Nie dajmy więc sobie wmówić, jakoby wszystko – cały świat i my w nim – powstało przypadkowo, bez żadnego celu i sensu. Fakty i zdrowy rozsądek podpowiadają: Bóg Cię kocha i pragnie Twojej miłości.

Jaka będzie Twoja odpowiedź?

Podobne treści znajdziesz w naszym sklepie:

Wszechświat. Wielkość, wspaniałość i piękno boskiego stworzeniaPochodzenie życiaRacjonalne podstawy wiary